Dodaj do ulubionych

na mój koszt ???

13.01.04, 11:58
Moja córka ma chłopaka, który u niej często "pomieszkuje". Nieraz kilka dni z
rzędu, co jest bardzo wygodne dla niego, bo oszczędza mu codziennych
dojazdów na uczelnię spoza miasta. Problem polega na tym, że córka (też
studiuje, nie zarabia) jest całkowicie na moim utrzymaniu i to ja płacę
czynsz i wszystkie rachunki za to mieszkanie, za jedzenie, za wszystko.
Napomknęłam o tym mojej córce, na co odpowiedziała, że on się dokłada bo
często robi zakupy (jedzenie). No fajnie, ale tak naprawdę to nie wiem jak to
wygląda. Może on kupił chleb i jajka, a ona mięso, wędliny, słodycze itp.
droższe rzeczy. A prąd, gaz, woda itd.? Nie chcę wyjść na jakąś skąpą zołzę,
ale jednak sądzę, że gościnność na cudzy koszt to przesada. Z drugiej strony,
jeśli np. zażądam, żeby np. zwracał mi część czynszu, to będzie
takie "uprawomocnienie" jego pobytu u niej, a to też mi nie odpowiada.... Co
zrobić?
Obserwuj wątek
    • diab.lica Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 12:06
      default napisała:

      > Moja córka ma chłopaka, który u niej często "pomieszkuje". Nieraz kilka dni
      z
      > rzędu, co jest bardzo wygodne dla niego, bo oszczędza mu codziennych
      > dojazdów na uczelnię spoza miasta. Problem polega na tym, że córka (też
      > studiuje, nie zarabia) jest całkowicie na moim utrzymaniu i to ja płacę
      > czynsz i wszystkie rachunki za to mieszkanie, za jedzenie, za wszystko.
      > Napomknęłam o tym mojej córce, na co odpowiedziała, że on się dokłada bo
      > często robi zakupy (jedzenie). No fajnie, ale tak naprawdę to nie wiem jak
      to
      > wygląda. Może on kupił chleb i jajka, a ona mięso, wędliny, słodycze itp.
      > droższe rzeczy. A prąd, gaz, woda itd.? Nie chcę wyjść na jakąś skąpą
      zołzę,
      > ale jednak sądzę, że gościnność na cudzy koszt to przesada. Z drugiej
      strony,
      > jeśli np. zażądam, żeby np. zwracał mi część czynszu, to będzie
      > takie "uprawomocnienie" jego pobytu u niej, a to też mi nie odpowiada.... Co
      > zrobić?


      nie wwiem, jak wyglada u ciebie to placenie - czy po prostu placisz rachunki
      czy tez dajesz jej pewna ustalona kwote co miesiac. w tym drugim przypadku
      moim zdaniem nie powinnas ingerowac, bo to byloby dyktowanie jej co ma robic z
      tymi pieniedzmy. polecam wariant ustalonej kwoty co miesiac, czyli
      potraktowania corki jak doroslej osoby i zostawienia decyzji jak nimi
      gospodaruje.
    • samowolny Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 12:08
      małe dzieci mały kłopot duże dzieci większe kłopoty..ale tylko pozornie...
      Moim zdaniem wyznacz okreslona kwote na miesięc dla córki zawierającą kwote na
      opłaty plus wyżywienie i niech sobie sama gospodaruje jak chce .
      Jest juz dorosła i powinnaś powoli odcinać ta niewidzialna pępowine która
      widac jeszcze was łączy. Bedzie to dobre dla twoich stosunków z córką bo
      zaczniesz ją wreszcie traktowac jak dorosłą osobe.
      ps. kieszonkowe tez jej określ :))))
      • default Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 12:23
        Wszystkie rachunki płacę w formie zleceń stałych, bezpośrednio z konta, więc
        nie ma sensu, żeby jej na to dawać pieniądze. Ona dostaje kieszonkowe na
        codzienne wydatki, ok 200 zł/mies. , ale ma kartę do mojego rachunku i płaci
        nią za np. większe zakupy jedzeniowe w supermarkecie albo jakiś ciuch(i to już
        jest ponad te 200 zł). Wiem, że powinnam być twarda i nie pozwalać jej
        przekroczyć jakiegoś ustalonego limitu ani o złotówkę, ale to wcale nie jest
        takie łatwe....
        • samowolny Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 12:33
          uwierz w swoje wychowanie i daj wolna ręke córce...no chyba ze nie ufasz w to
          swoje wychowanie:))
          Nie zaszkodzi też zastosować mysli Dzierżyńskiego "ufac ale kontrolować"..:))))
          Mozesz też kazać wracać córce do domu i wozić ja dziennie tam i z powrotem na
          zającia. Bedziesz dalej miała swoja małą córeczke na oku i tak do jej późnej
          starosci... Nadopiekuńczośc jest gorsza od faszyzmu...
          • default Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:26
            samowolny napisał:
            > Mozesz też kazać wracać córce do domu i wozić ja dziennie tam i z powrotem na
            > zającia. Bedziesz dalej miała swoja małą córeczke na oku i tak do jej późnej
            > starosci... Nadopiekuńczośc jest gorsza od faszyzmu...

            To nie chodzi o to, że jej nie ufam, czy chcę ją mieć na oku, mieszka osobno
            już ponad rok i nic nie zmalowała (może tylko brudniej się zrobiło w tym
            mieszkaniu). Wkurza mnie jak ktoś tak się załapuje "na krzywy ryj", jak ten jej
            misiek. Jeśli będzie się z nim wszystkim dzieliła, to moje wydatki na jej
            utrzymanie wzrosną i to mi się nie podoba....
            • diab.lica Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:40
              >Jeśli będzie się z nim wszystkim dzieliła, to moje wydatki na jej
              > utrzymanie wzrosną i to mi się nie podoba....

              dlatego jeszcze raz polecam ustalona kwote.(tutaj polecam tez, zebys nie
              placila za mieszkanie ze swojego konta tylko na to jej rowniez dawala
              odpowiednia kwote, chocby po to, zeby widziala ile wszystko kosztuje).
              jesli w zwiazku z pomieszkiwaniem jej chlopaka jej wydatki wzrosna, to bedzie
              to jej (ich) problem jak to rozwiazac a nie twoj.

              jesli zas masz poczucie, ze jest ona wykorzystywana finansowo przez tego
              chlopaka, to jedyne co wedlug mnie mozesz to z nia porozmawiac, ale w zadnym
              wypadku nie wymuszaj na niej decyzji uzywajac arumentow "dopoki jestes na moim
              utzrymaniu" itd. byc nie raz moze byc w zyciu tak, ze bedzie podejmowac
              decyzje nie tak, jak bedziesz chciala i moze bedziesz miala poczucie, ze
              dzieje jej sie krzywda.
            • samowolny Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:47
              default napisała:

              Jeśli będzie się z nim wszystkim dzieliła, to moje wydatki na jej
              > utrzymanie wzrosną i to mi się nie podoba....

              to jednak ustal "sztywną" kwote dla córki na jej utrzymanie(oprócz opłat) i
              ani grosza wiecej. Jest dorosła i niech gospodarzy tym co ma. Ale musisz być
              konsekwentna atego ci jak widze brakuje..owej konsekwencji w działaniu ,
              dlatego ten twój niepokój
    • Gość: Lena Re: na mój koszt ??? IP: 80.48.96.* 13.01.04, 12:19
      To zależy jak długo jest z chłopakiem. Jeśli krótko, to nie naciskałabym bo
      oznaczałoby to by chłopak zdeklarował się, że chce mieszkać z nią a to nawet
      dla niej byłaby niezręczna sytuacja, może zbyt szybka decyzja. Córka też wie
      jakie są między nimi układy i jak jest jego finansowa sytuacja. Jeśli Cie tylko
      stać to nie naciskaj. W reszcie zgadzam się z diablicą. Pozdr.
    • herbapekt Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 12:30
      jak można wyznaczać córce koszt placenia za dom jak i tak jest na utrzymaniu
      rodziców???
      bez sensu...
      ja miałam podobną sytuację w domu. mój chłopak prawie ze u nas zamieszkał. i
      sytuacja na pozór wyglądała podobnie, ale tak naprawde to mało co jedliśmy w
      domu bo zawsze sie gdzies wychodzilo. A jak juz bylismy na miescie to zawsze
      on za mnie placil. Czy to byla knajpka, kino, czy cos innego. Takze to on
      wiecej pieniedzy na mnie wydal - u mnie tylko spal. Co mojej mamie sie bardzo
      nie podobalo bo powinien za ten nocleg zaplacic (!) A na wszelkie moje
      usprawiedliwienia, ze placi za mnie slyszalam "no i dobrze tak powinno byc"
      Czyli nic w zamian - tylko zagarniac... Zostawie to bez komentarza...

      Uwazam ze jestem dosc rozsadna mloda panna i nie dalabym sie wykorzystywac w
      zaden sposob. Moze podobnie jest z twoja corka? Potrzbe wam rozmowy, moze
      niech ten chlopak zabierze kiedys was obie na jakas pizze? :D
      Pozdrawiam
    • fitit Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:23
      Przegnać towarzystwo ! Niech sobie kupią swoje lub coś wynajmą.
      Zresztą to pomieszkiwanie "młodych" ze "starymi" to jakaś polska choroba.
      • charlie_x Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:35
        fitit napisał:

        > Przegnać towarzystwo ! Niech sobie kupią swoje lub coś wynajmą.
        > Zresztą to pomieszkiwanie "młodych" ze "starymi" to jakaś polska choroba.


        ..no wlasnie, jak sa dorosli to jazda przed oltarz i na swoje.Bo
        nie daj Bog okaze sie , ze maja " ..niezgodnosc charakterow" i po paru latach
        tej sielanki cala rodzina zostanie wyslizgana z pieniedzy i godnosci.pozdr.
      • default Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:52
        fitit napisał:

        > Przegnać towarzystwo ! Niech sobie kupią swoje lub coś wynajmą.
        > Zresztą to pomieszkiwanie "młodych" ze "starymi" to jakaś polska choroba.

        Nie zrozumiałeś mnie. Moja córka mieszka osobno, ale pozostaje na moim
        utrzymaniu, bo się jeszcze uczy.
        • fitit Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 13:56
          To fajnie ma ta Twoja córka !
        • charlie_x Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 14:02
          default napisała:



          >
          > Nie zrozumiałeś mnie. Moja córka mieszka osobno, ale pozostaje na moim
          > utrzymaniu, bo się jeszcze uczy.
          ...zgoda, ale de facto tworza juz
          jakis zwiazek i to generuje zawsze koszty,a moze rodzice chlopaka poczuliby sie
          troche bardziej zobowiazani do lozenia na syna?
        • kini Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 14:07
          > Nie zrozumiałeś mnie. Moja córka mieszka osobno, ale pozostaje na moim
          > utrzymaniu, bo się jeszcze uczy.

          Przepraszam, że się wtrącam, ale czy córka nie ma żadnych, ale to żadnych
          możliwości, żeby zarobić własne pieniądze? Nie chodzi o to, żeby się
          utrzymywała, tylko sam fakt, że pracuje. No bo skoro chce się bawić z
          chłopakiem w małżeństwo, to moim zdaniem powinna ponieść pewne koszty takiej
          decyzji. Mam na myśli koszty nie pieniężne, ale hmmmm... psychologiczne?

          No i ja też zdecydowanie jestem za dawaniem jej stałej kwoty na życie.
        • herbapekt Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 14:14
          a to inna inszość :>
          ja w sumie juz sama zarabiam na siebie i dokładam sie do kosztów. szczerze
          piszac to nawet wolalabym sie juz wyprowadzic, ale boje sie ze mama to
          nienajlepiej zniesie (mieszkamy we dwie). skoro twoja corka juz mieszka sama
          to moze powinna tez sie rozejrzec za jakas dorywcza praca? to nikomu w nauce
          nie przeszkodzi (skoro ma czas i dla chlopaka). i niech on doklada jednak
          jesli sa ze soba 24h/dobę. taka forma "mieszkania razem" zmienia zupelnie
          postac rzeczy. nie mozesz sama za wszystko placic. trzeba porozmawiac z
          obojgiem i wytlumaczyc ze sama nie dasz sobie rady utrzymac ich dwoje. mi to
          by dalo duzo do myslenia ;)
          Pozdrawiam.
        • Gość: anni Re: na mój koszt ??? IP: 217.11.141.* 13.01.04, 14:28
          to mlodzi sami powinni sie dogadac ale jesli nie umieja to na nastpeny miesiac
          daj corce polowe pieniedzy na czynsz i inne wydatki mieszkaniowe, reszte
          powinien dolozyc jej facet, niech sie sama z nim dogada i sama zacznie rzadzic
    • jimex zaufanie 13.01.04, 14:02
      albo masz zaufanie do corki (dostep do konta, za co NAPRAWDE podziwiam) albo
      nie masz
      czeka Was powazna rozmowa we dwie, studentka ᡋ-latka powinna zdawac sobie
      sprawe z tego jak wyglada "proza zycia"- rachunki, terminy platnosci
    • Gość: Andrzej Re: na mój koszt ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 14:07
      Nic sie nie przejmuj. Miej za to swiadomosc ze jestes idealnym materialem na
      tesciowa. Taka, o ktorej wymysla sie kawaly.
    • Gość: Marta Re: na mój koszt ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 15:28
      Skoro postanowiłaś przeznaczać określoną sumę na opłaty mieszkaniowe +
      kieszonkowe córki, przychylam się do głosów, by dawać jej je "do ręki". Niech
      wie jakie ma rachunki, za nie płaci, pilnuje terminów itd. W końcu Ty tyle
      czasu sobie sama z tym radzisz, to ona też powinna ;-)
      Zgadzam się z przedmówcami, że powinnaś być konsekwentna w
      przekazywaniu "przewidzianej puli".
      I....nie wtrącać się.

      ps
      Zastanów się dlaczego (tak naprawdę) do tej pory wolałaś opłacać rachunki, nie
      ograniczać jej wydatków, dawać kartę płatniczą.
      Gdy sobie szczerze na to odpowiesz, może łatwiej będzie Ci wypracowac nowe
      podejście do tej sytuacji.

      • Gość: W związku Re: na mój koszt ??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.01.04, 16:32
        Pytanie podstawowe: czy w związku z tym, że chłopak z nią zamieszkał, zauważasz
        większe pobory z Twojego konta? kosztuje Cie to więcej? jeśli nie, to znaczy,
        że dobrze się zorganizowali (dorabiaja, chłopak dokłada jednak więcej niż
        sądzisz itp. - to ich sprawa). Jeśli tak, stanowczo określ córce, że jest
        wyznaczona suma na jej utrzymanie i nie powinna jej przekraczać.
        Ja pracuję, moja Dziewczyna studiuje. Ja mam mieszkanie, Ona pomieszkuje u mnie
        czasem, je tu, śpi, myje się - ogólnie rzecz ujmując - "zużywa". Nigdy nie dam
        Jej do zrozumienia, żeby zwróciła część pieniędzy, ani moi rodzice, ani Jej też
        się do tego nie wtrącają. Jak ktoś jest na tyle dorosły, żeby ze sobą
        pomieszkiwać, to i na tyle, żeby nie sprawiać finansowych kłopotów rodzicom.
        Pozdrawiam.
    • soczewica Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 22:28
      przyznam szczerze że nie wiem o co ci właściwie chodzi. finansujesz
      niepracującej córce mieszkanie - nie napisałaś szerzej na jakiej zasadzie sie
      to odbywa. mieszkacie w jednym mieście? jeśli tak to wszystko co opisałaś to
      jakiś absurd! i dziwna sytuacja. dajesz córce pozorowaną wolność - niby mieszka
      sama, wydaje jej się że jest niezależna, z drugiej strony chcesz kontrolować
      jej życie, bo przecież płacisz za wszystko?
      jasne, rodzic zrobi dla dziecka wszystko, ale moim zdaniem to lekka patologia:
      jak to, ona nie pracuje? mnie wychowano w taki sposób, że jeśli wyprowadzka z
      domu - to absolutnie samodzielnie mam się utrzymywać, co innego wspomaganie
      zaskórniakiem, a co innego regularne utrzymywanie.
      dziwi mnie, że córka godzi się na coś takiego, pewnie, wygodnie jej z tym. no
      nie wiem, ja czułabym się dziwnie, ciągnąc od rodziców pieniądze; obecnie
      mieszkam z rodzicami, ale i tak zarabiam na swoje potrzeby. czasem jest lepiej,
      czasem gorzej, ale zwyczajnie mi wstyd iść do ojca i powiedzieć: tato, daj mi
      na spodnie, plecak, wakacje. środki antykoncepcyjne tez jej finansujesz? to, że
      drażni cię pobyt chłopaka, nazwałabym syndromem przerośniętej pępowiny, bo
      chociaż macie oddzielne mieszkania niczego w zasadzie nie zmieniło.

      sprawa wspólnych rachunków - skoro stać cię na poniesienie opłat za mieszkanie,
      nie wydaje mi się, żeby w kwestii chłopaka chodziło o koszty jakie poniesiesz,
      zresztą świadczy o tym ostatnie zdanie, wolałabyś żeby się to
      nie "uprawomocniło". a niby dlaczego? ale niech oboje zaczną ponosić
      konsekwencje.
      zupełnie cię nie boli, że córka żyje na twój koszt, a boli, że miałaby żyć
      jeszcze facet? daj spokój, sama się wpuściłaś w koperczaki. nie wychodzisz na
      skąpą zołzę, ale na ofiarę własnych decyzji. niby dlaczego mieliby z własnej
      inicjatywy pomyśleć - oboje - o odczepieniu się od mamusinej spódnicy i trochę
      podryfować na własny koszt, skoro tak bardzo ułatwiasz to swojej córce?
      może zamiast comiesięcznego kieszonkowego warto by pomyśleć o jakimś funduszu
      na przyszłość, wpłacać pieniądze na konto?
      nie lepiej byłoby poprzestać na opłaceniu świadczeń za mieszkanie (to i tak
      BAAAARDZO DUŻO), i zażądać od córki podjęcia jakiejś pracy, zamiast dawać
      jej "kieszonkowe" ? - bo jak na razie to hodujesz wypasionego pasożyta ze źle
      pojmowaną wolnością. znalezienie dorywczej pracy za kilkaset złotych
      miesięcznie to nie jest szczególnie ciężka sprawa.
      ciekawi mnie jeszcze jedno: czy macie określony jakiś limit czasowy, kiedy
      przestaniesz ją utrzymywać? do skończenia studiów? może należałoby powoli
      wdrażać córkę do tego, a nie budować jej sztuczne życie, którego póki co, jak
      sądzę, o własnych siłach na pewno nie pociągnęłaby?
      sama pomyśl: czy gdyby córka była samodzielna, miałabyś pretensję, że mieszka
      ze swoim mężczyzną? nie sądzę.
      • diab.lica Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 23:23
        soczewica napisała:

        > przyznam szczerze że nie wiem o co ci właściwie chodzi. finansujesz
        > niepracującej córce mieszkanie - nie napisałaś szerzej na jakiej zasadzie
        sie
        > to odbywa. mieszkacie w jednym mieście? jeśli tak to wszystko co opisałaś to
        > jakiś absurd!

        dlaczego?


        > dziwi mnie, że córka godzi się na coś takiego, pewnie, wygodnie jej z tym.
        no
        > nie wiem, ja czułabym się dziwnie, ciągnąc od rodziców pieniądze; obecnie
        > mieszkam z rodzicami

        latwo jest pisac takie teksty, mieszkajc z rodzicami. gdybys musiala
        wynajmnowac sam mieszkanie, bylo by Ci duzo ciezej.
        ale i tak zarabiam na swoje potrzeby. czasem jest lepiej,
        >
        > czasem gorzej, ale zwyczajnie mi wstyd iść do ojca i powiedzieć: tato, daj
        mi
        > na spodnie, plecak, wakacje. środki antykoncepcyjne tez jej finansujesz? to,
        że
        >
        > drażni cię pobyt chłopaka, nazwałabym syndromem przerośniętej pępowiny, bo
        > chociaż macie oddzielne mieszkania niczego w zasadzie nie zmieniło.
        >
        > sprawa wspólnych rachunków - skoro stać cię na poniesienie opłat za
        mieszkanie,
        >
        > nie wydaje mi się, żeby w kwestii chłopaka chodziło o koszty jakie
        poniesiesz,
        > zresztą świadczy o tym ostatnie zdanie, wolałabyś żeby się to
        > nie "uprawomocniło". a niby dlaczego? ale niech oboje zaczną ponosić
        > konsekwencje.
        > zupełnie cię nie boli, że córka żyje na twój koszt, a boli, że miałaby żyć
        > jeszcze facet? daj spokój, sama się wpuściłaś w koperczaki. nie wychodzisz
        na
        > skąpą zołzę, ale na ofiarę własnych decyzji. niby dlaczego mieliby z własnej
        > inicjatywy pomyśleć - oboje - o odczepieniu się od mamusinej spódnicy i
        trochę
        > podryfować na własny koszt, skoro tak bardzo ułatwiasz to swojej córce?
        > może zamiast comiesięcznego kieszonkowego warto by pomyśleć o jakimś
        funduszu
        > na przyszłość, wpłacać pieniądze na konto?
        > nie lepiej byłoby poprzestać na opłaceniu świadczeń za mieszkanie (to i tak
        > BAAAARDZO DUŻO), i zażądać od córki podjęcia jakiejś pracy, zamiast dawać
        > jej "kieszonkowe" ? - bo jak na razie to hodujesz wypasionego pasożyta ze
        źle
        > pojmowaną wolnością. znalezienie dorywczej pracy za kilkaset złotych
        > miesięcznie to nie jest szczególnie ciężka sprawa.
        > ciekawi mnie jeszcze jedno: czy macie określony jakiś limit czasowy, kiedy
        > przestaniesz ją utrzymywać? do skończenia studiów? może należałoby powoli
        > wdrażać córkę do tego, a nie budować jej sztuczne życie, którego póki co,
        jak
        > sądzę, o własnych siłach na pewno nie pociągnęłaby?
        > sama pomyśl: czy gdyby córka była samodzielna, miałabyś pretensję, że
        mieszka
        > ze swoim mężczyzną? nie sądzę.
        >
        • diab.lica Re: na mój koszt ??? 13.01.04, 23:34
          >> >
          > > drażni cię pobyt chłopaka, nazwałabym syndromem przerośniętej pępowiny, bo
          >
          > > chociaż macie oddzielne mieszkania niczego w zasadzie nie zmieniło.
          > >
          > > sprawa wspólnych rachunków - skoro stać cię na poniesienie opłat za
          > mieszkanie,
          > >
          > > nie wydaje mi się, żeby w kwestii chłopaka chodziło o koszty jakie
          > poniesiesz,
          > > zresztą świadczy o tym ostatnie zdanie, wolałabyś żeby się to
          > > nie "uprawomocniło". a niby dlaczego? ale niech oboje zaczną ponosić
          > > konsekwencje.

          wlasnie. dafault postanowila z utrzymywac corke w trakcie studiow i wynajac
          jej mieszkanie. moze tak chce, moze ja na to stac, z jakichkowliek powodow tak
          postanowila, zaczela miec z tym problem dopiero po wprowadzeniu sie tam
          chlopaka. wiec tutaj jest pies pogrzebany.
          a ze utrzymuje corke - jesli ja na to stac, to dlaczego nie?
          odnosze soczewico wrazenie, ze przemawia przez ciebie zazdrosc.

          >> > podryfować na własny koszt, skoro tak bardzo ułatwiasz to swojej córce?

          o, np. tutaj

          > > nie lepiej byłoby poprzestać na opłaceniu świadczeń za mieszkanie (to i ta
          > k
          > > BAAAARDZO DUŻO), i zażądać od córki podjęcia jakiejś pracy, zamiast dawać
          > > jej "kieszonkowe" ? - bo jak na razie to hodujesz wypasionego pasożyta ze
          > źle
          > > pojmowaną wolnością. znalezienie dorywczej pracy za kilkaset złotych
          > > miesięcznie to nie jest szczególnie ciężka sprawa.

          soczewico, sa rozne kierunki studiow. chyba nie zaprzeczysz, ze np. studentowi
          socjologii jest latwiej wygospodarowac czas na dodatkowa prace niz np.
          studentowi medycyny?

          > > ciekawi mnie jeszcze jedno: czy macie określony jakiś limit czasowy, kiedy
          >
          > > przestaniesz ją utrzymywać? do skończenia studiów?

          a co cie to obchodzi?

          • soczewica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 01:57
            diab.lica napisała:

            > wlasnie. dafault postanowila z utrzymywac corke w trakcie studiow i wynajac
            > jej mieszkanie. moze tak chce, moze ja na to stac, z jakichkowliek powodow
            tak
            > postanowila, zaczela miec z tym problem dopiero po wprowadzeniu sie tam
            > chlopaka. wiec tutaj jest pies pogrzebany.

            dokładnie tu.
            być może błędnie ale stworzyłam hipotezę że wszystko dzieje się w jednym
            mieście - sytuacja mozliwa i dopuszczalna, prawda? jeśli tak jest, podkreslam
            _jeśli_ to zastanawiam się nad sensownością wypuszczania dziecka na SAMODZIELNE
            wody, skoro w rzeczywistości nadal chce się je kontrolować.
            nie padło ani jedno słowo na temat tego, że chłopak się nie podoba, że jest
            szemranym typkiem, w takiej sytuacji należałoby zareagować. z opisanej sytuacji
            wnioskuję, że po prostu nie podoba się fakt że męskie gacie się sprowadzają do
            domu, że jest na to za wcześnie. no to dlaczego osobne mieszkanie, skoro ta
            chęć kontroli?...

            > a ze utrzymuje corke - jesli ja na to stac, to dlaczego nie?
            > odnosze soczewico wrazenie, ze przemawia przez ciebie zazdrosc.
            >
            > >> > podryfować na własny koszt, skoro tak bardzo ułatwiasz to swojej
            > córce?
            >
            > o, np. tutaj

            oj, no to myśl tak sobie skoro ci z tym dobrze... nie chce mi się tego
            tłumaczyć kolejny raz. tylko błagam, nie idź tropem reni i nie dojdź
            przypadkiem do wniosku że moja rodzina żyje w nędzy skrajnej. bo już się
            dowiedziałam że muszę się dokładać do budżetu.


            > > > przestaniesz ją utrzymywać? do skończenia studiów?
            >
            > a co cie to obchodzi?

            chwileczkę.
            czy pytanie było skierowane do ciebie?
            • diab.lica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 15:24
              > oj, no to myśl tak sobie skoro ci z tym dobrze... nie chce mi się tego
              > tłumaczyć kolejny raz. tylko błagam, nie idź tropem reni i nie dojdź
              > przypadkiem do wniosku że moja rodzina żyje w nędzy skrajnej.

              a gdzie renia tak napisala?
              natomiast ty sama napisalas, kilka linijek wyzej lub nizej, ze dzieki temu ze
              cos tam zarabiasz twoja mam moze pozwolic sobie na lepszy krem. dylematy krem
              czy ksiazka dla corki nie swiadcza o wielkiej zamoznosci. duzy plus dla
              ciebie, ze dorabiasz.


              > > > > przestaniesz ją utrzymywać? do skończenia studiów?
              > >
              > > a co cie to obchodzi?
              >
              > chwileczkę.
              > czy pytanie było skierowane do ciebie?


              nie, nie do mnie, ale na publicznym forum i pozwolilam sobie skomentowac.
              jesli chcesz unikac takich komentarzy, pisz swoje pytania w prywatnych mailach.
        • soczewica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 01:50
          diab.lica napisała:

          > soczewica napisała:
          >
          > > przyznam szczerze że nie wiem o co ci właściwie chodzi. finansujesz
          > > niepracującej córce mieszkanie - nie napisałaś szerzej na jakiej zasadzie
          > sie
          > > to odbywa. mieszkacie w jednym mieście? jeśli tak to wszystko co opisałaś
          > to
          > > jakiś absurd!
          >
          > dlaczego?

          już tłumaczę.
          JEŚLI jest to jedno miasto, to dlaczego matka, chcąc bądź co bądź wpływać na
          decyzje jakie podejmuje córka, decyduje się na zamieszkanie osobno?
          nie wydaje ci się, że _własne_ mieszkanie powinno wiązać się z pewną
          dorosłością? z częściowym zdjęciem z rodzica obowiązku troszczenia się o
          dziecko?
          dlaczego piętnastolatki nie mieszkają same, chociaż w zasadzie potrafią już
          wszystko to co dorosły człowiek? jeśli matka czuje się zobowiązana wpływać na
          decyzje córki w ten sposób, że SAMODZIELNIE mieszkającej dziewczynie chce
          odmówić mieszkania z facetem/ma zastrzeżenia czy córka sobie poradzi, to może
          jednak powinny mieszkać razem, nie wydaje ci się?
          właśnie dlatego uważam tą sytuację za lekko absurdalną, za hybrydę
          samodzielnego życia.
          • lolyta Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 14:54

            > > soczewica napisała:

            > JEŚLI jest to jedno miasto, to dlaczego matka, chcąc bądź co bądź wpływać na
            > decyzje jakie podejmuje córka, decyduje się na zamieszkanie osobno?
            > nie wydaje ci się, że _własne_ mieszkanie powinno wiązać się z pewną
            > dorosłością? z częściowym zdjęciem z rodzica obowiązku troszczenia się o
            > dziecko?(....) może
            > jednak powinny mieszkać razem, nie wydaje ci się?
            > właśnie dlatego uważam tą sytuację za lekko absurdalną, za hybrydę
            > samodzielnego życia.
            >

            Dlaczego mieszkaja osobno?
            Bo moze mam ma wreszcie ochote kochac sie z tata na stole kuchennym o dowolnej
            porze dnia i nocy tak zeby im nikt nie przeszkadzal.
            Bo moze mieszkanie ma 30 metrow kwqadratowych i w obliczu faktu ze corka dorasta
            sensowniej bylo kupic drugie niz zamienic male na duze.
            Bo moze mama doszla do wniosku ze corce sie przyda probka samodzielnego zycia
            polegajaca nie tylko na dokladaniu sie do do czynszu ale na skonstatowaniu
            faktu, ze takie rzeczy jak sol, proszek do prania, gabka do mycia naczyn,
            wycieraczka, papier toaletowy i dziesiatki innych trzeba kupowac bo same na
            drzewach nie rosna - a ci, ktorzy mieszkaja z rodzicami na ogol nie widza ogromu
            tych wydatkow czego jestes zywym przykladem jesli kieszonkowe w wys. 200 zl.
            miesiecznie traktujesz jako _calkowite_ utrzymanie.

            Dlaczego matka chce wplywac na decyzje corki? Bo moze intuicja jej mowi, ze ten
            pan to nie jest najlepsza partia a zdaje sobie sprawe ze dopoki corka zakochana
            to lekko zaslepiona, zwlaszcza ze mloda i niedoswiadczona.
            Bo moze sie boi, ze ten pan jej zrobi dzidziusia i dziewczyna studiow przez
            niego nie skonczy.
            Bo slusznie rozumuje, ze jesli dorosle dwie osoby sie wiaza ze soba wspolnym
            mieszkaniem to matke to powinno ODCIAZYC a nie DOCIAZYC finansowo a jesli ja to
            obciaza to znaczy ze facet, jakkolwiek moze posiadac walory w rodzaju
            24-centymetrowego penisa, na dluzsza mete dobrym kandydatem na meza nie jest -
            dlatego doskonale rozumiem jej dylemat i patologii tu nie widze.

            A od modelu amerykanskiego, do ktorego sie tak usmiechasz (dzieci wyfruwaja
            wczesnie z gniazda, po 40 latach przyjezdzaja do rodzicow na ich pogrzeb),
            uchowaj nas, Panie Boze.
            • soczewica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 15:07
              lolyta napisała:


              > tych wydatkow czego jestes zywym przykladem jesli kieszonkowe w wys. 200 zl.
              > miesiecznie traktujesz jako _calkowite_ utrzymanie.

              a TO skąd wyciągnęłaś? jakie całkowite?

              [ciach]

              > A od modelu amerykanskiego, do ktorego sie tak usmiechasz (dzieci wyfruwaja
              > wczesnie z gniazda, po 40 latach przyjezdzaja do rodzicow na ich pogrzeb),
              > uchowaj nas, Panie Boze.

              pokrzyczałaś sobie? to może przeczytaj teraz _uważnie_ to co napisałam -
              możesz się z tym nie zgadzać, możesz polemizować, ale jesteś już kolejną osobą,
              usiłującą mi wmówić coś co nie ma miejsca. w kwesti modelu amerykańskiego
              napisałam, że w polsce funkcjonuje jego przetrącona wersja. nie wiem dlaczego
              od razu walisz z grubej rury, że uśmiecham się do wersji powrotu do domu po 40
              latach. nie dotarło do ciebie to co napisałam o odciążeniu rodziców? to może ja
              też walnę z grubej rury i zalecę ci jakieś forum o rozumieniu języka polskiego
              dla początkujących? bo na razie umiejętność analizy na poziomie zerowym.
              • lolyta okres masz? n/t 14.01.04, 15:14

              • lolyta Luzu troche, Soczewa... 14.01.04, 15:30
                No, poswiecilam sie i wygrzebalam dla Ciebie linka o calkowitym utrzymaniu
                (4-ta linijka od gory)

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=10140832&a=10155608
                O kieszonkowym w wys. 200 zl pisala Autorka ale nie chce mi sie szukac,
                inteligentna dziewczyna jestes to se sama mozesz znalezc.

                W kwestii modelu amerykanskiego - wiem ze napisalas o skarykaturowanej polskiej
                wersji, ale wczesniej postawilas usmiech przy oryginalnej, amerykanskiej, co
                pozwala wnioskowac, ze ta amerykanska darzysz sympatia - ja nie, bo ja ogladam z
                bliska, ale nie krzycze na ten temat, nie wiem skad taki dziwny wniosek.
                Gruba rure to moze zachowaj na kogos godniejszego ode mnie, poslugiwanie sie
                polszczyzna i analiza slowa pisanego idzie mi niezle, nawet czerpie z tego
                tytulu okreslone dochody.
      • Gość: wuwua Zwykła zazdrość przez Ciebie przemawia... IP: *.chello.pl 13.01.04, 23:47
        Co jest niby w tym takiego złego i patologicznego??? Ja też mieszkam sam,
        dostaję od rodziców określoną sumę pieniędzy, sam się gospodaruję i mogę się
        zalożyć, że robię to lepiej niż taki "domowy" darmozjad jak Ty. Ile i na co
        wydam- to moja sprawa, rodzice mają do mnie zaufanie, a z resztą jakbym
        przechulał całą kasę w jeden dzień to potem i tak byłby to mój problem, że na
        pozostałe 27 nic nie zostało. Nie pracuję, studiuję na jednym z cięższych
        kierunków na UW i mimo że trochę czasu napewno jest to nawet rodzice wychodzą z
        założenia, że napracować to się w życiu jeszcze zdążę i nic takiego się nie
        stanie jak jeszcze do ukończenia studiów będę miał trochę wolności i czasu na
        zabawę.
        • soczewica Re: Zwykła zazdrość przez Ciebie przemawia... 14.01.04, 01:25
          Gość portalu: wuwua napisał(a):

          > dostaję od rodziców określoną sumę pieniędzy, sam się gospodaruję i mogę się
          > zalożyć, że robię to lepiej niż taki "domowy" darmozjad jak Ty.

          ale dlaczego nazywasz mnie darmozjadem? studiuję - dziennie - i pracuję.
          _zarabiam_ na swoje potrzeby, kolego-z-ciężkiego-wydziału-uw.

          > wydam- to moja sprawa, rodzice mają do mnie zaufanie,

          ale czyimi pieniędzmi gospodarujesz tak rozsądnie? zarobionymi przez siebie?
          pytam wobec tego jeszcze raz, dlaczego nazywasz mnie darmozjadem? chwilowo to
          TY się bawisz za cudze.

          > kierunków na UW i mimo że trochę czasu napewno jest to nawet rodzice wychodzą
          z
          > założenia, że napracować to się w życiu jeszcze zdążę i nic takiego się nie


          z jakiego założenia wychodzą moi rodzice - nie wiesz, nie napisałam tego
          wcześniej, a jedynie, że mają określony pogląd na wyprowadzkę: idę na swoje, to
          jestem na swoim.
          teraz, chociaż mieszkam z nimi, i teoretycznie również powinni mnie utrzymywać,
          bo przecież się edukuję - staram się odciążyć ich z tego obowiązku. uważam, że
          skoro bozia dała mi dwie ręce i dwie nogi, to chociaż nie pracuję na pełny etat
          i czasem z pieniędzmi bywa kłopot, mogę opędzić własne potrzeby własnym sumptem.
          nie wiem ile masz lat, ale sądzę że w pewnym momencie poczujesz, że pasowałoby
          zejść mamusi i tatusiowi z głowy. po prostu. co z tego, że "ustawowo" muszą.
          nie wiem, może urodziłeś się krezusem, ale jeśli nie to zanim zaczniesz
          agresywnie na mnie napadać, zastanów się, czy dlatego żebyś ty mógł się pobawić
          jeszcze pare lat, jak to określasz, nie odejmują sobie czegoś.
          uważam, że nie tylko rodzice są dla nas, ale i my dla nich. może to do ciebie
          nie rpzemówi, ale odkąd posiadam własne fundusze, jakoś mi lżej. i może to
          głupie, ale cieszę się że mama może sobie kupić lepszy krem, bo zwolniona jest
          z obowiązku kupowania mi podręczników i zeszytów.
          zazdrość przeze mnie przemawia? niekoniecznie. mogłabym założyć ręce i nic nie
          robić, zbierać dalej zaliczenia i wyciągać do nich rękę po pieniądze. ale nie
          chcę. a ponieważ kroki w świecie własnego zarabiania dały mi do myślenia,
          zastanawiam się czy takie ciepełko to nie jest w istocie krzywda.
          łatwo ferujesz wyroki: zazdrość, darmozjad - tak, dotknęło mnie to, owszem.
          i skąd ta agresja w tonie - przecież nie masz zmartwień, nie potrzebujesz nic
          oprócz dobrych wyników w nauce jak mniemam.
        • wonsz Re: Zwykła zazdrość przez Ciebie przemawia... 14.01.04, 02:20
          Zabawny jestes, kolego. Ciagniesz od rodzicow, nie pracujesz, a nazywasz kogos
          domowym darmozjadem?

          Duma Cie rozpiera, bo potrafisz w terminie zaplacic rachunki z kasy ktora
          tatus zarobil? I uwazasz, ze takie niesamowite osiagniecie daje Ci prawo do
          negatywnej oceny kogokolwiek?

          Zgroza, ze teraz studenci tacy niesamodzielni, uzaleznieni i butni. Uwazam, ze
          jestem mlody, ale za moich czasow (hehe) powodem do dumy byly samodzielnie
          zarobione pieniadze.

          K.
          • julia001 Re: Zwykła zazdrość przez Ciebie przemawia... 17.01.04, 21:26
            A Ty, "wuwua" się nie wymądrzaj. Pogadamy, jak zaczniesz gospodarować przez
            siebie zarabionymi pieniędzmi. Dobrze się gada, jak kasa sama wpływa na konto
            i nie trzeba się o nią martwić.
            Rozumiem, że można nie mieć po prostu czasu na pracę, bo niektóre kierunki
            bywają naprawdę ciężkie i pochłaniające, ale to, że inni mają na to zupełnie
            odmienny pogląd i potrafią sobie z tym mimo wszystko poradzić, nie oznacza
            jeszcze, że musisz ich mieszać z błotem.
      • reniatoja Soczewico 14.01.04, 00:10
        Chyba sie troszeczke rozpedzilas z tym postem, co? Ustawowo rodzice maja
        obowiazek utrzymywac uczace sie dzieci do 25 r.z. To, ze Twoi rodzice maja
        wieksze wymagania od ciebie, ze wymagaja dokladania sie do budzetu mimo, ze
        sie jeszcze uczysz, to wcale nie znaczy, ze u Default jest patologia. Mysle,
        ze powinnas wyhamowac z ocenami. Poki co mam mala corke, ale tak sobie mysle,
        ze bede ja z mezem utrzymywac na studiach bez szemrania. Uwazam to za swoj
        obowiazek. Jesli sobie cos dodatkowo zarobi to jej sprawa, ale poki sie uczy
        to moim zdaniem nie ma OBOWIAZKU pracowac. Oczywiscie podstawa jest, zeby mnie
        bylo na to stac, zeby ja utrzymywac, ale mam nadzieje, ze tak bedzie. A
        zupelnie inna sprawa jest forma tego utrzymywania dziecka (o ile studiuje to
        nie jest darmozjadem, wypasionym pasozytem ani niczym z tego, czym tu ja
        nazwalas). Mysle, ze dawanie jej okreslonej sumy pieniedzy potrzebnych na
        utrzymanie mieszkania i zycie jest bardzo dobrym rozwiazaniem, dlatego, ze
        przygotuje ja do gospodarowania pieniedzmi, nieraz z pewnoscia zaowocuje to
        tym, ze w polowie miesiaca dziewcze zostanie bez grosza, ale sa szanse, ze
        takie wpadki naucza ja jak lepiej dysponowac kasa. Wazne,z eby nie ulegac i
        nie dodawac pieniedzy, jesli sie skoncza. Dla unikniecia zaglodzenia
        polecalabym na poczatek wyplacanie kieszonkowego w odstepach tygodniowych, a
        nie miesiecznych. Co do chlopaka - warto delikatnie dac jej do zrobumienia,
        zeby nie dawala sie "skubac" zadnemu chlopakowi. Zeby po prsotu nie byla
        glupia, bo dziewczyny czesto sa takie, ze jak zakochane, o juz swiata bozego
        nie widza i takie pierdoły jak pieniadze dla nich nie istnieja. A tymczasem
        niestety zycie to rowniez proza, warto, zeby zdawala sobie z tego sprawe i po
        prsotu umiala dbac o swoje interesy. Bo chlopak moze byc bardzo super swietny
        i w porzadku - i wtedy warto nawet go wesprzec finansowo, jesli ma gorsza
        sytuacje materialna, ale moze to tez byc zwykly cwaniak, ktory sie cieszy, ze
        dobrze trafil, bo mu wszsytko skapuje za darmo dzieki pannie.

        soczewica napisała:

        > przyznam szczerze że nie wiem o co ci właściwie chodzi. finansujesz
        > niepracującej córce mieszkanie - nie napisałaś szerzej na jakiej zasadzie
        sie
        > to odbywa. mieszkacie w jednym mieście? jeśli tak to wszystko co opisałaś to
        > jakiś absurd! i dziwna sytuacja. dajesz córce pozorowaną wolność - niby
        mieszka
        >
        > sama, wydaje jej się że jest niezależna, z drugiej strony chcesz kontrolować
        > jej życie, bo przecież płacisz za wszystko?
        > jasne, rodzic zrobi dla dziecka wszystko, ale moim zdaniem to lekka
        patologia:
        > jak to, ona nie pracuje? mnie wychowano w taki sposób, że jeśli wyprowadzka
        z
        > domu - to absolutnie samodzielnie mam się utrzymywać, co innego wspomaganie
        > zaskórniakiem, a co innego regularne utrzymywanie.
        > dziwi mnie, że córka godzi się na coś takiego, pewnie, wygodnie jej z tym.
        no
        > nie wiem, ja czułabym się dziwnie, ciągnąc od rodziców pieniądze; obecnie
        > mieszkam z rodzicami, ale i tak zarabiam na swoje potrzeby. czasem jest
        lepiej,
        >
        > czasem gorzej, ale zwyczajnie mi wstyd iść do ojca i powiedzieć: tato, daj
        mi
        > na spodnie, plecak, wakacje. środki antykoncepcyjne tez jej finansujesz? to,
        że
        >
        > drażni cię pobyt chłopaka, nazwałabym syndromem przerośniętej pępowiny, bo
        > chociaż macie oddzielne mieszkania niczego w zasadzie nie zmieniło.
        >
        > sprawa wspólnych rachunków - skoro stać cię na poniesienie opłat za
        mieszkanie,
        >
        > nie wydaje mi się, żeby w kwestii chłopaka chodziło o koszty jakie
        poniesiesz,
        > zresztą świadczy o tym ostatnie zdanie, wolałabyś żeby się to
        > nie "uprawomocniło". a niby dlaczego? ale niech oboje zaczną ponosić
        > konsekwencje.
        > zupełnie cię nie boli, że córka żyje na twój koszt, a boli, że miałaby żyć
        > jeszcze facet? daj spokój, sama się wpuściłaś w koperczaki. nie wychodzisz
        na
        > skąpą zołzę, ale na ofiarę własnych decyzji. niby dlaczego mieliby z własnej
        > inicjatywy pomyśleć - oboje - o odczepieniu się od mamusinej spódnicy i
        trochę
        > podryfować na własny koszt, skoro tak bardzo ułatwiasz to swojej córce?
        > może zamiast comiesięcznego kieszonkowego warto by pomyśleć o jakimś
        funduszu
        > na przyszłość, wpłacać pieniądze na konto?
        > nie lepiej byłoby poprzestać na opłaceniu świadczeń za mieszkanie (to i tak
        > BAAAARDZO DUŻO), i zażądać od córki podjęcia jakiejś pracy, zamiast dawać
        > jej "kieszonkowe" ? - bo jak na razie to hodujesz wypasionego pasożyta ze
        źle
        > pojmowaną wolnością. znalezienie dorywczej pracy za kilkaset złotych
        > miesięcznie to nie jest szczególnie ciężka sprawa.
        > ciekawi mnie jeszcze jedno: czy macie określony jakiś limit czasowy, kiedy
        > przestaniesz ją utrzymywać? do skończenia studiów? może należałoby powoli
        > wdrażać córkę do tego, a nie budować jej sztuczne życie, którego póki co,
        jak
        > sądzę, o własnych siłach na pewno nie pociągnęłaby?
        > sama pomyśl: czy gdyby córka była samodzielna, miałabyś pretensję, że
        mieszka
        > ze swoim mężczyzną? nie sądzę.
        >
        • diab.lica Re: Soczewico 14.01.04, 00:25
          reniu, jak milo jest sie z toba zgodzic.
          nic dodac nic ujac do tego, co napisalas.

          a tak mi sie moj pierwszy rok studiow przypomnial, bo wlasnie dostawalam od
          mamy comiesieczna kase. na poczatku zaszalalam, jak mlode i glupiutke dziewcze
          i wydalam na.... ciuchy :))) wiec 5 dni przed koncem miesiaca kasa sie
          skonczyla, nie bylo zmiluj sie i zajadalam chlebek z dzemem, bo na nic innego
          nie mialam :) ale sytuacja nie powtorzyla sie juz nigdy, wiec lekcja byla w
          miare bezbolesna :)
        • soczewica Re: Soczewico 14.01.04, 01:43
          reniatoja napisała:

          > Chyba sie troszeczke rozpedzilas z tym postem, co? Ustawowo rodzice maja
          > obowiazek utrzymywac uczace sie dzieci do 25 r.z. To, ze Twoi rodzice maja

          ale bez przesady może? czym innym jest utrzymywanie a czym innym jest taka
          sytuacja w której córka niby mieszka osobno ale jednak ciągle na _całkowitym_
          utrzymaniu rodziców.
          nie poznałam sytuacji do końca i nie wiem, czy mieszkają, matka z córką, w
          osobnych miastach, nie znam powodu oddzielnego mieszkania - jeśli default
          zechce to mi odpowie. dwa miasta to jeszcze inna rzecz (uczelnia) ale jeśli
          jedno, to naprawdę wydaje ci się to normalne i ogólnie przyjęte? nie uważasz
          tego chociażby za zwykłą rozrzutność?

          > wieksze wymagania od ciebie, ze wymagaja dokladania sie do budzetu mimo, ze
          > sie jeszcze uczysz,

          a gdzieś ty to wyczytała, hm? w tym haczyk że nie wymagają ode mnie dokładania
          się do budżetu. to ja nie chcę od nich zasysać.

          to wcale nie znaczy, ze u Default jest patologia. Mysle,
          > ze powinnas wyhamowac z ocenami. Poki co mam mala corke, ale tak sobie mysle,
          > ze bede ja z mezem utrzymywac na studiach bez szemrania. Uwazam to za swoj
          > obowiazek. Jesli sobie cos dodatkowo zarobi to jej sprawa, ale poki sie uczy
          > to moim zdaniem nie ma OBOWIAZKU pracowac. Oczywiscie podstawa jest, zeby
          mnie
          > bylo na to stac, zeby ja utrzymywac, ale mam nadzieje, ze tak bedzie. A
          > zupelnie inna sprawa jest forma tego utrzymywania dziecka (o ile studiuje to
          > nie jest darmozjadem, wypasionym pasozytem ani niczym z tego, czym tu ja
          > nazwalas).

          stwierdziłam, że hodowla pasożyta dopiero się zaczyna. dobrze. to wyobraź sobie
          taką sytuację. córka zaczyna studiować. w mieście w którym mieszkasz (bo cały
          zcas, może błędnie, zakładam, że default i córka mieszkają w jednym mieście). i
          nagle stwierdza, że chce do osobnego mieszkania. i co, bez szemrania jej
          wynajmujesz/kupujesz chatę? daj spokój, nie wierzę.
          zdaje się że w polsce zaczyna dochodzić do głosu model amerykański :) żeby
          studia zaczynać na swoim - ale oczywiście jest to skarykaturowane do polskich
          możliwości. po co ma dzeicina pracować, skoro nie musi? no a jak nie musi to
          nie chce. no bo przecież jeszcze parę lat rodzinka będzie łożyła.

          > nie miesiecznych. Co do chlopaka - warto delikatnie dac jej do zrobumienia,
          > zeby nie dawala sie "skubac" zadnemu chlopakowi. Zeby po prsotu nie byla

          ale chwilka. tutaj jest inny kłopot. jak sama default przyznaje, płacenie przez
          chłopaka byłoby jakimśtam usankcjonowaniem ich mieszkania razem, i tutaj boli,
          upraszczając - niech już się kasa pójdzie marnować, ale ten FACET.
          ja się przyczepiłam tego samodzielnego mieszkania, bo przyjrzyj się opisanej
          sytuacji: ni to samodzielność, ni to wolno, ni to nie wolno, mama cały czas
          roztacza parasol ochronny. miesza kwestie finansowe z wychowawczymi (jak się
          pozbyć chłopaka?), i sama nie wie jak postąpić. gdyby mieszkały razem sprawa
          byłaby prostsza, krótkie słowo że ma nie nocować i po krzyku. a tak - jak już
          powiedziałam, przerośnięta pępowina z którą nie wiadomo co zrobić. i niby
          chodzi o pieniądze, a niby o ochronę dziecka.
          renia, tak sobie wyobrażasz przyszłość swojej córki? w takich dylematach?
          • kini Re: Soczewico 14.01.04, 09:19
            Soczewico, a ja się zgadzam z każdym twoim zdaniem.
    • Gość: obserwator Jesteś żałosna !!! IP: *.chello.pl 13.01.04, 22:53
      Może będziesz jej jeszcze wyliczała, że zaprosiła go na lody albo na kawę z
      tych pieniędzy? To jest po prostu żałosne, jak już ktoś wyżej napisał jesteś
      idealną kandydatką na teściową zołzę. Współczuję przyszłemu wybrankowi Twojej
      córki, niezależnie czy będzie to ten czy inny.
      • walerrka Re: Jesteś żałosna !!! 14.01.04, 00:02
        Gość portalu: obserwator napisał(a):

        > Może będziesz jej jeszcze wyliczała, że zaprosiła go na lody albo na kawę z
        > tych pieniędzy? To jest po prostu żałosne, jak już ktoś wyżej napisał jesteś
        > idealną kandydatką na teściową zołzę. Współczuję przyszłemu wybrankowi Twojej
        > córki, niezależnie czy będzie to ten czy inny.

        Przeciez to tylko pare dni. Zobacz faktycznie czy rachunki sa wieksze i wogole
        koszty.
    • zdzichu-nr1 Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 00:41
      Z góry sorki za ew. powtórzenia cudzych myśli, przeczytałem tylko post
      założycielki wątku

      Ja uważam, że liczenie kosztów w tym przypadku jest niestosowne. Ewentualne
      wypominanie tego uważam za dużą przykrość wyrządzoną dziecku. Rozumiem, że
      autorka wątku ma dobre intencje i chce zwrócić swej latorośli uwagę na fakt,
      na czyj koszt odbywa się ta cała zabawa, ale... jak daje się córce mieszkanie
      z wypasem, żeby dziecię sobie studiowało, to trzeba godzić się z
      konsekwencjami. No bo w końcu co ma być? Ma rzucić dzienne studia, iść do
      pracy żeby zarobić grosiki na siebie i tego faceta? To niedorzeczność i
      nonsens. Ja tam bym się cieszył, że ma jednego partnera, nie urządza orgietek
      i bibek na kilkadziesiąt osób itp. Panu narzeczonemu zadałbym natomiast
      delikatne pytanie, czym zamierza się zająć w przyszłości i czy pracował już w
      swym młodym życiu... Jak ma poukładane w głowie, to jeszcze zarobi, że ho ho,
      więc sobie córeczka na pewno odbije (o ile oczywiście jej nie kopnie w
      wychuchany tyłeczek, bo wszystko jest przecież możliwe) Pozdrawiam
    • zalotnica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 03:01
      default napisała:

      > Moja córka ma chłopaka, który u niej często "pomieszkuje".

      wnioskuje, ze Tobie chodzi tylko o pieniadze a w ogole
      nie przeszkadza Ci ze on z nia spi...troche to dziwne dla mnie.
      Lubisz go...?
      • kobbieta Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 03:05
        zalotnica napisała:

        >
        no najwyrazniej nie, a czemu by mialo przeszkadzac? Sa matki niezacofane, nie
        takie jak Ty zalotnico.
        • zalotnica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 03:16

          moje dzieci wiedza, ze jak sie wyprowadza z domu to beda musialy
          sie same utrzymac...a poki co, to sa moje rules...jak widzisz prosto ,
          jasno i bez zgrzytow..
          • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 14.01.04, 07:58
            Yhy, to sie nazywa dyktatura:)
            Miej nadzieje ze na starosc nigdy nie wyladujesz na ich utrzymaniu - bo beda
            ich rules :D
            • zalotnica Re: na mój koszt ??? 16.01.04, 03:55
              Gość portalu: melmire napisał(a):

              > Yhy, to sie nazywa dyktatura:)
              > Miej nadzieje ze na starosc nigdy nie wyladujesz na ich utrzymaniu - bo beda
              > ich rules :D

              Wiesz, dla mnie to jest troche niezbyt "smaczne" nawet pomyslec
              o tym , aby moja pociecha w wieku 17-18-19 lat miala stalego kochanka
              i to za moim przyzwoleniem...a default kupuje jeszcze tabletki
              anty a potem sie dziwi , ze chlopcy z tego korzystaja...
              • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 16.01.04, 07:49
                Nie chlopcy, tylko chlopiec, bo jak sama slusznie zauwazasz mowimy o stalym
                partnerze. Po drugie, dla ciebie niesmaczne, dla innych normalne, jak widac.
                Po trzecie, to do innego postu - jak sluszenie zauwazasz jest to "cialko jej
                corki" , a swoja wlasnoscia mozna rozporzadzac dowolnie. Od jakiego wieku
                twoim zdaniem mozna miec chlopaka i uprawiac z nim seks??
                • zalotnica Re: na mój koszt ??? 16.01.04, 23:20
                  Gość portalu: melmire napisał(a):

                  > Nie chlopcy, tylko chlopiec, bo jak sama slusznie zauwazasz mowimy o stalym
                  > partnerze. Po drugie, dla ciebie niesmaczne, dla innych normalne, jak widac.

                  Oczywiscie, ze w tej chwili jest jeden, wczesniej tez juz byl jakis, a moze
                  i byli(?) a ilu jeszcze bedzie nikt tego nie wie , prawda...?
                  Wiadomo tylko, ze jak nastolatka sama z wlasnym mieszkaniem i na
                  tabletkach anty to wszystkiego mozna sie spodziewac... dostepna 24 godz/dobe.
                  Uwazam, ze jesli chlopak wykorzystuje dziewczyne finansowo, to tym
                  bardziej seksualnie.

                  > Po trzecie, to do innego postu - jak sluszenie zauwazasz jest to "cialko jej
                  > corki" , a swoja wlasnoscia mozna rozporzadzac dowolnie. Od jakiego wieku
                  > twoim zdaniem mozna miec chlopaka i uprawiac z nim seks??

                  Tak, ale ja jestem rodzicem i jesli jest na moim utrzymaniu, niestety,
                  musi sie liczyc z moim zdaniem...a co do wieku, to odpowiem Ci tylko tyle,
                  mozna miec chlopaka ale nie stalego kochanka jak w przypadfku corki default.
                  Z chlopakiem mozna sie kochac, ale robic to bardzo dyskretnie.
                  A oni zyja jak maz i zona, czy widzisz roznice ?
                  • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 12:04
                    Nie ,nie widze roznicy. Czy ty naprawde zyjesz na zasadzie "czego oczy nie
                    widza tego sercu nie zal"? Dla mnie to hipokryzja.
                    Dziewczyna jest dorosla, ilosc i jakosc parterow to jej wybor. Z tego co wiemy
                    z postow jest to chlopak kolejny (niech ta ktora miala tylko jednego, niech
                    pierwsza rzuci kamieniem, ciekawe czy duzo tych kamieni sie zbierze?). Twoje
                    aluzje o "wykorzystywaniu seksualnym" to jakas paranoja, dziewczyna jest
                    dorosla i wie co robi, a jak nie wie to sie dowie, na tym zycie polega!
                    Nie boisz sie ty aby wychodzic na ulice, tylu wstretnych opanowanych chucia
                    samcow tam sie wloczy?
                    • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 23:46
                      Gość portalu: melmire napisał(a):

                      >Nie ,nie widze roznicy. Czy ty naprawde zyjesz na zasadzie "czego oczy nie
                      >widza tego sercu nie zal"? Dla mnie to hipokryzja.
                      >Dziewczyna jest dorosla, ilosc i jakosc parterow to jej wybor. Z tego co wiemy
                      >z postow jest to chlopak kolejny (niech ta ktora miala tylko jednego, niech
                      >pierwsza rzuci kamieniem, ciekawe czy duzo tych kamieni sie zbierze?). Twoje
                      >aluzje o "wykorzystywaniu seksualnym" to jakas paranoja, dziewczyna jest
                      > dorosla i wie co robi, a jak nie wie to sie dowie, na tym zycie polega!

                      czy twoim zdaniem rodzic nie powinnien w ogole reagowac jak corus
                      wraca nad ranem do domu ...?
                      • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 23:51
                        No to przeciez nie wraca, mieszka sama! A zreszta, nawet gdyby wracala to co,
                        wolno jej, godziny policyjnej nie ma, o ile wiem.A jak sie nie chce zeby
                        wracala nad ranem, to chyba lepiej zeby zostala tam gdzie jest,czyli u
                        chlopaka. Nigdy nie zapomne jak moj ojciec dzwonil do mojej mamy zeby mi cos
                        powiedziala bo "do domu w srodku nocy wraca", a ja po pierwsze mialam 21 lat,
                        a po drugie srodek nocy to byla........22!
                        • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 23:53
                          Gość portalu: melmire napisał(a):

                          > No to przeciez nie wraca, mieszka sama! A zreszta, nawet gdyby wracala to co,
                          > wolno jej, godziny policyjnej nie ma, o ile wiem.A jak sie nie chce zeby
                          > wracala nad ranem, to chyba lepiej zeby zostala tam gdzie jest,czyli u
                          > chlopaka. Nigdy nie zapomne jak moj ojciec dzwonil do mojej mamy zeby mi cos
                          > powiedziala bo "do domu w srodku nocy wraca", a ja po pierwsze mialam 21 lat,
                          > a po drugie srodek nocy to byla........22!

                          ...no a ile Ty masz lat ?
                          • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 23:56
                            Cale cwiercwiecze z kawalkiem :)I wracam do domu po nocach (jak mi sie chce) a
                            czasemi nawet w ogole nie wracam! Zgroza i zgrzytanie zebow :D
                            • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 00:03
                              Gość portalu: melmire napisał(a):

                              >Cale cwiercwiecze z kawalkiem :)I wracam do domu po nocach (jak mi sie chce) a
                              >czasemi nawet w ogole nie wracam! Zgroza i zgrzytanie zebow :D

                              25+ lat to zupelnie co innego...
                              • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 00:12
                                Dlaczego co innego? Z jednej strony uwaza sie ze 18 lat to wystarczajacy wiek
                                zeby pracowac, wchodzic w zwiazki malzenskie, wybierac przyszly zawod,
                                glosowac, a z drugiej strony samemu do domu nie mozna wrocic? Nawet wieczorem?
                                Rozumiem ze mozna sie niepokoic jak ktos z rodziny, niekoniecznie
                                dziecko ,znika bez zawiadomienia i wraca o trzeciej nad ranem, ale to w koncu
                                chyba sporadyczne wypadki, i nie o to chodzi ze nie wolno ludziom wracac po
                                nocach, tylko ze nie wolno narazac innych na stresy i czekanie .
                                Zreszta zamieszkalam z moim chlopakiem w nastepnym roku po "powrocie w srodku
                                nocy", czyli mialam 22 lata, a nawet chyba 21 bo ja z listopada. I zyjemy
                                nadal, rozpuscie oddajemy sie w stopniu umiarkowanym, a w przyszlym roku mamy
                                zamiar sie finansowo usamodzielnic :)

                                • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 00:39
                                  Gość portalu: melmire napisał(a):

                                  > Dlaczego co innego? Z jednej strony uwaza sie ze 18 lat to wystarczajacy wiek
                                  > zeby pracowac, wchodzic w zwiazki malzenskie, wybierac przyszly zawod,
                                  > glosowac, a z drugiej strony samemu do domu nie mozna wrocic? Nawet
                                  > wieczorem?

                                  Jak sie ma 18 lat i nie chce sie dalej uczyc, to taka dziecina idzie
                                  do pracy i staje sie juz samodzielna. Pokaz mi rodzica, ktory chetnie
                                  taka osobe bedzie utrzymywal i zaspokajal jej zachcianki.
                                  • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 00:50
                                    Aha, czyli chodzi nie o to czego w ogole robic nie wolno, tylko o to czego nie
                                    wolno robic "na rachunek" rodzicow? Cos mi tu nie gra -albo cos jest
                                    obiektywnie niesluszne, albo nie. Zgodnie z twoim rozumowaniem zarabiajacy 20
                                    latek moze kupowac i zazywac amfe ,byle za wlasne pieniadze, i rodzice nie
                                    maja nic do powiedzenia? Rodzic moze sie codziennie upijac, bo przeciez pije
                                    za wlasne pieniadze?
                                    A jezeli twoje dziecko, na przyklad z powodu kalectwa, nigdy sie finansowo nie
                                    usamodzielni, to nigdy nie bedzie mialo prawa do bycia doroslym?
                                    Zauwaz ze w dziesiejszych czasach samodzielnosc finansowa uzyskuje sie coraz
                                    pozniej, w zwiazku ze studiami itp. Swoja droga, mam na roku znajomego 40
                                    latka ktory zaczal pracowac w wieku lat 15 (ciekawe czy mogl wracac po
                                    nocach), a teraz utrzymuje go zona bo chcial na nowo podjac studia. Czy w
                                    takim wypadku tez istnieje zasada - place wiec wymagam? A w wypadku kobiet nie
                                    pracujacych zawodowo? Tez nie maja zadnych praw, bo nie utrzymuja sie
                                    samodzielnie?
                                    • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 01:09
                                      nie, nie , zle mnie zrozumialas. Samodzielny rowniez znaczy z wlasnym
                                      dachem nad glowa. Bo jesli sie u kogos mieszka, to , niestety trzeba
                                      przyjac tego kogos rules. Nawet jak wynajmujesz apartament, to sa pewne
                                      rules, nie wiedzialas o tym...?

                                      • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 01:15
                                        Przyznam sie ze nie do konca cie rozumiem.
                                        Tzn. rozumiem ze osoby mieszkajace pod jednym dachem maja niepisany regulamin
                                        zeby sobie wzajmnie na glowy nie wchodzic, dzielic obowiazki itp.
                                        Ale nie bardzo rozumiem o co chodzi z apartamentem - do niego tez maja sie
                                        odnosic rules domu rodzinnego? Bo mysmy ustalili sobie wlasny, a wlasciwie to
                                        chyba nawet nie :)
                                        • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 01:27
                                          Gość portalu: melmire napisał(a):

                                          > Przyznam sie ze nie do konca cie rozumiem.
                                          > Tzn. rozumiem ze osoby mieszkajace pod jednym dachem maja niepisany regulamin
                                          > zeby sobie wzajmnie na glowy nie wchodzic, dzielic obowiazki itp.
                                          > Ale nie bardzo rozumiem o co chodzi z apartamentem - do niego tez maja sie
                                          > odnosic rules domu rodzinnego? Bo mysmy ustalili sobie wlasny, a wlasciwie to
                                          > chyba nawet nie :)

                                          Nieraz dziecie niby takie "samodzielne i dorosle" mysli sobie, ze jak
                                          mieszka w domu tzn. z rodzicami to mu juz wszystko wolno, ale wcale tak
                                          nie musi byc i dlatego wspomnialam o apartamenie-pokoju, ze jak go
                                          wynajmujesz to wlasciciel Ci okresla zakres Twojej swobody...
                                          • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 01:30
                                            Ahhhhh! Dla mnie aprtament to aprtament, a nie pokoj! My mamy mieszkanie
                                            samodzielne, i jedyne czego nie wolno nam robic to tego co wszystkim - tupn
                                            nocami nad glowa sasiadow i za glosno sluchac muzyki :)
          • Gość: kola Re: na mój koszt ??? IP: *.acn.pl 14.01.04, 09:09
            bez zgrzytów? A skąd wiesz, co twoje dzieci myślą o tej sytuacji? może tylko
            marzą o tym, żeby się uwolnić od ciebie? I zgadzam się: ty też kiedyś będziesz
            potrzebowała pomocy swoich dzieci, pewnie i finansowej (ech, te zawrotne
            emerytury).
            • zalotnica Re: na mój koszt ??? 16.01.04, 04:03
              Gość portalu: kola napisał(a):

              >bez zgrzytów? A skąd wiesz, co twoje dzieci myślą o tej sytuacji? może tylko
              >marzą o tym, żeby się uwolnić od ciebie? I zgadzam się: ty też kiedyś będziesz
              >potrzebowała pomocy swoich dzieci, pewnie i finansowej (ech, te zawrotne
              >emerytury).

              Czy wszyscy daza tylko do tego aby rozpoczynac zycie seksualne
              w wieku 18-19 lat ? Jak beda chcialy sie wyprowadzic z domu
              w tak mlodym wieku to bardzo prosze, ale zycie wtedy juz na
              wlasny koszt. A na pomoc nie licze...
              • diab.lica Re: na mój koszt ??? 16.01.04, 11:21

                > Czy wszyscy daza tylko do tego aby rozpoczynac zycie seksualne
                > w wieku 18-19 lat ?

                wiesz, wiekszosc osob w dzisiejszych czas podejmuje zycie seksulane wczesniej
                niz w wieku 18-19... i chyba lepiej refundowac srodki i niz zostac wczesnie
                babcia...o ile oczywscie wie sie, ze srodki sa potrzebne, bo nie zawsze dzieci
                podejmujac wspolzycie dziela sie ta wiadomoscia z rodzicami.


                > Jak beda chcialy sie wyprowadzic z domu
                > w tak mlodym wieku to bardzo prosze, ale zycie wtedy juz na
                > wlasny koszt.

                a jak beda chcialy podjac studia na uczelni w innym miescie? bo akurat tam
                bedzie ich wymarzony kierunek?
                • zalotnica Re: na mój koszt ??? 16.01.04, 23:45
                  diab.lica napisała:

                  >wiesz, wiekszosc osob w dzisiejszych czas podejmuje zycie seksulane wczesniej
                  >niz w wieku 18-19... i chyba lepiej refundowac srodki i niz zostac wczesnie
                  >babcia...o ile oczywscie wie sie, ze srodki sa potrzebne, bo nie zawsze dzieci
                  >podejmujac wspolzycie dziela sie ta wiadomoscia z rodzicami.

                  Tak, F.Cosmo dokladnie odzwierciedla jakie dziewczyny podejmuja
                  wczesnie wspolzycie i jakie problemiki sa z tym zwiazane. Jednego
                  nie rozumiem co piszesz, dziewczyna czy chlopak podejmujacy
                  wspolzycie zwracaja sie do rodzicow o pomoc w finansowaniu
                  srodkow anty ? czy to rodzic sam ma kupowac i dawac...?
                  Czy nasza rola powinna konczyc sie na kupnie srodkow anty i przymykac
                  oczy na wszystko i cieszyc sie , ze latorosl jest dobrze zabezpieczona
                  i nie zostaniemy wczesnie babcia i dziadkiem...?

                  > a jak beda chcialy podjac studia na uczelni w innym miescie? bo akurat tam
                  > bedzie ich wymarzony kierunek?

                  Kazdy rodzic powinien pokrywac koszty nauki.
                  Sama chyba widzisz roznice, kiedy sie mieszka i zyje jak "maz z zona",
                  a inaczej jak sporadycznie...(ze o romantycznosci nie wspomne...)
                  • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 12:37
                    Zalotnico, przyznam ze jestes osoba o najorginalniejszych pogladach jaka
                    kiedykolwiek widzialam!
                    Zrozumialabym gdybys byla przeciwko seksowi przed slubem.
                    Zrozumialabym gdybys nic przeciwko temu nie miala.
                    Ale ty jestes przeciwna jawnemu i regularnemu zyciu seksualnemu bo jest "mniej
                    romantyczne" niz seks uprawiany sporadycznie i w sekrecie!
                    Rozumiem Default ze boi sie ze intencje chlopaka jej corki moga nie byc
                    najlepsze, ale w sumie nic o nim biednym nie wiemy, moze naprawde jest w niej
                    zakochany, to sie czasem zdarza? Chyba najlepiej byloby go zaprosic do domu i
                    go poznac.
                    Znam problem z autopsji, tez sie zastanawialam co mysla o mnie i o moich
                    intencjach rodzice mojego chlopaka, ale na szczescie okazalo sie ze po
                    pierwsze, maja ciekawsze tematy do rozmyslan, a po drugie ufaja swojemu
                    dziecku i daja mu prawo do popelniania wlasnych bledow. Chyba lepiej tak, niz
                    glosic poglady ze kobiety sa z mezczyznami dla kasy, a mezczyzni z kobietami
                    dla seksu!
                    • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 12:45
                      A co do finansowania srodkow anty - jezeli rodzic utrzymuje dziecko i daje mu
                      pieniadze na zycie, to sila rzeczy finansuje mu wszystkie jego zakupy - czy to
                      szminka, czy to pizza, czy to prezerwatywa. Przychylam sie do zdania Default
                      ktora woli wiedziec ze jej corka sie zabezpiecza, a nie pisze apele po
                      forach 'ach, czy mozna zajsc w ciaze blablabla".
                      Na czy TWOIM zdaniem polega rola rodzicow? Na wtykaniu wszedzie nosa, na
                      absolutnej kontroli "bo to moje pieniadze"? Ile mozna kontrolowac dorosle
                      dzieci? I nie mow mi ze dorosli ludzie to tacy ktorzy sami na siebie
                      zarabiaja, bo wtedy sprowadza sie 40 letniego bezrobotnego do roli dziecka :)
                      • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 23:55
                        Gość portalu: melmire napisał(a):

                        > Na czy TWOIM zdaniem polega rola rodzicow? Na wtykaniu wszedzie nosa, na
                        > absolutnej kontroli "bo to moje pieniadze"? Ile mozna kontrolowac dorosle
                        > dzieci?

                        Masz zupelna racje, zadnej kontroli, tylko dawac...
                        • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 23:58
                          Szczegolow chce, szczgolow! Co i jak zamierzasz kontrolowac, i w jakim
                          celu .Tylko bez ogolnikow ze masz zamiar kontrolowac wszystko dla dobra
                          ludzkosci :)
                          • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 00:11
                            Gość portalu: melmire napisał(a):

                            > Szczegolow chce, szczgolow! Co i jak zamierzasz kontrolowac, i w jakim
                            > celu .Tylko bez ogolnikow ze masz zamiar kontrolowac wszystko dla dobra
                            > ludzkosci :)

                            kontrolowac...? czy nie uwazasz , ze to jest juz troche za pozno ?
                            rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac...aby dziecie zawsze wiedzialo, ze
                            idzie wlasciwa droga...
                    • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 23:51
                      Gość portalu: melmire napisał(a):
                      > Rozumiem Default ze boi sie ze intencje chlopaka jej corki moga nie byc
                      > najlepsze, ale w sumie nic o nim biednym nie wiemy, moze naprawde jest w niej
                      > zakochany, to sie czasem zdarza? Chyba najlepiej byloby go zaprosic do domu i
                      > go poznac.

                      tez chetnie dowiedzialabym sie wiecej rowniez i o corce. Od kiedy
                      mieszka sama, jak dlugo stosuje antykoncepcje...
                      • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.01.04, 23:55
                        Jezeli mieszka od poczatku studiow, to zaczela mieszkac sama majac 18 lat.
                        Nawiasem mowiac, moj chlopak zamieszkal sam majac 17 :) Po drugie, watpie zeby
                        antykoncepcje stosowala od piatego roku zycia, chyba najwazniejsze zeby
                        stosowala ja od poczatku zycia plciowego :) Zreszta co by ci te informacje
                        daly? Pewnosc ze corka defult to puszczalska ktora daje "korzystac ze swojego
                        ciala" tabunom mezczyzn? Szczerze watpie czy tak sie sprawy maja :)
                        • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 23:59
                          Gość portalu: melmire napisał(a):
                          >Po drugie, watpie zeby
                          >antykoncepcje stosowala od piatego roku zycia, chyba najwazniejsze zeby
                          >stosowala ja od poczatku zycia plciowego :)

                          no wlasnie mnie interesuje od kiedy...ja tez jestem mama..
                          • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 00:02
                            Mam nadzieje ze nie przeszukujesz dzieciom ich rzeczy w celu znalezienia
                            dowodow rzeczowych? :D
                            • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 00:08
                              Gość portalu: melmire napisał(a):

                              > Mam nadzieje ze nie przeszukujesz dzieciom ich rzeczy w celu znalezienia
                              > dowodow rzeczowych? :D

                              nie musisz sie obawiac...nie tak dawno uslyszalam, od moich "krasnoludkow"
                              ze maja wspanialych rodzicow
                              • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 00:16
                                Uff :) Kamien mi z serca spadl :)
                                Zgadzam sie ze z dziecmi trzeba rozmawiac, rozmawiac , rozmawiac, ale w pewnym
                                momencie musza same isc wlasna droga, robic wlasne eksperymenty i wlasne
                                bledy. Podejrzewam ze zadna umoralniajaca pogadanka tak nie dotrze jak
                                samodzielne spotkanie z problemem.
                                • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 00:47
                                  Gość portalu: melmire napisał(a):

                                  >Uff :) Kamien mi z serca spadl :)
                                  >gadzam sie ze z dziecmi trzeba rozmawiac, rozmawiac , rozmawiac, ale w pewnym
                                  >momencie musza same isc wlasna droga, robic wlasne eksperymenty i wlasne
                                  >bledy. Podejrzewam ze zadna umoralniajaca pogadanka tak nie dotrze jak
                                  >samodzielne spotkanie z problemem.

                                  Ale oto chodzi, aby tych bledow bylo jak najmniej i bardzo "malutkie".
                                  Kiedys, za taki jeden maly "problemik" dziewczyny musialy placic przez
                                  cale zycie...Czy teraz, w dobie tabletek anty wszystkie problemy zniknely...?
                                  Wszystko wszystkim juz mozna ? rodzic nie ma nic do powiedzenia ? bo
                                  taki jeden z drugim jest juz dorosly/a...? pomimo, ze ciagle pozostaje
                                  na ich utrzymaniu ? Moje "krasnoludki" wiedza, jakie sa moje(nasze)zyczenia
                                  i jest cudownie.
                                  • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 00:57
                                    Tak z ciekawosci, ile twoje krasnoludki maja lat? I jakiej sa plci?
                                    Wiesz, ja rozumiem ze kazdy rodzic zyczy sobie zeby dzieci mozliwie
                                    bezbolesnie przeszly przez zycie, ale wiem tez ze ulubionym zajeciem dzieci
                                    jest wywazanie otwartych drzwi i nabijanie sobie guzow. Sama sobie kilka
                                    nabilam, czasem bardzo bolalo.......;i zyje,i juz nie bede walic glowa w mur.
                                    Tak na tym parszywym swiecie ostatnio jest, ze kobieta, zamezna czy nie, moze
                                    ciaze przyplacic wieloma problemami. Czasem nawet sam fakt ze w ciaze zajsc
                                    moze stanowi problem, ale to temat na odrebny felieton. W dobie srodkow anty
                                    jest lepiej, w kraju gdzie istnieje rygorystyczna ustawa antyaborcyja -srednio
                                    lepiej.
                                    Kiedy mowisz swoim dzieciom ze z seksem warto poczekac (z czym sie absolutnie
                                    zgadzam, tylko pewnie granice wiekowa mamy inna) to podajesz im jakis wiek
                                    graniczny, mowisz ze warto poczekac na wlasciwa osobe, czy moze cos innego? Z
                                    ciekawosci sie pytam, nie podstepnie, wiec mozesz mi zdradzic :) Sama sie
                                    zastanawiam co bym mowila :)
                                    • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 01:17
                                      Ciekawska...
                                      • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.01.04, 01:20
                                        Hehe, witaj w klubie :)
    • default Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 10:00
      Bardzo dziękuję wszystkim za wypowiedzi, wiele z nich przyczyniło się do tego,
      że sprecyzowały mi się moje obawy, oczekiwania i zastrzeżenia.
      Wyjaśniam jeszcze dodatkowo: nie wynajmuję jej mieszkania, córka mieszka w moim
      mieszkaniu w centrum miasta, ja dwa lata temu wyprowadziłam się do domu za
      miastem, córka pozostała w bloku, bo z mojej "wsi" jest marny dojazd do
      centrum, na uczelnię. U mnie bywa w weekendy i inne wolne dni. Zdaję sobie
      sprawę, że stworzyłam jej jakby sztuczną wolność, ale głównie wynikało to z
      przyczyn "logistycznych", a nie jakiejś tam idei usamodzielnienia na studiach.
      Chłopak mi nie przeszkadza jako taki (to nie pierwszy jej chłopak zresztą), ani
      to że z nim sypia (tak, soczewico, płacę za jej środki antykoncepcyjne)-byłabym
      naiwna sądząc że dziewczyna w jej wieku poprzestaje na trzymaniu się za rączki.
      Zgadzam się całkowicie z renią, że należy utrzymywać studiujące dziecko, jestem
      szczęśliwa, że stać mnie na to i chcę to robić. Ale chyba po prostu sama
      straciłam kontrolę nad wydatkami, które z tego tytułu ponoszę i niepotrzebnie
      szukam przyczyn po stronie córki i jej Bogu ducha winnego chłopaka, zamiast
      samej dokładniej to prześledzić i określić jaką sumę na to przeznaczam.
      Najlepsza rada to ustalić stałą kwotę kieszonkowego i potem nie dodawać ani
      złotówki. Nie zamierzam rozliczać jej z pieniędzy, które już otrzymała - ile na
      co wydała, grunt żeby jej wystarczyło. No, ma jeszcze ojca, który mógłby jej
      czasem coś odpalić, ale to już inna bajka, niestety....
      Dzięki jeszcze raz za Wasze wypowiedzi, dały mi do myślenia,
      pozdr,
      def
      • Gość: .... reniu, default i wszystkie mamuski... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 10:15
        a nie cieszylybyscie sie gdybyscie mialy tak przedsiebiorcza corke jak
        soczewica? ktora by powiedziala dzieki mamo za twoja pomoc w oplaceniu
        mieszkania i jedzenia, ale na ciuchy, rozrywki i wakacje zarabiam sama, zeby
        ci nie obciazac budzetu. czy to nie jest przejaw dojrzalosci i
        odpowiedzialnosci?
        • Gość: Lena Re: reniu, default i wszystkie mamuski... IP: 80.48.96.* 14.01.04, 10:35
          Nie jestem wcale przekonana, że tak jest dobrze. W Soczewicy widzę samą siebie -
          hardą, samodzielną Krakuskę /jak mówi reszta Polski - to prawie jak Góralka/.
          Ja również podczas studiów /trudnych technicznych/ dorabiałam w Żaczku i
          właściwie utrzymywałam się sama. Choć zaczynałam studia w wieku niespełna 18
          lat byłam psychicznie samodzielna. Czy mam taki charakter, czy tak mnie
          wychowano ? - nie dojdę. Całe życie mam świadomość samodzielności i liczenia
          wyłącznie na siebie. Przekłada sie to potem na całe życie, na zawierane związki
          i przyjaźnie. Myślę, że człowiek musi wiedzieć, że coś od innych mu się
          należy /np. utrzymanie od rodziców przez okres nauki/ by umiał od innych w
          życiu wymagać. Między innymi od chłopakaka, od męża ...
          • Gość: .... Re: reniu, default i wszystkie mamuski... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 11:16

            . Myślę, że człowiek musi wiedzieć, że coś od innych mu się
            > należy

            to nie tak. czlowiek powinien wiedziec ze przyjazn/milosc polega na braniu i
            dawaniu, ale nic sie nikomu nie nalezy z urzedu, ludzie dadza ci tyle ile beda
            chcieli dac, ile beda mogli ci dac - kazdy jest inny i gdzie indziej
            ustanawia tzw. dolna granice - czyli ile
            ciepla/zainteresowania/czulosci/pomocy/troski etc. potrzebuja od drugiej
            osoby, aby tego kogos lubic czy kochac.
            to nie o to chodzi ze masz sie poswiecac i sama zyc w nedzy zeby tylko nie
            wziac nic od rodzicow - mi chodzi w zasadzie tylko o to, zeby szanowac
            rodzicow i ich pieniadze, zeby im takze dac prawo do wygodnego zycia.
            jezeli renie lub default stac na utrzymanie corek - szczesliwe corki,
            szczesliwe matki, ale w zyciu niestety trafiaja sie utrata pracy/klopoty
            finansowe a takze nagle choroby i wypadki i dzieci musza byc na to
            przygotowane - tzn. powinny wiedziec ze nie beda wiecznie zyc na garnuszku
            rodzicow.
            • Gość: Lena Re: reniu, default i wszystkie mamuski... IP: 80.48.96.* 14.01.04, 11:38
              Masz rację, ale myślę, że jeśli ludzi stać to dają dzieciom nie mniej niż
              sobie. Jestem za dawaniem i wymaganiem by dziecko czuło sie samodzielne, może
              dorabiać, popracować trochę na wakacjach i docenić zarobione pieniądze ale
              wydać je na siebie - oczywiście jeśli mnie na to stać. Jeśli nie stać - to jest
              zupełnie inna sprawa. Zmuszanie studiującego dziecka do utrzymania się "dla
              zasady" choć rodzice mają na wszystko - moim skromnym zdaniem
              rodzi "amerykańskie stosunki" czyli dziecko jest szybko samodzielne i
              samofinansujące się, nawet na studia weźmie kredyt ale rodzic na dziecko też
              liczyć nie może.
              Na pewno gdyby moje dziecko mieszkało w oddzielnym mieszkaniu wymagałabym by
              pracowała, choćby dorabiając sobie przy ankietach, korepetycjach by miała wkład
              w swoje utrzymanie.
            • diab.lica Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 14.01.04, 15:17
              nie bardzo rozumiem, dlaczego rodzic, ktorego na stac (wielokrotnie tutaj
              podkreslane, nie jestem za
              zaharowywaniem sie i odmawianiem sobie wszystkiego byleby tylko corusi czy
              synkowi cos oplacic)
              mialby dziecku nie finanswoac studiow. dla zasady mozna by tez pojsc dalej,
              niech juz 14-latek po przyjsciu ze szkoly idzie do pracy,
              w koncu ma dwie rece i nie ma po co darmozjada chowac :)
              a samodzielne mieszkanie i pieniadze od rodzicow (jesli maja i chca, powtarzam
              raz jeszcze)nie jest pelna samodzielnoscia, ale
              pewnym etapem w drodze do niej. bo trzeba gospodarowac tym co sie ma a jak
              chce sie wiecej to dorobic, bo mamusia nie ugotuje
              obiadku, bo trzeba samemu pomyslec o tysiacu przyziemnych sprawach. obowiazki
              tez sie ma - studia (sa ludzie, ktorzy
              wykorzystuja okres studiow w sposob bardziej kreatywny niz codzienne picie
              browaru i uczenie sie tylko przez sesja).
              na pewno jest trudniej i pracowac i studiowac (choc uwazam, ze sa kierunki np.
              medycyna gdzie to jest praktycznie niewykonalne)
              i na pewno wymaga dorosniecia w ekspresowym tempie, ale nie jestem przekonana
              ze to jest konieczne i naprawde nie wiem,
              dlaczego rodzice mieliby nie ulatwic startu dzieciom, jesli maja taka
              mozliwosc. i niekoniecznie pomagajac wychowaja dziecko na
              pasozyta.
              moja kolezanka miala ciezka sytuacje finasowa i musiala pracowac. ale mialo to
              minusy, zaczelysmy studia razem ale ona
              prace magisterska bronila dopiero wtedy kiedy ja doktorat. nie chce byc zle
              zrozumiana, nie pisze tego, zeby uznac sie za osobe
              lepsza. na pewna szybciej byla samodzielna, i wogole jest to wspanialy
              czlowiek. ale jestem wdzieczna losowi, ze tak nie musialam.
              dorabialam w trakcie
              studiw, ale na ekstra wydatki czy wakacje a nie na podstwawe zycia. nawiasem
              mowiac ona zawsze powtarza,
              ze ma nadzieje, ze bedzie swoim dzieciom w
              stanie ich studia finasowac. czy wyroslam na psozyta? po skonczeniu studiow
              nie wzialam od mamy ani grosza.
              pracuje i sie utrzymuje i nie mialam zadnych problemow ze znalezieniem pracy.
              mame mam cudowna, i nie dlatego, ze dawala mi pieniadze. dawala, ale wymagala.
              jestem pewna, ze gdybym np.
              zawalila rok z wlasnego lenistwa nie finansowala by mi jego powtarzania. i
              uwazam, ze jest teraz moim obowiazkiem
              zadbanie o to, zeby jej na starosc nie zbraklo ani opieki ani pieniedzy.
              • lolyta Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 15.01.04, 14:28
                o jejku, Diablica, mialam napisac to samo ale mi wcielo, a tu - prosze - taka
                mila niespodzianka, ktos mnie wyreczyl :-)
          • Gość: uncja Re: reniu, default i wszystkie mamuski... IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 14.01.04, 11:39
            Myślę, że człowiek musi wiedzieć, że coś od innych mu się
            > należy /np. utrzymanie od rodziców przez okres nauki/ by umiał od innych w
            > życiu wymagać

            A ja się zastanawiam - skąd w wielu osobach to przekonanie, że dziecku się
            nalezy utrzymanie do końca studiów i że ordzice muszą utrzymywać dzieci do 25
            roku życia? Niczego takiego w Kodeksie Rodzinnym nie ma, drodzy państwo!!! Jest
            to pewna nadinterpretacja prawa, "bo tak się utarło". Tymczasem kodeks mówi na
            ten temat jedynie tyle, że (cytuję):

            Art. 133. § 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem
            dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że
            dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i
            wychowania.

            Pytanie - na jekiej podstawie uważacie za pewnik, że osoba dorosła, studiująca
            (nawet na studiach dziennych) Z ZAŁOŻENIA nie jest w stanie utrzymać się
            samodzielnie? Przecież to bzdura i nie brakuje w tej dyskusji dowodów na to, że
            jest to mozliwe i wykonalne - nawet przy studiach dziennych... Że już nie
            wspomnę o tym drobnym fakcie, że studia w ogóle nie są koniecznym warunkiem
            samodzielnej egzystencji...
            • samowolny Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 14.01.04, 11:58
              Gość portalu: uncja napisał(a):


              >
              > A ja się zastanawiam - skąd w wielu osobach to przekonanie, że dziecku się
              > nalezy utrzymanie do końca studiów i że ordzice muszą utrzymywać dzieci do
              25 roku życia?

              Bo u nas student mający 25lat jest traktowany jak dziecko "bo sie uczy"
              a potem rodzic narzeka ze 26-letnia osoba nie moze odnaleść sie i nie daje
              sobie rady w życiu. Rodzice sami "okaleczają" swoje dzieci i robia im krzywde.
            • pletwa3 Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 14.01.04, 12:12
              Gość portalu: uncja napisał(a):

              > Pytanie - na jekiej podstawie uważacie za pewnik, że osoba dorosła,
              studiująca (nawet na studiach dziennych) Z ZAŁOŻENIA nie jest w stanie utrzymać
              się samodzielnie? Przecież to bzdura i nie brakuje w tej dyskusji dowodów na
              to, że jest to mozliwe i wykonalne - nawet przy studiach dziennych... Że już
              nie wspomnę o tym drobnym fakcie, że studia w ogóle nie są koniecznym
              warunkiem samodzielnej egzystencji...

              Nie sądzę żeby ktoś tu wyraził pogląd, że student nie jest w stanie się
              utrzymać samodzielnie, raczej wszyscy skłaniają się ku temu że może i powinien
              zarabiać. Jednak w sytuacji, kiedy rodziców stać na utrzymywanie swojego
              dziecka przez cały okres studiów, to dlaczego mieliby je sztucznie odcinać od
              swoich pieniędzy i zmuszać do zarabiania na siebie ? Moim zdaniem nie ma w tym
              nic złego, ważne jest tylko, aby młody człowiek doceniał swoją komfortową
              sytuację i szanował wydawane na niego pieniądze oraz trud rodziców, a nie
              traktował tego jak mannę z nieba, która mu się bezwzględnie należy.
            • Gość: Lena Re: reniu, default i wszystkie mamuski... IP: 80.48.96.* 14.01.04, 12:18
              Oprócz tego, że człowiek dziecko utrzymuje, człowiek też je wychowuje.
              Większość ludzi decyduje sie na dzieci świadomie z "całym dobrodziejtwem
              inwentarza" daje, wychowuje, wymaga tak jak ich stać. Rodzice mają obowiązek
              utrzymywać dzieci ale nikt od nich nie wymaga by wypruwali sobie żyły aby
              dziecko miało wszystko. Myślę, że rodzice mają moralny obowiązek dać dziecku i
              wymagać tyle by dziecko osiągnęło tak wiele jak wiele ma mozliwości.
              Właściwie równie dobrze mogłabyś napisać, że dziecko można oddać do
              tygodniowego żłobka /był taki wymysł komunistyczny/ i odprowadzać w
              poniedziałek rano a odbierać w piątek/sobotę wieczorem. Wobec dziecka można nie
              mieć jakichkolwiek obowiązków poza dawniem im jedzenia.
              Między skrajnościami - rodzice bez poczucia jakichkolwiek obowiązków a rodzice
              wyłącznie dający /często utrzymujący dorosłe dzici z ich przychówkiem/ są
              jeszcze stany pośrednie - dający, utrzymujący i wymagający /nawet bardzo
              dobrych wyników w nauce, znajomości języków/ bo ich na to stać, dający niewiele
              bo ich na to nie stać ale wspierający. Default na pewno nie jest skrajnością.
            • j_u Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 14.01.04, 15:24
              Gość portalu: uncja napisał(a):

              >> A ja się zastanawiam - skąd w wielu osobach to przekonanie, że dziecku się
              > nalezy utrzymanie do końca studiów i że ordzice muszą utrzymywać dzieci do 25
              > roku życia? Niczego takiego w Kodeksie Rodzinnym nie ma, drodzy państwo!!!
              Jest
              >
              > to pewna nadinterpretacja prawa, "bo tak się utarło". Tymczasem kodeks mówi
              na
              > ten temat jedynie tyle, że (cytuję):
              >
              > Art. 133. § 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem
              > dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że
              > dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i
              > wychowania.
              >
              >
              To na jakiej podstawie sady orzekajace alimenty w przypadku rozwodu, okreslaja
              obowiazek platniczy DO LAT 25 LUB DO UKONCZENIA NAUKI???
              Chodzi rzecz jasna o ukonczenie nauki przed 25 rokiem zycia, kiedy czlowiek
              moze podjac juz prace.
              Wiem to na pewno, poniewaz sama dysponuje wciaz jeszcze (choc juz niedlugo :) )
              alimentami od Taty.
              • diab.lica Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 14.01.04, 15:26

                > Wiem to na pewno, poniewaz sama dysponuje wciaz jeszcze (choc juz
                niedlugo :) )
                >
                > alimentami od Taty.


                o ty pasozycie :)))
                • j_u Re: reniu, default i wszystkie mamuski... 14.01.04, 15:33
                  Otoz jestem istotnie w podobnej sytuacji, choc to juz naprawde ostatnie
                  chwile ;) Ja i moj przyjaciel mieszkamy w mieszkaniu, ktore nalezy do mojej
                  Babci, podstawa naszego utrzymania to rodzice, ale nie stac byloby ich na
                  lozenie na cale nasze utrzymanie, zwlaszcza ze mamy duze potrzeby ;) Moj
                  przyjaciel pracuje, poza tym dostajemy wysokie stypendia naukowe. I jakos
                  starcza.
      • lolyta Default :-)))) 14.01.04, 15:07
        Lza mi sie w oku zakrecila za utracona mlodoscia - w oczach Soczewki pewnie
        teraz wyjde na pasozyta, bo, cholera, mieszkalam w czasie studiow we wlasnym
        mieszkaniu, zakupionym i oplacanym przez moich Rodzicow - chcialam wtedy
        pracowac i dorabialam ile sie da, ale kosztem egaminow - to oni naciskali zebym
        raczej jak najszybciej sie obronila, zyjac w tym czasie na ich koszt, a potem
        pracowala. I pasozyt ze mnie nie wyrosl. Jesli moge dodac cos od siebie - kiedy
        bedziesz rozmawiac z corka o finansach i facecie, nie mow jej jakie sa Twoje
        oczekiwania wzgledem calej sytuacji, no bo nie po to sie ma dzieci zeby cale
        zycie spelnialy czyjes oczekiwania, tylko zapytaj jej, jakie ona sama ma
        oczekiwania wzgledem swojego zycia, tego chlopaka, studiow, finansow itp. - i
        niech sama do tego dojdzie ze moze warto cos w tym ukladzie zmienic. jesli to
        wyjdzie od niej, latwiej bedzie sie jej na nowy model przestawic.
        Pzdr.
      • soczewica Re: na mój koszt ??? 14.01.04, 15:10
        default napisała:


        > to że z nim sypia (tak, soczewico, płacę za jej środki antykoncepcyjne)-

        że tak sobie pozwolę
        lubisz dostawać od kogoś prezenty robione za twoje własne pieniądze. dla mnie
        to nie jest komfortem. tak jakoś mi się skojarzyło.
    • true_oveja Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 14.01.04, 15:31
      Po pierwsze - rodzice musza utrzymywac swoje dzieci do pewnego momwentu ich
      zycia bo tak stanowi prawo, jezeli rodzice tego nie moga zrealizowac te role
      przejmuje panstwo
      Po drugie - jak sie jest na studiach mozna dorobic zawsze, na jednych
      kierunkach bez problemu na innych z problemami, ale ogolnie rzecz biorac jest
      to mozliwe chociaz podkrreslam _moze byc trudne_
      PO trzecie - jezeli rodzicow stac na utrzymywanie dziecka (i chca tego) do
      poznej starosci a potem zostawiaja mu fundusz powierniczy to prosze bardzo
      Po czwarte - mnie tez rodzice wychowali w pprzekonaniu ze na zachcianki (3
      para czarnych dzinsow z cekinami i rozowymi kwiatkami na nogawkach bo takie ma
      ewa i kasia) powinnam zarobic sama. A ja z czasem stwierdzilam ze lepiej sie
      czuje psychicznie jak sama finansuje kino, wyjscia, wakacje, ubrania.
      Po piate - to od naszych rodzicow powinno zalezec jak dlugo chca lozyc na
      nasze utrzymanie.
      Po szoste - trzeba umiec brac i dawac etc.
      A tak na koniec - czytajcie ze zrozumieniem, zeby sie potem nie nakrecic bez
      sensu i wziac do siebie cos co bylo powiedziane w zupelnie innym kontekscie.
      • lolyta Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 14.01.04, 15:41
        Wszystko OK, z jedna malenka uwaga: mozna studiowac i pracowac, ale w dobrze
        pojetym interesie nas wszystkich jednak wole, zeby pprzyszli konstruktorzy
        samolotow, chirurdzy, farmaceuci itp. jednak wieczory spedzali nad nauka a nie
        zapieprzajac w makdonaldzie. Sesje moze zalicza na trzy plus, ale chcialabys
        potem byc przez nich operowana albo leciec samolotem przez nich zbudowanym?
        • true_oveja Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 14.01.04, 15:54
          no i znowu to samo...
          rece opadaja...
          dlaczego taki ekstremalny przyklad od razu?
          1. nie kazda ocena jest miarodajna - to ze ktos mial piatke z anatomii nie
          znaczy od razu ze bedzie genialnym lekarzem etc.
          2. wiedza teoretyczna a praktyczna to 2 rozne sprawy.
          3. mowimy o DORABIANIU!!!!!!!!!!! a nie ZARABIANIU!!!!!!!!!!!
          • lolyta Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 14.01.04, 16:17
            Dlaczego Ci rece opadaja? Zycie sklada sie _rowniez_ z ekstremalnych sytuacji.
            Wiec dlaczego ich nie brac pod uwage?
            Oczywiscie wiedza teoretyczna nie zastapi praktycznej, ale _dorabianie na
            utrzymanie_ nie zastapi jej tym bardziej, nie? Praca w czasie studiow to moze
            byc dla mnie atut u osoby ktora chce zostac przedsiebiorca czy managerem, ale
            nie u kogos, kto _rowniez z moich podatkow_ sie ksztalci na okreslonego,
            wyspecjalizowanego fachowca.
            Ludzie, co Wy tak dzisiaj agresywnie reagujecie? Pelnia czy co?
            pzdr
            • true_oveja Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 14.01.04, 21:08
              czy kazdego kto sie z toba nie zgadza oskarzac o to ze jest agresywny/ma
              okres/ wplywa na niego pelnia? no chyba moge miec inne zdanie, nie?
              po prostu ekstremalne sytuacje to promil - a wiekszosc sytuacji to srednia,
              norma, standard. No i wydaje mi sie ze srednia to raczej rodzice ktorzy
              utrzymuja dziecko poki mieszka z nimi w domu, ew. dokladaja sie do akademika,
              stancji, pokoju + wyzywienia jezeli dziecko studiuje w innym miescie/miejscu
              zamieszkania rodzicow a nie do samodzielnego mieszkania, jedzenia, ciuchow i
              wydatkow extra. mysle ze o pieniadze na tzw. rozrywki to juz dzieci musza sie
              same zatroszczyc.
              Ale dalej wydaje mi sie ze nie rozumiesz tego co napisalam.
              NIE UWAZAM ZE UTRZYMYWANIE DZIECI JEST ZLE SAMO W SOBIE JEZELI RODZICOW NA TO
              STAC.
              aczkolwiek sadze ze
              - dzieci sie latwo przyzwyczajaja do wygody
              - moga w zyciu byc mniej zaradne jezeli wszystko maja podane na tacy
              - uwazam jezeli daje sie dzieciom pieniadze na wszystko, czego zapragna to nie
              poznaja one wartosci pieniadza i nie naucza sie ich zarabiac.
              -
              a tak na koniec to fachowcy tez czasem zostaja menadzerami i wlasnie wtedy
              wychodzi jaka to tragedia ze nikt ich tej przedsiebiorczosci nie nauczyl...
        • miriammiriam Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 14.01.04, 21:21
          lolyta napisała:

          > Wszystko OK, z jedna malenka uwaga: mozna studiowac i pracowac, ale w dobrze
          > pojetym interesie nas wszystkich jednak wole, zeby pprzyszli konstruktorzy
          > samolotow, chirurdzy, farmaceuci itp. jednak wieczory spedzali nad nauka a nie
          > zapieprzajac w makdonaldzie. Sesje moze zalicza na trzy plus, ale chcialabys
          > potem byc przez nich operowana albo leciec samolotem przez nich zbudowanym?

          naprawde wierzysz, że te beztroskie dzieciaki w 100% utrzymywane przez rodziców
          spędzają wieczory nad książkami, a nie np. na balangach?
          o naiwności!
          -------------------
          IMHO rodzice maja psi obowiązek pomagać uczącym się dzieciom i ich sytuacja
          materialna g***ucio ma tu do rzeczy, niech rezygnują z innych wydatków, biorą
          dodatkowe zajęcia jeśli muszą. pomagać nie znaczy mieć na wyłącznym utrzymaniu.
          obowiązkiem rodzica jest pomóc dziecku w USAMODZIELNIENIU sie, a nie łożenie na
          jego utrzymanie tak poprostu "bo sie uczy". zwłaszcza rodzic, który daje
          dziecku mieszkanie moim zdaniem dał mu już tak wiele, że powinien stopniowo
          wycofywać sie z finansowania potomka, niezaleznie od swoich dochodów, wlaśnie
          dla dobra dziecka w ramach nauczenia go samodzielności. chyba że jest na tyle
          bogaty, że dzieki spadkowi dzieciak nie bedzie musiał nigdy sam sie
          utzrymywać.
          • Gość: Student_medycyny Re: Dorabianie IP: *.aster.pl / *.acn.pl 14.01.04, 21:52
            Przy okazji - dorabianie w czasie studiów jest bardzo pożytecznym zajęciem.
            Nie chodzi tylko o pieniądze, ważne jest też pewne obycie w miejscu pracy,
            doświadczenie. Nawet jako student medycyny można znaleźć pracę (korepetycje lub
            w pośrednictwie ubezpieczeniowym - tak zarabiają studenci medycyny), bez
            przesady z tymi przyszłymi genialnymi lekarzami, którzy nosa mają nie odrywać
            od książek (nie wszystko jest w książkach...)
            Właściwie dziwię się, że studenci nie chcą dorabiać. Ludzie!
            dwudziestoparoletnia dziewczyna i jej chłopak, którzy nawet na antykoncepcję
            nie mają? (żałosne) Jeśli ktoś dorósł do seksu - do prokreacji (żaden sposób
            nie jest 100%) to chyba nosi jakąś odpowiedzialność w sobie?!
            • Gość: melmire Re: Dorabianie IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 14.01.04, 23:08
              Ciekawe jak ma sobie dorabiac (nie mowie o dorobieniu 20 zl do macdonalda)
              ktos kto ma zajecia od 8 do 16.30, dwie godziny dojazdow, i jakby nie bylo,
              zajecia zadawane do domu - referaty, obliczenia, itp.
              U mnie na 30 osob na roku pracuje jeden chlopak, jako smieciarz na ranna
              zmiane.Fakt ze tutaj i rodzicow zazwyczaj stac na utrzymanie dzieci, i panstwo
              pomaga, a poza tym dla rodzicow fakt ze dzieci za ich pieniadze mieszkaja
              gdzie indziej jest naturalny.Dorobic mozna sobie w wakacje, czy feriee, ale to
              dorabianie sezonowe, w czasie roku akademickiego (wszystkie zajecia
              obowiazkowe) wydaje mi sie to utopia.
              • Gość: Doktorek Re: Dorabianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 23:49
                Patrzę na studentów zaocznych jak się zarzynają pracując w tygodniu i
                zasypiając na zajęciach w weekendy i jest mi ich bardzo szkoda. Zwłaszcza jak
                sobie wspomnę własne beztroskie studia pod znakiem nieustającej imprezy.
                • Gość: melmire Re: Dorabianie IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 15.01.04, 00:03
                  Moze u ciebie imprezy, u mnie nie. Ale za to w przeciwienstwie do pracujacego
                  kolegi jestem przytomna na zajeciach :)
          • lolyta Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 15.01.04, 00:09
            Mam cicha nadzieje ze takie dzieciaki przynajmniej w wiekszosci przypadkow sa
            finansowane przez rodzicow dopoki maja w terminie zaliczone wszystkie egzaminy
            na przyzwoita ocene (zreszta wtedy maja tez stypendium naukowe wiec rodzice nie
            daja 100% tylko jakis 99).
            Ale nie wrzucajmy wszystkich studentow do jednego worka - kazde studia sa inne,
            stopien dorabiania tez jest inny - niektorzy zapieprzaja w nocnych barach zeby
            miec na oplacenie stancji, inni wydaja stypendium socjalne (jest jeszcze cos
            takiego?) na wodke.
            • true_oveja Re: Ludzie! Czy wy rozumiecie co czytacie???? 15.01.04, 08:36
              powiedz czy w tej dyskusji przyjelas role adwokata diabla?
    • Gość: mathias_sammer Re: na mój koszt ??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.04, 00:03
      Przeczytalem Twoj problem..i odpowiedzi do niego na dwoch forach.
      Nie ma tutaj "zlotego srodka".

      "Ktos musi odejsc by szczesliwy byl ktos"

      Powinna to byc corka i jej pomieszkujacy u Ciebie chlopak.

      Jesli jestes dobra matka to powinnas nie nakazywac by zaplacili "za wszystko co
      dla nich zrobilas" (patrz list soczewicy, tu czy tam i jej rachunki): za chleb
      i mleko, za przedszkole i tornister, za skarpetki w kratke i wstazki do wlosow.
      Usiadz w pokoju dziennym, zapal papierosa, zaciagnij sie gleboko mowiac:
      nareszcie! nareszcie moge zyc tak jak chce. Zyj wiec.
    • Gość: Triss Merigold Problemem jest zdaje się chłopak... IP: *.acn.waw.pl 15.01.04, 09:16
      Wg. mnie z postu default nie wynika problem finansowania samodzielnego życia
      córki tylko niechęć do ewentualnego sponsorowania jej chłopaka. To jak
      najbardziej rozumiem. Nie chodzi o żadne wypominanie tylko o to żeby nie czuć
      się głupio wykorzystywanym. Najlepiej byłoby okreslić kwotę na utrzymanie
      JEDNEJ osoby i dawać córce do ręki niech sama się rządzi. Za jakiś czas
      okazałoby się czy nie głoduje i czy rachunki są płacone w terminie.

      Tak na marginesie znam parę przypadków (w tym mój własny) kiedy dziewczyna z
      mieszkaniem i bez problemów materialnych była traktowana jako wygodna przystań.
      Facet może bezstresowo pomieszkać, najeść się, ma pełny luz finansowy (bo
      przecież to nie jego mieszkanie i niby dlaczego miałby dokładać do rachunków) a
      zaproszenie na kawę czy do kina nie rekompensuje wzrostu całości kosztów
      utrzymania.
      • reniatoja Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 15.01.04, 09:19
        Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

        > Wg. mnie z postu default nie wynika problem finansowania samodzielnego życia
        > córki tylko niechęć do ewentualnego sponsorowania jej chłopaka. To jak
        > najbardziej rozumiem. Nie chodzi o żadne wypominanie tylko o to żeby nie
        czuć
        > się głupio wykorzystywanym. Najlepiej byłoby okreslić kwotę na utrzymanie
        > JEDNEJ osoby i dawać córce do ręki niech sama się rządzi. Za jakiś czas
        > okazałoby się czy nie głoduje i czy rachunki są płacone w terminie.
        >
        > Tak na marginesie znam parę przypadków (w tym mój własny) kiedy dziewczyna z
        > mieszkaniem i bez problemów materialnych była traktowana jako wygodna
        przystań.
        >
        > Facet może bezstresowo pomieszkać, najeść się, ma pełny luz finansowy (bo
        > przecież to nie jego mieszkanie i niby dlaczego miałby dokładać do
        rachunków) a
        >
        > zaproszenie na kawę czy do kina nie rekompensuje wzrostu całości kosztów
        > utrzymania.


        Pozwolisz Triss, ze zwroce uwage - dokladnie o tym samym pisalam troche wyzej.
        • default Re: No i trafiłyście w sedno,Triss i Renia, dzięki 15.01.04, 09:23
        • Gość: Triss Merigold Re: Problemem jest zdaje się chłopak... IP: *.acn.waw.pl 15.01.04, 09:27
          Przepraszam, nie miałam czasu czytać wszystkich postów, przejrzałam tylko
          końcówkę. Po raz kolejny w takim razie się zgadzamy. :)
          Rozumiem, że default zwyczajnie nie chce być wykorzystywana - nie przez córkę
          tylko przez jej chłopaka. Panowie przychodzą i odchodzą i matka dziewczyny nie
          ma powodów żeby jakoś specjalnie ułatwiać im życie. Default skąpa nie jest (ten
          dostęp do konta, pod wrażeniem byłam), myslę, że z gościnnością okazjonalną też
          nie ma problemów.
          Swoją drogą ten chłopak córki nie finansuje nawet antykoncepcji więc średnio
          wierzę, że rzeczywiście partycypuje w kosztach utrzymania. W wydaniu panów
          często takie "dokładanie się" wyglada następująco: kupuje piwo, sok, wodę i coś
          słodkiego a raz na jakiś czas pizzę tj rzeczy, które nie są niezbędne.
          Cholernie głupion to wypominać ale jakieś granice przyzwoitości muszą być.
          • default Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 15.01.04, 10:15
            Dyskusja poszła w kierunku rozważań, czy słuszne jest czy nie całkowite
            utrzymywanie dziecka na studiach, łącznie z opłacaniem mu osobnego mieszkania,
            co akurat jest dla mnie problemem, bo szczęśliwie stać mnie na to. Osobne
            mieszkanie też nie jest jakimś wydumanym pomysłem, jest to moje mieszkanie, ja
            mieszkam w domu za miastem, mieszkanie jest w centrum, nie mam życiowej
            potrzeby zarabiać na jego wynajmie, więc czemu córka ma tam nie mieszkać, skoro
            tak jest wygodniej? Poprzedni chłopak mieszkał w pobliżu, nie było zatem
            problemu, nawet jeśli zanocował czy został poczęstowany kolacją, to jednak miał
            swój dom, do którego wracał. Ten jest spoza miasta i taka "meta" jest dla niego
            bardzo wygodna, nie chcę żeby "zadomowił się" tam całkowicie. Z drugiej strony
            faktycznie bardzo głupio wypominać takie rzeczy i sama nie wiem jak się do
            rozmowy z córką na ten temat zabrać, bo mimo że wierzę w jej rozsądek, to
            wiadomo jak nerwowo reagują młode, zakochane dziewczyny.
            • kini Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 15.01.04, 10:42
              > Z drugiej strony
              > faktycznie bardzo głupio wypominać takie rzeczy

              Moim zdnaiem wcale nie głupio. W końcu to twoje pieniądze, nie masz obowiązku
              dokładać się do utrzymania obcej osoby. Bez przesady.


              > i sama nie wiem jak się do
              > rozmowy z córką na ten temat zabrać, bo mimo że wierzę w jej rozsądek, to
              > wiadomo jak nerwowo reagują młode, zakochane dziewczyny.

              Po prostu na spokojnie wytłumacz jej to, co tutaj pisałaś...
            • diab.lica Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 15.01.04, 12:00
              > sama nie wiem jak się do
              > rozmowy z córką na ten temat zabrać, bo mimo że wierzę w jej rozsądek, to
              > wiadomo jak nerwowo reagują młode, zakochane dziewczyny.

              jesli moge cos sprobowac doradzic (i zaraz sobie juz pojde z tgeo watku, bo
              duzo tu mnie) to moze nie zaczynac od chlopaka itd. tylko zapropowac jej
              uregulowanie kwestii finansowej (ale bez wypominan) to znaczy, ze bylby by dla
              was obu najwygodniej, jesli bedziesz jej dawala co miesiac okreslona sume
              pieniedzy (co ci tam wyjdzie z wyliczen, na _jedna_ osobe) a ona bedzie nia
              dysponowala jak chce. i zobaczyc jak sie sytuacja rozwinie. jesli corka
              faktycznie za duzo doklada sie do jego utrzymania to widzac i oplacajac
              rachunki sama zda sobie z tego sprawe i postanowi cos zmienic w relacji z
              chlopakiem.
              mysle, ze sie dogadasz z corka, wydajesz sie byc bardzo fajna babka.
            • zalotnica Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 04:12
              default napisała:

              >Poprzedni chłopak mieszkał w pobliżu, nie było zatem
              >problemu, nawet jeśli zanocował czy został poczęstowany kolacją, to jednak miał
              >swój dom, do którego wracał. Ten jest spoza miasta i taka "meta" jest dla niego
              >bardzo wygodna, nie chcę żeby "zadomowił się" tam całkowicie. Z drugiej strony
              >faktycznie bardzo głupio wypominać takie rzeczy i sama nie wiem jak się do
              >rozmowy z córką na ten temat zabrać, bo mimo że wierzę w jej rozsądek, to
              >wiadomo jak nerwowo reagują młode, zakochane dziewczyny.

              Czy Ty naprawde jestes taka naiwna, czy taka wygodna ? Przeciez to
              wiadomo jak dziewczyna 18-19 lat ma samodzielne mieszkanko to zawsze
              jakis amator sie znajdzie...Dziwie sie , ze Ci tylko chodzi o te
              pieniadze a nie, ze ktos korzysta z ciala Twojej corki...
              Psy i koty wazniejsze...
              • default Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 09:28
                zalotnica napisała:
                > Czy Ty naprawde jestes taka naiwna, czy taka wygodna ? Przeciez to
                > wiadomo jak dziewczyna 18-19 lat ma samodzielne mieszkanko to zawsze
                > jakis amator sie znajdzie...Dziwie sie , ze Ci tylko chodzi o te
                > pieniadze a nie, ze ktos korzysta z ciala Twojej corki...
                > Psy i koty wazniejsze...

                Jak sama piszesz, jest to ciało mojej córki, a nie moje, jest dorosła, więc
                naiwna byłabym raczej zakazując jej seksu i wierząc, że tego posłucha. Poza tym
                zwrot "korzystanie z ciała" uważam za co najmniej obraźliwy.
                Nie rozumiem czemu robisz mi zarzut z tego, że posiadam psy i koty, co to ma do
                rzeczy?
                • Gość: Triss Merigold Re: Problemem jest zdaje się chłopak... IP: *.acn.waw.pl 16.01.04, 10:18
                  Też uważam zwrot "korzystanie z ciała" za uwłaczający. Nie łapię tej całej
                  dyskusji pt. utrzymywać studiujące dziecko czy nie. Chodzi o to żeby nie
                  utrzymywać dodatkowo obcego faceta dla którego cały układ może być bardzo
                  wygodny, a nie o córkę.
                  • diab.lica Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 11:24
                    Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                    > Też uważam zwrot "korzystanie z ciała" za uwłaczający. Nie łapię tej całej
                    > dyskusji pt. utrzymywać studiujące dziecko czy nie. Chodzi o to żeby nie
                    > utrzymywać dodatkowo obcego faceta dla którego cały układ może być bardzo
                    > wygodny, a nie o córkę.


                    dyskusja zeszla na tor boczny po, dosc ostrym, poscie soczewicy, nazywajacej
                    wszytskich studentow, ktorych rodzice utrzymuja pasozytami itd.
                • kot_slawomira_mrozka Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 11:09
                  default napisała:

                  > Jak sama piszesz, jest to ciało mojej córki, a nie moje, jest dorosła, więc
                  > naiwna byłabym raczej zakazując jej seksu i wierząc, że tego posłucha. Poza
                  tym

                  chyba nie do końca rozumiesz sformułowanie "być dorosłym"
                  jak ona dorosła? fizycznie chyba. utrzymujesz ją, chcesz wpływać na jej życie -
                  dorosła? raczysz żartować.
                  zresztą nie do końca rozumiem zasadniczy problem: wzrosły ci drastycznie
                  rachunki, że drażni cię przebywanie chłopaka w jej mieszkaniu? czy to po
                  prostu owa "dorosłość" rozłazi się w szwach? bo jeśli jesteś taka liberalna,
                  (kupujesz córce środki antykoncepcyjne - to mnie powaliło w całej argumentacji
                  o dorosłości i dojrzałości) to czemu irytuje cię sposób w jaki córka pieniędzmi
                  rozporządza?
                  a w kwestii utrzymywania, rozwiniętej może niepotrzebnie, bo z początkowego
                  posta wynika prośba w ninnym kierunku - ok, twoje prawo chcieć utrzymywać
                  córkę, ale nie wydaje ci się, że w takiej sytuacji zdrowym jest, kiedy dziecko
                  nie rpzyjmuje wszystkiego jak leci tylko stara się odrobinę odciążyć rodzica.
                  podkreślam - nie dlatego, że dla rodzica jest to wyrzeczenie, ale zwyczajnie,
                  dla własnej higieny psychicznej? dajesz jej tak dużo. czy nie jest zdrowym chęć
                  zrewanżowania się matce? padło tu już hasło: prezenty też dostajesz za swoje
                  pieniądze. dobrze. chcesz, możesz pozwolić sobie na taką sytuację. ale naprawdę
                  tak bezkrytycznie dajesz i tylko dajesz? nie czujesz świerzbienia po brzeżku
                  świadomości że to bardzo jednostronne?

                  >
                  > zwrot "korzystanie z ciała" uważam za co najmniej obraźliwy.
                  > Nie rozumiem czemu robisz mi zarzut z tego, że posiadam psy i koty, co to ma
                  do
                  >
                  > rzeczy?
                  • default Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 11:22
                    A mnie powala święte oburzenie wielu osób, które reagują na wieść o tym, że
                    finansuję córce środki antykoncepcyjne, jakbym oświadczyła że kupuję jej
                    narkotyki. Oczywiście, lepiej schować głowę w piasek, a potem dopiero się
                    zastanawiać, jak się rodzina ma powiększyć.
                    Mój problem jest taki: mam wrażenie, że ktoś cwanie chce wykorzystać fajny
                    układ moim kosztem i przymierzam się jak to córce delikatnie wyłożyć. Nie
                    stanowi dla mnie problemu:
                    - utrzymywanie córki (stać mnie na to),
                    - nie dorabianie przez nią dodatkowych pieniędzy (j.w., ponadto ona czasem
                    łapie jakieś dorywcze prace - to jest jej sprawa i jej ekstra pieniądze),
                    - sam fakt, że posiada chłopaka.
                    A większość uparcie drąży w tych właśnie kierunkach.
                    Jeszcze raz wielki dzięki Triss za zdrowe i rozsądne podejście do tematu.
                    • kini A propos antykoncepcji... 16.01.04, 11:33
                      > A mnie powala święte oburzenie wielu osób, które reagują na wieść o tym, że
                      > finansuję córce środki antykoncepcyjne, jakbym oświadczyła że kupuję jej
                      > narkotyki.

                      Hmmm... Nie sądzisz, że chłopak córki powinien w połowie dokładać się do
                      środków antykoncepcyjnych? Jak byłam młodsza, to była dla mnie oczywista
                      sprawa, sama to chłopakowi komunikowałam. W końcu to było i w jego interesie.
                      • Gość: brukselka Re: A propos antykoncepcji... IP: *.acn.pl 16.01.04, 11:51
                        > Hmmm... Nie sądzisz, że chłopak córki powinien w połowie dokładać się do
                        > środków antykoncepcyjnych? Jak byłam młodsza, to była dla mnie oczywista
                        > sprawa, sama to chłopakowi komunikowałam. W końcu to było i w jego interesie.


                        Kini, a gdy np. chłopak odwoził cię do domu samochodem ty zwracałaś mu kasę za
                        benzynę? Czy gdy jadł u ciebie w domu, mył ręce kazałaś oddawać za wodę i chleb?
                        • kini Re: A propos antykoncepcji... 16.01.04, 11:55
                          > Kini, a gdy np. chłopak odwoził cię do domu samochodem ty zwracałaś mu kasę
                          za
                          > benzynę? Czy gdy jadł u ciebie w domu, mył ręce kazałaś oddawać za wodę i
                          chleb?

                          Uważam, że to trochę co innego. Oddawanie połowy kasy za antykoncepcję jest dla
                          mnie komunikatem "obydwoje jesteśmy odpowiedzialni za ewentualne następstwa
                          współżycia". To ma znaczenie bardziej wychowawcze, że tak powiem, a nie
                          finansowe.
                        • triss_merigold6 Re: A propos antykoncepcji... 16.01.04, 11:57
                          Takie porównania to nadużycie. Zabezpieczanie się przed niechcianą ciążę leży w
                          ineteresie obojga więc facet też powinien mieć jakiś wkład finansowy w
                          antykoncepcję.
                    • triss_merigold6 Ps.:Jak Ci się podobały odpowiedzi na f.psych.? 16.01.04, 11:43
                      Przeczytałam też odpowiedzi do Twojego wątku na f.psychologia... były trochę
                      hm..inne niż tutaj. Nigdy nie pójdę do psychologa.
                      • default Re: Ps.:Jak Ci się podobały odpowiedzi na f.psych 16.01.04, 11:57
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Przeczytałam też odpowiedzi do Twojego wątku na f.psychologia... były trochę
                        > hm..inne niż tutaj. Nigdy nie pójdę do psychologa.

                        :)))) Też chyba bym nie poszła.
                        Może ze dwie-trzy osoby miały coś konkretnego i na temat do powiedzenia, reszta
                        po prostu przerzucała się dowcipnymi (w swoim mniemaniu) uwagami. Ale to dość
                        częste na forum Psychologia, jego zawartość jest zupełnie nieadekwatna do
                        nazwy, niestety...
                  • Gość: baba Re: Problemem jest zdaje się chłopak... IP: *.acn.waw.pl 16.01.04, 11:28
                    Moze ja jestem beton, ale mnie wychowano w przekonaniu, ze jesli chce sie
                    swoim cialem dysponowac ( przed slubem lub po slubie- to juz kwestia przekonan
                    religijnych lub ich braku) to trzeba to cialo samodzielnie utrzymac, lub, jak
                    kto woli, jesc swoj chleb.
                    Mnie sie taka opcja dalej podoba- jesli moi synowie beda w przyszlosci chcieli
                    zamieszkac z dziewczynami, to beda musieli na luksus zarobic. Inaczej to jakies
                    demoralizujace sie wydaje. Oczywiscie pomoc rodzicow niewykluczona- dobrzy
                    rodzice zawsze beda sie do pomocy poczuwac.
                    Prosze, zeby defaut nie odebrala mojej opinii jako atak ad personam.
                    Pzdr
                    • kini Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 11:36
                      > Moze ja jestem beton, ale mnie wychowano w przekonaniu, ze jesli chce sie
                      > swoim cialem dysponowac ( przed slubem lub po slubie- to juz kwestia
                      przekonan
                      > religijnych lub ich braku) to trzeba to cialo samodzielnie utrzymac, lub, jak
                      > kto woli, jesc swoj chleb.

                      Hę? Czy to znaczy, że twoje dziecko nie ma prawa mieć życia seksualnego bez
                      twojego pozwolenia? Czy ja śnię?
                      • Gość: Triss Merigold Re: Problemem jest zdaje się chłopak... IP: *.acn.waw.pl 16.01.04, 11:40
                        Baba napisała, że chodzi o sytuację w której młodzi ludzie mieszkają razem a
                        nie uprawiają seks na wakacjach czy jak chata jest wolna bo rodzice wyszli. Ja
                        na studiach dorabiałam i miałam dość wysokie stypendium ale i tak długo
                        pomagali mi rodzice. Swoje studiujące dziecko też bym utrzymywała. Swoje
                        dziecko a nie obcą dziewczynę czy chłopaka.
                        • kini Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 11:43
                          > Baba napisała, że chodzi o sytuację w której młodzi ludzie mieszkają razem a
                          > nie uprawiają seks na wakacjach czy jak chata jest wolna bo rodzice wyszli.

                          Ja sformułowanie "dysponowanie ciałem" odniosłam głównie do seksu... Ale
                          oczywiście można to zinterpretować tak, jak ty.
                      • Gość: baba Re: Problemem jest zdaje się chłopak... IP: *.acn.waw.pl 16.01.04, 11:55

                        Nie snisz, ale troche uproscilas moja wypowiedz. Tak zostalam wychowana ( nie
                        ja jedna- jestesmy innym pokoleniem).
                        Zycie seksualne mojego doroslego dziecka zawsze bedzie jego sprawa tj. nie
                        bede dopytywac, przeszukiwac, a tym bardziej zabraniac . Ale na pewno nie bede
                        finansowac niby- malzenstwa. Szczesliwie mieszkam w Wawie, a dziecko mieszkanie
                        do czasu studiow bedzie mialo wlasne, ale jesli sie bedzie chcial do niego
                        wyprowadzic, to na wlasny koszt. Bedzie mogl tam mieszkac z kim chce, choc
                        wolalabym po slubie, ale zaakceptuje wybor i bez tego, a miare mozliwosci
                        pomoge.
                        Inaczej toby bylo finansowanie komus pseudodoroslosci.
                        PZDR
                        • kini Re: Problemem jest zdaje się chłopak... 16.01.04, 11:56
                          OK, rozumiem.
                • zalotnica Re: wazne tylko pieniadze... 17.01.04, 00:01
                  default napisała:

                  >Jak sama piszesz, jest to ciało mojej córki, a nie moje, jest dorosła, więc
                  >naiwna byłabym raczej zakazując jej seksu i wierząc, że tego posłucha. Poza tym
                  >zwrot "korzystanie z ciała" uważam za co najmniej obraźliwy.

                  ***wczesniej pisalam delikatnie, ale nie zaskoczylas, dziwnie tez rozumujesz
                  doroslosc...
                  Dla mnie jesli ktos wykorzystuje kogos finansowo, to tym bardziej
                  seksualnie, no, ale on moze swiadczy uslugi twojej corce ?
                  I jeszcze jedno pytanko do Ciebie: czy rownie spokojnie spalabys
                  gdyby nie bylo pastyleczek anty...? Tez tylko wtedy chialabys pieniedzy
                  na ten "chlebek"...?

                  >Nie rozumiem czemu robisz mi zarzut z tego, że posiadam psy
                  >i koty, co to ma do rzeczy?

                  niby nic, ale tak mi sie skojarzylo, ze dla nich masz wiecej czasu
                  niz dla corki...
                  • zalotnica Re: wazne tylko pieniadze...do default 17.01.04, 00:04
                    zalotnica napisała:

                    > default napisała:
                    >
                    > >Jak sama piszesz, jest to ciało mojej córki, a nie moje, jest dorosła, więc
                    >
                    > >naiwna byłabym raczej zakazując jej seksu i wierząc, że tego posłucha. Poza
                    > tym
                    > >zwrot "korzystanie z ciała" uważam za co najmniej obraźliwy.
                    >
                    > ***wczesniej pisalam delikatnie, ale nie zaskoczylas, dziwnie tez
                    rozumujesz
                    > doroslosc...
                    > Dla mnie jesli ktos wykorzystuje kogos finansowo, to tym bardziej
                    > seksualnie, no, ale on moze swiadczy uslugi twojej corce ?
                    > I jeszcze jedno pytanko do Ciebie: czy rownie spokojnie spalabys
                    > gdyby nie bylo pastyleczek anty...? Tez tylko wtedy chialabys pieniedzy
                    > na ten "chlebek"...?
                    >
                    > >Nie rozumiem czemu robisz mi zarzut z tego, że posiadam psy
                    > >i koty, co to ma do rzeczy?
                    >
                    > niby nic, ale tak mi sie skojarzylo, ze dla nich masz wiecej czasu
                    > niz dla corki...
                  • kini Re: wazne tylko pieniadze... 19.01.04, 08:58
                    > Dla mnie jesli ktos wykorzystuje kogos finansowo, to tym bardziej
                    > seksualnie

                    Nie widzę związku.
                    Zresztą dlaczego w ogóle uważasz, że córka Default jest wykorzystywana
                    seksualnie?
    • tropea Re: na mój koszt ??? 15.01.04, 11:21
      Przede wszystkim, nie pozwól swojej córce korzystać z twojej karty/rachunku
      bankowego.
      Najlepiej będzie,jak będziesz dawała jej gotówkę - wtedy te pieniądze
      są "widoczne" i tak samo dobrze widać jak znikają z portfela.
      Wtedy wydatki twojej córki moga być bardziej kontrolowane, bo będzie dokładnie
      wiedziała, na co może sobie jeszcze pozwolić w tym miesiącu.
      pozdrawiam
      Tropea

      • default Re: na mój koszt ??? 15.01.04, 11:39
        tropea napisała:

        > Przede wszystkim, nie pozwól swojej córce korzystać z twojej karty/rachunku
        > bankowego.
        > Najlepiej będzie,jak będziesz dawała jej gotówkę - wtedy te pieniądze
        > są "widoczne" i tak samo dobrze widać jak znikają z portfela.
        > Wtedy wydatki twojej córki moga być bardziej kontrolowane, bo będzie
        dokładnie
        > wiedziała, na co może sobie jeszcze pozwolić w tym miesiącu.
        > pozdrawiam
        > Tropea


        Moja córka ma tę kartę od 15 roku życia, więc nie widzę powodu, żebym teraz
        miała jej nagle zabrać. Nigdy nie bierze gotówki na kartę, ani nie płaci nią
        bez uzgodnienia tego ze mną, kiedy planuje większe zakupy w supermarkecie czy
        zakup ciucha zawsze mnie uprzedza i pyta ile pozwalam jej wydać. Nigdy nie
        znalazłam na wyciągu z jej karty pozycji, o której bym wcześniej nie była
        uprzedzona.
        Gotówkę dostaje na drobne, codzienne wydatki - i rzeczywiście nie jest to jakaś
        raz na zawsze określona, nieprzekraczalna suma, co słusznie mi wiele osób
        wytknęło.
        • seniwell Re: na mój koszt ??? 15.01.04, 11:48
          otworz corce wlasny rachunek, przelewaj stala kwote (oplaty plus kieszonkowe)
          bedzie zawsze wiedziala ile ma i na ile moze poszalec a od czasu do czasu wsun
          jej do reki zaskorniaka (zawsze sie przyda cos ekstra, mloda dziewczyna sie
          jest tylko raz) ;-)
          tak robili moi rodzice, wtedy byly ksiazeczki PKO a nie konta z karta, zawsze
          rozmawialismy o wiekszych wydatkach, planowalismy wakacje i atrakcje, z grubsza
          wiedzialam jak stoja finansowo, dorabialam w czasie wakacji, mialam stypendium,
          nauczyli mnie gospodarowac i jestem im za to wdzieczna
          porozmawiaj z corka koniecznie
          • Gość: melmire Re: na mój koszt ??? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 15.01.04, 13:07
            To dobra metoda, u nas tez tak jest.
            Posiadanie stalej , okreslonej sumy pomaga nauczyc sie nia gospodarowac, a w
            razie jakiejs "awarii" zawsze mozna sprawe przedyskutowac, przemyslec i pomoc.
    • Gość: Lena Wszyscy wiemy o co chodzi IP: 80.48.96.* 16.01.04, 12:00
      a dyskusja sie rozmywa. Każda z nas uczy dziecko dzilenia się z innymi, bycia
      otwartym ale nigdy nie wiemy kiedy tego za mało a kiedy za dużo. Gdy dziecko
      przychodzi głodne bo stale z kimś dzieli się kanapką, gdy stale nosi ogromny
      plecak bo inni nie przynoszą książek do szkoły a ono takie uczynnne, gdy nie ma
      już nowokupionych kredek bo sie podzieliło itp. itd. Mamy wtedy problem czy
      reagować już czy jeszcze nie, czy uczyć je asertywności i obawiamy się, że ta
      asertywność zabije w dziecku wrażliwość. I oto mamy dorosłego /prawie/chłopaka
      lub dziewczynę i mamy obawy czy w kontaktach z innymi nie jst ona/on
      wykorzystywane. Nie chodzi o pieniądze, chodzi o to jak nasze "dziecko" radzi
      sobie z zewnętrznym światem. Z jednej strony nie chcemy zabijać wrażliwości,
      empatii, umiejętności dawania, dzilenia sie a z drugiej strony obawiamy się czy
      nasze dzicko nie jest "życiowy cielątkiem". Chłopak pomieszkuje u dziewczyny i
      nie widzi powodu do dokładania sie do życia a jej jest głupio upomnieć się,
      chłopak wozi dziewczynę wszędzie pożyczonym od rodziców samochodem a ona nawet
      nie zapyta czy dołożyć się do benzyny. To dla rodziców już jest problemem i po
      tym oceniają partnerów swoich dzieci i obawiają się jak ich dzieci poradzą
      sobie w zyciu.
      PS. Ciekawa jestem po jakim czasie dziewczyny mówicie swoim chłopakom o
      konieczności partycyowania w kosztach antykoncepcji, lub jeśli chłopak uzywa
      prezerwatywy czy pytacie ile macie sie dołozyć?
      • default Re: Święte słowa! n/t 16.01.04, 12:26
        • Gość: Maryla Re: Święte słowa! n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 13:10
          Gratuluję ci, default, dobrze wychowanego członka społeczeństwa (córki).

          Jestem chyba z pokolenia baby.

          Mój syn i jego dziewczyna kupuja środki antykoncepcyjne na spółkę - 30 zł. na
          mies. około. On za to płaci ze swojego stypendium.

          Koleżanka (39 lat), samotna matka z 14-letnim synem, mieszka z facetem (ok.
          44), który uwaza, ze jak nie jada u niej obiadów i kolacji, a pioza tym czasem
          kupuje słodycze dla dziecka, to niczego nie zużywa. Nie doklada sie do prądu,
          wody, czynszu, etc. Jak ona próbuje z nim o tym rozmawiac, to on sie obraza.
          Mówi jej, że jest wredną materialistką, bo on bierze tylko krótki prysznic.
          Przez ponad pół roku już. Są coraz większe konflikty między nimi z tego
          powodu. Uczucia uczuciami, ale za wode ktos musi zaplacic też.
          Związek wisi na wlosku.
          Opowiedz to córce.To inne pokolenie, ale te same problemy.
          Pozdrawiam.
          Maryla
      • zalotnica Re: "chlopcy" tez to czytaja... 16.01.04, 22:45
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        > PS. Ciekawa jestem po jakim czasie dziewczyny mówicie swoim chłopakom o
        > konieczności partycyowania w kosztach antykoncepcji, lub jeśli chłopak uzywa
        > prezerwatywy czy pytacie ile macie sie dołozyć?

        Lena, a Twoj udzial jaki byl...?
        • Gość: Lena Re: "chlopcy" tez to czytaja... IP: 80.48.96.* 17.01.04, 11:40
          A może by tak było grzeczniej samej najpierw odpowiedzieć zanim odwrócisz
          pytanie?
          Mój przypadek jest niereprezentatywny - brałam leki hormonalne zanim zaczęłam
          współżycie i biorąc je w ciążę zajść nie mogłabym a raczej dzięki tym lekom mam
          dziecko /zaszłamw ciążę po odstawieniu ich/. Ja nie domagałabym się zwrotu
          połowy kosztów antykoncepcji ani nie dokładałabym się do prezerwatyw ale bez
          tego potrafiłam ocenić na co ze strony chłopaka mogę liczyć. Myślę, że takie
          skrupulatne aptekarskie liczenie byłoby poniżej mojej godności i do tego
          czułabym się jak część zakupionego "towaru" /chłopak dokłada to mu się należy/.
          A gdybyśmy się np. pokłócili to miałabym mu zwrócić za część "niewykorzystaną"
          pieniędzy za te nieszczęsne tabletki? Kompletna paranoja - jak dla mnie. W
          związku w którym dziewczyna czuje się pewnie, w którym nikt nie czuje się
          wykorzystywany nie muszą rozliczać aptekarsko atykoncepcji.
          • zalotnica Re: "chlopcy" tez to czytaja... 17.01.04, 14:01
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            >A może by tak było grzeczniej samej najpierw odpowiedzieć zanim odwrócisz
            >pytanie?
            Ja nie domagałabym się zwrotu
            >połowy kosztów antykoncepcji ani nie dokładałabym się do prezerwatyw ale bez
            >tego potrafiłam ocenić na co ze strony chłopaka mogę liczyć. Myślę, że takie
            >skrupulatne aptekarskie liczenie byłoby poniżej mojej godności i do tego
            >czułabym się jak część zakupionego "towaru" /chłopak dokłada to mu się należy/.

            Musze przyznac, ze mnie troche zaskoczylo Twoje pytanie o te prezerwatywy.
            Mnie by nigdy nie przyszlo do glowy isc na randke z "gumka" w kieszeni,
            ani pytac sie ile jestem Ci "winna". no nie...wybacz.


    • lola211 Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 12:40
      Nie czytalam wszystkich postów, wiec moge sie powtarzac.
      Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, ze corka mieszkajac osobno jest utrzymywana
      przez rodzica, zwłaszcza gdy matke na to stac.Od tego jest rodzic by pomagał,
      nawet dorosłemu dziecku.Tak sie sklada ze raczej nie da sie studiowac bedac
      małoletnim.
      Praca w trakcie studiow nie zawsze jest dobrym rozwiazaniem, bo cierpi na tym
      jakosc nauki.Fajnie by było, gdyby dziewczyna przylozyła sie i uzyskała
      stypendium naukowe, nie wiem jaki to kierunek, ale to wcale nie jest
      niemozliwe.Praca tak, ale w okresie wakacji- pozwala zakosztowac dorosłego
      zycia, jednoczesnie nie utrudniając nauki.
      Co do finansowania srodków anty to w całosci popieram default.Gdyby takie
      podejscie prezentowalo wiecej rodziców, to nie byłoby tylu dramatów aborcji
      wsród dziewczyn.Inni wola udawac, ze ich dziecko jest nadal dziewica.
      Jezeli ten chlopak regularnie u niej pomieszkuje to bez dwóch zdan powinien
      partycypowac w kosztach.Jemu pewnie nie przychodzi to do głowy, bo wiedzac
      ze "tesciowa" jest dziana, moze te pare złotych wiecej dorzucic.Nie swiadczy
      to o nim najlepiej.
      Powinnas wyznaczyc córce limit i trzymac sie tej sumy.Fakt, ze ona moze nadal
      byc przez niego wykorzystywana, ale to juz jej problem, bedzie miala mniej na
      swoje potrzeby, poniesie konsekwencje.Ty mozesz próbowac jej to uswiadomic,
      ale nie nakazac.Wiem, ze mozesz źle sie czuc wiedzac ze twoja córka jest
      wykorzystywana, ale nie mozesz dorosłej panny chronic przed błedami, bo zycia
      nie nauczy sie nigdy.
      • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 13:51
        lola211 napisała:
        > Wiem, ze mozesz źle sie czuc wiedzac ze twoja córka jest
        > wykorzystywana, ale nie mozesz dorosłej panny chronic przed błedami, bo zycia
        > nie nauczy sie nigdy.

        hmmm...niby juz dorosla, ale czemu ciagle jeszcze na garnuszku u mamy ?
        • lola211 Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 14:08
          Zalotnico, dlatego ze studiuje.Nie wiem, ja inni, ale ja w czasie studiow nie
          bardzo mialam czas na prace, moze dlatego ukonczylam studia z wyroznieniem.
          Jak ktos nie chce miec dziecka na utrzymaniu to niech posle go od razu do
          pracy.Zrzuci z siebie obowiazek.Widze ze dla niektorych studiowanie kojarzy
          sie albo z brakiem doroslosci albo z pasozytnictwem, nie moge tego pojac.
          • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 14:12
            bardzo fajnie jej odpowiedzialas...
            • zalotnica Re: na mój koszt ??? 17.01.04, 14:14
              lola...chyba pomylily mi sie watki, ale musze juz wychodzic.
              • lola211 Re:tak pomyslalam:)n/t 17.01.04, 14:15
          • zalotnica Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 00:23
            lola211 napisała:

            > Zalotnico, dlatego ze studiuje.Nie wiem, ja inni, ale ja w czasie studiow nie
            > bardzo mialam czas na prace, moze dlatego ukonczylam studia z wyroznieniem.
            > Jak ktos nie chce miec dziecka na utrzymaniu to niech posle go od razu do
            > pracy.Zrzuci z siebie obowiazek.Widze ze dla niektorych studiowanie kojarzy
            > sie albo z brakiem doroslosci albo z pasozytnictwem, nie moge tego pojac.

            czy naprawde uwazasz, ze rodzic juz nie powinien w ogole sie odzywac,
            bo dziecie studiuje...?
            lub jak np. default, nie wie jak z corka porozmawiac, boi sie jej reakcji,
            bo jest "dorosla" , mloda, nerwowa, zakochana...bo co ta corka wtedy
            zrobi, obrazi sie czy co...? czy to ma byc "doroslosc" w default pojeciu ?
            a moze ona juz dawno stracila kontakt z corka...? Moze juz tylko
            te "rachunki" jeszcze je lacza ?
        • Gość: Lena Do zalotnicy IP: 80.48.96.* 17.01.04, 14:12
          "Czepiasz się" /przepraszam za określenie ale jest ono adekwatne/
          określenia "dorosły" jabyś nie miała pojęcia co ono oznacza. Człowiek dorosły
          jest w potocznym mniemaniu człowiekiem w pierwszej kolejności pełnoletnim,
          następnie dojrzałym. I zwykle student już takim człwoiekiem jest. Dojrzałym
          płciowo jest dużo wcześniej stąd środki antykoncepcyjne powinien kupować nawet
          za kieszonkowe. Dojrzały społecznie - jak określa prawo jest w wieku 18 lat, a
          do małżeństwa - chłopak 21, dziewzyna 18 lat. To czy człowiek rzeczywiście jest
          dojrzały zależy od wychowania i to zaczyna sie od najmłodszych lat. Fakt, że
          rodzice po ukończeniu szkoły średniej nie zapłacą dziecku za dalszą edukację,
          wymagają dokładania się do domowego budżetu nie jest wcale równoznaczne z tym,
          że wychowują /lub chowają/ dojrzałego człowieka. To, że opłacają jego studia,
          utrzymują i nie wymagają dorabiania nie oznacza, że taki człowiek nie da sobie
          w życiu rady. Obserwuje moich znajomych i mam wrażenie, że ci po studiach
          dziennych i ze wsparciem rodziców radzą sobie lepiej niż ci co męczyli się
          wieczorowo, zaocznie i pracowali.
          Podejście takie, że ten ma władzę kto trzyma "kasę" i dziecko na utrzymaniu nie
          może być traktowne jako dorosłe jest niebezpieczne. To sie kiedyś może
          odwrócić. Oby dziecko takiej matki nigdy nie musiało pomagać finansowo matce bo
          role się odwrócą. "Daję i wymagam". Oby nie ....
          • julla Re: Do zalotnicy 17.01.04, 22:20
            Tak sobie myślę, że wielce prawdopodobne jest, że będąc hipotetycznie na
            garnuszku u dzieci 'zalotnica' może poczuć boleśnie jak wygląda w praktyce
            podejście "ja płacę, ja wymagam". Niestety takie podejście do drugiego
            człowieka wynosi się z rodzinnego domu i tak wychowany człowiek po prostu nie
            wyobraża sobie, że można inaczej. Potem dorosłe dzieci układają życie swoim
            starszym rodzicom, wydzielają półkę w lodówce, liczą zużycie prądu, mówią
            mamie. że z tym panem nie wolno jej się przyjaźnić, bo on za bardzo angażuje
            sie emocjonalnie co stanowi zagrożenie dla zapisów testamentowych...No i
            tłumaczą, że rodzic juz zdziecinniał na starość, że trzeba kontrolować jego
            i jego wydatki...
            • zalotnica Re: Do zalotnicy 18.01.04, 00:27
              no nie, czytac tego nie mozna...
              • julla Re: Do zalotnicy 18.01.04, 00:33
                Samo życie. Opisałam przypadek któremu przyglądam się od pewnego czasu.
                Moja znajoma w ten sposób "opiekuje" się swoim ojcem, zreszta ojciec zawsze jej
                wszystko przeliczał, wypominał i kontrolował- więc jej się w głowie nie miesci,
                że można INACZEJ
          • zalotnica Re: Do zalotnicy 18.01.04, 00:25

            Wydawalo mi sie , ze z doroslym czlowiekiem mozna o
            wszystkim i zawsze porozmawiac.
            • Gość: Lena Re: Do zalotnicy IP: 80.48.96.* 18.01.04, 04:27
              pkt. 1 - co to znaczy dorosły ?
              pkt. 2 - Zwykle tak się da rozmawiać jak się umie /wyniosło z domu/
    • charlie_x Re: na mój koszt ??? 18.01.04, 01:39
      ..na Twój, to oczywiste.Dałaś córce pewną dozę wolności i z takimi, lub
      podobnymi konsekwencjami należy się liczyć..i tu już nie widzę osoby co do
      której mogłabyś mieć uzasadnione pretensje.pozdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka