kunegunda123
31.08.10, 12:58
tak sobie przeczytalam ten watek o tym czy mozna byc szczesliwym samemu i
naszlo mnie kilka refleksji.
jestem normalna przecietna Polka, ktora miala okresy zadeklarowanego
singlostwa (w czasach studenckich, kiedy czlowiekowi sie wydawalo ze zawsze
bedzie mlody a zycie trwa wiecznie). jako normalna przecietna dziewczyna
pomimo tego okresu singlostwa zawsze w glebi serca chcialam miec kochajacego
meza, dzieci i domek z ogrodkiem i gleboko wierzylam ze tak kiedys bedzie.
teraz kiedy niedawno minela kolejna rocznica moich narodzin, a ostatni dwaj
faceci, z ktorymi sie spotykalam okazali sie potwornymi, glupimi mendami
zaczelo cos mi switac, ze moze znajde wartosciowego czlowieka do wspolnego
zycia a moze nie. co wiecej wyjscie za maz nie oznacza przeciez szczesliwego
zycia z automatu (patrz forum 'brak seksu w malzenstwie' oraz 'rozwod i co
dalej...' a nawet FK ;)) co sugeruje nieco tytul watku 'czy mozna byc
szczesliwym samemu'. tak jakby singielstwo vel
staropanienstwo/starokawalerstwo oznaczalo zycie w nieszczesciu a malzenstwo
rownalo sie ze splynieciem wszelkich 'łask boskich'.
pointa: no wiec te dwie mendy, ktore ostatnio spotkalam uswiadomily mi bardzo
mocno i dobitnie ze bycie stara samotna singielka z kotem, ale tez wlasnym
mieszkaniem i pokazna sumka na koncie (w moim przypadku calkiem realna wizja;)
za pare latek oczywiscie) nie jest absolutnie takim zlym losem. moglam
przeciez narobic sobie dzieci z facetem, ktory zalegal non-stop przed kompem
hodujac sobie brzuch, nie pracujac i majac sklonnosci do chorobliwego
klamania, hazardu i zlodziejstwa (pan nr 1). moglam latac i splacac jego
dlugi, obrabiac dom i dzieci, utrzymujac caly ten bajzel na kolkach, ktory
niewatpliwie bym z tym panem stworzyla. moglam przeciez spotykac sie dalej z
panem nr 2, ktory niebezposrednio i calkiem sprytnie dreczyl mnie psychicznie,
obnizyl mocno poczucie mojej wlasnej wartosci i nieco oglupil (podobno jego
byla laska tak go dreczyla jak on mnie no i rozumiecie dziewczyny, chlopaczyna
musial jak to okreslil 'wykrecic gabke', na mnie oczywiscie).
tak wiec dwa ostatnie doswiadczenia 'zwiazkowe' choc byly okropne i swego
czasu przysporzyly mi sporo bezsensownego cierpienia okazaly sie jednak
'eurekami' mojego uczuciowego zycia. dopiero teraz zrozumialam jak idiotyczne
sa pytania w stylu 'czy mozna byc szczesliwym samemu'. dla wielu z was moj
post bedzie suma banalow, ale niektorzy Polacy dopiero madrzy po szkodzie sa;)
pozdrawiam;)