kora3
23.01.10, 11:40
Qrczę, moze ja marudze, ale jakos tak nie misci mi sie w głowie
takie zachowanie.
Otóz, siedzę chora w domu. Juz mi lepiej, ale nie jestem jakoś
bardzo otwarta na wizyty. Wiadomo jak to chory czlowiek:) Dodatkowo
jest sobotnie przedpołudnie, a ja nie tak dawno spod prysznica.
Czytam sobie forum i pisze na nim, az tu nagle słysze walenie do
drzi. Nie pukanie, WALENIE, cos jak na filmach o wojnie, "grzeczne
pukanie" gestapo dp drzwi konspirujacych. Ki diabel myslę. No, ale
moze jakiś rachunek za wode ktos przybiósł, moze sie u sąsiadów cos
stało, pozar powódź nie daj Bóg i potrzebuja pomicy. Podchodze pod
drzwi i sylsze takie samo walenie do sasiadów. Otworzyli. Jakas pani
się przedstawia, ze nakieterka i tylko kilkanacie minut zajmie.
Sąsiedzi sie nie decyduja, bo wychodzą wlasnie, głosno mowią, to
slyszę. Pani wraca do moich drzwi i znów zaczyna walic "Proszę
otworzyć, wiem, ze ktos jest w domu" i ak z 3 razy, az poszła
wyżej, uprzednio komentujac "No co za ludzie"
Domyslam sie, ze słyszala, ze ktos jest, bo mam właczoną muzykę, ale
czy ja jestem zobowiazana otworzyć? No chyba nie.
Nie ejstem taka straszną zołzą:) Gdybym nie byla chora i sama iraz
miala czas to pewnie bym jej otworzła, zaprosila na kawe i
odpowiedziala na jej pytania, bo czemu nie. Ale zakatarzona i
zacrypnieta, z prawie mokrą jeszcze głową po prysznicu, w szlafroku
nie mam ochoty ani podejmowac takich gosci, ani gadac z nimi na
korytarzu.
wiem, ze ma taką prace, rozumiem, ze chodzi i pyta, ale zeby tak się
tłuc i wrecz domagac otwarcia to chyba przesada?
Uhhhh wygadalam sie i już mi przeszła zlosc :)