Gość: Desperado
IP: *.icpnet.pl
05.04.04, 19:54
Mam 30 lat, żonę, 3 - letnie dziecko, 120 metrowe super mieszkanie,
praktycznie zero problemów finansowych, niezły samochód i.... Hmmm.... Moja
żona jest moją najlepszą przyjaciółką - ale TYLKO przyjaciółką. Może kilka
zdań wstępu: na pierwszym roku studiów poznałem dziewczynę - marzenie każdego
faceta: 175 cm wzrosu, idealna figura, blond wlosy, super biust - rewelacja:
nie było faceta, który nie obejrzałby się za nią na ulicy. Przez prawie 5 lat
razem mieszkaliśmy - powiem krótko: sex z nią to był obłęd. Nigdy w życiu
wcześniej ani później już nie przeżyłem czegoś tak wspaniałego: parafrazując -
ANAL, ORAL i DEKORAL:) Czuły, gorący, mocny, czasem dziki, zawsze namiętny,
w różnych miejscach i o różnej porze - długo mógłbym pisać: uwierzcie - nie
sądzę, że jest coś, czego z nią nie robiłem - a wiem co mówię. Po 3 dniach
niewidzenia się kolejne 3 dni nie wychodziliśmy z wyra... Nie była moją
pierwszą - do 20 roku życia mieszkałem w miejscowości letniskowej i siłą
rzeczy każde wakacje od 15 roku życia przynosiły nowe doznania... NIGDY nie
było jednak tak jak z nią. Związek z nią nie był idealny - szczerze mówiąc
był hmmmm.... dziwny... ja prałem, sprzątałem, gotowałem, pracowałem
studiując. Ona z reguły dbała o siebie - nie miałem o to pretensji: jak się
chce mieć super babeczkę w domu itd. - tak wtedy myślałem. Choć muszę być
szczery - bardzo dużo mi pomagała. Ale mieliśmy dokładnie takie same
charaktery - byliśmy bardzo zaborczy w stosunku do siebie i ... zazdrośni ...
o nic : bez sensu - było mnóstwo kłótni - dziś, patrząc z perspektywy czasu
to były kłótnie praktycznie o nic - o pierdoły. Ale wtedy doprowadzały do
absurdu - co 3-4 miesiące rozstawaliśmy się na kilka dni / tygodni / ze 2
razy może na 2 miesiące. Potem przez przypadek spotykaliśmy się gdzieś na
mieście, w dyskotece, na uczelni - praktycznie bez słowa szliśmy do łóżka
i .... było po staremu. Pod koniec 5 roku studiów nie wytrzymałem ciśnienia -
miałem serdecznie dość tej huśtawki nastrojów: kiedy było super to byłem w
7777777 niebie - a jak było dno, to do końca. Rozstaliśmy się - jak to zwykle
bywa: po imprezie, pod wpływem alkoholu, w kłótni. Żeby wszystko było jasne -
to nie była tylko jej wina: oboje byliśmy winni. Chyba - tak dziś myślę -
hormony grzały nam w głowach i nieźle mieszały. BOŻE! Dziś umiem w sytuacjach
konfliktowych spotkać się "gdzieś po środku".... Ano... Wtedy działaliśmy na
siebie jak proch i iskra - byle gówno i wybuchaliśmy - kochaliśmy się chyba
za bardzo. Tego jestem pewien. Oki. Odszedłem. Poznałem dziewczynę - 4 lata
starszą. ładną, zadbaną, przeciwieństwo charakterologiczne mojej byłej -
spokojna, zrównoważona, dziś jak widzę - bez spontaniczności. Jestem 6 latach
po ślubie - jak jest? Mam uprasowane, posprzątane, ugotowane, moja żona jest
najlepszą matką jaką mogę sobie wyobrazić, przy okazji jest zajebiście
atrakcyjna kobietą, mogę z nią pogadać, obowiązki domowe dzielimy razem
(każdy ma swoją działkę), jest osobą bardzo odpowiedzialną - naprawdę: super
żona - teraz uwaga: to ona zarabia mnóstwo kasy (sic!) - mam praktycznie to
co chcę - najnowsza komórka, audio, komputer, samochód, ciuchy, kosmetyki
i ... żadnych uwag z tego powodu - traktujemy to normalnie - tak się ułożyło,
że to ona trzepie kasiorę. I teraz sedno sprawy - praktycznie zero seksu - o
jakości to ja nawet nie będę pisać: nie ma o czym. ZERO. Szybko, po bożemu,
po ciemku pod kołdrą, Już przed ślubem (znaliśmy się prawie rok, ale
widywaliśmy się raz w miesiącu na 3 - 7 dni: odległość) nie było ciekawie,
ale powiedziałem sobie - oki: z biegiem czasu... itd., itp. Kochamy się -
jeśli można to tak nazwać - raz na 3 (?) może - miesiące. Były rozmowy,
koronkowe bielizny, kolacje przy świecach - nic to nie daje. Kulawy nie
jestem, prysznic biorę raz dziennie, zęby mam wszystkie oki - z pyska mi nie
zionie hehe - ehhh..... Poza łóżkiem każdemu życzę takiej żony. Na co dzień
nie mogę się na przykład do niej przytulić, pocałować - od razu lód,
sztywnieje. Pytałem nie raz co jest - odp. "wydaje ci się". Spina się od razu
strasznie. Odpuszczam. I co? Ano to co bohater "American Beauty" pod
prysznicem - ci co widzieli wiedzą o co cho... Inni niech obejrzą film. Boję
się - boję się, że spotkam jakąś babeczkę, zaiskrzy no i.... no i dalej życie
spłata jakiegoś figla. Po 6 latach przez przypadek (bo zmieniłem miejsce
zamieszkania - chciałem zerwać z przeszłością: wiecie ile mnie to kosztowało?
4 lata pracy w czasie studiów w zajebistej firmie - była kasa, był prestiż,
było niezłe stanowisko z możliwością awansu, była satysfakcja z wykonanje
roboty - splunąłem za siebie i .... odszedłem... żeby tylko o niej zapomnieć)
Smutne to życie. Aha - spotkaliśmy się: poszliśmy na kawę i.... zero emocji z
mojej i (chyba) jej strony. Dziś z zajebistym wykształceniem (2 fakultety)
gdzieś na prowincji zarabiam 830 brutto + 20% premii... Hehehe... Tak to już
jest. I.... generalnie jestem szczęśliwym facetem. Tylko od onanizowania się
bolą mnie ręcę. Samo życie. Oby was nigdy coś takiego nie spotkalo.
Pozdrawiam.