Dodaj do ulubionych

Kalamburka

26.12.25, 22:17
Właśnie przeczytałam Kalam po raz pierwszy od kilkunastu lat.
No i będę się dzielić spostrzeżeniami.
Po pierwsze, zdziwiło mnie, że ta książka jest taka krótka. Opisuje tyle wydarzeń, ma tylu bohaterów, a wszystko nakreślone jakimiś, nie do końca ze sobą powiązanymi scenami.

Ale! Ta książka jest rzeczywiście kopalnią zadziwień i nieścisłości z resztą cyklu.

Przede wszystkim niezrozumiałe jest, że autorka zdecydowała się na przedłużenie życia Gizeli do późnych lat 90-tych. Naprawdę uważała, że zdanie, włożone w usta Ignaca, że Gizela, usuwając się z ich życia, dała wyraz wielkiej delikatności uczuć, wystarczy czytelnikom za wyjaśnienie, dlaczego nie pojawiała się nigdy w życiu Borejków, nawet w tak kryzysowej sytuacji, jaka miała miejsce w KK?

„Borejkowie nie wierzyli, że ktoś miałby ochotę kraść” (dlatego mieli otwarte drzwi i Aniela mogła wejść z tortami i zobaczyć laptopa ze sztuką KA) – serio? Ta twierdza moralności i intelektualnej wyższości oblężona przez istny ocean chamstwa, braku manier, ludzi o brzydko sklepionych czaszkach i „musimy się trzymać razem, to nas nie złamią” oraz „rycerz musi być sam” nigdy nie pomyśleli, że ktoś miałby ochotę kraść? A jak Mili ukradziono portfel w NiN (1993) to nadal nie wierzyli w 1999?
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Kalamburka 26.12.25, 22:26
      Opis Nutriowego wesela. W dworku w Koszutach mogło do stołu zasiąść ok. 50 osób. Ok, na samym ślubie u Dominikanów mogło być więcej ludzi, tak że niezastąpiona Gabunia musiała kierować ruchem i wskazywać miejsca w ławkach, ale ja się zastanawiam, kto niby był na to wesele zaproszony w pierwszej liście (zanim młodzież zobowiązała się nie siadać do stołu).
      1. Nutria
      2. Robroj
      3. Gaba
      4. echGrześ
      5. Mila
      6. Ignacy
      7. Ida
      8. Marek
      9. Pulpa
      10. Florian
      11. Dmuchawiec
      12. Monika
      13. Stryj Józeczek
      14. Ciocia Fela
      15. Bebe
      16. Dambo (oboje chodzili do klasy z Nutrią w tym pierogowym liceum, więc skoro się znaleźli na weselu Józka, to Natalii tym bardziej)
      17. Laura
      18. Róża
      19. Bella
      20. Czarek
      21. Siostra Roberta
      22. Szwagier Roberta
      23. Mamert
      24. Tosia
      25. Elka
      26. Tomek
      dzieciaki:
      27. Ignaś
      28. Józek
      29. Ania
      30. Łucja

      Kto jeszcze? Bo, jak widać, lista jest wciąż daleka od 50 osób. Może jeszcze jakieś 2-3 koleżanki Natalii ze studiów i jakiś kumpel Roberta. Może też i Aniela z Bernardem. Ostatecznie to wyjdzie coś koło 40 osób, z dziećmi. A były obawy, że „połowa krewnych i znajomych się poobraża za brak zaproszenia”. To znaczy kto?

      Dopiero jak młodzież w osobie Laury i Róży zdecydowała się nie siadać do stołu, można było doprosić braci Lelujków w liczbie trzech, żeby panny miały kawalerów do tańca, Kreskę z Maćkiem (nie tylko samego Dmucha świętego) i kuzynkę Joannę z mężem Francuzem.
      Według jakiego klucza się tam znalazła Ulka, córka Julii Kołodziej? Bo ani Julia, ani nawet Cesia Hajduk specjalnie się z Nutrią nie przyjaźniły, z Gabą w zasadzie też nie. Owszem, była spokrewniona z Florianem, ale co z tego?

      Ostatecznie mogę zrozumieć, że kościół był pełny, ale refleksja Moniki, że jak się mieszka w obcym kraju, to się nigdy nie zgromadzi kościoła pełnego kościoła przyjaciół i sąsiadów jest dla mnie od czapy. Borejkom zostali już tylko Nowaccy jako sąsiedzi, bo Szczepańską, Gadomskich, Łuczaków, jak również Lewandowskich i Ogorzałków dawno już pożarli na mieszkania.
      Według mnie to mogło tam być sporo takich ludzi, którzy po prostu lubią chodzić na śluby, a państwa młodych wcale nie znają.
    • tt-tka Re: Kalamburka 26.12.25, 22:31
      ja do kalam nie wroce, za nic w swiecie

      Byly glosy na forumie, ze to ksiazka dobrze napisana, tylko calkiem o kim innym - niestety ona nie jest o kim innym. Ona jest o borejkach. I uwazam, ze jest napisana bardzo zle. Bardzobardzo zle.
      • mackakisa Re: Kalamburka 27.12.25, 14:21
        tt-tka napisała:

        > ja do kalam nie wroce, za nic w swiecie
        >
        > Byly glosy na forumie, ze to ksiazka dobrze napisana, tylko calkiem o kim innym
        > - niestety ona nie jest o kim innym. Ona jest o borejkach. I uwazam, ze jest n
        > apisana bardzo zle. Bardzobardzo zle.
        >
        To prawda. Mnie głównie w tej książce przeraża zachowanie Mili. Okej, biorę na klatę jej rozdzielenie Gizeli od roli mamy. Niech będzie, że Gizela to Gizela, że mama była jedna i Mila nie uznała Gizeli. Rozumiem ewentualny wielki żal, jeśli Gizela nie szukała krewnych Mili, a jeśli szukała, to celowo podając nazwisko Melania Kalemba nie Melania Makowska.
        Natomiast nie rozumiem, jak Mila mogła nad osobę która ją kochała i opiekowała się nią, przedłożyć trutnia, jakim był Ignacy i latami tłumaczyć jego brak jakiejkolwiek odpowiedzialności życiowej. Jak mogła nie widzieć, że gdyby nie gizelina pomoc, sytuacja jej i Ignaca nie poprawiła by się nigdy.

        Osobną paskudną jednostką jest dla mnie w tej książce Hanna Borejko - już wiemy po kim Ignac i Idusia mają wdrukowaną pogardę dla ludzi.
        Nie znoszę sceny, w której Hanna nazywa kierowniczkę szkoły „już kupioną” i prezentuje się jako ta niezłomna, przy której rzeczowość Gizeli, pomagającej Stefanii się podnieść po wybrykach dyrektora szkoły, wydaje się być niczym. Za każdym razem mam ochotę warknąć na Hannę, aby przestała grać pierwszą sprawiedliwą, bo jej synalek ukochany już się podłożył szkolnym władzom i za drugim razem mogą nie mieć tyle szczęścia.
        I po latach ta brutalna ocena Feli, jako uszminkowanej lali, niegodnej miana synowej. Dobrze, że chociaż Gizela Felę doceniała i szanowała za jej złote serce i zaradność.
        • ako17 Re: Kalamburka 27.12.25, 14:47
          mackakisa napisał(a):

          > To prawda. Mnie głównie w tej książce przeraża zachowanie Mili. Okej, biorę na
          > klatę jej rozdzielenie Gizeli od roli mamy. Niech będzie, że Gizela to Gizela,
          > że mama była jedna i Mila nie uznała Gizeli.

          Ale w stosunku do innych osób Mila jest ukazana jako życzliwa i opiekuńcza. To tylko na Gizelę warczy.


          Rozumiem ewentualny wielki żal, je
          > śli Gizela nie szukała krewnych Mili, a jeśli szukała, to celowo podając nazwis
          > ko Melania Kalemba nie Melania Makowska.

          Jako żywo, nie pamiętam nic takiego z tekstu. Mogłam przeoczyć, owszem, ale jeśli nie, to Mila nie mogła mieć żadnego żalu do Gizeli. Może poza tym, że była oschła i wymagająca. W porównaniu do tego, co mogło Milę spotkać, gdyby Gizela się nią nie zajęła, Mila miała jednak złote życie. Ilu wojennych/ powojennych rodziców biologicznych, wychowujących swe własne dzieci, nie było szorstkich i wymagających? A ilu z nich traktowało dobrostan dzieci jako swój priorytet?
          W sumie to te duchy świąteczne mogłyby Mili pokazać, jak by wyglądało jej życie w sierocińcu.

          > Natomiast nie rozumiem, jak Mila mogła nad osobę która ją kochała i opiekowała
          > się nią, przedłożyć trutnia, jakim był Ignacy i latami tłumaczyć jego brak jaki
          > ejkolwiek odpowiedzialności życiowej. Jak mogła nie widzieć, że gdyby nie gizel
          > ina pomoc, sytuacja jej i Ignaca nie poprawiła by się nigdy.

          Chór tam z sytuacją jej i Ignaca. Oni jednak powołali na świat czwórkę dzieci, na które nie mieli za bardzo pomysłu. Ignaca sytuacja przerosła już chyba przy Nutrii (ale nie dam głowy, więc może go szkaluję - nawet jeśli, to jakoś mi go nie żal), zatem, żeby poprawić sobie warunki bytowe, machnęli sobie jeszcze Pulpę, bo w sumie to dlaczego nie?
          "Żeby to jeszcze potrafił znosić swoje wady z pokorą! - ale nie. Wciąż się popisywał wiedzą, a widać było, że nie potrafi skupić uwagi na nikim. (...)"
          • tt-tka Re: Kalamburka 27.12.25, 14:55
            ako17 napisała:


            > Ale w stosunku do innych osób Mila jest ukazana jako życzliwa i opiekuńcza. To
            > tylko na Gizelę warczy.


            Taaa... zwlaszcza zyczliwosc z niej bucha wobec Moniki, kiedy ta ratowala polamanego Ygnaca; wobec Anieli, z ktorej goscinnosci korzystalo sie bez ograniczen i skrupulow; wobec wlasnych corek i ich potrzeb; wobec uczynnego Kazia; mam dalej wyliczac ?
            • ako17 Re: Kalamburka 27.12.25, 16:30
              tt-tka napisała:

              > ako17 napisała:
              >
              >
              > > Ale w stosunku do innych osób Mila jest ukazana jako życzliwa i opiekuńc
              > za. To
              > > tylko na Gizelę warczy.
              >
              >
              > Taaa... zwlaszcza zyczliwosc z niej bucha wobec Moniki, kiedy ta ratowala polam
              > anego Ygnaca; wobec Anieli, z ktorej goscinnosci korzystalo sie bez ograniczen
              > i skrupulow; wobec wlasnych corek i ich potrzeb; wobec uczynnego Kazia; mam dal
              > ej wyliczac ?

              Ale ja mówię o Mili w Kalam! Lonia ją opisuje jako opiekuńczą, wszyscy studenci ją lubią, Moniki losem też się Mila przejmuje: pojedzie z nami (na wakacje), zamieszka z nami - pyta Gizelę.
              • tt-tka Re: Kalamburka 27.12.25, 17:02
                Alez ja tez mowie o Milicji w kalam !
                potraktowanie Moniki sztywno i z przymusem na weselu Nutrii, wczesniejsze traktowanie jej protekcjonalnie i wodzowsko, ignorowanie Kazia, traktowanie per noga potrzeb corek, popisy wobec kolezanek (szkolnych), oszukiwanie rodziny itd - to wszystko jest w k.
                • ako17 Re: Kalamburka 27.12.25, 21:33
                  tt-tka napisała:

                  > Alez ja tez mowie o Milicji w kalam !
                  > potraktowanie Moniki sztywno i z przymusem na weselu Nutrii, wczesniejsze trakt
                  > owanie jej protekcjonalnie i wodzowsko, ignorowanie Kazia, traktowanie per nog
                  > a potrzeb corek, popisy wobec kolezanek (szkolnych), oszukiwanie rodziny itd -
                  > to wszystko jest w k.
                  >
                  Racja! zapętliłam się, bo skupiłam się na Mili młodej. Starszą, czyli matkę dzieciom i babcię wnukom widujemy zarówno we wcześniejszych, jak i późniejszych tomach.
                  Natomiast dziewczynkę, dziewczynę, młodą kobietę - tylko w Kal, no i tam ona jest opisywana jako nieustające źródło zachwytu dla każdego, kto z nią obcuje.
                  • tt-tka Re: Kalamburka 27.12.25, 21:41
                    ako17 napisała:


                    > Racja! zapętliłam się, bo skupiłam się na Mili młodej.
                    > Natomiast dziewczynkę, dziewczynę, młodą kobietę - tylko w Kal, no i tam ona je
                    > st opisywana jako nieustające źródło zachwytu dla każdego, kto z nią obcuje.

                    Z wyjatkiem Janka z Kielc. Zapewne porazony nadmiarem tych zachwycajacych cech zostal on :)
                    • ako17 Re: Kalamburka 29.12.25, 21:24
                      tt-tka napisała:

                      > ako17 napisała:
                      >
                      >
                      > > Racja! zapętliłam się, bo skupiłam się na Mili młodej.
                      > > Natomiast dziewczynkę, dziewczynę, młodą kobietę - tylko w Kal, no i tam
                      > ona je
                      > > st opisywana jako nieustające źródło zachwytu dla każdego, kto z nią obcu
                      > je.
                      >
                      > Z wyjatkiem Janka z Kielc. Zapewne porazony nadmiarem tych zachwycajacych cech
                      > zostal on :)

                      Był to chyba jedyny to przykład negatywego odbioru Mili wśród rówieśników. Nie widzimy też osobistej narracji Janka z Kielc.
                      No i Mila nie narzucała się Jankowi osobiście, nie rzucała mu się na szyję, ani nie całowała, wspiąwszy się na palce, tylko rozkręcała hiperaktywność społeczną.
                      Jankowi to nie podeszło. Mila poszła dalej swoją drogą.
          • mackakisa Re: Kalamburka 27.12.25, 15:15
            ako17 napisała:

            > Rozumiem ewentualny wielki żal, je
            > > śli Gizela nie szukała krewnych Mili, a jeśli szukała, to celowo podając
            > nazwis
            > > ko Melania Kalemba nie Melania Makowska.
            >
            > Jako żywo, nie pamiętam nic takiego z tekstu. Mogłam przeoczyć, owszem, ale jeś
            > li nie, to Mila nie mogła mieć żadnego żalu do Gizeli. Może poza tym, że była o
            > schła i wymagająca. W porównaniu do tego, co mogło Milę spotkać, gdyby Gizela s
            > ię nią nie zajęła, Mila miała jednak złote życie. Ilu wojennych/ powojennych ro
            > dziców biologicznych, wychowujących swe własne dzieci, nie było szorstkich i wy
            > magających? A ilu z nich traktowało dobrostan dzieci jako swój priorytet?
            > W sumie to te duchy świąteczne mogłyby Mili pokazać, jak by wyglądało jej życie
            > w sierocińcu.
            >
            > Przepraszam, tu mój skrót myślowy - tego w tekście nie było, to jest jedynie teoria forumowa, że Gizela została przez Milę skazana na zapomnienie, bo Mila jakimś cudem dowiedziała się, że Gizela symulowała szukanie krewnych Mili, ale celowo podawała nazwisko Melania Kalemba, nie Melania Makowska, aby nie ryzykować że faktycznie ktoś się po Milę zgłosi i będzie musiała oddać Milę, którą kochała bardzo zaborczo.
            • tt-tka Re: Kalamburka 27.12.25, 15:34
              mackakisa napisał(a):


              > > Przepraszam, tu mój skrót myślowy - tego w tekście nie było, to jest jedy
              > nie teoria forumowa, że Gizela została przez Milę skazana na zapomnienie,

              Gizela_nie_zostala_skazana_na_zapomnienie.
              Gizela zostala wykopana z zycia Borejkow, ale pamieta Milicja o niej az nadto dobrze. Gizeli wypluwa z siebie to wszystko, czego nie moze lub nie chce powiedziec Ygnacowi ani nikomu innemu, wisi na niej do konca zycia przybranej matki.

              >bo Mi
              > la jakimś cudem dowiedziała się, że Gizela symulowała szukanie krewnych Mili, a
              > le celowo podawała nazwisko Melania Kalemba, nie Melania Makowska, aby nie ryzy
              > kować że faktycznie ktoś się po Milę zgłosi i będzie musiała oddać Milę, którą
              > kochała bardzo zaborczo.

              Taka teoria mialaby sens, gdyby byla prawdziwa, ale nie jest. Pomijam juz, ze gdyby Milicja rzeczywiscie CHCIALA odnalrzc swoja rodzine, czy przynajmniej dowiedziec sie czegos o niej, mogla sama podjac odpowiednie kroki. Nie podjela.
              • mackakisa Re: Kalamburka 27.12.25, 15:59
                tt-tka napisała:

                > mackakisa napisał(a):
                >
                >
                > > > Przepraszam, tu mój skrót myślowy - tego w tekście nie było, to jes
                > t jedy
                > > nie teoria forumowa, że Gizela została przez Milę skazana na zapomnienie,
                >
                >
                > Gizela_nie_zostala_skazana_na_zapomnienie.
                > Gizela zostala wykopana z zycia Borejkow, ale pamieta Milicja o niej az nadto
                > dobrze. Gizeli wypluwa z siebie to wszystko, czego nie moze lub nie chce powied
                > ziec Ygnacowi ani nikomu innemu, wisi na niej do konca zycia przybranej matki.
                >

                Źle sie wyraziłam, przepraszam. Chodziło mi właśnie o wykopanie z życia, skutkujące tym, że Gaba i Ida, które powinny Gizelę pamiętać doskonale, nie mają żadnych wspomnień o przybranej babci, która niejednokrotnie ratowała sytuację domową,
                Emocjonalnie Mila rzeczywiście wisiała na Gizeli do końca, mówiąc o wszystkim o czym się rodzina nie dowiedziała.
        • tt-tka Re: Kalamburka 27.12.25, 14:49
          Dla mnie oboje - Ygnac i Melania - sa w k jednakowo ohydni, ale wcale mi sie to nie kloci z ich obrazem w innych tomach. Ktosia juz zauwazyla, ze to jest ten sam Ygnac, tylko to, co mielismy za wady, lecz wynikajace z niewstretnych przeslanek, jak roztargnienie, lekkomyslnosc itp tu sa pokazane jako wynik obrzydliwego wnetrza, malostkowosci, pogardy, samouwielbienia itd
          Milicja po prostu lepiej sie maskowala w innych tomach :), ale i u niej wychodzilo niekiedy to, co w k jest pokazane bez oslonek.
        • bupu Re: Kalamburka 27.12.25, 15:16
          mackakisa napisał(a):

          > tt-tka napisała:
          >
          > > ja do kalam nie wroce, za nic w swiecie
          > >
          > > Byly glosy na forumie, ze to ksiazka dobrze napisana, tylko calkiem o kim
          > innym
          > > - niestety ona nie jest o kim innym. Ona jest o borejkach. I uwazam, ze
          > jest n
          > > apisana bardzo zle. Bardzobardzo zle.
          > >
          > To prawda. Mnie głównie w tej książce przeraża zachowanie Mili.

          Mnie osobiście przeraża, nie tylko w tej książce, że autorka opisuje dwa odrażające indywidua, ale jest przekonana, że to ideały i wzory cnót. Akurat w Kalamburce rozjazd między tym, co MM faktycznie pisze, a tym co jej się wydaje, że pisze, jest taki więcej morderczy.
        • briar_rose Re: Kalamburka 29.12.25, 20:52
          mackakisa napisał(a):

          > Osobną paskudną jednostką jest dla mnie w tej książce Hanna Borejko - już wiemy
          > po kim Ignac i Idusia mają wdrukowaną pogardę dla ludzi.
          > Nie znoszę sceny, w której Hanna nazywa kierowniczkę szkoły „już kupioną” i pre
          > zentuje się jako ta niezłomna, przy której rzeczowość Gizeli, pomagającej Stefa
          > nii się podnieść po wybrykach dyrektora szkoły, wydaje się być niczym.

          Do tego wybitnie to grzeczne w odniesieniu do osoby, która dała jej dach nad głową, jedzenie i możliwość pracy... Choć z drugiej strony, to chyba właśnie wstawiennictwo Hanny uratowało wtedy Stefanię i pomogło jej zachować pracę, więc potępić jej całkowicie nie można :(
          • ako17 Re: Kalamburka 29.12.25, 21:38
            briar_rose napisał(a):

            > mackakisa napisał(a):
            >
            > > Osobną paskudną jednostką jest dla mnie w tej książce Hanna Borejko - już
            > wiemy
            > > po kim Ignac i Idusia mają wdrukowaną pogardę dla ludzi.
            > > Nie znoszę sceny, w której Hanna nazywa kierowniczkę szkoły „już kupioną”
            > i pre
            > > zentuje się jako ta niezłomna, przy której rzeczowość Gizeli, pomagającej
            > Stefa
            > > nii się podnieść po wybrykach dyrektora szkoły, wydaje się być niczym.
            >
            > Do tego wybitnie to grzeczne w odniesieniu do osoby, która dała jej dach nad gł
            > ową, jedzenie i możliwość pracy...

            A tutaj o kim mowa?

            Choć z drugiej strony, to chyba właśnie wsta
            > wiennictwo Hanny uratowało wtedy Stefanię i pomogło jej zachować pracę, więc po
            > tępić jej całkowicie nie można :(

            Oj, tego nie pamiętam. Hanna jawi mi się jako osoba wybitnie roszczeniowa i nieobiektywna, ale naprawdę jestem daleka od potępiania jej zupełnie i w czambuł. Możesz dać cytat/ kontekst?
            • briar_rose Re: Kalamburka 29.12.25, 23:48
              ako17 napisała:

              > A tutaj o kim mowa?

              To była scena, w której Gizela poszła ze Stefanią prosić dyrektorkę, żeby nauczycielki nie zwalniała. I zastały tam Hannę właśnie, która była dyrektorki krewną. Dyrektorka tłumaczy Borejkowej, że realizuje program szkolny, po czym mówi, że nowy ustrój też ma już pewne osiągnięcia. Na co Hanna odpowiada ironicznie, że te osiągnięcia to reforma rolna i pełne więzienia, po czym zarzuca kuzynce, że jest ślepa albo już kupiona.
              • tt-tka Re: Kalamburka 29.12.25, 23:53
                Dodam, ze tej krewnej dyrektorce Hanna zwalila sie z dwojgiem dzieci na kark, gdy zdecydowala sie przeniesc ze Szczecina do Poznania, i mieszkala u niej dosc dlugo i ze nie pracowala przez jakis czas (Ignas juz zdazyl zostac uznany zza najlepszego czytelnika, wiec nie od wczoraj do biblioteki chodzil), zatem zarla przydzialy Kluszczynskiej
                • briar_rose Re: Kalamburka 30.12.25, 00:02
                  ako17 napisała:

                  > Oj, tego nie pamiętam. Hanna jawi mi się jako osoba wybitnie roszczeniowa i nie
                  > obiektywna, ale naprawdę jestem daleka od potępiania jej zupełnie i w czambuł.
                  > Możesz dać cytat/ kontekst?

                  A to może najlepiej wrzucę cały fragment :)

                  -    Nie zrobiłam nic złego - odezwała się Stefania gwałtownie.

                  -    Tylko coś głupiego - dokończyła kierowniczka ze złością.

                  -    Rozumiem pani intencje, rozumiem stan ducha, nie mogę tylko zrozumieć lekkomyślności i braku odpowiedzialności. To dlatego zgodziłam się na wniosek kolegi Kalinowskiego.

                  -    Ależ to była tylko gazetka rocznicowa, zrobiona przez dzieci! - broniła się Stefania. - Takie same robiliśmy w tej szkole przed wojną. Podobno odzyskaliśmy wolność, dlaczego więc nie można wspominać o Powstaniu Styczniowym? Jak ma wyglądać teraz nauka historii?

                  -    Ściśle tak, jak przewidują programy szkolne - wyjaśniła jej zimno kierowniczka. - Po to jesteśmy, żeby je realizować.

                  -    I żeby wychowywać naszych uczniów.

                  -    Na kogo? Obowiązują nas pewne wytyczne.

                  -    Mnie obowiązują jeszcze pewne zasady.

                  -    No i właśnie dlatego została pani zwolniona. To nie są zasady na obecne czasy. Nie mogę sobie pozwolić na kłopoty, za dużo dałam z siebie tej szkole. Jeden donos - i stracę wszystko.

                  -    Ale ty już tracisz - powiedział głos spod okna. Z fotela podniosła się drobna, rudowłosa kobieta w czerni. - To jest pierwszy etap. Tak to się zaczyna. Tobie jeszcze nikt nie rozkazał, a ty - ot, już posłuszna.

                  Kierowniczka uderzyła dłonią w stół, aż podskoczyły ołówki.

                  -    Hanka! Ja odpowiadam za tę szkołę! Za wszystkie dzieci, za program nauczania. Mają bezpiecznie dotrzeć do siódmej klasy! Nie chcę przesłuchań, donosów i awantur. Jest nowy ustrój i nic na to nie poradzimy. Zresztą i on ma już swoje osiągnięcia...

                  -    Reformę rolną czy pełne więzienia? - spytała kobieta w czerni. - Jesteś ślepa czy już kupiona?

                  Zapadła okropna cisza.

                  Nagle odezwała się Gizela i jej mocny głos sprowadził wszystko do zwykłych rozmiarów.

                  -    Ten Kalinowski to zwyczajny dupek - powiedziała.

                  -    Trzeba go wziąć krótko, to się uspokoi. Ja się znam na ludziach.

                  A kierowniczka spojrzała na nią jak na gwiazdę zaranną.
                  • briar_rose Re: Kalamburka 30.12.25, 22:57
                    tt-tka napisała:

                    > Dodam, ze tej krewnej dyrektorce Hanna zwalila sie z dwojgiem dzieci na kark, g
                    > dy zdecydowala sie przeniesc ze Szczecina do Poznania, i mieszkala u niej dosc
                    > dlugo i ze nie pracowala przez jakis czas (Ignas juz zdazyl zostac uznany zza
                    > najlepszego czytelnika, wiec nie od wczoraj do biblioteki chodzil), zatem zarla
                    > przydzialy Kluszczynskiej

                    Ha, szukając fragmentu dla Ako, natknęłam się na inny, w którym Kluszczyńska usiłuje dać Hannie do zrozumienia, żeby wzięła się wreszcie do roboty i rozejrzała za jakąś pracą xD

                    - Właśnie. Będzie lepiej, jak sobie znikniesz w innym oceanie. Załatwimy to bez trudu. Tylko w nowej szkole już raczej się powstrzymaj od deklamacji. Oni się stają coraz bardziej drażliwi.

                    Te ostatnie słowa skierowała do mamy, która odpaliła natychmiast:

                    - A będą jeszcze bardziej. Dziś sfałszowali referendum, jutro sfałszują wybory. Jakżeż ty, Maryniu, nie widzisz tego. Mamy drugą okupację.

                    - Haniu, nie wyolbrzymiaj, nie przesadzaj! Ty zawsze wszystko widzisz tak ostro, tragicznie. A tu potrzeba pragmatyzmu, przecież to nasz kraj, nasze miejsce pod słońcem. Wszystko się jakoś ułoży. Pokonamy zwycięzców! Pracować dla Polski można i w takich warunkach.

                    - Bez wolności nie da się, kochana.

                    - No, już daj spokój, bo się pokłócimy. Ja jestem człowiek czynu, biadolenie nie dla mnie. A ty też mogłabyś zabrać się do roboty.

                    Mama zaczerwieniła się i przygryzła wargi.


                    Niedaleko pada jabłko od jabłoni! Jak widać Pani Matka też nie garnęła się specjalnie do jakiegoś zawodu.
                    • ako17 Re: Kalamburka 31.12.25, 13:23
                      briar_rose napisał(a):


                      > - No, już daj spokój, bo się pokłócimy. Ja jestem człowiek czynu, biadolenie ni
                      > e dla mnie. A ty też mogłabyś zabrać się do roboty.
                      >
                      > Mama zaczerwieniła się i przygryzła wargi.[/i]
                      >
                      > Niedaleko pada jabłko od jabłoni! Jak widać Pani Matka też nie garnęła się spec
                      > jalnie do jakiegoś zawodu.

                      To widocznie właściwość tej gałęzi Borejków. Jak mamy problem z mieszkaniem czy wyżywieniem, to trzeba się zwalić komuś na głowę. I żeby osoba przyjmująca nie odczuła ciężaru goszczenia, wyżywienia i opierunku, na wszelki wypadek należy krytykować jej postawę życiową, przeciwstawiając jej własną, kryształową uczciwość i wysoką etykę osobistą.

                      Podobnie jak Ignacy w KK, po tym jak już pożarł przygotowane przez Felę mięsko komercyjne, przemawia, że u nich w domu znakomitych posiłków nie będzie, bo on umie zarabiać wyłącznie uczciwie.
                      Dla Feli, która podjęła się wykonywania jego obowiązków, ma jakże miłe słowa "a teraz idź już".
                      Nie rozumiem, jak komukolwiek mogło przyjść do głowy, że ten człowiek posiada choćby pozory kultury osobistej.
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Kalamburka 31.12.25, 15:00
                        ako17 napisała:

                        > briar_rose napisał(a):
                        >
                        >
                        > > - No, już daj spokój, bo się pokłócimy. Ja jestem człowiek czynu, biadole
                        > nie ni
                        > > e dla mnie. A ty też mogłabyś zabrać się do roboty.
                        > >
                        > > Mama zaczerwieniła się i przygryzła wargi.[/i]
                        > >
                        > > Niedaleko pada jabłko od jabłoni! Jak widać Pani Matka też nie garnęła si
                        > ę spec
                        > > jalnie do jakiegoś zawodu.
                        >
                        > To widocznie właściwość tej gałęzi Borejków. Jak mamy problem z mieszkaniem czy
                        > wyżywieniem, to trzeba się zwalić komuś na głowę. I żeby osoba przyjmująca nie
                        > odczuła ciężaru goszczenia, wyżywienia i opierunku, na wszelki wypadek należy
                        > krytykować jej postawę życiową, przeciwstawiając jej własną, kryształową uczciw
                        > ość i wysoką etykę osobistą.
                        >
                        > Podobnie jak Ignacy w KK, po tym jak już pożarł przygotowane przez Felę mięsko
                        > komercyjne, przemawia, że u nich w domu znakomitych posiłków nie będzie, bo on
                        > umie zarabiać wyłącznie uczciwie.
                        > Dla Feli, która podjęła się wykonywania jego obowiązków, ma jakże miłe słowa "a
                        > teraz idź już".
                        > Nie rozumiem, jak komukolwiek mogło przyjść do głowy, że ten człowiek posiada c
                        > hoćby pozory kultury osobistej.
                        >
                        >
                        >
                        >

                        Mnie oprócz tego dziwi, dlaczego tyle osób czuje taki poddańczy respekt przed tym patafianem, chwilami wręcz graniczący ze strachem. Robwąs skręca się z niższości na samą myśl o "tak szanowanym człowieku", przewyższającym byle biznesmena z własną firmą. Grzegorz z lękiem przemyca lektury dla syna w sekrecie przez teściem, jakby spodziewał się za to co najmniej wybebeszenia. Milicja też ukrywa się ze swoimi nie dość ambitnymi lekturami. No i wszyscy prześcigają się w zgadywaniu autorów cytatów, żeby nie wydać się swemu bóstwu niedouczkami.
                        Co taki Ignac może im zrobić, pytam się? Dlaczego jego opinia jest dla wszystkich tak ważna i wiążąca?
                        • ako17 Re: Kalamburka 31.12.25, 20:27
                          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                          > Mnie oprócz tego dziwi, dlaczego tyle osób czuje taki poddańczy respekt przed t
                          > ym patafianem, chwilami wręcz graniczący ze strachem. Robwąs skręca się z niższ
                          > ości na samą myśl o "tak szanowanym człowieku", przewyższającym byle biznesmena
                          > z własną firmą. Grzegorz z lękiem przemyca lektury dla syna w sekrecie przez t
                          > eściem, jakby spodziewał się za to co najmniej wybebeszenia. Milicja też ukrywa
                          > się ze swoimi nie dość ambitnymi lekturami. No i wszyscy prześcigają się w zga
                          > dywaniu autorów cytatów, żeby nie wydać się swemu bóstwu niedouczkami.
                          > Co taki Ignac może im zrobić, pytam się?

                          Jedyne co może, to okazać dezaprobatę. Ale może też i aktywnie namącić w życiu, jak to robił, nie dopuszczając ojca do małej Mili.

                          Dlaczego jego opinia jest dla wszystki
                          > ch tak ważna i wiążąca?

                          Nie mam pojęcia. Mam 2 hipotezy, obie nie za mocne.
                          1. Mila ustawiła tak rodzinę, żeby go wielbili, a Mili naprawdę się boją (chociaż w sumie też nie wiem dlaczego). A po co to było Mili? Bo całe swe dorosłe życie poświęciła na przekonywanie Gizeli i siebie, że dobrze wybrała?
                          2. Zobaczyli jak to się może zakończyć, gdy przestaje się być ulubieńcem dziadunia - staje się człowiek miągwą z fobiami. Słaby punkt tej tezy jest taki, że Ignaś przestał być ulubieńcem dziadunia nie dlatego, że mu się sprzeciwił.

                          Oczywiście, autorka wmawia nam, że Ignac jest wspaniałym człowiekiem, mężem, ojcem, dziadkiem i jego tak sami przez się uwielbiają i nie chcą mu robić przykrości.
                          Co my o tym sądzimy, to wiadomo.
                          • briar_rose Re: Kalamburka 04.01.26, 12:50
                            tt-tka napisała:

                            > Dodam, ze tej krewnej dyrektorce Hanna zwalila sie z dwojgiem dzieci na kark, g
                            > dy zdecydowala sie przeniesc ze Szczecina do Poznania, i mieszkala u niej dosc
                            > dlugo i ze nie pracowala przez jakis czas (Ignas juz zdazyl zostac uznany zza
                            > najlepszego czytelnika, wiec nie od wczoraj do biblioteki chodzil), zatem zarla
                            > przydzialy Kluszczynskiej

                            Na obronę Hanny trzeba wyjaśnić, że napisała do kuzynki pierwsza, ciesząc się po prostu, że ktoś z jej rodziny zdołał przeżyć. To Kluszczyńska zaprosiła ją do siebie, argumentując to łatwością znalezienia w Poznaniu nowej pracy, swoim mieszkaniem, w którym się spokojnie zmieszczą oraz tym, że nie będzie się już w nim czuła samotna.

                            ako17 napisała:

                            > To widocznie właściwość tej gałęzi Borejków. Jak mamy problem z mieszkaniem czy
                            > wyżywieniem, to trzeba się zwalić komuś na głowę. I żeby osoba przyjmująca nie
                            > odczuła ciężaru goszczenia, wyżywienia i opierunku, na wszelki wypadek należy
                            > krytykować jej postawę życiową, przeciwstawiając jej własną, kryształową uczciw
                            > ość i wysoką etykę osobistą.

                            Prawda? Słusznie tu zauważono próbę robienia z Hanny "jedynej sprawiedliwej". Tyle, że to też u niej ogranicza się do gadania, które nic nie kosztuje. Z kuzynką kierowniczką szkoły jest nam ukazana w kilku scenach, ale w każdej próbuje ją umoralniać. W Księdze Gości to MM niemal tę Hannę kanonizuje. Za co?

                            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                            > Mnie oprócz tego dziwi, dlaczego tyle osób czuje taki poddańczy respekt przed t
                            > ym patafianem, chwilami wręcz graniczący ze strachem.

                            Kto wie, do czego taki Ignacy zdolny! :-D

                            Ojciec do dziś nie wiedział, kto to jest naprawdę ten sławny dramaturg Kal Amburka. Mama twierdziła, że gdyby tata odkrył, iż pseudonim ten skrywa jego własną wieloletnią małżonkę, skutki mogłyby być opłakane.
                            • mackakisa Re: Kalamburka 04.01.26, 15:17
                              briar_rose napisał(a):

                              > Prawda? Słusznie tu zauważono próbę robienia z Hanny "jedynej sprawiedliwej". T
                              > yle, że to też u niej ogranicza się do gadania, które nic nie kosztuje. Z kuzyn
                              > ką kierowniczką szkoły jest nam ukazana w kilku scenach, ale w każdej próbuje j
                              > ą umoralniać. W Księdze Gości to MM niemal tę Hannę kanonizuje. Za co?

                              O to jest pytanie - rozumiem zachowywać się normalnie względem osoby, która przyjęła nas pod swój dach, nie bogobojnie, ale umoralnianie jest po prostu obrzydliwe, do tego oburzenie, gdy kierowniczka sugeruje Hannie, że powinna poszukać pracy, czy ogólnie wziąć się do roboty, zamiast tylko mówić.

                              Dla kontrastu lata później, zostawiona u Borejków Bella, sama szuka pracy aby wesprzeć ojca i stara się pomagać w domu, choć nikt nie oczekuje tego od niej.

                              >
                              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                              >
                              > > Mnie oprócz tego dziwi, dlaczego tyle osób czuje taki poddańczy respekt p
                              > rzed t
                              > > ym patafianem, chwilami wręcz graniczący ze strachem.
                              >
                              > Kto wie, do czego taki Ignacy zdolny! :-D
                              >
                              > Ojciec do dziś nie wiedział, kto to jest naprawdę ten sławny dramaturg Kal A
                              > mburka. Mama twierdziła, że gdyby tata odkrył, iż pseudonim ten skrywa jego wła
                              > sną wieloletnią małżonkę, skutki mogłyby być opłakane.

                              Rozbiłby Milicji laptopa salaterką z pierogami z mięsem na przykład?
                              • kooreczka Re: Kalamburka 04.01.26, 19:04
                                Hanna gryzie tym bardziej, że ma zawód i pokazana jest jako przedwojena inteligencja pracująca.
                                Gdyby to była pani oficerowa czy sekretarzowa co tylko na dansingi i fajfy chodziła, a dom ogarniała Kasia, Marysia i Jacuś odrynans i musiała iść do pracy po raz pierwszy w życiu- fochy mieściłyby się w charakterze, prawdopodobnym choć niepięknym. Albo żeby miała jakieś pierścionki, monety carskie w bucie zaszyte i to wyprzedawała na targu. A tak? Siedzi, obżera i jeszcze się boczy?
                                • mackakisa Re: Kalamburka 04.01.26, 19:44
                                  kooreczka napisał:

                                  > Hanna gryzie tym bardziej, że ma zawód i pokazana jest jako przedwojena intelig
                                  > encja pracująca.
                                  > Gdyby to była pani oficerowa czy sekretarzowa co tylko na dansingi i fajfy chod
                                  > ziła, a dom ogarniała Kasia, Marysia i Jacuś odrynans i musiała iść do pracy p
                                  > o raz pierwszy w życiu- fochy mieściłyby się w charakterze, prawdopodobnym choć
                                  > niepięknym. Albo żeby miała jakieś pierścionki, monety carskie w bucie zaszyte
                                  > i to wyprzedawała na targu. A tak? Siedzi, obżera i jeszcze się boczy?

                                  Bo najwyraźniej uważała, że jest ponad realia stalinizmu. Co jej tam jakieś wypierdki partyjne, w stylu kierownika Kalinowskiego, oni żadnego kompasu moralnego nie mają, systemowi służą! Ona służyć nie będzie, mimo posiadania dwóch chłopców, którym wypadałoby zapewnić dach nad głową i obiad na stole i to z własnej pracy.
                                  • ako17 Re: Kalamburka 04.01.26, 20:41
                                    mackakisa napisał(a):

                                    > kooreczka napisał:
                                    >
                                    > > Hanna gryzie tym bardziej, że ma zawód i pokazana jest jako przedwojena i
                                    > ntelig
                                    > > encja pracująca.
                                    > > Gdyby to była pani oficerowa czy sekretarzowa co tylko na dansingi i fajf
                                    > y chod
                                    > > ziła, a dom ogarniała Kasia, Marysia i Jacuś odrynans i musiała iść do p
                                    > racy p
                                    > > o raz pierwszy w życiu- fochy mieściłyby się w charakterze, prawdopodobny
                                    > m choć
                                    > > niepięknym. Albo żeby miała jakieś pierścionki, monety carskie w bucie z
                                    > aszyte
                                    > > i to wyprzedawała na targu. A tak? Siedzi, obżera i jeszcze się boczy?
                                    >
                                    > Bo najwyraźniej uważała, że jest ponad realia stalinizmu. Co jej tam jakieś wyp
                                    > ierdki partyjne, w stylu kierownika Kalinowskiego, oni żadnego kompasu moralneg
                                    > o nie mają, systemowi służą! Ona służyć nie będzie, mimo posiadania dwóch chłop
                                    > ców, którym wypadałoby zapewnić dach nad głową i obiad na stole i to z własnej
                                    > pracy.

                                    Jest to jeden z wyraźniejszych przykładów tego, co autorka zamierzyła w pewnym momencie zrobić z sagą. Pierwsze przejawy widać było w KK - zaradna i stosunkowo zamożna rodzina Józeczka (ale nie w sposób nieuczciwy, ani tym bardziej moralnie ohydny) jest przeciwstawiona ogarniętej domowym kryzysem rodzinie Ignaca, gdzie na co dzień, z przytomną matką, jest dosyć ubogo i nietwarzowo.

                                    Skoro Hanna jest niezłomnie antysystemowa, to jej dzieci i ją samą powinni utrzymywać ci, co jej nie dorastają postawą moralną. W tym przypadku kuzynka, a w zamian za wikt i opierunek nad trójką ludzi otrzyma stosowne uwagi i napomnienia.

                                    Dalej idą kolejne pokolenia, które są moralnie i etycznie bez skazy (jak Róża w JT na przykład), a utrzymanie się zawsze znajdzie. Nie do końca wiem, jak to się przekłada na IGStrybę i jego świeżo założoną rodzinę (o czym dłużej w wątku sąsiednim), ale, jak widać, kwestię materialną zawsze można pominąć bez szkody dla fabuły, nawet jeśli beneficjent nie jest ulubionym bohaterem autorki.

                                    Taki, z kolei, znakomity pod każdym względem Józef, też nie wiadomo z czego się utrzymuje i buduje te szklane szczyty. W tej rodzinie zawsze znajdą się jakieś zasoby finansowe, choćby zaoszczędzone na podróży do Gutów.
    • subskrybcja Re: Kalamburka 27.12.25, 18:13
      ako17 napisała:

      > Właśnie przeczytałam Kalam po raz pierwszy od kilkunastu lat.
      > No i będę się dzielić spostrzeżeniami.
      > Po pierwsze, zdziwiło mnie, że ta książka jest taka krótka. Opisuje tyle wydarz
      > eń, ma tylu bohaterów, a wszystko nakreślone jakimiś, nie do końca ze sobą powi
      > ązanymi scenami.
      >
      > Ale! Ta książka jest rzeczywiście kopalnią zadziwień i nieścisłości z resztą cy
      > klu.
      >
      > Przede wszystkim niezrozumiałe jest, że autorka zdecydowała się na przedłużenie
      > życia Gizeli do późnych lat 90-tych. Naprawdę uważała, że zdanie, włożone w us
      > ta Ignaca, że Gizela, usuwając się z ich życia, dała wyraz wielkiej delikatnośc
      > i uczuć, wystarczy czytelnikom za wyjaśnienie, dlaczego nie pojawiała się nigdy
      > w życiu Borejków, nawet w tak kryzysowej sytuacji, jaka miała miejsce w KK?


      z TEGO wniosek, że nie adoptuj dzieciaka, bo Cię potem wykreśli z życia. Gizela była jak druga matka, ale, ze nie biologiczna, to dla Mili sie nie liczy.

      Kalamburka powstała po latach, wiec dlatego jest tyle nieścisłości,
      • ako17 Re: Kalamburka 27.12.25, 21:36
        subskrybcja napisała:


        >
        > Kalamburka powstała po latach, wiec dlatego jest tyle nieścisłości,

        Niby wiem, ale nie przekonuje mnie to. Autorka mogła bardziej się przyłożyć i pomyśleć o konsekwencjach tego, co napisała wcześniej. Uśmiercić Gizelę przed akcją KK, nie dawać jej nazwiska Trak, a chytrą panią Trak zrobić jakąś jej daleką znajomą.
        Wtedy Borejki nie znaliby wad mieszkania, na które się zamieniali i nie byłoby mowy o tym, że matka Mili nabiła ją w butelkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka