am_i_lucky
23.12.09, 17:21
święta powinny być czasem radości i spokoju, ALE
u mnie w domu przedświąteczna gorączka zaczyna się co najmniej 2 tygodnie
przed- wtedy moja mama zapada na tzw. sprzątawicę- myje okna (W te największe
mrozy), poleruje kieliszki, trzepie dywany itd, bo musi być czysto na święta
(dodam, że jest pedantką, więc generalnie dom lśni na codzień).
tydzień przed pojawiają się natomiast nerwy związane z gotowaniem (pomocy w
kuchni nie przyjmuje, bo ona wie jak zrobić najlepiej, a inni się tylko plączą
pod nogami). upiekła 8 makowców, zrobiła 2 inne ciasta, przygotowuje wigilię z
12 potraw. I jęczy niemiłosiernie i zarzeka się, że to ostatnie święta, bo
przecież to niepodobne, żeby tyle roboty (i tak odkąd pamiętam, czyli od zawsze).
pewnie, że domowe pierogi i uszka są lepsze, ale już bym wolała żeby je
kupiła, byle tylko mieć trochę świętego spokoju, a nie wysłuchiwać tego
lamentu non stop.
Czy to taka polska przypadłość, żeby się umartwiać?! PO CO to komu?