claire_fraser
13.07.10, 21:46
Czasami czytam to forum, często trafiam na wątki ludzi, którzy
przeżywają ciężkie chwile...
Opowiem wam w skrócie o sobie, dla przykładu, że los się odmienia, o
ile zrobi się pierwszy krok :)
Żyłam życiem którego nie znosiłam:
Miałam faceta, od którego byłam uzależniona emocjonalnie, a który
wykorzystywał ten fakt i traktował mnie jak szmatę.
Miałam pracę, której szczerze nie znosiłam i tysiące kompleksów
które pielęgnowałam od zawsze. Nie widziałam wyjścia z tej sytuacji,
ba, nawet nie podejrzewałam, że mogłabym żyć inaczej...
Półtora roku temu, w wieku 34 lat, preżyłam życiowy kryzys:
Mój pijany facet wsiadł do samochodu, a kiedy chciałam go zatrzymać,
potrącił mnie i odjechał. Straciłam czucie w nogach, lekarze mówili,
że nie będę już chodziła. Odszedł ode mnie w walentynki, miesiąc po
wypadku, na dwa miesiące przed moją zaplanowaną poważną operacją.
Przeszłam operację, po której przez trzy miesiące nie mogłam
chodzić, przez kolejne dwa uczyłam się tej sztuki, sama...
Straciłam pracę, wpadłam w mega depresję, straciłam wiarę w
siebie... bolało wściekle, nie była dnia w którym bym nie płakała z
żalu, upokorzenia, samotności, strachu i bólu - fizycznego i
psychicznego... Qrcze, nie miałam myśli samobójczych, ale cholernie
zazdrościłam tym którzy już nie żyją i nie muszą radzić sobie z
emocjami...
Mój lekarz ortopeda, na kontroli, widząc co się ze mną dzieje,
wysłał mnie do psychiatry. Dostałam leki i skierowanie do
psychoerapeuty.
Mój ortopeda uratował nie tylko moje nogi ale również duszę :)
Zaczęłam terapię, dużo czytałam, pracowałam nad sobą.
Powoli, cholernie powoli, uczyłam się kochać siebie i akcepować
swoje życie.
Dziś mogę sama chodzić, wiem co chcę robić w życiu zawodowym,
skończyłam szkolenia, przygotowuję się do wykonywania nowego zawodu
i poznałam wspaniałego faceta, któremu nie przeszkadza moja
zniekształcona figura i od którego oczu nie mogę oderwać :)
A mój ex kilka dni temu przyjechał, żeby jak to określił, ustalić
warunki jego powrotu, bo jego wymagania się zmieniły... Wiecie,
jeszcze rok temu oddałabym wszystko, za tą chwilę...
A pół roku temu nie miałabym odwagi żeby odmówić...
Odpowiedziałam szczerze, z głębi serca NIE. Na pytanie dlaczego,
odpowiedziałam że jestem dorosła i nie muszę się mu tłumaczyć ze
swoich decyzji...
WIerzę, że wszystko co przeszłam było mi potrzebne, abym umiała
uratować siebie...
Życzę wszystkim na życiowym zakręcie happy endu i cierpliwości :)