Gość: TeDe
IP: 217.11.134.*
29.01.04, 08:54
Czytam codziennie to forum i nawet mi się nie chce nic pisać bo jakieś takie
pierdoły pisane są:)
Dlatego może pogadamy o takim dajmy na to jednym z ciekawszych filmów Lyncha,
takim całkiem nielynchowskim?? To juz kilka dni nazad było w TV, ale jakoś
tak myślę o niem. Bardzo barwny obraz, zajefajna muzyczka, normalnie to bym
się chyba znudzil patrzac jak przez 60% filmu staruszek jedzie kosiarką na
tle łanów zboża, ale tutaj nie mogłem oderwac oczu od ekranu. To byl wogóle
pierwszy i jedyny film w moim życiu na którym byłem sam w kinie. Pamiętam że
miałem niezłego doła, a przygody Alvina, jego podejście do życia i świata
dało mi pewien dystans do wielu rzeczy. I jeszcze fajna gra słów w tytule -
Alvin Straight.. "Straight Story".
W zalewie totalnego zniszczenia lejącego się zewsząd, historia tak
optymistyczna i mądra jest naprawdę skarbem godnym podziwania.. jak zresztą
kilka innych produkcji tego reżysera.
Fajnie że komuś się to chciało przeczytać, może jeszcze jest na tym forum
ktoś, kto ma podobne odczucie jak ja co do tego filmu... i wogóle...
pozdro, TeDe