tomekwro1
31.01.10, 12:29
Witajcie! Mam problem z żoną, która od ponad roku nic nie robi,
bo "zajmuje się dzieckiem". Wszystko spoczywa na mojej głowie i
jestem już wykończony, bo dzień w dzień wstaję o piątej rano, a
zasypiam po północy. Rano muszę przygotować śniadanie, po drodze z
pracy robię zakupy, a w domu obiad, do tego dochodzi pranie,
sprzątanie i tak dalej, same wiecie. W związku z pracą tylko co
druga niedzielę mam wolną, ale schodzi ona na większe sprzątania,
przygotowywania jedzenia na cały tydzień, naprawy. Żona nie pomaga w
niczym, odmawia nawet drobnej pomocy.
Dziecko jest zdrowe i do tej pory głównie spało, żona w tym czasie
siedzi i się na nie patrzy. Praktycznie spędza na tym całe dnie.
Oprócz tego, jak dziecko nie śpi, to chodzi z nim po pokoju, albo
karmi piersią. Nie gotuje nic dziecku.
Większośc jej koleżanek i przyjaciółek przestała przychodzić, bo
żona nigdy niczym nie poczęstowała, jest nierozmowna i kiedy są
goście to "zajmuje się dzieckiem". Jej koleżanki, które mają dzieci
w podobnym wieku jakoś mogą się zająć domem, niektóre już wróciły do
pracy.
Wszystkie próby rozmów czy to z mojej strony czy jej rodziców czy
znajomych kończą się jej obrazą i uciekaniem do pokoju z dzieckiem i
zamykaniem się tam. Ostatnio nawet przestała otwierać drzwi, jak
ktoś dzwoni - teściowie zrobili mi nawet awanturę, że ją nastawiam
przeciwko nim! A to nieprawda.
Dodam, że żona ogólnie się zapuściła, nie była u fryzjera ani
kosmetyczki od czasu, gdy się dowiedziała, że zaszła w ciążę. Nie
korzysta z internetu, nie ogląda telewizji. Myje się szybko i zawsze
z synkiem w łazience, nie zostawia go nawet na chwilę. Mi jest
bardzo przykro, bo żona panikuje, gdy np. chcę wziąć małego na ręce -
wyrywa go, krzyczy, że go upuszczę i potem ucieka do pokoju i
zamyka się na klucz. Nie sypiamy już ze sobą od czasu gdy żona
zaszła w ciążę, bo stwierdziła, że to źle dla dziecka. Mniej więcej
od tego czasu się zmieniła - przedtem interesowała się wieloma
rzeczami, czytała książki, chodziliśmy razem do kina czy restauracji.
Czytałem już parę podobnych wątków na forum i próbowałem dotrzeć do
zony na kilka sposobów. Prośby, próby poważnych rozmów z mojej
strony, jej rodziców, znajomych - fochy, obraza, ucieczka do
łazienki lub pokoju. Kupiłem jej kwiaty albo prezent - okazała słabe
zainteresowanie, a raz jak wydało się jej, że dziecko płacze, to po
prostu rzuciła je na podłogę i pobiegła sprawdzić i tak zostały.
Wszystkie própny pieszczot, pocałunków powodują, że robi się
niespokojna, wykręca się i ucieka do dziecka, bo "płacze" (mimo, że
dziecko nie płacze).
Już nie wiem, co mam robić, w pracy idzie mi coraz gorzej, bo jestem
wiecznie zmęczony i niewyspany i mogę liczyć się ze zwolnieniem.