Dodaj do ulubionych

Zaplata za nieobecnosc na jezdzie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.07, 19:47
Byl taki watek,ze w ktoryms OSK jazdy po 5 niezdanych sa drozsze od
zwyklych dodatkowych godzin.A w moim OSK bylo tak,ze np.ktos mial
jazde,ale nie przyszedl i nie dal wczesniej znac,ze go nie bedzie to
placil za nieobecnosc na jezdzie!Czy to normalne?Czy u Was tez tak
jest?Za nieobecnosc na egzaminie tez sie placi,to ok,bo to pewnie
ustawa tak przewiduje,ale zeby w OSK?W koncu wypadki chodza po
ludziach-ktos moze np.sie rozchorowac w dniu jazdy czy zlamac noge i
z tego wszystkiego zapomniec o wykonaniu telefonu.Ba,trzeba dac znac
conajmniej 2 dni wczesniej,a skad ktos moze miec pewnosc,ze akurat w
dniu jazdy nic go nie spotka?Przypadki pewnie rzadkie,ale teraz po
czasie sie zastnawiam czy to norma w szkolach taka zaplata za
nieobecnosc,bo pamietam sytuacje,jak kursantka przyszla na jazde i
tlumaczy dlaczego nie byla na poprzedniej i,ze przeprasza,ze nie
dala znac,alei tak kazali jej zaplacic "kare"
Obserwuj wątek
    • Gość: Mika Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.07, 19:57
      u mnie na początku kursu było powiedziane że jazdy można odwoływać 24h przed
      umówioną jazdą, jeżeli odwołało się np tego samego dnia to jazdy przepadały. O
      ile wiem wiele ośrodków stosuje takie praktyki.
    • Gość: Kamila Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: 212.182.107.* 14.11.07, 20:09
      Rozumiem, że jazda przepada, jeśli się nie zawiadomi odpowiednio
      wcześnie, ale żeby za to płacić??????? Przecież zostaje im niezużyta
      benzyna! I auto się nie zużywa:-). Więc tylko kursant traci, a
      ośrodek wychodzi na +, w końcu płacisz za cały kurs, nie? Czyli ta
      niewyjeżdżona lekcja jest dwa razy tyle warta???? Paranoja!
      • Gość: Luzaczka Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.07, 20:14
        Mnie tez sie wydalo to dziwne,ale,ze w niby auto stoi
        niewykorzystane,a w tym czasie moglby kto inny jezdzic.W sumie co by
        to zmienilo?
        • Gość: . Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: *.85-237-180.tkchopin.pl 14.11.07, 20:53
          To nie jest na zasadzie, ze placisz za to ze nie przyszedles na
          jazde tylko musisz jakby dokupic jazde zeby miec wyjezdzone ustawowe
          30 godz. jesli na jedna nie przyszedles to wyjezdzisz 29 wiec prosty
          rachunek musisz wykupic dodatkowo 1 jazde ktora sie nie odbyla.

          U mnie w osrodku takze bylo trzeba zawiadomic instruktora 24 godziny
          wczesniej jednak gdy byl to wypadek losowy typu zepsuty autobus lub
          cos innego nie bylo zadnych probemow z odwolaniem jazdy tego samego
          dnia
          • Gość: Luzaczka Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.07, 21:00
            Nie do konca sie z tym zgodze,bo ta jazda,ktora przepadla odbywala
            sie w pozniejszym terminie,ale i tak trzeba bylo zaplacic za
            nieobecnosc.
            • Gość: Luzaczka Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.07, 21:03
              Pozatym jesli kurs kosztuje np.1200 zl i zaplacilam juz calosc,to
              dlaczego mam placic wiecej za nieobecnosc na jezdzie?
      • linia.frontu Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie 14.11.07, 21:22
        Gość portalu: Kamila napisał(a):

        > Rozumiem, że jazda przepada, jeśli się nie zawiadomi odpowiednio
        > wcześnie, ale żeby za to płacić??????? Przecież zostaje im
        niezużyta
        > benzyna! I auto się nie zużywa:-). Więc tylko kursant traci, a
        > ośrodek wychodzi na +, w końcu płacisz za cały kurs, nie? Czyli ta
        > niewyjeżdżona lekcja jest dwa razy tyle warta???? Paranoja!

        A pomyśleliście o zmarnowanych godzinach jazdy Instruktora, które
        mógłby wyjeździć z kimś innym, gdyby został wcześniej zawiadomiony?
        Zmarnowanych. Bo ma rozbity dzień, zazwyczaj nawet nie pojedzie do
        domu, przecież Instruktorzy nie mieszkają przecznicę dalej. Umyje
        Autko, pozałatwia sprawy w biurze, zatankuje, ale nikt mu za to nie
        zapłaci. Nie mówię o nagłych przypadkach, kiedy tego się przewidzieć
        nie dało, ale zdarzają się kursanci, którzy nie przychodzą
        programowo i nie można się do nich dodzwonić (pozdrawiam kolegę z
        kursu:), są tacy, którym się "zapomniało" (ups!), są tacy, którym
        się nie chciało zadzwonić. Instruktor czeka, 10,15 minut, próbuje
        się dodzwonić, w końcu mu się udaje i ups! zapomniałem, albo ups!
        coś mi wypadło. Tacy ludzie powinni płacić. Często są to dzieciaki,
        które chodzą do szkoły i nie mają pojęcia, jak to jest, kiedy
        pracuje się od rana do nocy, a ma się jeszcze studia, albo rodzinę.
        W moim ośrodku zazwyczaj, a zawsze w tak zwanych nieprzewidzianych
        sytuacjach, chłopaki idą na rękę własnym kosztem, i tu nie chodzi
        nawet o kasę, ale o czas: przerzuciłby sobie kogoś z wieczora i
        mógłby wcześniej skończyć. Zresztą to nie zależy, jak mniemam, od
        instruktorów, tylko od polityki ośrodka. Tylko punkt widzenia zależy
        od miejsca siedzenia i zazwyczaj szersza perspektywa zostaje
        wykluczona. U nas od pierwszej jazdy była mowa o tym, żeby
        przynajmniej ostatniego dnia wieczorem dzwonić i mówić. Myśmy się
        raz z Instruktorem nie dogadali, i ja nie przyszłam. Wtedy piętek
        miałam wolny, już nie pamiętam dlaczego i nawet nie zdążyłabym w
        godzinę dojechać do Warszawy. Powiedział, że mi tego nie policzy, bo
        to on nie dogadał.
        • mlody-kierowca Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie 17.11.07, 13:24
          Umowa jest taka, jeśli nie możesz przyjść na jazdę dzwonisz do instruktora
          przekładasz a on sobie decyduje co robi z tą godziną. Dzięki temu ja mogłam
          pojeździć dłużej. Ale jak nie zadzwonią to nie płaci się za to, ale krecha u
          instruktora pewnie jest.
        • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie 17.11.07, 13:33
          U mnie w ośrodku nikt nie płacił za to, że nie przyszedł na jazdę. To jak
          załatwiło się swoją nieobecność zależało od kursanta (rusycystka mówiła zawsze
          absencja). Byli tacy co dzwonili i było ok, instruktor albo zatrzymywał kursanta
          na dłużej albo korzystał z czasu wolnego. Byli tacy co stosowali totalną olewke,
          ale to już rzecz od kultury osobistej zależne. Moja koleżanka, która robiła kurs
          o 5 lat wcześniej w innym ośrodku, jeśli nie przyszła na jazdę ta godzina po
          prostu przepadała, nie było zmiłuj. Nie wiem jak wyglądała sprawa kiedy chciała
          przełożyc.

          O opłatach za nie przyjście nie słyszałam.
          • Gość: Luzaczka Re: Zaplata za nieobecnosc na jezdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.07, 14:36
            Wydaje mi sie,ze osrodki poprostu zarabiaja sobie takim oto sposobem-
            nie przyszles,ja nie pracowalem,ale kase i tak mam-bezsens!Zgadzam
            sie z linia,brak szacunku itd,ale sa w koncu jakies wypadki losowe.W
            moim OSK instruktorzy nie dawali swoich numerow,zeby odwolac trzeba
            bylo dzwonic do biura,jka napisalam conajmniej 2 dni wczesniej.A
            skad ja mam wiedziec,ze w dniu jazdy nie wstane z lozka,bo mnie
            np.grypa powali?I co wtedy dzwonie,ale,ze to juz dzien jazd to
            place???W koncu instruktorom nalezy sie chwila wytchnienia,bo
            ostatnio niektorzy stawiaja na ilosc godzin,niz na jakosc nauczenia
            kursanta(po raz kolejny stwierdzam,ze nie wszyscy tak robia)jezdza
            glodni,bo nie mieli czasu zjesc i nawet na glupie wyjscie do toalety
            tez nie ma okazji,bo jazdy sa pod rzad!
            • Gość: nb. nieobecnosc IP: 80.48.90.* 17.11.07, 15:33
              To jest jednak sprawa UMOWY z daną Szkółką.
              Wielu Instruktorów pracuje w kilku Szkółkach na raz i ma podpisany
              Kontrakt na pracę w danych godzinach(istnieja różne rozwiązania).
              Jeżeli pracuje na Umowę Zlecenie(Umowa O Dzieło), to ma zapłacone za
              faktycznie wyjeżdżone godziny.
              Jeżeli jest na stałym Etacie , to -
        • no-comments a co z nieobecnością instruktora?? 17.11.07, 16:35
          linia.frontu napisała:

          > A pomyśleliście o zmarnowanych godzinach jazdy Instruktora, które
          > mógłby wyjeździć z kimś innym, gdyby został wcześniej zawiadomiony?
          > Zmarnowanych. Bo ma rozbity dzień, zazwyczaj nawet nie pojedzie do
          > domu, przecież Instruktorzy nie mieszkają przecznicę dalej.

          A odbiając piłeczkę - a co jeśli to instruktorowi coś wypadnie? Skoro ja na dwa
          czy jeden dzień wcześniej "muszę wiedzieć" czy nie złamię w dniu jazdy nogi,
          albo nie przykuje mnie do łóżka grypa jelitowa i później płacę za każdą
          nieodwołaną w terminie godzinę jazdy - to co zrobić, jeśli to instrukstor nie
          zdąży odwołać jazdy, bo zepsuło się auto, bo zapomniał, bo źle zapisał, bo
          musiał coś nagle załatwić i co wtedy?? Skoro kursant musi płacić - to może
          instruktor też powinien - np jazda gratis dla takiego kursanta. Czy mój czas
          jako kursantki jest mniej ważny od czasu instruktora? Kursant też może mieć czas
          zaplanowany tak, że nagle odwołana jazda burzy mu/ jej cały rytm dnia. Albo ktoś
          dojeżdza ileś tam km do większego miasta na jazdy i kto mu/ jej zwróci za bilet
          za nagle odwołaną jazdę (jak już siedzi np w autobusie)??

          > Tylko punkt widzenia zależy
          > od miejsca siedzenia i zazwyczaj szersza perspektywa zostaje
          > wykluczona.

          Ano własnie. Nic dodać, nic ująć. Kompromis ciężko będzie znaleźć. Chociaż w
          taką odwołaną nagle godzinę (kursant po prostu nie przychodzi) - instrutkorzy
          mogliby wtedy pozałatwiać te wszystkie "bardzo wazne sprawy", które zdarza im
          się załatwiać podczs jazd z kursantem;) Oczywiście nie dotyczy wszystkich
          instrutkorów;)
          • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: a co z nieobecnością instruktora?? 17.11.07, 17:31
            Mój instruktor kilka razy przekładał jazdy. Raz zadzwonił i pytał czy zdążę
            dojść do niego w 30 minut. Zdążyłam, nie potrzebnie się spieszyłam bo i tak
            jazdę zaczęliśmy 30 minut później. Potem też dzwonił kilka razy i przesuwał mnie
            na wcześniejszą godzinę, albo następny dzień, raz zrobił to jak już zamykałam
            drzwi za sobą i miałam maszerować na jazdę, jemu sie przypomniało, że Adamo
            będzie latał i chciałby zobaczyć. Albo przychodziłam na jazdę, która się nie
            odbywała tylko lądowaliśmy w kawiarni. Sama odwołałam raz jazdę, tylko było to z
            grubym wyprzedzeniem.

            Grunt to umowa z instruktorem, oraz obopólny szacunek do czasu i pracy drugiej
            osoby. A jeśli każą sobie płacić za przesunięte godziny, to ja radze taki
            ośrodek omijać. Jeśli ktoś zlewa instruktora to już powinni to między sobą
            załatwić, jak dorośli ludzie.

            Teraz chcą zlikwidować opłaty za egzaminy poprawkowe na studiach, bo są
            bezprawnie pobierane, a tu opłaty za niebycie na jazdach wprowadzają.
          • linia.frontu Re: a co z nieobecnością instruktora?? 17.11.07, 18:24
            no-comments napisała:

            > A odbiając piłeczkę - a co jeśli to instruktorowi coś wypadnie?
            Skoro ja na dwa czy jeden dzień wcześniej "muszę wiedzieć" czy nie
            złamię w dniu jazdy nogi, albo nie przykuje mnie do łóżka grypa
            jelitowa i później płacę za każdą nieodwołaną w terminie godzinę
            jazdy - to co zrobić, jeśli to instrukstor nie zdąży odwołać jazdy,
            bo zepsuło się auto, bo zapomniał, bo źle zapisał, bo musiał coś
            nagle załatwić i co wtedy?? Skoro kursant musi płacić - to może
            instruktor też powinien - np jazda gratis dla takiego kursanta. Czy
            mój czas jako kursantki jest mniej ważny od czasu instruktora?
            Kursant też może mieć czas zaplanowany tak, że nagle odwołana jazda
            burzy mu/ jej cały rytm dnia. Albo ktoś dojeżdza ileś tam km do
            większego miasta na jazdy i kto mu/ jej zwróci za bilet za nagle
            odwołaną jazdę (jak już siedzi np w autobusie)??

            NC, albo nie czytasz mnie uważnie, albo przejaskrawiasz, ponieważ w
            swojej wypowiedzi akceptuję tak zwane wypadki losowe - nikt Ci nie
            każe przewidywać rzeczy, które są nie do przewidzenia. Mówię przede
            wszystkim o olewactwie i ignorancji - jeśli można odwołać jazdę
            wcześniej, należy to uczynić. W moim ośrodku zdecydowana większość
            jazd jest odrabiana w innym terminie, a instruktor "ma godzinę
            wolną", bez względu na to, czy ktoś mógł odwołać jazdę, czy nie,
            ponieważ chłopaki idą kursantom na rękę, czy też może czyni to
            raczej ośrodek. Chłopaki dostają za to kasę, jak za normalnie
            wyjeżdżoną godzinę, a kursant i tak myka swoje 30 (tak mi
            przyajmniej opowiadał, nie wiem, na ile jest to zgodne ze stanem
            faktycznym). W związku z tym, w wypadku awarii Auta, sprawa
            rozwiązywana jest podobnie, najczęściej jednak jest wolne Autko,
            które jest podstawiane zamiast "Autka instruktora" - dlatego np.
            wtedy mykałam tą z początku kursu, opisywalam też sytuację, kiedy
            jechaliśmy po Autko i Instruktor mi to odbił ze swojego czasu pracy.
            Zdarzały się i takie sytuacje, że kursant wyjechał (na wakacje) i
            zapomniał o zarezerwowanych terminach:D.

            > Ano własnie. Nic dodać, nic ująć. Kompromis ciężko będzie znaleźć.
            Chociaż w taką odwołaną nagle godzinę (kursant po prostu nie
            przychodzi) - instrutkorzy mogliby wtedy pozałatwiać te
            wszystkie "bardzo wazne sprawy", które zdarza im się załatwiać
            podczs jazd z kursantem;) Oczywiście nie dotyczy wszystkich
            instrutkorów;)

            Kompromis powyżej. U mnie najczęściej właśnie załatwiają - myjnię,
            czy jakieś takie, nieraz, jak do instruktora dzwoniłam, to albo był
            w biurze, albo mył Autko, sam spraw podczas jazd nie załatwia. A
            ośrodek, z tego, co mi się udało od Instruktora wyciągnąć, jakąś
            ilość wypadków losowych ma wliczone w koszty.

            Co i tak nie uprawnia nikogo do olewania i braku szacunku dla
            czyjegoś czasu.

            NC, masz ładną sygnaturę, jakby istniał Bóg, to bym sobie
            przekopiowała.
            • no-comments Re: a co z nieobecnością instruktora?? 17.11.07, 20:26
              linia.frontu napisała:

              > NC, albo nie czytasz mnie uważnie, albo przejaskrawiasz,

              Przejaskrawiam, ale tylko trochę. I nie odnoszę swojej wypowiedzi do Twojego
              OSK, ale głównie do tych ośrodków, które egzewkują KAŻDE nieodwołanie jazdy w
              wyznaczonym terminie (typu na dwa dni przed jazdą) i każą sobie płacić za to
              albo urywają jazdę kursantowi za karę. Skoro wymagają czegoś od kursanta - sami
              powinni się do danych zasad stosować - skoro kursant nie ma prawa odwołać "bez
              szwanku dla siebie" jazdy (i nie mówię tu o olewaczach, zapominalskich i innych,
              którzy kulturę i myślenie mają gdzieś) to i instruktor nie powinien mieć prawa
              odwołać jazdy ot tak sobie - a jak OSK to załatwi (choćby na zasadzie posiadania
              dodatkowego auta i dodatkowego instrutkora zawsze pod ręką) to ich sprawa. Po
              prostu zwracam tu uwagę, że wszyscy poruszyli tylko jedną stronę medalu -
              biedne, pokrzywdzone OSK, a jakoś nikt nie zwrócił uwagę, że sytuacja, że to
              instruktorzy przekładają lub odwołują jazdy jest równie częsta, a kursanci mają
              to znosić i grzecznie się temu poddawać (najlepiej bez słowa;)

              > U mnie najczęściej właśnie załatwiają - myjnię,
              > czy jakieś takie, nieraz, jak do instruktora dzwoniłam, to albo był
              > w biurze, albo mył Autko, sam spraw podczas jazd nie załatwia.

              Ale dobrze wiemy, że istnieje wiele instrutktorów, któzy lubią dwa w jednym i
              swoje sprawy załątwiają w czasie pracy - stąd napisałam, że dotyczny to
              niektórych instruktorów. Nikt tu psów na Twoim OSK nie wiesza;)

              > Co i tak nie uprawnia nikogo do olewania i braku szacunku dla
              > czyjegoś czasu.

              A to działa w obie strony. Ja nigdy żadnej jazdy nie odwołałam, dlatego jak
              zdarzyło się, że instruktor nie przyjechał na jazdę i nie odwołał jej wcześniej
              w ogóle - mój poziom wściekłości był ogromny (zwłaszcza, że musiałam się ostro
              nagimnastykować, żeby akurat na tą jazdę jednak przyjść, choć było mi nie na
              ręke) - jak ktoś chce, żebym go szanowała - musi mieć szacuunek dla mnie.

              > NC, masz ładną sygnaturę, jakby istniał Bóg, to bym sobie
              > przekopiowała.

              Kwestii Boga nie poruszę (ciekawe, że piszesz to słowo z dużej litery pomimo
              niewiary w jego istnienie;), ale..... nawet igraszka musiała mieć gdzieś swój
              początek.... jak Ty i ja i cała reszta;)
              • Gość: prawda Re: a co z nieobecnością instruktora?? IP: 83.14.217.* 17.11.07, 20:33
                co sie tak bulwersujecie :) i tak musicie płacic za nieobecnosc i tak więc po co
                te rozpisywanie się , głową muru nie przebijecie, pamiętajcie
                podczas robienia prawa liczy sie --->>> kasa kasa pozdr.:)
                • no-comments Re: a co z nieobecnością instruktora?? 17.11.07, 20:49
                  Gość portalu: prawda napisał(a):

                  > co sie tak bulwersujecie :) i tak musicie płacic za nieobecnosc i tak

                  A kto powiedział, że "musimy"?? Wiesz co to jest konkurencja?? Jeśli chodzi o
                  prowadzenie kursów na prawo jazdy jest ona większa niż kiedykolwiek - a efekt
                  tego taki, że do bólu mozna sobie przebierać w ośrodkach i przebierać (a im
                  większe miasto - tym większe pole manewru) i wybrać taki, w którym np nie trzeba
                  płacić za odwołanie jazdy, ani za wydanie papierka ani inne chore czy durne zasady.

                  > więc po co te rozpisywanie się

                  może lubimy sobie pogadać po prostu...

                  > głową muru nie przebijecie, pamiętajcie
                  > podczas robienia prawa liczy sie --->>> kasa kasa pozdr.:)

                  A ja myślałam, że liczy się przede wszystkim nauczenie się prowadzenie pojazdów
                  bez czynienia innym i sobie krzywdy, zdanie egzaminu i radość z prowadzenia
                  autka.... upssss czyżbym znowu się muyliła??????;D
                  • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: a co z nieobecnością instruktora?? 17.11.07, 22:17
                    To wszystko leży w gestii uczciwości instruktora, kursanta oraz polityki
                    ośrodka. Każdy godzi się na to na co chce, niezrozumiałe jest godzenie się na
                    coś przy czym zaciska się zęby ze wściekłości - ale w tym przypadku nie jesteśmy
                    uczciwym wobec samego siebie.

                    Jeśli ktoś kazałby mi zapłacić za przełożenie jazdy i nieobecność na wyznaczonej
                    wcześniej godzinie to zaśmiałabym mu się w twarz i od razu ośrodek zmieniła.

                    Kumpela brała jazdy doszkalające u jednego kolesia. Tak dała sie wyprowadzić, że
                    naciągnął ja na połowę kursu, bo wmówił że nie zda egzaminu, że musi się nauczyć
                    wszystkiego od początku bo tak jak parkuje, pokonuje górkę, robi rękaw to nigdy
                    nie zda. Facet potrafił na jazdy spóźnić się 15 minut i tego czasu nie oddawał,
                    bo po co. Jazdy też kończył wcześniej bo do domu się spieszył na kolację. Laska
                    naiwnie dała sie podejść, klęła na niego, ale nie powiedziała dosyć. Egzaminu
                    mimo 15 godzin dodatkowych z super instruktorem, nie zdała.

                    Do instruktorskich przywar można dodać załatwianie swoich spraw podczas jazd
                    swoich kursantów. Co róż to kogoś do domu z rodziny podwożą, znikają w domkach
                    na kilka ładnych minut, które biedny kursant odlicz na straty. Są i tacy co taxi
                    towarowe sobie robią z elek, i kursanci wożą jajka, ziemniaki ze wsi od rodziny
                    do domu instruktora.

                    Ot po prostu ludzie i ludziska... ale w tej warstwie są naprawdę fantastyczni
                    ludzie, którzy robią coś nie tylko dla kasy, uczciwi i przykładający się do
                    nauczania. I wieżę, że oni są w większości. I warto takich szukać, jeśli za
                    pierwszym się nie trafiło. Naprawdę oni istnieją... coś ja o tym wiem...
              • linia.frontu Re: a co z nieobecnością instruktora?? 20.11.07, 11:55
                no-comments napisała:

                > egzewkują KAŻDE nieodwołanie jazdy w wyznaczonym terminie (typu na
                dwa dni przed jazdą) i każą sobie płacić za to albo urywają jazdę
                kursantowi za karę. Skoro wymagają czegoś od kursanta - sami powinni
                się do danych zasad stosować

                Amen. Zgadzam się z tym w pełni. Też jestem kursantką i też wymagam
                poważnego traktowania mojej osoby przez ośrodek szkolenia. I to jest
                nie w porządku, bo jeśli odwołasz jazdę dwa dni przed, instruktor ma
                od cholery czasu, żeby kogoś w to miejsce wrzucić. Zresztą njawet
                gdyby mu się nie udało - to jazda JEST odwołana.

                > Po prostu zwracam tu uwagę, że wszyscy poruszyli tylko jedną
                stronę medalu

                Nie zgadzam się - tylko ja poruszyłam tę .drugą. stronę medalu, te
                właśnie biedne pokrzywdzone OSK.

                > Nikt tu psów na Twoim OSK nie wiesza;)

                Niezmiernie mi miło:). Dla mnie mój ośrodek nie jest aż tak istotny,
                liczy się instruktor, po prostu zwracam uwagę na zjawisko
                postrzegane od strony Instruktorów.

                > mój poziom wściekłości był ogromny (zwłaszcza, że musiałam się
                ostro nagimnastykować, żeby akurat na tą jazdę jednak przyjść, choć
                było mi nie na ręke)

                W takim wypadku ośrodek powinien oddać Ci pieniądze za tę jazdę, lub
                wprowadzić środek zastępczy, np. usprawnić kurs. Czasem zdarza się,
                że instruktor nawali, też jest człowiekiem, zależy, jak się do tej
                sprawy odniesie. W moim wypadku to było normalnie, po ludzku i
                cieszę się, że bazowaliśmy na wzajemnym zrozumieniu, bo bym mu
                musiała dopłacać za połowę kursu przez moje spóźnienia:PPP.


                > Kwestii Boga nie poruszę (ciekawe, że piszesz to słowo z dużej
                litery pomimo niewiary w jego istnienie;), ale..... nawet igraszka
                musiała mieć gdzieś swój początek.... jak Ty i ja i cała reszta;)

                Traktuję "Boga" jako nazwę własną, a nie zjawisko (boskość).
                Nie polemizujmy... zwłaszcza na temat igraszek:P.
                • no-comments Re: a co z nieobecnością instruktora?? 20.11.07, 23:02
                  linia.frontu napisała:

                  > Amen. Zgadzam się z tym w pełni. Też jestem kursantką i też wymagam
                  > poważnego traktowania mojej osoby przez ośrodek szkolenia. I to jest nie w
                  porządku, bo jeśli odwołasz jazdę dwa dni przed, instruktor ma od cholery czasu,
                  żeby kogoś w to miejsce wrzucić. Zresztą njawet gdyby mu się nie udało - to
                  jazda JEST odwołana.

                  No dokłądnie - nawet na dzień przed instrutkor ma zawsze pole manewru -
                  wystarczy, że zapyta kursanta, z którym właśnie jedzie - czy nie ma ochoty jutro
                  też pojeździć - kto by nie chciał;) No może ktoś bardzo zajęty;)

                  > > Po prostu zwracam tu uwagę, że wszyscy poruszyli tylko jedną
                  > stronę medalu
                  >
                  > Nie zgadzam się - tylko ja poruszyłam tę .drugą. stronę medalu, te
                  > właśnie biedne pokrzywdzone OSK.

                  To już chyba była trzecia strona....eeeee... no powiedzmy trzecie koło u tego wozu;)

                  > Niezmiernie mi miło:). Dla mnie mój ośrodek nie jest aż tak istotny, liczy się
                  instruktor, po prostu zwracam uwagę na zjawisko
                  > postrzegane od strony Instruktorów.

                  Wiem Linia - odwoływanie jazd, nawet godzinę przed można przełknąć - po prostu
                  kursant z wcześniejszej jazdy może pojeździć dwie zamiast jednej dla przykłądu.
                  I tak samo będąc instruktorem - nie zniosłabym olewactwa w postaci - czekam 15
                  minut, a kursanta nie ma - po jednym takim wyskoku - jakąś karę bym nałożyła
                  (chociaż nie pienięzną;) - np taki zapominalski kursant na trzy godziny przed
                  następnymi jazdami musi zadzwonić i zameldować, że pamięta o jeździe i że
                  będzie, jak nie zadzwoni - jazda przypadnie komuś innemu (kursant nei traci
                  jazdy, ale sam termin jazdy, jazdy przesuwają się w czasie). I faktem jest, że
                  tak jak nie znoszę nieprofesjonalizmu i braku szacunku ze strony instrutkorów,
                  tak samo nie zniosłabym braku szacunku kursantów do instruktora.

                  > > mój poziom wściekłości był ogromny (zwłaszcza, że musiałam się
                  > ostro nagimnastykować, żeby akurat na tą jazdę jednak przyjść, choć
                  > było mi nie na ręke)
                  >
                  > W takim wypadku ośrodek powinien oddać Ci pieniądze za tę jazdę, lub
                  wprowadzić środek zastępczy, np. usprawnić kurs. Czasem zdarza się, że
                  instruktor nawali, też jest człowiekiem, zależy, jak się do tej sprawy odniesie.
                  W moim wypadku to było normalnie, po ludzku i
                  > cieszę się, że bazowaliśmy na wzajemnym zrozumieniu, bo bym mu
                  > musiała dopłacać za połowę kursu przez moje spóźnienia:PPP.

                  Taaaa oddać pieniądze, usprawnienie kursu, odnoszenie się do kursanta..... wolę
                  się nie wypowiadać i obie wiemy czemu, dodam tylko, że jeszcze mi się oberwało,
                  że przychodzę na jazdę, której nie ma i której pan instruktor nie odwołał;D
                  Tematu Twoich spóźnień nie poruszałam specjalnie - aczkolwiek ja na miejscu
                  instrutkora bym Cię pogoniła;)

                  > Traktuję "Boga" jako nazwę własną, a nie zjawisko (boskość).
                  > Nie polemizujmy... zwłaszcza na temat igraszek:P.

                  Ajj wcale nie zamierzam polemizować, choć nad pisanie duzą literą nazw własnych
                  stawiam pisanie dużą literą - osób, przedmiotów czy podmiotów darzonych przeze
                  mnie pozytywnym zabarwieniem emocjonalnym, ewentulanie z szacunku (dotyczny
                  tylko osób materialnych na tym swiecie;)
                  O igraszkach zamilknę, zwłaszcza rozczłonkowywania ich na drobne w zależności od
                  rodzaju igraszki mogłoby wywołać niepotrzebne zagarnięcie kolejnego wątku i
                  sensacje na forum;D
                  • linia.frontu Re: a co z nieobecnością instruktora?? 20.11.07, 23:18
                    no-comments napisała:

                    > O igraszkach zamilknę, zwłaszcza rozczłonkowywania ich na drobne w
                    zależności od rodzaju igraszki mogłoby wywołać niepotrzebne
                    zagarnięcie kolejnego wątku i sensacje na forum;D

                    Pal sześć sensacje. Jesteś jeszcze??? Wpadniesz na pocztę za dwie
                    godziny? Z tych kursowych igraszek. Muszę pogadać. Napiszę zresztą.
                    Chyba dzisiaj, chyba muszę teraz tak jakoś.
                    • Gość: linia.frontu Re: a co z nieobecnością instruktora?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.07, 00:20
                      Idź spać. Ja się też z tym prześpię, to jutro będzie dwa razy
                      mniejsze - to tak a'propos igraszek;)
                    • no-comments Re: a co z nieobecnością instruktora?? 21.11.07, 19:18
                      linia.frontu napisała:

                      > Pal sześć sensacje. Jesteś jeszcze??? Wpadniesz na pocztę za dwie
                      > godziny? Z tych kursowych igraszek. Muszę pogadać. Napiszę zresztą.
                      > Chyba dzisiaj, chyba muszę teraz tak jakoś.

                      No i mnie nie było:( Ale maila już odczytałam:) Też odpiszę, napewno przed
                      weekendem, dziś idę w kimono z ksiazką:D
                  • Gość: linia.frontu Re: a co z nieobecnością instruktora?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.07, 11:32
                    no-comments napisała:

                    > No dokłądnie - nawet na dzień przed instrutkor ma zawsze pole
                    manewru - wystarczy, że zapyta kursanta, z którym właśnie jedzie -
                    czy nie ma ochoty jutro też pojeździć - kto by nie chciał;) No może
                    ktoś bardzo zajęty;)

                    Pewnie, Instruktor zawsze wie, kto może jeźdzć rano, a kto po
                    południu i sobie ustawia, a jeśli się nie uda, może zaplanować coś
                    innego. Hehe, tylko to nie takie proste: każdy chce jeździć
                    wieczorem, bo praca, bo studia, bo szkoła. Wszystko zależy od pory
                    dnia - na wieczór rzuci się tłum, w godzinach 10-15 jeździ niewiele
                    osób. Ale chłopaki też sobie z tym radzą - jeśli następny termin
                    wieczorny mają dopiero w przyszłym tygodniu, okazuje się nagle, że
                    kursant może także rano, np. przed pracą.

                    > To już chyba była trzecia strona....eeeee... no powiedzmy trzecie
                    koło u tego wozu;)

                    No tak, zdanie kursantów już znamy, praktyki ośrodka poniekąd też,
                    zostali nam instruktorzy:).

                    > Wiem Linia - odwoływanie jazd, nawet godzinę przed można
                    przełknąć - po prostu kursant z wcześniejszej jazdy może pojeździć
                    dwie zamiast jednej dla przykłądu.

                    I to też nie takie proste. Ja tak mogłam, kiedy robiłam kurs,
                    natomiast teraz siedzę od - do i nie mam możliwości pojeżdżenia
                    dłużej, tak też ma większość osób, no, chyba, że się uczą (tylko) w
                    szkole, wtedy zazwyczaj chcą zostawać. Instruktor opowiadał mi, że
                    są tacy kursanci, którzy polują na takie właśnie luki i jeżdżą z
                    kilkoma instruktorami, ale to są osoby, którym zależy na szybkim
                    ukończeniu kursu. Bo jak Ci zależy, to skończeniu kursu szybko, to
                    go skończysz szybko.

                    > I tak samo będąc instruktorem - nie zniosłabym olewactwa w
                    postaci - czekam 15 minut, a kursanta nie ma - po jednym takim
                    wyskoku - jakąś karę bym nałożyła (chociaż nie pienięzną;) - np
                    taki zapominalski kursant na trzy godziny przed następnymi jazdami
                    musi zadzwonić i zameldować, że pamięta o jeździe i że będzie, jak
                    nie zadzwoni - jazda przypadnie komuś innemu (kursant nei traci
                    jazdy, ale sam termin jazdy, jazdy przesuwają się w czasie). I
                    faktem jest, że tak jak nie znoszę nieprofesjonalizmu i braku
                    szacunku ze strony instrutkorów, tak samo nie zniosłabym braku
                    szacunku kursantów do instruktora.

                    Zgadzam się. Kursantowi powinno zależeć na kursie, nie znoszę
                    olewactwa i postawy, że jak wybulił x zł, to mają koło niego skakać -
                    to, że wykupił kurs nie znaczy, że kupił sobie instruktora, a
                    przecież i tak, np mój instruktor jest 24/h pod telefonem. Ale
                    instruktor ze swojej strony też musi się starać, i też, moim
                    zdaniem, postępować po ludzku. A znam i takich, którzy uwielbiają
                    stwarzać problemy - problemem nie do przeskoczenia jest np brak
                    karty nieprzyniesionej przez kursanta i trzeba odwołać jazdę,
                    zamiast wpisać tę godzinę na następnych zajęciach. Musisz do mnie
                    przyjechać na week, to Ci poopowiadam te wszystkie anegdotki
                    opowiadane przez Instruktora:).

                    > Taaaa oddać pieniądze, usprawnienie kursu, odnoszenie się do
                    kursanta..... wolę się nie wypowiadać i obie wiemy czemu, dodam
                    tylko, że jeszcze mi się oberwało, że przychodzę na jazdę, której
                    nie ma i której pan instruktor nie odwołał;D
                    > Tematu Twoich spóźnień nie poruszałam specjalnie - aczkolwiek ja
                    na miejscu instrutkora bym Cię pogoniła;)

                    Mój instruktor był naprawdę przecierpliwy z tymi moimi spóźnieniami,
                    a jeśli sam musiał urwać kawałek jazdy, bo jechaliśmy na Pragę po
                    Auto, odbił mi to tego samego dnia (byłam ostatnia). Ale on widział,
                    że mi zależy, zresztą potrafiłam się dopasować do różnych godzin i
                    też mu byłam potrzebna:))).
                    • no-comments Re: a co z nieobecnością instruktora?? 21.11.07, 19:29
                      Gość portalu: linia.frontu napisał(a):

                      > Pewnie, Instruktor zawsze wie, kto może jeźdzć rano, a kto po
                      > południu i sobie ustawia, a jeśli się nie uda, może zaplanować coś
                      > innego. Hehe, tylko to nie takie proste: każdy chce jeździć
                      > wieczorem, bo praca, bo studia, bo szkoła. Wszystko zależy od pory
                      > dnia - na wieczór rzuci się tłum, w godzinach 10-15 jeździ niewiele
                      > osób. Ale chłopaki też sobie z tym radzą - jeśli następny termin
                      > wieczorny mają dopiero w przyszłym tygodniu, okazuje się nagle, że
                      > kursant może także rano, np. przed pracą.

                      No i to się zgadza - też mi się już z braku laku umówić na 7 rano przed pracą w
                      środku zimy...brrrrr i na 8 rano w sobotę albo niedzielę też sie potrafiła,
                      zwlec - nie ma rzeczy niemożliwych;) Studenci dzienni mają chyba najlepiej -
                      mają "dziury" w zajęciach, które czasem można wykorzystać właśnie na jazdę.

                      > > To już chyba była trzecia strona....eeeee... no powiedzmy trzecie
                      > koło u tego wozu;)
                      >
                      > No tak, zdanie kursantów już znamy, praktyki ośrodka poniekąd też,
                      > zostali nam instruktorzy:).

                      A co z czwartym kołem......???> Co to za autko bez czwartego koła;)

                      > > Wiem Linia - odwoływanie jazd, nawet godzinę przed można
                      > przełknąć - po prostu kursant z wcześniejszej jazdy może pojeździć
                      > dwie zamiast jednej dla przykłądu.
                      >
                      > I to też nie takie proste. Ja tak mogłam, kiedy robiłam kurs,
                      > natomiast teraz siedzę od - do i nie mam możliwości pojeżdżenia
                      > dłużej, tak też ma większość osób, no, chyba, że się uczą (tylko) w
                      > szkole, wtedy zazwyczaj chcą zostawać. Instruktor opowiadał mi, że
                      > są tacy kursanci, którzy polują na takie właśnie luki i jeżdżą z
                      > kilkoma instruktorami, ale to są osoby, którym zależy na szybkim
                      > ukończeniu kursu. Bo jak Ci zależy, to skończeniu kursu szybko, to
                      > go skończysz szybko.

                      Nie no ja najczęściej jak już przychodziłam na jazdę -to przed jazdą bym godziny
                      nie znalazła, ale po mojej zaplanowanej już tak. Kilka razy mi się zdarzyło
                      jeździć po dwie godziny zamiast jednej. O wypatrywaczach luk w jazdach nie
                      słyszałam, zresztą moim zdaniem lepiej wolno, a dobrze - ale kto co lubi.

                      > Zgadzam się. Kursantowi powinno zależeć na kursie, nie znoszę
                      > olewactwa i postawy, że jak wybulił x zł, to mają koło niego skakać - to, że
                      wykupił kurs nie znaczy, że kupił sobie instruktora, a
                      > przecież i tak, np mój instruktor jest 24/h pod telefonem. Ale
                      > instruktor ze swojej strony też musi się starać, i też, moim
                      > zdaniem, postępować po ludzku. A znam i takich, którzy uwielbiają
                      > stwarzać problemy - problemem nie do przeskoczenia jest np brak
                      > karty nieprzyniesionej przez kursanta i trzeba odwołać jazdę,
                      > zamiast wpisać tę godzinę na następnych zajęciach. Musisz do mnie
                      > przyjechać na week, to Ci poopowiadam te wszystkie anegdotki
                      > opowiadane przez Instruktora:).

                      Wiesz, że my z Żabą byśmy z chęcią przyjechały, ale jak na razie nie do
                      zrobienia:,( Zresztą razem z Żabą to w ogóle nei wykonalne, no chyba, że jadąc
                      do Ciebie ominęłabym łukiem Warszawę;D Ale naprawdę bym chciała......

                      > Mój instruktor był naprawdę przecierpliwy z tymi moimi spóźnieniami, a jeśli
                      sam musiał urwać kawałek jazdy, bo jechaliśmy na Pragę po Auto, odbił mi to tego
                      samego dnia (byłam ostatnia). Ale on widział, że mi zależy, zresztą potrafiłam
                      się dopasować do różnych godzin i też mu byłam potrzebna:))).

                      No w tą obopólną potrzebę to ja nie wątpie;D Wręcz przeciwnie;) A swoją drogą
                      też lubiłam jeździć ostatnia - znaczy z moim ulubionym instrutkorem - nie z
                      kursowym, ten to by mnie nawet kawałek do domu nie podwiózł, pomimo, że po
                      drodze:/ Ale odstawiać autko po jeździe do garażu było fajnie:) Nawet jak trzeba
                      byłą potem wracać z drugiego końca miasta.
                      • linia.frontu Re: a co z nieobecnością instruktora?? 22.11.07, 11:53
                        no-comments napisała:

                        > No i to się zgadza - też mi się już z braku laku umówić na 7 rano
                        przed pracą w środku zimy...brrrrr i na 8 rano w sobotę albo
                        niedzielę też sie potrafiła, zwlec - nie ma rzeczy niemożliwych;)
                        Studenci dzienni mają chyba najlepiej - mają "dziury" w zajęciach,
                        które czasem można wykorzystać właśnie na jazdę.

                        Różnie to bywa z tymi dziennymi, zależy też, gdzie robią kurs (np.
                        Warszawa - jest duuuża;), 1,5h - godzina na jeżdżenie = 15 minut na
                        dojazd w tę i z powrotem), ale skąd inąd wiem, że niektóre
                        szkoły "dojeżdżają" do kursanta:). Ale prawda jest jedna: na listę
                        na dialektologii może mnie wpisać kumpela, a ja naprawdę wolę
                        pojeździć (gorzej z ćwiczeniami, ale jak ktoś chce, to może.


                        > A co z czwartym kołem......???> Co to za autko bez czwartego koła;)

                        Zaraz wymyślimy: ja będę piątym kołem:DDD

                        > Nie no ja najczęściej jak już przychodziłam na jazdę -to przed
                        jazdą bym godziny nie znalazła, ale po mojej zaplanowanej już tak.
                        Kilka razy mi się zdarzyło jeździć po dwie godziny zamiast jednej. O
                        wypatrywaczach luk w jazdach nie słyszałam, zresztą moim zdaniem
                        lepiej wolno, a dobrze - ale kto co lubi.

                        Ja bym o 3 w nocy przyszła:DDDD! Teraz już nie mogę, jak
                        wspominałam: praca od-do. Ale jak było trzeba, to też się
                        zwalniałam. Różnie ludki robią, ale jak im zależy, to zawsze
                        pokombinują, ja miałam to szczęście w nieszczęściu, że do mojego się
                        dobijali i raczej nie było sytuacji, żeby ktoś nagle odwołał - a
                        nie, raz coś było, pamiętasz, jak się spotkałyśmy na piwie i mój się
                        nie mógł zdecydować, czy mam przyjść na 2, czy na 3 godziny i
                        dopiero, jak przyszłam było: Linia, możesz pomykać 3? No, to raz tak
                        było.

                        > Wiesz, że my z Żabą byśmy z chęcią przyjechały, ale jak na razie
                        nie do zrobienia:,( Zresztą razem z Żabą to w ogóle nei wykonalne,
                        no chyba, że jadąc do Ciebie ominęłabym łukiem Warszawę;D Ale
                        naprawdę bym chciała......

                        A co to autobusy zlikwidowali? Żabie daj trochę od siebie odpocząć,
                        niech się stęskni, jeśli się boisz z żabą przyjechać - zresztą
                        umawiamy się na wódkę, więc nie możesz prowadzić!!! Odbieram Cię z
                        Centrum i jedziemy do mnie się uwalić, mam Ci tyle do opowiedzenia,
                        że to tylko przy wódce:))). Dowiem się, kiedy mam tę długalaśną
                        przerwę świąteczną na studiach i wpadasz na week:D!!!

                        > No w tą obopólną potrzebę to ja nie wątpie;D Wręcz przeciwnie;)

                        Ja wątpię. To znaczy nie jestem pewna. Zresztą, wódka:DDDDD!

                        > A swoją drogą też lubiłam jeździć ostatnia - znaczy z moim
                        ulubionym instrutkorem - nie z kursowym, ten to by mnie nawet
                        kawałek do domu nie podwiózł, pomimo, że po drodze:/ Ale odstawiać
                        autko po jeździe do garażu było fajnie:) Nawet jak trzeba
                        byłą potem wracać z drugiego końca miasta.

                        Taaaak, składanie placyku, jechanie po Pszczołę do serwisu, albo jak
                        instruktor miał odprowadzić motor na placyku i się pod.arał, że
                        jeździ motorem. Strasznie jestem ciekawa, jak on wyglądał, kiedy
                        miał 18 lat i mykał na tym swoim skuterku. Zresztą do domu też się
                        parokrotnie odwoziłam:))). Potem chciałam odwieźć jego, ale mu
                        zależało na czasie. Eh, dobra, bo się rozmarzę:))).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka