edziakrys
15.02.10, 18:08
Jesteśmy małżeństwem od 3,5 roku. Wiosna rok temu wrócilismy z emigracji. mamy
2,5 letnią córkę i 11 tygodniowego syna. jak dotąd wszystko było ok, nasze
ewentualne spory rozwiązywalismy szybko i bez kłótni. Tym razem jest inaczej...
Mąż nie ma rodziców, ojciec umarł wczesnie, matka piła i odeszła do faceta
kiedy był mały, cztery lata temu zmarła. Wychowywały go siostry.
Nie potrafi rozmawiać, i tu leży problem. Nie odzywa się do mnie od tygodnia,
nie pomaga mi, przesiaduje po pracy przy komputerze i gra. Próbowałam z nim
rozmawiać ale nie da się. Mam małą uprawę grzybów i o to wszystko poszło. OK,
przyznałam że zawaliłam, ale ja też mam prawo być zmęczona (kryzys laktacyjny
trzeciego miesiąca, dzieci, prace domowe...) a on miał pretensje że wrócił
o22.40 a w piecu wygasło... Czy to normalne?! Mam ochotę wsiąść do auta i
wyjechać nie mówiąc dokąd. Może powinnam... To jest chora sytuacja, mieszkamy
u rodziców, oni też widzą co się dzieje i niestety komentują. Czuję że jak tak
dłużej będzie to zwariuję!!!