nick.na.1
04.09.10, 17:28
okropnie. ostatnio myśli tego rodzaju dosłownie paraliżują moje życie. często
jestem roztrzęsiona, zdenerwowana, smutna...
mam ćwiartkę na karku, ponad 3 lata temu wyprowadziłam się z domu. najpierw
oczywiście mieszkania studenckie, później zamieszkałam sama. bardzo
odpowiadało mi życie singielki, bo żyłam z nadzieją, że z czasem jednak pojawi
się w moim życiu jakiś facet, że zamieszkamy razem...
tak się niestety nie stało, i powroty do pustego mieszkania od pewnego czasu
bardzo mnie przygnębiają. smutno mi jeść samej śniadania, obiady i kolacje,
smutno mi samej siedzieć w domu, i choć staram się żyć aktywnie, nie da się
tego uniknąć. co z tego, ze mam fajną pracę, dodatkowe studia, że chodzę na
ciekawe kursy? pewnie, to nie jest tak, że myślę o tym 24h/dobę, bo często nie
mam na to czasu, ale obiektywnie - nie potrafię docenić wielu rzeczy, bo przez
to, że jestem sama- czuję się gorsza.
w grupie znajomych - same pary, cudowni przyjaciele, ale pary, więc wszystkie
spotkania, to zawsze x+1, gdzie x jest liczbą parzystą, a 1 to ja. męczy mnie
to, i czasem po prostu wolę zostać w domu, a to do niczego dobrego nie prowadzi.
dodatkowo mieszkanie samej zaczęło mnie też męczyć z innego powodu-
samodzielność zaczęła mnie chwilowo przerastać, choć do tej pory radziłam
sobie świetnie (i - uprzedzając pytania- nie jest to kwestia problemów
finansowych; po prostu to, że muszę wszystko SAMA- zakupy,
sprzątanie,gotowanie, mycie okien, szorowanie podłóg, pranie, rachunki, itd.
mnie męczy- bardziej psychicznie niż fizycznie.)
i boję się, że tak będzie już zawsze, i że któregoś dnia nie będzie obok mnie
nikogo. moi rodzice nie są już najmłodsi (bardzo mi z różnymi rzeczami
pomagają, ale mają swoje lata), przyjaciele coraz więcej czasu spędzają ze
swoimi połówkami, spotykamy się oczywiście,ale każdy przecież ma swoje życie.
przez moment wpadłam nawet w jakąś paranoję- odrzucałam pomoc innych, bo
stwierdziłam, że
przecież muszę liczyć tylko na siebie- ABSURD.
było dobrze, ale ostatnio coś ewidentnie we mnie pękło. zaczęłam nawet
poważnie myśleć o powrocie do rodziców, ale przecież to nie jest żadne wyjście...
już nie jestem szczęśliwą singielką sprzed 3 lat, tylko dziewczyną ze smutnymi
oczami. w ogóle nie umiem sobie z tym poradzić...staram się, ale niestety coraz
częściej nie wychodzi.
czy wizyta u psychologa może mi pomóc?
liczę na jakieś mądre słowa.
n.