Gość: opuncja
IP: *.pl / *.one.pl
11.02.04, 15:27
jestem matką 2,5 rocznego syna. moje dziecko jest efektem przerwy w
tabletkach, choć staralismy sie uwazać. kiedy wpadlam, mialam 24,5 lat,
skonczone studia, on 28, pracę... nie chcialam tego dziecka, ale pech chcial
ze po wpadce dostalam okres 2 razy jak w zegarku, nie wiedzialam więc ze
jestem w ciąży, a potem było za późno na odkrecanie sytuacji. zreszta mój
chłopak na wieść o moim stanie bardzo sie ucieszyl(co mnie, szczerze mówiąc,
mocno zdziwilo) i caly czas mówil, jak to dobrze będzie, poradzimy sobie
itd. ja czulam wewnętrzny bunt i lęk przed ta ciażą, ale wszyscy wkolo
wpajali mi ze te obawy sa normalne, ze jak pojawi sie dziecko, automatycznie
je pokocham itd.
ciaze wspominam jak koszmar. w koncu, za pomoca oplaconego cesarskiego
ciecia przyszedl na swiat Dominik. po porodzie 2 miesiące bylam w depresji,
wlasciwie malym zajmowala sie moja matka (mieszka blisko naszego
wynajmowanego mieszkania), przynoszac mi go tylko do karmienia. karmienie
wytrzymalam 4 miesiace, potem przestalam. zajmowanie sie niemowlakiem bylo
ponad moje sily, w nocy nie spal, ciągle plakal. kiedy maly mial 6 miesiecy,
rozstalismy sie z ojcem dziecka, on nie chciał, ale ja miałam dość, miałam
bo niego żal że namówilmnie zebym urodzila. wróciłam do rodziców.
ja zmęczona sfrustrowana, rozgoryczona, zła. rodzina do mnie, ze nie mam
cierpliwości, ze co to za matka itd. Każde pól godziny spedzone bez dziecka,
wyjscie do miasta, do kolezanki było dla mnie luksusem. Tak minął kolejny
rok. gotowanie pranie sprzątanie,obsrane pieluchy, wymioty lekarze noce
nieprzespane. w wieku 1,5 roku oddalam dziecko do złobka (rodzina
protestuje).Zaczełam szukać pracy. Bezskutecznie. dzieciak, przy dziadkach
niby spokojny przy mnie wrzeszczy,usiłuje mnie bić, w końcu pierwszy raz
dostaje w dupsko. uświadamiam sobie, że po takim czasie jużchyba powinnam go
kochać, ale tego nie czuję. na dzwięk jego płaczu ogarnia mnie złosc.
rok temu ojciec mego syna stracil pracę. od tej pory Dominik spędza z nim
większosć dnia, czasem u niego śpi. dociera do mnie, że chociaz sie
starałam, choć przez 2 lata wierzyłam, że mogę być dobrą matką - po prostu
się do tego nie nadaję. Wyluzowałam. Pogodziłam sie z tym, ze staje sie w
życiu mego syna postacią drugoplanową i raczej negatywną. od marca idę do
pracy, nie mogę siejuż doczekać. pół dnia bez dziecka no i jeszcze na
opiekunkę zarobię (ojciec młodego też niebawem zacznie pracować).
Apo co to wszystko piszę? dla kobiet, które podobnie,jak ja pochopnie i bez
przekonania decydują się na dziecko. Do kobiet, którym otoczenie wmawia
cudowne działanie "instynktu macierzyńskiego" który jakoś u mnie sie nie
pojawił. do kobiet, które uwierzyły, że "jakoś to będzie", a teraz sa
nieszczęśliwe. Gdybym wiedziała, że TAK będzie, usunęłabym ciązę. Każdego
dnia żałuję, że tego nie zrobiłam. tęsknię bardzo za moim dawnym życiem.
Wiem, to moja wina, że uległam presji otoczenia. Teraz już nic zmienić sie
nie da. ale mogę przynajmniej kogoś ostrzec.
Być może część z was pomyśli ze to wymyślona, nieprawdziwa historia,
niesmaczny żart. Też wolałabym, aby tak było...
a teraz rzućcie się na mnie i pożryjcie żywcem.
opuncja
PS. by uprzedzić ewentualne domysły: nie mam patologicznej rodziny, matka
mnie kochała, nikt nie bił, mam dwóch młodszych braci.
gdybym wiedziała, że TAK to będzie, usunęłabym ciązę. Każdego dnia
żałuje,ze tego nie zrobiłam.