Dodaj do ulubionych

Pierwsza w życiu...zapachowa miłość

17.09.06, 19:14
Moim pierwszym odkryciem zapachowym - była woda perfumowana Stephanie -
wykreowania przez Stephanie z Monaco. To było mniej więcej w roku 1992.
Kupiłam je za pierwsze zarobione w swoim życiu pieniadze.
Dośc dziwny zapach, mocny, korzenny, ale też musujący i seksualny. Mogę nie
pamiętac dokładnie nut zapachowych. Działały jednak na otoczenie, pod ich
wpływem koledzy kupowali je swoim kobietom. Ciekawe jakbym je teraz odebrała?
Powspominajmy...

Obserwuj wątek
    • m23p31 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 19:24
      ja od zawsze kochalam pizmo, pamietam Wild Musk i Jovan Musk, ubostwialam
      obydwa:) Otoczenie albo bylo zachwycone, albo adrzucalo je na kilometr.
      Pamietam, ze pewnej mojej kolezance Wild Musk zalatywal moczem;) Zreszta zawsze
      kolezanki dziwnie reagowaly na moje fanaberie zapachowe, wiekszosc preferowala
      swieze, wodne i owocowe perfumy, ale nie ja:) Jeszcze mile wspominam Chipie.
      Pozniej zuzylam pare Angelow, dzis juz tak na mnie nie dzialaja. Aaa jeszcze
      Gabriela Sabattini:D
    • hafsa Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 19:33
      Po pierwszych w zyciu perfumach-nazywaly sie"Byc moze.." moja pierwsza miloscia
      byly perfumy Mahboobathi-niedostepne na naszym rynku, a przywiezione w
      prezencie przez kolezanke z Bliskiego Wschodu. Do dzis mam butelke z resztka
      perfum. I nie wiem sama, co mnie w nich tak urzeklo...
    • a.g.n.i Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 19:39
      Opium:-)
      Miała je jedna moja ciocia na toaletce. Jako bardzo młoda dziewczynka,
      właściwie dziecko, często ją z rodzicami odwiedzałam a czasem rodzice pozwalali
      mi u niej przenocować. Miała w ogóle mieszkanie pełne cudów, bibliotekę ze
      stareńkimi książkami, w większości białymi krukami, antyki, piękną biżuterię...
      Z dziecinstwa najbardziej pamiętam mierzenie biżuterii, na co mi czasem
      pozwalała, nakładanie na każdy palec pierścionka, etc. A potem toaletkę z
      perfumami. Miała też Chanel 5, to akurat mnie wtedy nie zainteresowało. Ale
      Opium... Wąchalam koreczek i modliłam się, ale wstydziłam się poprosić
      o "psika" :-) a może nawet raz poprosiłam i się nie zgodziła... nie pamiętam.

      Marzyłam o własnych:-) w liceum miałam Cafe, zachwyciło mnie właśnie
      podobieństwo do Opium... własnego Opium dorobiłam sie na studiach, ależ
      oszczędzałam tę trzydziestkę:-)
      • a.g.n.i Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 19:55
        a w ogóle, to miłośc się zaczęła od nazwy:-) po prostu kiedyś przeczytałam coś
        na temat Opium i zafascynowało mnie, ze perfumy mogą się tak nazywać:-)
        No i kiedyś jak odwiedziliśmy tę właśnie ciocię, to zauważyłam u niej na
        toaletce Opium właśnie:-) no chyba wiedziałam, że jak ktoś będzie miał Moje
        Wymarzone do powąchania perfumy, to właśnie ona:-)
        Achhh, i kiedyś dostałam od niej przepiękne puste flakoniki:-) to chyba było
        jeszcze zanim u niej powąchałam Opium:-) szklane flakoniki inkrustowane
        metalową "koronką". Kurczę, no - nie pamiętam, co się z nimi stalo, zgubić
        gdzieś musiałam...
    • mmoni Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 23:16
      Anais Anais. Siostra przywiozła z dalekiego świata ilustrowane pismo, gdzie
      była reklama z perfumowaną stroną. Tak opowiadałam wszystkim o miłości do tego
      zapachu, że parę lat później dostałam w prezencie niemal jednocześnie dwie
      flaszki od dwóch różnych osób.
      • mmoni Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 23:18
        Chociaż teraz jak sięgam pamięcią w zamierzchłą przeszłość, to chyba pierwsze
        było jednak Blase, wtedy jeszczy sprzedawane w Pewexach pod marką Maxa Factora,
        i rzecz jasna również podkradane starsze siostrze.
    • aggis20 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 17.09.06, 23:29
      Moim pierwszym odkryciem zapachowym byl... waniliowy aromat do ciasta:)))
      chodzilam wtedy do przedszkola. Biorac przyklad z mamy, ktora
      uzywala "powaznych" perfum aplikowalam sobie ow specyfik na nadgarstki + na
      szyje i bardzo mi sie to podobalo, ze pachne jak ciastko;) Potem jako
      nastolatka zakochalam sie w Hypnotic Poison - ma duuuzo wspolnego z waniliowym
      aromatem do ciasta - i tak mi zostalo do dzisiaj. HP to moj nr 1:))) chociaz
      oczywiscie mam tez wiele innych zapachowych fascynacji i zauroczen ale tylko ta
      jedna milosc kojarzaca sie z dziecinstwem przetrwala do dzis.
    • elve Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 01:23
      Vanderbilt z łabędziem. chodziłam do jednego sklepu z kapeluszami na gdańskim
      głównym mieście, gdzie za szybką stało sobie jasnofioletowe pudełeczko, i
      wzdychalam do niego z całej głębi mojch dwunastoletnich płuc. dostałam flaszkę
      na urodziny. używałam sporadycznie chyba do drugiej klasy liceum, kiedy to
      dotarło do mnie, że świat zapachów jest ogromny a ja wreszcie mam trochę
      pieniędzy, kiedy pierwszy raz pojechałam za granicę, m.in do Francji... kiedy i
      u nas pojawiły się perfumerie i moja namiętność olfaktoryczna wybuchła z potężną
      siłą.
    • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 07:53
      czuje sie jak mamut ktory 'nie wyginal' ;) bo pewnie nikt nie pamieta zapachu
      Sawa ; to byl zapach zielony, gorzki ...
      pamietam zapach Capricci /Niny Ricci/ i zdaje sie - Silent See z serii Fly
      Away /sprzedawany w owczesnej Modzie Polskiej/ ; no i Fidji, Sikkim ...takze
      Anais Anais :)

      w latach 80-tych Smitty, Charlie, Blase, Chique ... Kenzo /duzy lisc/; potem
      Adidas Women - a potem dopiero Cerruti - i juz bylo latwiej :)

      przez cale lata lubilam zielone, gorzkie nuty i delikatne kwiatowe ;
      w 'zalewie' orientalnoscia nie umialam sie odnalezc /dlatego z dystansem
      do 'trucizn' :)/podobnie jak w zapachach morskich, ogorkowych ;
      wyjatkowo 'trafialam' na zapach z ktorym czulam sie dobrze ;

      z pewnoscia zmienilo sie jedno : z biegiem lat polubilam nuty drzewne i
      pizmowe ; odkrylam to najpierw w Cerruti, potem w Rush 2 ... ale nigdy nie
      pokocham zapachu z intensywna wanilia :)

      lune
      • a.g.n.i Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 08:20
        Ja pamiętam Sawę:-) W takiej oszronionej kanciastej buteleczce:-) Miała kiedyś
        moja babcia. A u mojej teściowej do dziś prawie pełna buteleczka stoi. Nie
        używana. Ostatnio znalazła się... toalecie, hmmm. Od pewnego czasu zastanawiam
        się, jakby to przechwycić w swoje łapki i ocalić przed zapomnieniem lub innym
        strasznym losem:-). Dobrym argumentem pewnie będzie jakiś zapachowy prezent w
        zamian, którego będzie używała:-)
        Jak mi się uda, Lune, to mogę Ci kropelkę wysłać:-)
        Co by tej teściowej kupić?
        • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 12:44
          a.g.n.i napisała:

          > Ja pamiętam Sawę:-) W takiej oszronionej kanciastej buteleczce:-) Miała
          kiedyś
          > moja babcia.

          Omatko :))) slusznie pisalam ze sie czuje jak mamut ;)))

          A u mojej teściowej do dziś prawie pełna buteleczka stoi. Nie
          > używana. Ostatnio znalazła się... toalecie, hmmm. Od pewnego czasu
          zastanawiam
          > się, jakby to przechwycić w swoje łapki i ocalić przed zapomnieniem lub innym
          > strasznym losem:-). Dobrym argumentem pewnie będzie jakiś zapachowy prezent w
          > zamian, którego będzie używała:-)
          > Jak mi się uda, Lune, to mogę Ci kropelkę wysłać:-)

          Wiesz co - chyba nie chcialabym ; niech ten zapach zostanie w moim
          wspomnieniu :) gdybys miala krople Fidji - pewnie poprosilabym - bo ostatnio
          zastanawialam sie jak ten zapach nosilby sie na mnie ... teraz :)

          > Co by tej teściowej kupić?

          Pojecia nie mam :) ja mojej kupowalam roznosci - od Wild Musk kiedys do Pivoine
          Y.Rocher /dopoki byla/ ; mamie znajomego zakupilam Sephora White czym wprawilam
          ja w radosc ; najlepiej jak ja odpytasz na okolicznosc :) to ze stoi u niej
          Sawa - pewnie nie oznacza ze tylko 'sawowe' zapachy lubi ... a
          jesli 'zatrzymala sie' w czasach zapachow zielonych - to moze Chanel Nr
          19 /debesciak tamtych czasow/ choc mnie sie chyba bardziej podobala Diorella
          albo Vent Vert Balmain /nie znam ale to ponoc klasyk - jeszcze z lat 40-tych -
          zielonych woni/ a moze Envy ???

          Ale jest tez prawdopodobne ze od czasu gdy podobala jej sie Sawa - zmienily sie
          jej preferencje zapachowe :) moje zmienily sie bardzo ;))))))))))

          lune
          • orzeszek_solony Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 13:17
            Hmmm, supermamutem to chyba jestem ja ;)
            Moim pierwszym w życiu zapachowym oczarowaniem były "perfumy" pod nazwą
            Cracovia lub Varsovia (bądź tu mądry...), które jako 12-latka nabyłam w ramach
            gwiazdkowego prezentu dla mojej mamy, a potem nieustannie podbierałam
            kropelkę,wcierałam w nadgarstki i upajałam się przy odrabianiu lekcji...no tak.
            Pamiętam, że był to chłodny, gorzkawy zapach, którego ślad po kilku latach
            znalazłam w Evasion Bourjois. Moja mamucia pamięć dalej nie sięga,a zapachowe
            gusta poprzez lata ewoluowała wielokrotnie w rozmaitych kierunkach, ale ciekawa
            jestem, co teraz powiedziałabym na ową Cracovio/Varsovię?
            • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 13:33
              orzeszek_solony napisała:

              > Hmmm, supermamutem to chyba jestem ja ;)
              > Moim pierwszym w życiu zapachowym oczarowaniem były "perfumy" pod nazwą
              > Cracovia lub Varsovia (bądź tu mądry...), które jako 12-latka nabyłam w
              ramach
              > gwiazdkowego prezentu dla mojej mamy, a potem nieustannie podbierałam
              > kropelkę,wcierałam w nadgarstki i upajałam się przy odrabianiu lekcji...no
              tak.
              >
              > Pamiętam, że był to chłodny, gorzkawy zapach, którego ślad po kilku latach
              > znalazłam w Evasion Bourjois.

              A ja Evasion pamietam jako miekkie, kobiece :) moze dlatego ze uzywalam Chique -
              a on byl jak siekiera :)))

              Moja mamucia pamięć dalej nie sięga,a zapachowe
              > gusta poprzez lata ewoluowała wielokrotnie w rozmaitych kierunkach, ale
              ciekawa jestem, co teraz powiedziałabym na ową Cracovio/Varsovię?

              Jestem ciekawa czego teraz uzywasz Orzeszku :) Bo juz zaczelam sobie tworzyc
              koncepcje 'jak wpynely zapachy wczesnej mlodosci na aktualne zapachowe milosci'
              i zastanawiam sie czy sie sprawdzi :)

              lune
              • orzeszek_solony Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 14:12
                lune napisała
                > Jestem ciekawa czego teraz uzywasz Orzeszku :) Bo juz zaczelam sobie tworzyc
                > koncepcje 'jak wpynely zapachy wczesnej mlodosci na aktualne zapachowe
                milosci'
                >
                > i zastanawiam sie czy sie sprawdzi :)
                >

                Ha, faktem jest, że przez długie, długie lata preferowałam wyłącznie zapachy
                lekkie,świeże,ozonowo-cytrusowe, typu Gio,Oxygene,l'Eau d'Issey, nieobecnego
                już Vincenta van Gogha, a potem raptem moje upodobania zaczęły zmierzać w
                zupełnie innym kierunku - do tego stopnia, że od dłuższego czasu nie mam
                praktycznie czego używać latem, bo jakoś nic mi nie leży, ostał się
                jedynie "wieczny" Pamplelune. Teraz preferuję zapachy kadzidlane ( kadzidła
                kocham po prostu), ambrowe, korzenno-przyprawowe. Stałe miejsce na półce mają
                BC, Nu, Bvlgari Black, Madness, Theorema, Cinnabar, Opium, a ostanio odkrywam
                świat niszowców i na zabój zakochałam się już w Dzingu, TfT, Gaiacu,Santal
                Blanc SL, a to dopiero początek odkryć, jak sądzę...
                Szczerze mówiąc trudno mi znaleźć jakąś nić łączącą Evasion z Dzingniem na ten
                przykład, ale może coś pasuje do Twojej koncepcji, Lune? :)

                P.S. aha, przypomniało mi się,że był jeszcze czas, kiedy to namiętnie nosiłam
                męski Aspen - cóż...
                • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 15:37
                  orzeszek_solony napisała:


                  > Ha, faktem jest, że przez długie, długie lata preferowałam wyłącznie zapachy
                  > lekkie,świeże,ozonowo-cytrusowe, typu Gio,Oxygene,l'Eau d'Issey, nieobecnego
                  > już Vincenta van Gogha,

                  W okresie 'swiezo-ozonowym' bylam bidula bo nie cierpialam ogorkowcow :( trudno
                  bylo mi cos dla siebie znalezc ; pamietam wielka butle /100 ml/ Kenzo w
                  ksztalcie liscia - i to ze z ulga wyczerpalam jej zawartosc :( uzywalam jeszcze
                  cos tam Salvadore Dali i chyba Twice ...

                  a potem raptem moje upodobania zaczęły zmierzać w
                  > zupełnie innym kierunku - do tego stopnia, że od dłuższego czasu nie mam
                  > praktycznie czego używać latem, bo jakoś nic mi nie leży, ostał się
                  > jedynie "wieczny" Pamplelune.

                  Ha :) ja tez lubie Pamplelune

                  Teraz preferuję zapachy kadzidlane ( kadzidła
                  > kocham po prostu), ambrowe, korzenno-przyprawowe. Stałe miejsce na półce mają
                  > BC, Nu, Bvlgari Black, Madness, Theorema, Cinnabar, Opium, a ostanio odkrywam
                  > świat niszowców i na zabój zakochałam się już w Dzingu, TfT, Gaiacu,Santal
                  > Blanc SL, a to dopiero początek odkryć, jak sądzę...
                  > Szczerze mówiąc trudno mi znaleźć jakąś nić łączącą Evasion z Dzingniem na
                  ten
                  > przykład, ale może coś pasuje do Twojej koncepcji, Lune? :)

                  Wymyslilam sobie to co napisalam w poscie 'obok' tzn. ze byc moze gdy sie
                  czlowiek 'hodowal' na zapachach zielonych, wytrawnych, prawie meskich - to
                  nigdy nie zakocha sie w 'bombach' kwiatowych i waniliowych :)
                  zapachy ktore lubisz to przeciez nuty drzewne, korzenne, kadzidla ; nie za
                  wiele w nich slodyczy, no moze troche w niektorych :) za to kwiatkow jak na
                  lekarstwo ;)

                  Moze ciezko byloby 'wysnuc' nitke laczaca Evasion z Dzingiem /znam go tylko z
                  opisu :)/ ale to co napisalas o najwczesniejszym doswiadczeniu /zapach gorzkawy
                  i chlodny/ oraz namietnym noszeniu meskiej wody Aspen ... te doswiadczenia nie
                  powiodly cie w kierunku slodkich kwiatowych landryn czy slonecznych ogrodow :)
                  a raczej w kierunku zapachowych dziwnosci - troche mrocznych, troche
                  niejasnych, oryginalnych i na kazdej skorze troche innych :) hippisowska
                  wszedobylska paczula /mimo ze chyba za nia nie przepadam/ - dobrze mi robi -
                  gdy jest w skladzie zapachu :)

                  lune

                  ps. troche glupia teoria ;)))) na razie sprawdzila sie w Twoim i moim przypadku


                  • orzeszek_solony Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 16:07
                    Może ta teoria nie taka głupia...;-)
                    Prawdą jest, że "im dalej w las", tym bardziej nużą mnie i nie podbijają już
                    zapachy "ładne", które nie niosą w sobie tej nieuchwytnej nuty
                    niejednoznaczności, nie pobudzają wyobraźni, nie szukają nowych dróg, a mają
                    tylko niekontrowersyjnie"ładnie pachnieć". A kiedyś o to właśnie mi chodziło :)

                    Wanilli nie skreślam, jeśli jest dyskretna, ma ocieplać i lekko wysładzać
                    zapach, no i jeśli jest to prawdziwa wanilia, taka czarna, aromatyczna gałązka,
                    która po rozgryzieniu daje tę słodycz podbitą lekką goryczką, a nie olejek
                    wanilinowy rodem zapach do ciasta;-) Co do paczuli, to tu jestem ostrożna, bo
                    na mnie wychodzi ona bardzo, bardzo różnie. Tak jak we wspomnianym Pamplelune
                    pięknie gra na skórze, nie tworzy żadnego odoru "kocich sików", (co jest częsta
                    skargą użytkowniczek Pampleluny),tak na przykład strasznie zamąciła mi w Ambre
                    Sultan, ku memu żalowi, bo ewoluuje w kierunku jakiejś spleśniałej
                    zgnilizny.Szkoda. Ambrę kocham, ostrzę sobie teraz zęby na próbę z Ambre
                    Precieux, o której tyle się naczytałam, że niemal śni mi się po nocach...
                    • lune moze mi pomozesz z Theorema ... ? 18.09.06, 18:46
                      zaznaczam ze lubie Nu, Black Cashmere ale z Theorema mam klopot ; zaliczylas ja
                      do ulubiencow zapachowych /wraz z moimi ulubiencami :)/- a ja po milym poczatku
                      zmagalam sie przez wiele godzin z nutka 'palonej waty cukrowej' - by wreszcie
                      po wielu godzinach - w nucie glebi poczuc piekne, otulajace sandalowe cieplo ;
                      nie rozgryzlam tego 'palonego cukru' :( coz to jest ? na mojej skorze wychodzi
                      z Angel, Brit Red i pomaranczowej Soni :(

                      w Pamplelune nie ma kocich sikow :) wiem co mowie bo mam koty :))) a liscie
                      paczuli w Kingdom Limited Edition tez ladnie wychodza na mojej skorze :)

                      a wanilia - ta prwadziwa - o ktorej piszesz w ogole na mojej skorze nie
                      wychodzi ; albo wysladza sie cos oblednie syntetycznego - albo jej nie ma
                      wcale ...wiec wole jej w ogole nie czuc niz gdy zajezdza chemiczna wanilia ;

                      Ambre Sultan wachalam z blotterka ktory dolecial do mnie od milej forumowiczki -
                      az z Francji :) nie mialam szansy testowac na skorze - ale to co czulam to
                      byly przepyszne suszone owoce ciezkie od likieru i korzeni ; piekny intensywny
                      zapach ... ale dla mnie - do uzycia ... chyba raz do roku :)

                      lune
                      • orzeszek_solony Re: moze mi pomozesz z Theorema ... ? 18.09.06, 20:23
                        lune napisała:

                        > zaznaczam ze lubie Nu, Black Cashmere ale z Theorema mam klopot ; zaliczylas
                        ja
                        >
                        > do ulubiencow zapachowych /wraz z moimi ulubiencami :)/- a ja po milym
                        poczatku
                        >
                        > zmagalam sie przez wiele godzin z nutka 'palonej waty cukrowej' - by wreszcie
                        > po wielu godzinach - w nucie glebi poczuc piekne, otulajace sandalowe
                        cieplo ;
                        > nie rozgryzlam tego 'palonego cukru' :( coz to jest ? na mojej skorze
                        wychodzi
                        > z Angel, Brit Red i pomaranczowej Soni :(


                        Na mnie z klasycznej Theoremy nie wychodzi "wata cukrowa", która natomiast
                        pojawia się w Theoremie Leggero:) tak samo jak i w pomarańczowej Sonii,
                        wszystkich Brittach i w Innocent.
                        Ntaomiast co do AS, to chyba muszę odwołać:)Po tym, co napisałam, jeszcze raz
                        nałożyłam go na nagdarstek i tym razem nie wyszła żadna pleśń, za to rozwinął
                        się cudnie, ciepło, drzewnie i korzennie - nie mogę przestać wwąchiwać się...
                        • lune :) 18.09.06, 21:47
                          no to sie ciesze z AS - bo prawde mowiac zdumialo mnie ze jakies plesnie ...:)

                          a ja z Innocentem ani z Theorema Leggero nie mam 'spalono-cukrowych' wrazen ;
                          dawno temu zaliczylam Leggero do zapachow pieknych ... lecz ulotnych ; znika ze
                          mnie szybciutko, podobnie jak Feminite du Bois :( a do Innocenta chyba zawsze
                          bede miec sympatie ; to jedyny 'jadalny' zapach w ktorym sie dobrze czuje - no
                          i wanilia choc w nim jest - to grzecznie siedzi sobie pod kolderka innych nut i
                          nie dominuje :)

                          lune

                          ps. domyslasz sie jakie nuty daja ten 'przypalony cukier' ? co to kurcze moze
                          byc ? czytam zapachowe piramidki - i nie pojmuje ... :(
            • lune do Orzeszka :) 18.09.06, 14:17
              znalazlam twoje wyznanie w watku o siostrach zapachowych :)

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15707&w=47778955&a=47790380
              Ty TAKZE nie lubisz nadmiaru kwiatow i syntetycznej wanilii :) Moze cos w tym
              jest ze gdy sie czlek w mlodosci nawachal gorzkawych i zielonych woni - nie
              pokocha perfum w ktorych kipia kwiaty i /lub wanilia ? Moze dziewczyny ktore
              wzrastaly w 'oparach' opium czy poison - maja wieksza tolerancje na wanilie ???

              lune
          • a.g.n.i Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 13:33
            O przepraszam, a ja sama byłam wtedy porządnie już podrosłą nastolatką i
            podbierałam jej "Sawę" a w końcu od niej buteleczkę wyciągnęłam:-)
            Może niefortunnie to sformułowałam:-) chciałam tylko zaznaczyć, że pamiętam
            zapach...
            Dodam jeszcze, że moja babcia nigdy nie używała zapachów "babciowych", całe
            życie była piękną, zgrabną i młodo wyglądającą kobietą, tak że jak z nią
            chodziłam jako dziecko na spacery, to mnie kiedyś jakaś dziewczynka zapytała,
            dlaczego do mamy mówię "babciu". A czerwonej szminki używa do dziś:-)))
            • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 13:55
              a.g.n.i napisała:

              > O przepraszam, a ja sama byłam wtedy porządnie już podrosłą nastolatką i
              > podbierałam jej "Sawę" a w końcu od niej buteleczkę wyciągnęłam:-)
              > Może niefortunnie to sformułowałam:-) chciałam tylko zaznaczyć, że pamiętam
              > zapach...
              > Dodam jeszcze, że moja babcia nigdy nie używała zapachów "babciowych"

              :))) sie nie obrazam ; sama z siebie sie nabijam bo przeciez lata leca a ja sie
              czuje dziwacznie mlodo :)))
              a co do 'babciowych' zapachow - jest to kwestia bardzo dyskusyjna ; kiedys
              wszelkie slodkie pudrowe kwiatowosci odbieralam jako 'babciowe'; niektore stare
              szypry dla mojego nosa sa 'babciowe', aldehydy w nadmiarze tez ... przez wiele
              lat pizmo bylo dla mnie jakies 'przykurzone' i 'babciowe'- a teraz je lubie :)

              lune
              • mangos Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 15:52
                Dla mnie nie ma czegos takiego jak podział na "babciowe" i "niebabciowe":)
                • orzeszek_solony Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 16:11
                  Mangosku, off topic, ale napisałam wczoraj @ - czy doszło?
                  • mangos Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 19:09
                    Kurczę, nic nie doszło:(
                • a.g.n.i Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 18:00
                  Dla mnie też:-) Tak mi się napisało na szybko, z pracy pisałam, a
                  przestraszyłam się, że uraziłam Lune:-)
                  • lune akurat :) 18.09.06, 21:55
                    nie jestem urazliwa :)))

                    pozdrawiam serdecznie , lune


                    ps. a zapachy 'babcine' ... chyba dlatego tak je okreslam ze sa jakby
                    splowiale, przykurzone - na mojej skorze sprawiaja wrazenie 'martwych' - jakby
                    czas wyssal z nich energie i piekno ; to jak wachanie zapachu z b.starego
                    flakonika ... Bardzo dlugo nie lubilam zapachu rozy - byl dla mnie wlasnie
                    taki ... martwy - ale do czasu :) gdy powachalam Stelle - zmienilam zdanie ;
                    nie na tyle zeby jej uzywac ale doceniam :)
    • uka_m Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 20:49
      1.Toaletka babci-zapach w pięknym flakonie z atomizerem-taki na stary styl.Do dziś nie wiem co to było i gdzie babcia zdobyła to cudo.Sam zapach-mega mocny-coś jak chanel.
      2.Dezodorant Exotic-z Węgier:)
      3.Blase-pogrom wśród kolegów..
      4.Indian Summer-słabość do dziś.. i nostalgia..
      5.Jovan Musk.Made in USA!
      itd itd.......
      • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 21:59
        uka_m napisała:

        > 3.Blase-pogrom wśród kolegów..

        :))) fakt ; ale gdy odkrylam Chique to juz nie moglam wrocic do Blase - byl
        zbyt slodki ;

        lune
    • voluptas Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 20:54
      Najpierwsza i najwcześniejsza miłość to była Currara. Mater dostała od kogoś
      flakonik, a ja cuda po prostu robiłam, żeby wybłagać od niej kropelkę... W końcu
      dostałam pusty flakonik, pamiętam, że często go odkręcałam i wąchałam. Miałam
      wtedy 6-7 lat. Może dlatego teraz tak lubie klasyczne Poison :)
      Natomiast pierwsza miłość świadoma nadeszła po latach i było to Le Feu. Najpierw
      zainteresował mnie opis znaleziony w jakimś babskim czasopiśmie, potem
      przetestowałam w perfumerii i... wpadłam. Kupiłam pierwszą pięćdziesiątkę za
      własne, samodzielnie zarobione i uciułane zaskórniaczki, pamiętam jak dziś, że
      kosztowała 222 zł :) Wtedy była to dla mnie niewyobrażalna suma, ale tej kuli
      używałam (później na zmianę z innymi perfumami), aż do II roku studiów i właśnie
      z tym zapachem wiążę swoje najważniejsze, naijntensywniejsze i najczulsze
      wspomnienia... ale to już inna bajka ;) W każdym razie ta pierwsza miłość
      przeobraziła się w trwałe uczucie, bo le Feu jest moim ukochanym zapachem do
      dzisiaj :)
    • vanilia72 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 22:12
      Pamietam Anais Anais podbierane mamie, gdy nie widziała, potem Smitty i Wild
      Musk z Pewexu - kilka butelek zużyłam. Było coś jeszcze w podobnej butelce co
      Smitty, ale nie pamietam ;(
      W 1990r dostałam Tresor EdP - zakochałam się na 15 lat-straszne :)))
      • lune Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 22:24
        vanilia72 napisała:

        > Było coś jeszcze w podobnej butelce co
        > Smitty, ale nie pamietam ;(

        Moze Charlie ? z cedrowo-sandalowa nuta glebi ?

        lune
        • vanilia72 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 18.09.06, 22:35
          to było Coty, albo mam omamy, że było coś jeszcze
          znalazłam fajną stronę ;)
          www.toutenparfum.com/date_parfums.php
          • lune co za obfitosc ! 19.09.06, 17:16
            ja z Coty lat 70-80-tych pamietam tylko Masumi, Wild Musk i L'Aimant oraz
            Smitty :)

            moze bylo jeszcze cos ale teraz ... dziura w pamieci :(

            lune
    • mika281 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 19.09.06, 09:25
      pierwsza miłość to było Blase i Cafe (którym zlewałam sie namietnie, aż tak mi
      się obrzydziły że nie mogłam ich znieść) potem długo była granatowa Gabriela
      Sabatini a potem Cerrutti 1881 przez długi czas, a później to już poleciało:)
      • mary32 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 19.09.06, 13:24
        moja pierwszą miłością zapachową była - w wieku 13 lat - psikanka Bic w
        plastikowym pudełeczku. Były cztery kolory i mój był granatowy. Ach, moje
        drogie, siódma klasa, szykowny ZAGRANICZNY zapach, to były czasy.

        Rok później przywiozłam z Body Shopu zapach Ananya. Słodycz, że łomatko, ale
        wtedy takie owocowe landyrny to było to, co lubiłam najbardziej.

        A potem to już klasyka: Masumi, Vanilla Fields, aż w końcu natrafiłam na Ocean
        Dream, które do dzisiaj pozostały moja prawdziwą miłością.

        pozdrawiam
    • daggy4 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 11:37
      Thierry Mugler
      Angel
      • icegirl Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 12:19
        Pierwsza wielka miłość, która trwa do dziś: Angel. Na tyle obsesyjna miłość, że
        zbierałam reklamy, plakaty, kolekcjonowałam zapachy, gadżety, opakowania,
        miniaturki i wyczytywałam wszystko, co sie ukazało w sieci.
        • daggy4 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 12:39
          ja nadal figuruje w ich data base i do dzisiaj dostaje probki i gadzety angel i
          innocent
          • icegirl Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 13:19
            O, ale masz fajnie. Niestety, moje kopertki nie dotarły i chyba przepadły.
            • daggy4 Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 13:55
              najfajniejsza jest zapachowa swieczka, oczywiscie w ksztalcie gwiazdki, ktora
              mam na biurku i pachnie chociaz jej nigdy nie zapalilam.
    • nie-niebieska Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 11:41
      Fidji Guy Laroche- ta milosc trwa juz 11 lat!
      poza tym lubie ekperymenty
    • elf.woman Re: Pierwsza w życiu...zapachowa miłość 21.09.06, 12:01
      płatki mydlane do prania o wdzięcznej nazwie "Cypisek", a propos, ktoś je
      jeszcze pamięta? ;)
      a tak na serio, to Angel. Marzec, rok 1994, klasa maturalna, wycieczka do
      Wiednia i całe kieszonkowe wydane na 25ml błękitnego płynu zamknięte w gwiezdnym
      flakonie, o którym mało kto w Polsce wówczas słyszał. miłość szalona i
      odwzajemniona.. po czterech latach gwiazdę zastąpił korpusik Gaultiera, a gdy
      ostatnio naszło mnie na wspomnienia i zaaplikowałam sobie kroplę aniołka, tak
      szybko biegłam do łazienki, aby ją zmyć, że mało się nie przewróciłam... tak to
      z niektórymi miłościami bywa....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka