twojabogini
05.01.10, 13:52
Jestem po rozprawie z powództwa eks-męża o obniżenie alimentów na
rzecz mojego syna. Sąd uznał wskazane przeze mnie koszty utrzymania
dziecka za uzasadnione i realne - po czym obniżył udział mojego eks
męża w utrzymaniu dziecka z 1/3 do 1/4. W ustnym uzasadnieniu wyroku
padł między innymi argument, że urodziło mu się kolejne dziecko. Sąd
przyjął do wiadomości, że eks nie kontaktuje się moim dzieckiem, nie
widuje go, nie pomaga w opiece nad nim, nie kupuje mu prezentów
itp. - a to też są formy spełniania obowiązku alimentacyjnego. Zatem
sąd obarczył mnie około 90 % obowiązków rodzicielskich, pouczając
jedynie ojca, że powinien podjąć starania, aby zarabiać więcej.
I tak nie egzekwuję alimentów, więc czy to jest 35% od zera, czy 25%
od zera - nie robi mi to różnicy. Jednakże taka refleksja - gdzie ta
słynna feminizacja sądów? Jak rozumiem, jeśli ja z kolei zdecyduję
się na dziecko z moim mężem, mogę pójść do sądu i poprosić o
podwyżkę alimentów eks męża, bo juz nie stać mnie na dziecko z
poprzedniego związku?