Dodaj do ulubionych

Drobne różnice - ile można zaakceptować?

30.01.04, 12:59
York w wątku nt. różnicy wykształcenia wskazał na "drobne różnice" które
sprawiają, że porozumienie między dwojgiem ludzi jest właściwie niemożliwe
(poza oczywiscie kwestiami typu: co na obiad).
Z postów b. wielu kobiet wynika, że w zasadzie nie przeszkadza nic.
- poważne różnice światopoglądowe są mało istotne;
- odmienne poglądy polityczne tym bardziej;
- różnicę poziomów (nie tylko wykształcenie się na to składa) można
przezwyciężyć dobrą wolą;
- na alkoholizm wystarczy rozmowa;
- zasadnicza różnica temperamentów i podejścia do seksu - też rozmowa

Z czego to wynika? Tolerancja? Brak zainteresowania i przywiązywania do w/w
uwagi? Wiara, że miłość wystarczy? Przekonanie, że bycie razem wymaga
dostosowywania się - tylko co w przypadku, kiedy druga strona nie jest
zainteresowana i prezentuje postawę "Jak ci przeszkadza to ty się zmień"?
Obserwuj wątek
    • kini Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 13:05
      Chyba wiara, że miłość zwycięży wszystko...
      Ja uważam, że są takie cechy charakteru, okoliczności, poglądy, które
      dyskwalifikują mężczyznę jako potencjalnego partnera dla mnie.
      • kicia_80 Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 13:13
        Milosc zwycieza wszystko - ale do czasu:)))
        Nie wytrzymalabym zycia z prostackim czlowiekiem, ktory beka przy stole, ma
        dlugie paznokcie, nie jest na biezaco "co sie na swiecie dzieje", nie jest
        ciekawy swiata, nie czyta ksiazek i ladnie nie pachnie.
        Aha - a juz kompletnie bylby zdyskwalifikowany gdyby nalezal do "Samoobrony" i
        jego idolem bylby Lepper. Wtedy nawet milosc by nie zwyciezyla
        • magnusg Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 25.04.14, 20:04
          Mozesz mi naswietlic wyzszosc czytania ksiazek nad n.p. informowaniem sie o swiecie z netu i tv?
          • leptosom Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 25.04.14, 22:32
            może by ci naświetliła 10 lat temu :)))
    • honeytea Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 13:27
      no wlasnie.

      jesli to jest roznica taka, ktora nikomu nie przeszkadza bo nie jest to dla
      zadnego z nich wazny aspekt zycia, to nie ma problemu.

      czasami mimo ze dwie osoby kochaja sie, nie potrafia zyc ze soba. powinni sie
      meczyc i probowac dalej, czy rozejsc sie? chcesz mnie - bierz mnie, zaakceptuj
      taka jaka jestem a jak nie to odejdz?
      bo nie moge obiecac ze sie zmienie. moge tylko obiecac ze bede probowac. ale to
      bedzie dalej meczenie sie z udawaniem kogos innego.

      nie wiem. brakuje mi prostego rozwiazania.

      brak mi slow.
      slowo 'kocham' juz nie wystarczy zeby sie przytulic i wybaczyc sobie.

      honeytea

      I wipe the silver bullet tears
      And with every tear a dream

      With every tear a dream...

    • fitit Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 13:36
      Może by tak spróbować zmienić drugą stronę na inną ?
    • tralalumpek Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 13:53
      triss_merigold6 napisała:

      > York w wątku nt. różnicy wykształcenia wskazał na "drobne różnice" które
      > sprawiają, że porozumienie między dwojgiem ludzi jest właściwie niemożliwe
      > (poza oczywiscie kwestiami typu: co na obiad).
      > Z postów b. wielu kobiet wynika, że w zasadzie nie przeszkadza nic.
      > - poważne różnice światopoglądowe są mało istotne;

      *************************
      wedlug mnie sa bardzo istotne




      > - odmienne poglądy polityczne tym bardziej;

      *************************
      sa istotne ale nie wykluczajace wzajemna egzystencje



      > - różnicę poziomów (nie tylko wykształcenie się na to składa) można
      > przezwyciężyć dobrą wolą;

      **************************
      nie, to nie funkcjonuje


      > - na alkoholizm wystarczy rozmowa;

      ***********************
      tylko masochistki i naiwne tak sadza


      > - zasadnicza różnica temperamentów i podejścia do seksu - też rozmowa

      ************************
      bzdura, nie bedzie funkcjonowac



      >
      > Z czego to wynika? Tolerancja? Brak zainteresowania i przywiązywania do w/w
      > uwagi? Wiara, że miłość wystarczy? Przekonanie, że bycie razem wymaga
      > dostosowywania się - tylko co w przypadku, kiedy druga strona nie jest
      > zainteresowana i prezentuje postawę "Jak ci przeszkadza to ty się zmień"?

      Brak myslenia czyli inaczej takie wypowiedzi padaja od ludzi z „zespolem
      prostego myslenia”
    • atlantis75 Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 15:11
      Zdroworozsądkowa akceptacja nijak się ma do idealistycznej postawy "przyjmuję cię
      jakim jesteś". Słowo tolerancja jest ostatnio nadużywane do wytłumaczenia m.in.
      podstawowych kwestii różnic małżeńskich, parnterskich. Kobiety żyją w zakłamaniu,
      że określę to tak drastycznie, że swoją dobrocią, wrażliwością i kobiecą
      powinnością (worek pokutny sprzed równouprawnienia) mogą zmieniać mężczyzn lub
      "akceptować". Bzdurą jest popularne twierdzenie, że faceta trzeba sobie wychować.
      Kreuje to kobiety na wieczne sfrustrowane nauczycielki, które potem się dziwią,
      że mają w domu dwoje dzieci - syna i męża. Nie łudźmy się, miłość nie doda
      skrzydeł słoniowi, któremu dobrze w grubej skórze. Tzw. wychowanie mężczyzny to
      nic innego jak manipulacja, behawioryzm, wyniszający system nagród i kar dające
      fałszywe poczucie misji i wyższości. Facet to nie jest żadne zwierze, zacznijmy w
      końcu wymagać także od siebie. A jeżeli zaczniemy wymagać od siebie, wtedy
      zaczniemy mądrze wymagać od mężczyzn.
      Dlaczego kobiety "akceptują" głupszych, źle ułożonych, niepoprawnych politycznie,
      o sporych różnicach w sferze seksualnej? Po pierwsze pokutuje , wspomniane
      powyżej, podejście misjonarskie "moja miłość go odmieni", "już ja go wychowam",
      "poświęcę się dla dobra związku". W zdrowym związku nie ma miejsca na
      poświęcenia, bowiem nikt nie beatyfikuje kobiet, które przez lata dumnie dźwigają
      swój krzyż z napisem: dobra, cierpiąca żona. Powinno być: głupia żona. W zdrowym
      związku są kompromisy i chęć zrozumienia drugiego człowieka.
      Po drugie, wartość kobiety wciąż określana jest obecnością mężczyzny przy jej
      boku. Dlatego tak bezkrytycznie i ślepo potrafimy bronić swoich samców. Kieruje
      tym zwykły strach przed odrzuceniem społecznym typu "starej panny, rozwódki,
      wdowy nie zapraszam na imprezy, bo mi uwiedzie faceta", "samotna baba to
      dziwoląg, coś z nią nie tak, skoro nikt jej nie chce". Jeżeli kobiecie NIC nie
      przeszkadza w mężczyźnie nawet gdy ten często zagląda do kieliszka lub zachwouje
      się przy niej wulgarnie (oraz inne przykłady), to znaczy, że jest po prostu
      głupia. Jestem jednak w stanie zrozumieć tę głupotę, która przekazywana jest
      kobietom z mlekiem ich matek (patrz: wzorce rodzinne, gdzie facet siedzi z
      gazetą, a kobieta jest pralką, mopem i dmuchaną lalą w jednym) oraz wraz ze
      srogim grzmieniem z ambon. Bo przecież "dopóki śmierć nas nie rozłączy" oraz "na
      dobre i na złe". Co oznacza to zło? Nikt nie odpowiada na to pytanie, bo po co?
      Grunt to żyć po chrześcijański i prać swoje brudy w domu.
      Wzięłam ślub kościelny, ale z pewnym dystansem podchodzę do ostatniego cytatu.
      Nikt, nawet ksiądz nie może przewidzieć, jak potoczy się nasze życie. Warto
      podejmować wysiłek, starać się i walczyć - ale nie za cenę utraty "ja", godności
      i zdrowia. I to tyle, co myślę w tym temacie.
      Pozdrawiam. Atlantis :)





      triss_merigold6 napisała:

      > York w wątku nt. różnicy wykształcenia wskazał na "drobne różnice" które
      > sprawiają, że porozumienie między dwojgiem ludzi jest właściwie niemożliwe
      > (poza oczywiscie kwestiami typu: co na obiad).
      > Z postów b. wielu kobiet wynika, że w zasadzie nie przeszkadza nic.
      > - poważne różnice światopoglądowe są mało istotne;
      > - odmienne poglądy polityczne tym bardziej;
      > - różnicę poziomów (nie tylko wykształcenie się na to składa) można
      > przezwyciężyć dobrą wolą;
      > - na alkoholizm wystarczy rozmowa;
      > - zasadnicza różnica temperamentów i podejścia do seksu - też rozmowa
      >
      > Z czego to wynika? Tolerancja? Brak zainteresowania i przywiązywania do w/w
      > uwagi? Wiara, że miłość wystarczy? Przekonanie, że bycie razem wymaga
      > dostosowywania się - tylko co w przypadku, kiedy druga strona nie jest
      > zainteresowana i prezentuje postawę "Jak ci przeszkadza to ty się zmień"?
      • fitit Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 15:14
        Przepraszam atlantis75, ale to co napisałaś to bełkot.
        • atlantis75 Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 15:19
          fitit napisał:

          > Przepraszam atlantis75, ale to co napisałaś to bełkot.

          Jestem w pracy, więc nie jestem trzeźwa.
          W skrócie - chodziło mi o to, że kobiety często akceptują diametralne różnice
          między sobą a partnerem z dwóch powodów: ze strachu przed odrzuceniem lub z
          poczucia, że da się faceta wychować.
          I nie przepraszaj, tylko przeczytaj jeszcze raz.
        • kicia_80 Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 15:22
          sam jestes belkot - atlantis75 na prezydenta:)

          wkurzajace jest ze niektorzy bez slowa uzasadnienia potrafia cos tak glupiego
          napisac jak w tym wypadku np. fitit
          • kicia_80 do atlantis75 30.01.04, 15:25
            masz absolutna racje - zgadzam sie z toba w 100%.
            niestety:(


            pozdrawiam
            • atlantis75 :))) 30.01.04, 15:36
              kicia_80 napisała:

              > masz absolutna racje - zgadzam sie z toba w 100%.
              > niestety:(


              Kicia, ty też nie jesteś "trzeźwa"? To pobełkoczmy razem ;D
              Pozdrawiam. Atlantis :)
              • kicia_80 Re: :))) 30.01.04, 15:52
                ech, dlugo by belkotac na temat jakiegos tam procentu kobiet, ktore robia z
                siebie "victims" i godza sie na zycie...w ponizeniu, byleby tylko penis byl w
                domu.
                wcale nie jestem zbuntowana feministka, tez "pozwalam' sobie czasem mojemu
                facetowi wejsc na glowe, ale sa pewne bariery-granice, ktorych w zwiazku nie
                wolno i nie mozna przekroczyc
                i jezeli mowimy o milosci - to jaka ma byc ta milosc? pouczajaca? przyzwalajaca
                na wszystko???
                ja jestem zwolennikiem milosci..hmm..pelnej wzajemnego szacunku, nawet podziwu
                i szczescia wynikajacego z faktu ze sie wybralo Tego Jedynego a takze z tego
                powodu, ze Ten Jedyny tez ma takie zdanie o mnie

                no tak sobie belkocze w pracy, w piatek, o 16:)))
      • sagan2 Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 30.01.04, 16:04
        atlantis75 napisała:

        > Bo przecież "dopóki śmierć nas nie rozłączy" oraz "na
        > dobre i na złe". Co oznacza to zło? Nikt nie odpowiada na to pytanie, bo po
        > co?

        w kosciele protestanckim mozna to zdanie "dopoki spierc..." pominac! pastor
        przed slubem pyta, czy chce sie je miec w przysiedze malzenskiej, czy nie. mozna
        wybrac wersje z lu bez i knikogo to nie obchodzi (oprocz malzonkow, oczywiscie
        :)
      • Gość: Triss Merigold Dzięki Atlantis IP: *.acn.waw.pl 30.01.04, 17:29
        Mam identyczne refleksje na ten temat.
        Dodałabym jeszcze jedno: wiele kobiet NIE MA POGLĄDÓW. Nie ma. Nie potrafi
        określić i uzasadnić swoich wyborów politycznych ani światopoglądu; nie
        rozmawia o niczym co wykracza poza domowy horyzont; nie czyta i nie dyskutuje.
        Powyższa opinia dotyczy również kobiet wykształconych niestety. Nie są same
        zainteresowane więc zdanie partnera (nawet idiotyczne) na taki czy inny temat
        jest im obojętne.
        Strach przed samotnością, przed etykietą tej WYBREDNEJ, przed uwagami typu "W
        sumie o co się go czepiasz" powoduje, że szereg kobiet nawet samych przed sobą
        się nie przyznaje, że ma w domu: chama, prostaka, tępego buca o rozbuchanym ego
        i miernych możliwościach.
        • Gość: Iluzjonista Re: Dzięki Atlantis IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 30.01.04, 17:42
          > Mam identyczne refleksje na ten temat.
          > [...]

          Tak, Triss! I wiesz, jaki to dramat, dla mężczyzn, którzy oczekiwaliby od
          Partnerki silnej osobowości? Kogoś, z kim można by było powspominać wczorajszy
          wernisaż, bądź koncert kwartetu smyczkowego... (?)

          Ponawiam apel, gdzie Wy Wszystkie jesteście? Te, których nie interesuje
          golonka, rosół, i które nie dostają gorączki, gdy zapomną o margarynie na
          jutrzejsze śniadanie (gdyż... tę już kupiłem niepostrzeżenie, w drodze porotnej
          z galerii. ;-)

        • atlantis75 Triss :) 30.01.04, 18:22
          Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

          > Mam identyczne refleksje na ten temat.
          > Dodałabym jeszcze jedno: wiele kobiet NIE MA POGLĄDÓW. Nie ma. Nie potrafi
          > określić i uzasadnić swoich wyborów politycznych ani światopoglądu; nie
          > rozmawia o niczym co wykracza poza domowy horyzont; nie czyta i nie dyskutuje.

          Trafne spostrzeżenie. Druzgoczące, bo jesteśmy kobietami i chciałabym, żeby z
          koleżanką można było podyskutować o polityce, sztuce. Wydaje mi się, że to bierze
          się z błędnych przekonań typu: "mężczyzna zna się na tym lepiej", "o pewnych
          sprawach kobiecie mówić nie wypada" lub tego wkurzającego mnie podziału na
          "męskie" i "kobiece" zajęcia. Nie tak dalej jak dziś usłyszałam rozmowę koleżanki
          z kolegą na jakiś tam temat. Właściwie to usłyszałam konkluzję, która padła z ust
          mojej koleżanki: "nie muszę się tego uczyć, to obowiązek mężczyzny". Kobiety same
          nie wiedzą czego chcą. Miotają się pomiędzy wygodnictwem (nie przybiję gwoździa,
          bo zrobi to mój facet), kokieterią (nie przybiję gwoździa, bo tak niekobieco
          wyglądam z młotkiem) a źle pojętym podziałem obowiązków (on przybija, ja zmywam).
          Chcą być traktowane jak równorzędni partnerzy w pracy, za kółkiem i w domu, a
          jednocześnie wciąż stwierdzają "nie muszę się tego uczyć"...


          > Strach przed samotnością, przed etykietą tej WYBREDNEJ, przed uwagami typu "W
          > sumie o co się go czepiasz" powoduje, że szereg kobiet nawet samych przed sobą
          > się nie przyznaje, że ma w domu: chama, prostaka, tępego buca o rozbuchanym ego
          > i miernych możliwościach.

          I dlatego na wieczne narzekania mojej przyjaciółki, która ma dosyć swojego męża,
          powiedziałam ostatnio:
          "To się z nim rozwiedź"
          "ale jak to? ja go kocham"
          "To się lecz"

          Na szczęście poczucia humoru jej nie zabrakło :)
    • Gość: Iluzjonista? Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 30.01.04, 16:32
      > Zdroworozsądkowa akceptacja nijak się ma do idealistycznej postawy "przyjmuję
      > cię jakim jesteś". Słowo tolerancja jest ostatnio nadużywane do [...]

      Bardzo ładnie napisane, i aż dziwne, że słowa o takim kolorycie padają z ust
      Kobiety.

      Właśnie, przyznam się, że jako facet nienawidzę Kobiet w podobny
      sposób... "spełniających swą ofiarę". I "podziwiam" kolegów, dla których
      służalcza Kobieta, "wiele wybaczająca", jest akceptowalnym partnerem w związku.

      Gdzie jesteście Wy, te silne, pewne swych osobowości, Panie? Dlaczego mam
      nieszczęście być otaczany "Matkami Polkami"? Halo, szukam megery! Związek z
      Kobietą rozumiem jako współistnienie dwóch silnych osobowości, indywidualnych
      monad. Nie wyobrażam sobie życia w kapciach przed telewizorem, podczas
      gdy "Ona" za ścianą pierze. Od tego jest pralka i... automatyzm życia. A tego
      się nie zauważa. Nie warto skupiać się na drobnostkach.

      Zgadzam się, że pokutują tu modele wychowawcze, zakorzenione wielopokoleniową
      tradycją naszego kraju. "Kobieta do kuchni, mężczyzna do roboty: może chlać,
      ale byle był głową rodziny i na nią zarabiał". Jej, jak mało ludzi jest w
      stanie sobie uświadomić, jakie to, w gruncie rzeczy, jest tragiczne!

      Drogie Panie, dumna pierś do przodu, nie uleganie stereotypom, oto hasła na
      Wasze sztandary! Czekam wciąż na Kobietę, dla której proza Bułhakowa, muzyka
      Góreckiego, nocne rozmowy eschatologiczne będą ważniejszym priorytetem, niż
      służalcze opieranie (za przeproszeniem) gaci. Od tego jest, jak wspomniałem,
      pralka.

      Dlaczego tak łatwo się godzicie na "chama, byle pana"... (?)
      Tymczasem... boicie się choćby trzydziestoletnich artystów ("stary dzieciak"),
      którzy tkwią może i w swych iluzyjnych wizjach, ale nie będą wymagać,
      oczekiwać, czy żądać ciepłego obiadku, zacerowanych skarpet. Tak Was przeraża
      opowiadanie o impresjonistycznym malarstwie choćby, że... w końcu i tak
      wybierzecie "takiego, jakiego mają wszystkie: beka, pierdzi i chla, ale chodzi
      do roboty od szóstej do piętnastej i nie rozmawia o ptaszkach i chmurkach."

      Koniec kontrowersyjnej... prowokacji. :-)
      • Gość: baba Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? IP: *.acn.waw.pl 30.01.04, 18:04

        Mam zero tolerancji wobec picia, brania i innych bab, ale to przeciez
        oczywiste, wiekszosc kobiet tego nie toleruje.
        Dla mnie warunkiem sine qua non jest realizm wobec spraw materialnych i
        poczucie odpowiedzialnosci w tej dziedzinie, co nie oznacza, ze chlop ma byc
        jej jedynym zywicielem czy ze zostanie z domu wyrzucony, gdy robote straci.

        Po prostu nie do pomyslenia jest utrzymywanie domu i meza artysty, ktory
        ostatnie dzielo sprzedal pol roku temu, ale ciagle pracuje nad czyms wielkim.
        Albo bezrobotnego 2 lata, bo wszystkie oferty sa ponizej aspiracji.

        W ogole nie wchodzi w gre wylaczne zajmowanie sie domem, gdy oboje pracujemy
        tyle samo i podobnie zarabiamy, jak to u mojej ciotki bylo, a jeszcze ciotka
        byla dumna, ze sobie tak swietnie sama daje rade, a obrazala sie na Mame
        znaczaco postukujaca sie w czolko.

        I ostatnie ale bardzo wazne- tematy do rozmowy- nie wytrzymalabym z facetem, z
        ktorym nie byloby o czym gadac, co nie znaczy, ze prowadzimy z chlopem
        dwuosobowy salon artystyczny. Mysle, ze wiekszosc forumowiczek wie, o czym
        pisze.

        Pzdr
    • Gość: Zawodowiec ale ty szukasz dziury w całym IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 18:04
      podejdz do zycia bardziej na luzie
      • Gość: Triss Merigold Nie dyskutuję z Tobą chłopcze IP: *.acn.waw.pl 30.01.04, 18:09
        Nie mam o czym rozmawiać z ludźmi, którzy nie czytają dla przyjemności i dla
        których najbardziej liczy się kasa.
        • Gość: Zawodowiec ooo to moze zglosze sie do ciebie ze swoja dys.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 18:12
          nauczysz mnie pisac:) dziewczynko
        • Gość: Zawodowiec a tak w ogole lubie artykoly naukowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 18:14
          lubie czytac o wszelkich nowinkach o wszelkich odkryciach w medycynie itp.
          ale jednak o medycynie najwole bo licze ze moze kiedys uda nam sie zatrzymac
          proces starzenia sie:))))))

          wiec madry jestem
    • Gość: rusałka Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? IP: *.pl / *.one.pl 30.01.04, 18:41
      przeszkadzają:
      -róznice światpoglądowe na poziomie fundamentalnym
      -poglądy polityczne-podobnie
      -róznica poziomów (wiele można znieść, ale dluższe przebywanie z prostakiem
      który nie rozumie dziennika telewizyjnego byloby chyba niewykonalne)
      -alkoholizm-dziękuję, pomoże jedynie terapia
      -różnica temperamentów-jak zbyt duża, rozmowa nie pomoze, ale mozna sie
      starać;)
      poza tym różnice typu: jeden oszczędza na drogie meble a inny na wyjazd do
      Mongolii. różnice priorytetów,powiedziałabym, bo nie chce
      powiedziec "wartości".chociaż to można podciągnąć pod światopogląd:)))
      pzdr
      • Gość: pola a ja nie będę wbijać gwoździ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 20:25
        w ścianę, nie dlatego, że jest mi lub nie jest do twarzy z młotkiem, tylko
        dlatego, że gdyby mój kochany zauważył, że to robię, to prawdopodobnie
        musiałabym robić to, już przy każdej nadarzającej się okazji ;). Otóż moim
        zdaniem, błędem większości kobiet jest wychodzenie z założenia "potrafię zrobić
        to sama" i wyręczania tym samym naszych Panów od wykonywania pewnych prostych i
        nieskomplikowanych czynności. Jasne, że potrafię wbić gwoździa - tylko po co.
        Nie chcę żeby moje słoneczko grzebało coś przy pralce i nie życzę sobie również
        wbijać gwoździ w ścianę. Pokaż facetowi raz, że potrafisz to zrobić sama, a już
        możesz być pewna, że zawsze bądziesz robić to sama. A przy okazji obierasz Mu
        te, jakże bezcenne chwile radości, kiedy to może poczuć się "taki nieodzowny i
        niezastąpiony" :))) A poważnie, nie wyobrażam sobie życia z tępakiem nie
        potrafiącym zająć określonego stanowiska w dyskusji, nie ciekawego świata,
        który na urlopy wyjeżdża na Wyspy Kanaryjskie, nie wyszukującego nowej fajnej
        muzyki, nie potrafiącego radzić sobie w życiu, nie potrafiącego skleić
        poprawnie zdania po polsku, małostkowego i bez poczucia humoru. Na szczęście
        póki co, ten problem mnie nie dotyczy.
        • zdzichu-nr1 Re: a ja nie będę wbijać gwoździ 30.01.04, 22:34
          Gość portalu: pola napisał(a):

          > A poważnie, nie wyobrażam sobie życia z tępakiem /.../ który na urlopy
          > wyjeżdża na Wyspy Kanaryjskie

          A co to Ci przeszkadza????
        • kamileko5 Re: a ja nie będę wbijać gwoździ 25.04.14, 18:33
          Tak naprawdę świat jest pełen dziewczyn i kobiet nie wychodzących za mąż z
          miłości. Często, aby podtrzymać swoje dobre samopoczucie, wmawiają sobie że to
          miłość.
          A z reguły bywa to:
          strach przed samotnością
          presja środowiska i dostosowywanie się do norm ogólnie istniejących
          przekonanie, że tzw. stara panna to jednostka ułomna i niepełnowartościowa, co
          zresztą otoczenie daje odczuć
          pragnienie wyrwania się z toksycznego domu rodzinnego
          itp
          o tzw. wpadkach nie wspominając.

          Przy takiej motywacji naprawdę trudno o refleksję na temat różnic. Bierze się
          to, co sie nadarzy, z dobrodziejstwem inwentarza, a potem najwyżej narzeka. Ale
          narzekanie też jest wpisane w tę konwencję, toteż na ogół nic z niego
          konstruktywnego nie wynika.


          ---

          ursynow24
    • summa Re: Drobne różnice - ile można zaakceptować? 31.01.04, 15:56
      Tak naprawdę świat jest pełen dziewczyn i kobiet nie wychodzących za mąż z
      miłości. Często, aby podtrzymać swoje dobre samopoczucie, wmawiają sobie że to
      miłość.
      A z reguły bywa to:
      strach przed samotnością
      presja środowiska i dostosowywanie się do norm ogólnie istniejących
      przekonanie, że tzw. stara panna to jednostka ułomna i niepełnowartościowa, co
      zresztą otoczenie daje odczuć
      pragnienie wyrwania się z toksycznego domu rodzinnego
      itp
      o tzw. wpadkach nie wspominając.

      Przy takiej motywacji naprawdę trudno o refleksję na temat różnic. Bierze się
      to, co sie nadarzy, z dobrodziejstwem inwentarza, a potem najwyżej narzeka. Ale
      narzekanie też jest wpisane w tę konwencję, toteż na ogół nic z niego
      konstruktywnego nie wynika.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka