truuuskawka
30.03.11, 13:38
Na wstępie chciałabym przeprosić za to że poraz kolejny post o związku ale potrzebuje kogoś, kto z dystansem potrafił bedzie spojrzeć na mój związek i na to czy jest jakaś szansa, że z tym czlowiekiem będę w pełni szczęśliwa. Otóż nasze bycie ''razem'' zaczelo się niespełna miesiąc od chwili gdy zerwal on poprzedni związek. Był zaręczony, chciał z tamtą kobietą spędzić resztę zycia. Dla mnie on byl wielką miłością(pierwszą), dlategopróbowalam uchylć mu nieba a on gdy tylko to wyczuł wykorzystywał mnie. Miał własne problemy, myślę że nie poradził sobie ze stratą tamtej kobiety. Robił mi przykrość tym że czułam że nie jestem jego ideałem. Mówił że szkoda że nie mam błękitnych oczu(jakby to byla moja wina...), twierdził że jestem za gruba, że to źle że nie poszlam na studia(choć sam nie studiuje). Wogóle to bylam pena że porównuje mnie z nią i ja w jego oczach jestem tą gorszą. Ale zatraciłam się tym uczuciu. Nasze pierwsze wspóle wakacje z moimi znajomymi były katastrofą. Wszyscy myśleli że on jest moim kolegą a nie mężcyzną. Robił mi wielkie przykrości swoim zachowaniem niejednokrotnie. A ja zaczęłam się zmieniać. Schudłam, poszłam na studia, wpadłam w ,,doła'', starałam sie być lepszą. Znajomi trwierdzili że bylam radośniejsza jak go nie miałam i z całego serca życza mi żebym zakończyła ten związek. Ja mam osobiście wrażenie że mój partner cofa się przy mnie w rozwoju... Nie dba o siebie jak kiedyś, wszystko mu jedno. Tak jakby się al zaangażować. Najgorsze jest to że pracuje daleko ode mnie a ja mu nie ufam. Kocham go tak, że nie jestem w stanie zakończyć tego ale mam takei wątpiwości, że na tym etapie to niedorzeczność w związku w którym ludzie kochją się. On ma 28 lat, nie myśli poważnie o żżyciu i o mnie. Proponowalam mu to abysmy zamieszkali razem, że znajdę sobie tam pracę. Nawet na początek moglibyśmy wynająć kawalerkę(mieszka on u ciotki) ale on twierdzi że jak on ma iść na swoje to chce kupić dom a na to go nie stać. Jego jedynym marzeniem jest kupno super ekstra auta. Staram się go zawsze wspierać doradzać, pomagać, ale jak ciąle słysze o tym samochodzie to mnie krew zalewa, że facet 28 lat myśli tylko o kupnie auta i ciągle mieszka u kogoś na garnuszku. Najgorsze jest to że jak ja mam problem nie mam z jego strony wsparcia i to jest przykre.
Mam więc killka pytan
Czy można zapomniec i wybaczyć wyrządzone krzywdy?
Czy widzicie szanse na powodzenie tego zwiążku?