nowako-wa
08.04.09, 20:10
Ledwo zaczęłam pisać na forum, a moja walka dobiegła końca. Emanuel
żył tylko, a może aż 12 dni, wcześniej 12 dni walczyłam z
przedwczesnym porodem. Tu nie muszę nikomu tłumaczyć co przeżywam...
Pomimo ,że poród był w 23 tc mały był silny, jednak zakażenie było
silniejsze. Nawet nie mam z kim się podzielić moim bólem, jeszcze te
wzystkie formalności...Jak sobie radziliście, kiedy trzeba się było
poddać. W tamtym roku lądowałam 2 razy w szpitalu psychiatrycznym,
przeszłam b. silną depresję, dlatego kontroluję moje myśli, aby nie
dać sie zwariować. Ale jak wytłumaczyć sercu ,że dziecka już nie
będzie, że następne dni będą bez niego...Wiem ,że gdyby miało być
ciężko chore, to dziekuję Bogu ,że go zabrał i ,że nie przedłużał
mojej nadzieji, bo z każdym dniem moja miłość do niego rosła, to
wszystko wiem, ale instynkt macierzyński mówi co innego...
I jak poradzić sobie z rozhuśtaną laktacją, biorę bromergon, piję
szałwię, obkładam się kapustą , a piersi wciąż szaleją i te zapasy
mleka w zamrażarce.
Podzielę się jeszcze jedną myślą , która mnie dręczy. Kiedy zaszłam
w ciąże ( od pierwszego razu, 1-wszy syn ma 16 lat)zdawałam sobie
sprawę ,że coś może pójśc nie tak, to będe próbować dalej...a teraz
nie wiem, boję się , a jak sytuacja się powtórzy. Drugi raz tego nie
przezyję. Może za wcześnie aby o tym myśleć , a jakie wy macie
doświadczenia?
Piszę bardziej aby to wyrzucić z siebie, bo wiem ,że sama muszę to
przetrawić, czas pewnie zrobi swoje... moją ostoją jest modlitwa i
codzienna eucharystia, bez tego nie dałabym rady.