adam-owa
01.04.10, 09:55
Witam serdecznie wszystkich, piszę pierwszy raz. Sprawa nie jest może
wagi życie i śmierć, ale dość męcząca. Krótko - nie mam ochoty jechać
na święta do teściowej. Na samą myśl rzygać mi się chce. Ale
mieszkamy jakieś 60 km od niej więc niby głupio w święta się nie
zobaczyć, dodatkowo moi rodzice mieszają koło niej a do nich mamy
ochotę jechać. Co roku obiecujemy sobie (mąż też) że tam nie
pojedziemy i co roku przed swiętami mamy wyrzuty. Więc jedziemy tam
znowu, męczymy się i wracamy chorzy. Teściowa jest w typie "nikt mnie
nie kocha, dlaczego tak szybko jedziecie, czy my się jeszcze kiedyś
zobaczymy itd" Sytuacji opisywać nie będę bo to nadaje się na
książkę. Po prostu lubi nami porządzić i zaplanować nam czas:)Nie
należymy do tych co się dają więc zawsze jest awantura. Poprzednie
swięta też się skończyły obrazą.....a z drugiej strony to samotna i
nieszczęśliwa kobieta. I bądź tu mądry....