eyeoftheneedle
26.03.06, 20:12
Witam witam, to znow ja, Jarząbek.
Tak się dziś dałem nastraszyć że angielski rozszerzony ustny to zdają tylko
prawdziwi hardkorowcy, i się zlękałem że mimo że w zasadzie mi on
niepotrzebny to przez niego maturę moge oblać.
Myślę sobie - hola hola, te 30% na rozsz. angolu to nic takiego, no kurcze. W
końcu pisemny 98%/73% na luzie próbny, ustny podst. bym miał też pewno w
okolice maksa...
Że się dowiedziałem że ten ustny mi niepotrzebny to się teraz lekko
zasmuciłem, bo planuje już angielski powtórzyć tylko tak po łebkach, wziąć z
4 godziny prywatne na rozmowę z lektorem etc.
Z drugiej strony - no kurcze, oceniać mnie będą belfry z mojej szkoły, chyba
nie będą mi piachu robić ;)
Jutro się dowiem czy rok temu ktoś nie zdał u nas (swoją drogą do komisji
dwie france trafiłem :/), i pogadam z anglistą jak to widzi bo zupełnie
szczerze mówiąc nie mam pojęcia. W gadce po angielsku dobry jestem (wyjazdy
zagraniczne skutkują) ale to w gadce - a nie w "mówieniu wypracowania" czyli
każde zdanie zbudowane perfekto, wstęp rozwinięcie zakończenie etc. No i
teraz pytanie do ubiegłorocznych oraz do tych co pojęcie mają - jak to z tym
rozsz. angolem jest?