berta-death
14.07.11, 19:11
Dzisiaj media szumią o tym jak to komisja egzaminacyjna unieważniła kilkadziesiąt matur z powodu ściągania. Uczniowie się do niczego nie przyznają i będą się odwoływać. I na forach i komentarzach święte oburzenie, bo kto to widział, żeby być tak nieuczciwym. Dobrze, że oszustom dokopali i jak w ogóle oszuści mają czelność jeszcze mieć pretensje. Najlepiej rozstrzelać każdego przyłapanego na ściąganiu. Wszakże ściąganie to zbrodnia przeciwko ludzkości. Wątek nie jest jednak o tym, czy ściąganie jest OK czy nie. Jest o tych, którzy najgłośniej się burzą.
Jak wiadomo trend na potępianie ściąg przyszedł do nas z krajów anglosaskich całkiem niedawno. Jakieś kilka lat temu. W latach 90 ściąganie było jeszcze cool. Młodzieżowy program 5-10-15 udzielał porad gdzie najlepiej ściagę schować, rodzice z dumą chwalili się, że pociecha ma dobre oceny a nic się nie uczy, w domu przed klasówką dzieciaki oficjalnie szykowały ściągi zamiast się uczyć, podpowiadanie nienaumianemu koledze, którego nauczyciel wyrwał do odpowiedzi było oczywistą oczywistością, podobnie jak dawanie odpisywać na sprawdzianach czy pozwalanie na przepisanie zadania domowego. Nawet nauczyciele mieli to w głębokim poważaniu i jak tylko który zbyt gorliwie pilnował na klasówkach i odbierał ściągi to był uważany za wyjątkowego wredotę. Przypadki obniżania oceny, czy niezaliczania części pracy do momentu odebrania ściągi były rzadkością. A odbieranie pracy i stawianie pały praktycznie się nie zdarzało. Zresztą zawsze można było negocjować, że jednak na ściądze uczeń nie miał tego co było w temacie pracy, więc wszystko OK.
Można zatem przypuszczać, że jedynie ułamek procenta osób nie ściągał a jednostkowe przypadki nie dawały ściągać od siebie. Dotyczyło to albo kujonów, którzy nie musieli albo jakiś kompletnych fajtłap, które nie umiały. Ściągać nie dawały jedynie jakieś wyjątkowe wredoty, których nikt nie lubił i które były klasowymi wyrzutkami.
Wypada też wspomnieć o innych, równie powszechnych jak ściąganie, przypadkach nieuczciwości w naszym kraju. Np dostawanie się na studia za łapówkę (proceder chodzenia na tzw lekcje do pracowników akademickich był powszechny i zapewne nadal jest w przypadku niektórych kierunków), przechodzenie z roku na rok na skutek "korepetycji" branych u asystentów, dostawanie pracy po znajomości albo na skutek płatnej protekcji. To tylko to związane z kształceniem o innych nawet nie wspominam.
I w związku z tym mam pytanie kim są ci, którzy najgłościej ujadają na przyłapanych na oszustwie? Frajerami, którzy sami nie potrafią kombinować i czują wściekłość do tych, którzy potrafią? Cwaniakami, którzy całe życie jechali na kombinowaniu i myślą, że jak będą głośno potępiać ten proceder, to nikt się nie domyśli, że są w nim umoczeni po sam czubek głowy? Jeszcze kimś innym?