Dodaj do ulubionych

jestem wstętna

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 08:17
Witam Was serdecznie! Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Otóż sytuacja
jest taka, że od 10 miesięcy mam chłopaka na którym mi bardzo, bardzo
zależy. Problem polega na tym,ze... jestem dla niego zła :( i nie okazuję mu
uczuc w odpowiedni sposob. Niestety należę do osób, które nie potrafią ukryć
swoich emocji. Czasami sama nie wiem o co mi chodzi. Tak wczesniej nie bylo,
to zaczelo sie jakis miesiac temu. Caly czas jestem niepewna tego zwiazku,
choc nie mam podstaw twierdzic, ze moze byc cos nie tak. Wrecz przeciwnie,
chlopak spedza ze mna kazda wolna chwile, zapewnia caly czas o uczuciu do
mnie. Nie ma nikogo kto moglby stanac nam na drodze. A mimo to ta niepewnosc
zzera mnie od srodka i przez to psuje nasz zwiazek. W dodatku uwielbiam sie
katowac. Moj chlopak nie chcial mi opowiadac o swoich poprzednich
dziewczynach (raczej przelotne znajomosci). Oczywiscie mnie korcilo
straszliwie, wiec zahaczalam o ten temat. No i wczoraj opowiedzial mi pare
zdan o swoich bylych podbojach (chociaz zrobil to niechetnie), a mi od razu
podkrecil sie agresor. On oczywiscie nie wiedzial o co mi chodzi, a ja nie
moglam na niego patrzec. Wiecie co, moja glupota mnie przeraza. Najgorsze
jest to, ze jesli ten stan potrwa dluzej, to bede musiala pozwolic mu
odejsc, bo kto by na dluzsza mete wytzymal z taka babą jak ja. Przeciez to
jest kretynstwo z mojej strony. Potrafi mnie zaboleć (i wtedy sobie mysle -
"no ladnie, chce ze mna zerwac") nawet jego powiedzmy taki mniej przyjemny
ton przez telefon. Idiotka. Wczoraj jak sie umowilismy to przypadkowo po
drodze spotkal kolege ktorego nie lubie i jak ich zobaczylam razem to mnie
cos trafilo. Dla mojego chlopaka bylam niemila a z tamtym rozmawialam
normalnie.
Czy to juz jest przypadek kliniczny?
Obserwuj wątek
    • julla Re: jestem wstętna 22.01.04, 09:56
      Chyba jesteś jeszcze bardzo młoda. Chyba nadmiernie skoncentrowana na sobie
      i swoich emocjach, chyba manipulujesz otoczeniem żeby coś sobie poczuć a potem
      to przeanalizować i wyciągnąć jakiś wniosek, oczywiście tylko na własny temat.
      Uważaj, bo zmęczysz, zmierzisz sobą innych ludzi. Spróbuj oderwać się trochę od
      swojego egocentryzmu.
    • Gość: Agata Re: jestem wstętna IP: 217.153.15.* 22.01.04, 10:28
      Witaj Zetka. A to niezły numer! Zupełnie jakbym czytała o sobie. (Nawet to 10
      miesięcy się zgadza!). Też zastanawiam się, czy jestem normalna. A zachowuję
      się tak samo jak Ty, choć mam już 30 lat.
      Czy ktoś może nam pomóc?
      • Gość: mix Re: jestem wstętna IP: *.energis.pl 22.01.04, 13:07
        Mam to samo, wiecznie się go czepiam i wszystko mi nie pasuje. A jestem nawet
        trochę starsza od Was. I co też jestem niedojrzała, kurczę może tak, a może nie.
    • pinup Re: jestem wstętna 22.01.04, 21:23
      o rany babki. no to wpadłyście. to się nazywa miłość pierwsza w życiu. jak
      człowiek był zawsze tylko zakochany, to się tak nie przejmował, ale jak
      naprawdę kocha, to mu odbija. prosta sprawa. ja też tak mam, chociaż w
      granicach rozsądku, a o byłych nie chcę słuchać, bo jestem o wszystkie
      zazdrosna. ale jakoś się pozbieram, bo miłość to piękne uczucie, a ja już się
      bałam, że nigdy mi się nie przytrafi.
    • Gość: deszczwtwarz Jesteś wstrętna. Masz racje. IP: *.lanet.wroc.pl 22.01.04, 23:45
      :-(
    • Gość: Wiesiu Psychiatra Re: jestem wstętna IP: *.tpl.toronto.on.ca / 192.30.226.* 22.01.04, 23:53
      tak jestes PIERDOLNIENTA brakuje ci vitaminki C...takie przypadki jak ty to juz kompletne wariactwo...
    • Gość: Wiesiu Psychiatra Re: jestem wstętna IP: *.tpl.toronto.on.ca / 192.30.226.* 22.01.04, 23:53
      tak jestes PIERDOLNIENTA brakuje ci vitaminki C...takie przypadki jak ty to juz kompletne wariactwo...
    • camerthon Re: jestem wstętna 23.01.04, 00:02
      Czy jesteś wstrętna? Hm...odrobinkę, bo czyms takim drugiemu człowiekowi
      naprawdę mozna uprzykrzyć życie. Wiem, bo sama przez swoją glupotę, taka sama
      jak Twoja ;-), kiedys cos waznego zniszczylam...Robilam z igiel widly, albo nie:
      ze szpileczki kombajn. No i wszystko mialo drugie dno, a kazda najzwyklejsza
      kolezanka od razu brana 'na tapete'. Udalo sie odbudowac, ale minelo sporo czasu
      i sporo musialam przemyslec. Przede wszystkim: postawic sie w Jego sytuacji -
      czlowieka wysluchujacego wszystkich tych niezasluzonych wybuchow zlosci i
      muszacego cierpliwie je znosic. Chcialabys byc na Jego miejscu, wiedzac, ze nie
      masz nic na sumieniu? W moim przypadku On w pewnym momencie nie wytrzymal i
      stwierdzil, ze ma dosc wszystkich teorii spiskowych tego swiata. Przypuszczam,
      ze stwierdzilabym tak samo...

      Moja skromna rada: powiedz mu to wszystko dokladnie tak samo, jak tu nam
      opisalas. Albo pokaz mu ten watek. Bedzie lepiej jezeli o tym porozmawiacie i On
      bedzie wiedzial, ze to nie jest Twoja zla wola czy zlosliwosc, ale...to sie po
      prostu skads bierze...i znow kolejna scenka gotowa. Ze nie robisz tego
      specjalnie, ale....moze boisz sie zaufac...? Pisalas, ze jestes niepewna...no
      wlasnie, z tego powodu, moze nawet podswiadomie, na kazdym kroku doszukujesz sie
      argumentow za i przeciw i stad te klotnie, ciagle upewnianie sie czy on gra fair
      czy moze cos jest nie tak.

      Uszka do gory, milosc to sztuka kompromisu :-)
      • spokofacio Re: jestem wstętna 23.01.04, 00:06
        nie kochasz go i wszystko Ciebie irytuje w nim. Milosc przeciez patrzy przez
        rozowe okulary
    • Gość: lola Re: jestem wstętna IP: 62.233.185.* 23.01.04, 13:48
      Jesteś poprostu dziecinna i niedojrzała. Byłam kiedyś z chłopakiem , który sie
      zachowywał w taki sposób, ale rzuciłam go. Na dłuższą metę nie da sie być z
      osobą, która tak uprzykrza drugiej osobie życie. Teraz jestem z dojrzałym
      facetem, który troszczy sie nie tylko o swoje, ale również o moje samopoczucie.
      Mam nadzieje, że on też cie zostawi. Nie jesteś go warta.
      • Gość: Zetka Re: jestem wstętna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 14:17
        > Mam nadzieje, że on też cie zostawi. Nie jesteś go warta.

        Bardzo pięknie powidziane. Na szczęście nadzieja jest matką idiotów, więc
        wybaczam Ci. A moją wartość nie Tobie oceniać Kochanieńka.
        • Gość: lazanka Re: jestem wstętna IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 21:40
          Zetka, bardzo dobrze Cie rozumiem, sama do niedawna bylam w identycznej
          sytuacji. Jestem z moim ukochanym od dwoch lat, dla nas obojga to pierwszy
          powazny zwiazek (oboje tzw. idealisci-romantycy hehe, ksiaze na bialym koniu,
          ksiezniczka w wiezy). Jestesmy mlodzi. Mamy po 21 lat. Pierwszy rok byl
          absolutnie cudowny, ale potem zaczelo sie psuc---> przeze mnie. Wlasnie
          dlatego, ze zaczely mi nawalac hamulce. To co opisalas, to dokladnie to, co ja
          wyprawialam wzgledem niego. Wystarczylo, zebym zobaczyla, ze rozmawia z
          kolezanka- atak szalu, zazdrosci, CHAMSKICH oskarzen, tak bardzo bolesnych, bo
          przeciez on NIC nie zrobil. Doskonale wiedzialam o jego lojalnosci, wiernosci,
          uczuciu, a jednak traktowalam go jak ostatnie scierwo. Boze! Ja nawet obrazalam
          sie na niego smiertelnie, kiedy jego znajomi z liceum organizowali spotkanie,
          na ktore sie wybieral! Jesli na koniec rozmowy telefonicznej nie
          powiedzial "kocham cie" od razu zarzucalam go smsami, ze ma mnie w dupie.
          Straszliwie go tym wymeczylam, wysysalam z niego cala energie. Jesli dawal
          kwiaty, ja doszukiwalam sie jakichs ukrytych powodow, jakichs grzeszkow na
          sumieniu, ktore chcial zmazac romantycznym gestem.
          Teraz moge smialo stwierdzic, ze moj facet to aniol. Mimo tych wszystkich scen,
          atakow histerii, podejrzen, grand, nigdy nie uslyszalam z jego ust
          jakiejkolwiek "grozby" zerwania. Po prostu stawal sie straszliwie smutny,
          osowialy, bardzo go to bolalo, mowil mi, jak to go rani. Kiedy sie uspokajalam
          przepraszalam go, obiecywalam poprawe i bylo milo az do nastepnego razu. Bo
          wszystkie moje plany spelzaly na niczym.

          Ktoregos razu, po jednej z gigantycznych scen, poczulam ogromne wypompowanie.
          Zaczelam myslec od swojej strony, ze ja zniszcze sama siebie, swoja wlasna
          psychike, spokoj i poczucie bezpieczenstwa, jakie przeciez dostaje od tego
          czlowieka. Kiedy uswiadomilam sobie, ale tak NAPRAWDE, na chlodno i na
          powaznie, jak wielka przykrosc JEMU sprawiam, jak mocno za kazdym razem
          podwazam prawdziwosc mojego "kocham cie", po prostu jak bobr sie zryczalam.
          Chodzilam tak myslac pare dobrych dni, az udalo mi sie osiagnac przekonanie, ze
          tak WCALE NIE MUSI BYC! Do cholery, to JA decyduje co powiem, POTRAFIE stlamsic
          zle emocje, przeciez TEN FACET wybral MNIE! Pomimo calego tego ciagu
          histerycznych napadow nie zostawil mnie, nie podniosl na mnie reki, nie uzyl
          zadnego mocnego slowa. Swoj powrot na "dobra sciezke" zaczelam tak, jak ktoras
          dziewczyna wyzej juz proponowala. Za kazdym razem, kiedy czulam, ze zbliza sie
          jakas granda, probowalam sobie odwrocic role: jak ja bym sie czula, gdyby to on
          tak mnie, nie da sie uzyc innego slowa, maltretowal psychicznie.
          Nie zawsze wychodzilo, ale takie akcje zdarzaly sie rzadziej i rzadziej.
          Powiedzialam mu tez, ze chce zaczac nad soba pracowac, ze mam taka a taka
          technike walczenia z tym potworem we mnie, poprosilam o wyrozumialosc, ze na
          pewno nie da sie tego ot tak wymazac ze mnie, ale ze chce i bede probowac.
          Poplakal sie, przytulil mocno do serca, powiedzial, ze mocno kocha i ze bedzie
          ze mna w tej mozolnej pracy.

          Efekt jest taki, ze od dlugiego czasu nie bylo miedzy nami tego typu klotni,
          zupelnie bezpodstawnej i dotkliwie urazajacej niewinna osobe. Czuje, ze idzie
          mi coraz lepiej, zaczelam tez na nowo dostrzegac te magie uczucia, ktora sama
          zdeptalam wczesniej.
          Narwanego charakteru nie zmienie, ale takie sceny sa czyms, nad czym naprawde
          mozna zapanowac.

          Zetka, mam nadzieje, ze znajdziesz w sobie odpowiednia sile do walki, sprobuj
          porozmawiac szczerze z chlopakiem, popros o rade, niech opowie Ci, jak sie
          czuje w takich momentach, to naprawde moze sie okazac bardzo pomocne, bo mimo
          ze pokonywac te zle emocje musisz sama, to przeciez nie tylko dla siebie...

          Zycze Ci duzo szczescia, motywacji, sily i wsparcia!
          Pozdrawiam!

          Łazanka

          ooops, ale sie rozpisalam... :)
          • kobbieta Re: jestem wstętna 23.01.04, 23:05
            ty go tak traktujesz bo jestes pewna ze Cie nie zostawi, ale...
            na horyzoncie sie pojawi slodka, kobieca,mieciutka kobietka, ktora przez
            porownanie mu uzmyslowi, ze jestes jedza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka