twist.off
08.07.11, 17:55
Jestem raczej świeżą mężatką, od kilku lat z związku, szczęśliwym, tak mi się przynajmniej wydaje.
I mam problem. Bo się zauroczyłam, zakochałam? Niezależnie od woli... Codziennie widzę, przebywam, rozmawiam z szanownym zakochaniem (nie mogę tego póki co zmienić, nie ma na to szans). Nie ma między nami nic więcej, nawet aluzji czy żartów, nic nie robię i nie chcę w tym kierunku, on też. Ale codziennie wracam do domu i myślę, zasypiam i się śni. Czuję się jak durna nastolatka, do tego czuję, że nie panuję sama nad sobą. Cholernie poukładana dziewucha, którą nagle telepnęło. Nie chcę tego, chcę zasypiać normalnie, mieć sny o durnej treści, nie peszyć się, nie rozmaślać i przede wszystkim mieć męża i skupiać się na nim. Myślałam- przejdzie, a tu cholerstwo nie przechodzi nijak! Jest coraz gorzej! Może jak to wyrzucę z siebie Wam, to mi przejdzie, bo już szczerze mam siebie samej dość :/