mangos
02.10.06, 15:51
Obawiam się, że juz nigdy nie powrócą czasy,gdy każdą nową próbkę wąchałam po kilka razy dziennie z facynacją, z rodzącą się żądzą zakupu... Potem odkładałam kasę i czasem udało się upolować. Te pierwsze milości były tak silne,że przetrwały próbę czasu. Mam je do teraz i za nic w świecie nie oddam.Czasami wydaje mi się,że eforia ta była spowodowana samym faktem wąchania czegoś, czego się do tej pory nie znało, wchodzenia w ten tajemniczy i piękny świat. Pozostały sentymenty. To coś, co nie pozwala mi pozbyc się Stelli czy Jaipur Saphir siedzi gdzieś w głowie. Piekne to były chwile. A teraz....? Jesli nie niszowce to już chyba nic... Poznaje kolejne zapachy, sa gorsze i lepsze, sa te całkiem całkiem ,ale nie czuję już tego co kiedyś. Mam wrażenie ,że mogłabym sie obejść. Chyba zbyt dużo tcyh olfaktorycznych doznań, brak czasu na zrobienie planów. Jeszcze niedawno chciałam Hermes eau Delicate 24 Faubourg , a po dwóch dniach było to już Bvlgari Black. Nie czuję juz takiego podniecenia jak kiedyś. Wąchanie, owszem jest miłe, ale ja chciałabym OLSNIENIA. Obawiam się,że takie jednak ,jak kiedyś, już nie przyjdą...już zawsze będę porównywac zapachy i mówić " "gdzieś wąchałam coś podobnego"...