Dodaj do ulubionych

zostawiłybyście/zostawilibyście

21.02.11, 13:30
swojego partnera/ partnerkę w obliczu bardzo poważnej choroby albo kalectwa?

" dziwnym" trafem przeczytałam w ostatnim czasie 3 "artykuły" - akurat o KOBIETACH walczących z:
a) nowotworami - dosyć zaawansowanymi
b) "sporą "niepełnosprawnością po wypadku

I w wszystkich trzech przypadkach partner/mąż je zostawił i to już na samym początku, co więcej jakby tego było mało w 2 ww przypadkach dowali sprawę rozwodową z orzeczeniem o ich winie i odebraniu im praw rodzicielskich z pozytywnym skutkiem. Oczywiście wszystkie 3 były zszokowane postawą męża i twierdzą, że nigdy by się tego nie spodziewały bo on była taki porządny, wyrozumiały, kochający bla bla

Wywołało to we mnie refleksję.

i tak się zastanawiam:

Czy zostawiłybyście/ zostawilibyście partnera/ partnerkę w takiej sytuacji?
Czy bylibyście w stanie dalej tworzyć związek, czy też zaoferowalibyście jedynie przyjaźń, wsparcie a życie zaczęlibyście sobie układać z kimś innym.
Czy uważacie mężczyźni mają większą tendencję do porzucania kobiet w takich sytuacjach ?
Czy spodziewałybyście/ spodziewalibyście się takiego czegoś po swoim partnerze?
Czy uważacie, że to obowiązek w takiej sytuacji trwać w związku, gdy nie daje się sobie rady psychicznie, gdy się tego nie chce itd itd?

Wiadomo, że nie wiemy w 100% jak zachowalibyśmy się w takiej sytuacji. Wiadomo, ze to zależy od wielu innych czynników. Wiadomo, że nie wiemy co komuś w głowie siedzi. Ale tak czysto hipotetycznie.
Obserwuj wątek
    • triismegistos Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 13:37
      Ja nie tak dawno temu poznałam bardzo fajnego faceta. Nie było mowy o poważnym związku, teraz z resztą też nie ma. Miał poważny wypadek, nie było wiadomo co będzie dalej. Nie wymiksowałam się ze znajomości.
    • ursyda Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 13:38
      tak czysto hipotetycznie to nie
      ale ja często zapierałam się, że czegoś nigdy nie zrobię i potem te nigdy śmiało mi się w nos
      no ale to były lżejsze przypadki
      więc nie
    • jowita771 Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 13:45
      Nie bardzo rozumiem, rozwody były z czyjej winy orzeczone?
      Jeśli z winy pań, to chyba musiały czymś zasłużyć więcej, bo za samo kalectwo czy ciężką chorobę nikomu winy nie przysolą. Chyba, że sytuacja taka, jak ostatnio opisywała jakaś forumka, że mąż miał ją w poważaniu, wywijał numery, a teraz po zawale pani się zastanawia, czy ma moralne prawo pana olać. Jeśli te panie dotąd zachowywały się, jak ten pan, to teraz mąż bez względu na ich kalectwo, raka, czy co tam jeszcze ma prawo się wypiąć.
      Jeśli bohaterki niewinne, a tylko chore i mają zasądzony rozwód z orzeczeniem o swojej winie, to ja nie wierzę.
    • princessjobaggy Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 13:54
      Jesli pytasz czy zostawilabym partnera tylko z powodu zaistnienia takiej sytuacji, to nie, nie zostawilabym. Ale...

      Wiem, ze czesto osoby chore/po wypadkach staja sie nieznosne dla otoczenia i bardzo ciezko z nimi zyc. Drugie polowki bywaja zbyt slabe psychicznie, zeby poradzic sobie w takiej sytuacji. Z jednej strony musisz pomagac i wspierac swojego chorego partnera, a z drugiej - radzic sobie rowniez z wlasnymi emocjami. To ciezki sprawdzian uczuc. Moze sie okazac, ze nie byly tak silne, jak nam sie wydawalo. Poza tym kazdy czlowiek ma inne granice poswiecenia.

      Mysle, ze ogolnie mezczyzn uwaza sie za mniej sklonnych do poswiecen, ale to pewnie sprawa indywidualna.
    • kookardka Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 14:08
      A możewsz zalinkowac artykuły, na które się powołujesz ? Jakoś trudno mi uwierzyć,
      że sąd orzekł o winie tych kobiet z powodu ich kalectwa lub choroby.
      Poza tym, jeśli ludzie są ze sobą, bo chcą, kochają się, lubią, przyjaźnią a nie dlatego,
      że wegetują w układzie, który zawarli jakiś czas temu i nie bardzo wiedzą jak się z tego wyplątać, to taka sytuacja jest pięknym sprawdzianem faktycznego stanu rzeczy.
      Może, dopóki kobieta była na chodzie i zajmowała się swoim panem, jemu było wygodnie,
      a jak z powodu choroby jakość codziennej obsługi pana zmalała, do tego doszło trochę nowych obowiązków to po co mu taki balast - wygodniej mu się wymiksować ...
      wniosek z tego, że nie warto być niczyją służką, a liczyć można tylko na siebie ;)

      Nie umiałabym zostawić kochanej osoby z powodu choroby czy kalectwa, nie mieści się
      to w moim systemie wartości.
    • berta-live Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 14:15
      Ja bym pewnie nie zostawiła, natomiast sama bym chyba nie oczekiwała cudów, że mnie ktoś będzie pielęgnował czy chociaż dotrzymywał towarzystwa. Faceci zdaje się, nie żenią się po to, żeby mieć kłopot i dodatkowe zajęcie, tylko po to, żeby mieć rozrywkę i ewentualnie obsługę. Nic dziwnego, że w przypadku np choroby w rodzinie, dają nogę.

      A co do tego rozwodu z orzekaniem o winie, to też mi się wydaje mało prawdopodobne, żeby sąd jako winę uznał chorobę czy wypadek. Mam też podejrzenie, że nie jest to wystarczający powód, żeby w ogóle rozwód dostać, jak druga strona nie wyraża zgody. Ale nasze sądy to sprawiedliwe i niezawisłe, jedynie z nazwy, więc wszystko możliwe. Zwłaszcza jak pan mąż wynajął sobie skutecznego adwokata.
      Natomiast zastanawia mnie co taki ojciec powie dzieciom? Jak im wytłumaczy, że zostawił chorą żonę i zabrał jej dzieci? I jaki te dzieci będą mieć do niego stosunek?
    • zygfrytt same Matki Teresy 21.02.11, 14:34
      A poczytaj ich wypowiedzi w innych wątkach:
      w innych wątkach radzą kobiecinom dawać facetom kopa z byle błahego powodu, nawet jak nie takie upodobania kulinarne, czy zwyczaje, więc jak taki by sobie kręgosłup złamał w wypadku ile by przy nim zostało?
      Zakłamane dwulicowe hipokrytki.
      • mozambique Re: same Matki Teresy 21.02.11, 14:55
        hah! temat jakby skrojony dla mnie - !

        w zeszlym roku stanelam przed koniecznoscią powaznej operacji - z rokowaniami dłuuugiej rehabiltacji pooperacyjenj i z jakby nie bylo- ryzykiem - w kocnu operacja kregoslupa jest w grupie najwyzszego ryzyka

        i mój ówczesny ukochany mezczyzna stzrelil do mnie takim tekstem :
        "ponieważ nie wiem czy dalbym rade zostac przy tobei gdyby cos sie nie powiodło i zostalbys sparalizowana to proponuje abysmy rozstaili sie na ten czas ( operacja i rehabiltacja) i jak juz dojdziesz do sprawnosci po tym wszytkim to ja do ciebei wróce "

        i co , kochane kolezanki , powiedzailybyscie na takei dictum ???:)))))
        • ursyda Re: same Matki Teresy 21.02.11, 14:57
          czy już jesteś po rehabiliacji?
          możesz już go kopnąć w dupę bez nadwerężenia kręgosłupa?:)
          • kookardka Re: same Matki Teresy 21.02.11, 15:09
            z tego mogą być tylko same straty np mogą peknąć portki w kroku, szkoda portek ;)
          • mozambique Re: same Matki Teresy 21.02.11, 15:10
            sparwa byla ciekawsza - po tym dictum dlugo zbierałam szczeke z podłogi i nie wiedzialam czy to ja zwariowalam czy on ... dlugo nei moglam sie pozbierac
            psychicznie ciezko to przezylam ale mimo bólów dalam rade kopnąc owego pana z pierwsza predkoscia kosmiczną

            jzu jestem po operacji i rocznej rehabilitacji - przez któą przeszlam juz z nowym mezczyzxna przy boku :))) którego o wszytkim poinformowala o tym fakcie juz na drugiej randce i dla któego oczywistym bylo ze bedzie przy mnie przez caly czas . I jest :)
            • ursyda Re: same Matki Teresy 21.02.11, 15:43
              czyli nie ma tego złego:)
      • kookardka Re: same Matki Teresy 21.02.11, 15:06
        Ja rozumiem, że dla niektórych wyzywanie i napie...nie żony to rytuał, zatem błahy powód do rozstania, dlatego nie oczekuję zrozumienia i nie dam się wciągnąc w pyskówkę o tym czy jestem matką teresą czy nie i lepiej dla ciebie, żebyś nie musiał się o tym przekonać ;)
    • izabellaz1 Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 14:57
      zawsze-soffie napisała:

      > swojego partnera/ partnerkę w obliczu bardzo poważnej choroby albo kalectwa?

      NIE.
    • enith Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 15:12
      "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" - mając to na uwadze, nie jestem w stanie odpowiedzieć, jak zachowałabym się w podobnym przypadku. Chcę wierzyć, że zostałabym z mężem i pielęgnowała go do końca moich lub jego dni. W końcu, jakby nie patrzeć, przysięgałam mu na dobre i złe. Ale gdyby spotkała mnie sytuacja, jak ta, którą zaraz opiszę, nie wiem, po prostu nie wiem, jak bym sie zachowała.
      Młoda, utalentowana kobieta idzie w ślady rodziców, znanych w regionie dentystów, kończy szkołę, stosunkowo młodo wychodzi za mąż, także za rozpoczynającego karierę dentystę. Młodzi planują otwarcie własnej praktyki i gromadkę dzieci. Na wakacjach świeżo upieczony mąż zostaje użądlony przez pszczołę, dostaje wstrząsu anafilaktycznego i zanim dociera do szpitala, jego mózg uszkodzony zostaje do tego stopnia, że mężczyzna pozostaje przez resztę życia w stanie wegetatywnym. Kobieta po latach prób uporania się z tym, co zrzucił na nią los, rozwodzi się z mężem, wychodzi za mąż ponownie i w wieku 40 lat spełnia swoje marzenie o posiadaniu dziecka. Eks mąż żyje, pozostaje w specjalistycznym zakładzie, w stanie wegetatywnym od około 20 lat. Kiedyś potępiłabym tę kobietę w czambuł za rozwiedzenie się z mężem w takiej sytuacji, ale im jestem starsza, tym bardziej podziwiam ją za odwagę, jaką musiała mieć, by spełnić swoje marzenie o rodzinie. Nie znam szczegółów, ale słyszałam, że rozwód wzięty został po konsulatacji z teściami - rodzicami męża. Ustalono, że tak będzie najlepiej, bo mąż w stanie wegetatywnym i tak nieświadom jest tego, co się z nim dzieje. A obu rodzinom wystarczył fakt, że życie jednej osoby się praktycznie skończyło i nie ma powodu, by drugiej - żony, też się skończyło.
    • sweet_pink Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 15:20
      Odpowiedź z doświadczenia.
      Rozwiodłam się pośrednio z powodu wypadku. Wypadek oraz nieleczone u psychologa problemy psychiczne z tym związane uwypukliły w wybranku najgorsze cechy jego charakteru. Wystąpiły problemy chyba dość popularne przy ciężkich urazach i ograniczeniu sprawności: postawa roszczeniowa na granicy przemocy psychicznej, wybuchy agresji, przerzucanie odpowiedzialności za siebie na innych, problemy z samooceną i całe spektrum "milusich" zachowań na tym tle.
      Nie wiem ile z tych problemów wynikało bezpośrednio z wypadku, a które były od początku jego wadami charakteru. Nie wiem na ile się zmienił przez wypadek, a na ile zwyczajnie wybrałam na męża beznadziejny egzemplarz.
      Ponieważ, pan nie przejawiał chęci leczenia się (terapia małżeńska), doholowałam do momentu gdy stanął na nogi (dosłownie) i znalazł prace i poszłam sobie w pizdu. Nie wiem czy facet kiedykolwiek zrozumiał jakim katem bywał.
      Niestety w naszym kraju ludzi ciężko chorych i ich rodziny zostawia się samym sobie, bez pomocy psychologa. Popularna jest również postawa "ja mam raka/złamany kręgosłup, a nie jesteś świrem by rozmawiać z psychologiem". W wielu związkach w trudnych sytuacjach ludzie ranią się tak dotkliwie, że nie są w stanie dłużej razem funkcjonować.

      Na twoje pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie, to wszystko zależy od sytuacji, od tego jak psychicznie para radzi sobie z sytuacją.
      • kookardka Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 15:32
        Trudno kogoś takiego kochać, dziwię się, że aż tyle wytrwałaś ...
        • sweet_pink Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 15:41
          Takie decyzje nie są łatwe...trzeba do nich dorosnąć. Ja sie podczas wędrówek po szpitalach ośrodkach rehabilitacji napatrzyłam na ludzi katujących psychicznie swoich bliskich w takiej właśnie trudnej sytuacji. To tak pięknie wygląda w programach tv..dzielni ludzie walczący z chorobą, dzielni rodzice/małżonkowie wspierający chorych najbliższych...a rzeczywistość bywa taka piękna niezwykle rzadko.
          • kookardka Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 15:51
            Ja Ciebie nie oceniam, po prostu podziwiam wytrwałość, żebyśmy się dobrze zrozumiały :)
            • sweet_pink Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:07
              Tu nie ma nic do podziwiania kookardko...tak było trzeba, tak mnie wychowano, taka była presja społeczna, tak mało byłam świadoma jak powinien wyglądać związek, czym jest przemoc, umiałam wszystko usprawiedliwić, bo przecież mąż, bo przysięga. Nie ma w tym nic z wytrwałości...po prostu tak się potoczyło i tyle.
              • kookardka Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:35
                a teraz, co byś zrobiła teraz gdybyś mogła cofnąć się do tamtych czasów, bogatsza w doświadczenie ?
                • sweet_pink Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:49
                  Nie wyszłabym za mąż ;)
                  • sweet_pink Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:55
                    A tak serio to pewnie bym zrobiła to samo, tylko z tą różnicą że nie pozwoliłabym sie krzywdzić i od razu poszłabym do psychologa. Możliwe że gdybym się przeniosła w czasie do dnia wypadku z dzisiejsza wiedzą co było dalej to bym poszła od razu w swoją stronę...z etykietką ostatniej szmaty...za nic nie chciałabym przechodzić tej samej walki jeszcze raz.
                    • kookardka Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 17:02
                      ważne by wiedzieć czego się nie akceptuje, nie toleruje, nie chce, chyba łatwiej wtedy zyć ;)
    • miss.yossarian Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 15:58
      tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono, ale gdybym już z góry przewidywała rozstanie w takiej sytuacji, to związek nie miałby sensu już teraz
    • martishia7 Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:06
      Nie wiem co ja bym zrobiła, natomiast statystyka jest jaka jest - mężczyźni dużo częściej porzucają kobiety w obliczu choroby partnerki bądź dziecka, niż kobiety mężczyzn w analogicznych sytuacjach.
    • fleesoul Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:28
      zawsze-soffie napisała:


      > Czy zostawiłybyście/ zostawilibyście partnera/ partnerkę w takiej sytuacji?
      ---
    • eastern-strix Re: zostawiłybyście/zostawilibyście 21.02.11, 16:51
      Gdybać to sobie można.

      Moim zdaniem to orzeczenie o winie kobiet miało na celu uspokojenie sumienia panów, że przecież to nie oni opuszczają żonę, bo jest chora, ale to te żony były takimi zołzami, że nie da się wytrzymać. Taki podświadomy mechanizm...

      Moja mama była chora na raka, ojczym jej nie zostawił, ale dobrze też nie było. Myślę, niestety, że ojczym został, bo jest znaną w środowisku figurą i popsułby sobie opinię odchodzac. Z resztą nie wiem. Mnie nie lubił, trudno mi wyrokować, co czuł wobec mojej Mamy. Ale po kilku miesiącach od jej śmierci już randkował z jej najlepszą przyjaciółką.....

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka