ako17
26.12.25, 22:17
Właśnie przeczytałam Kalam po raz pierwszy od kilkunastu lat.
No i będę się dzielić spostrzeżeniami.
Po pierwsze, zdziwiło mnie, że ta książka jest taka krótka. Opisuje tyle wydarzeń, ma tylu bohaterów, a wszystko nakreślone jakimiś, nie do końca ze sobą powiązanymi scenami.
Ale! Ta książka jest rzeczywiście kopalnią zadziwień i nieścisłości z resztą cyklu.
Przede wszystkim niezrozumiałe jest, że autorka zdecydowała się na przedłużenie życia Gizeli do późnych lat 90-tych. Naprawdę uważała, że zdanie, włożone w usta Ignaca, że Gizela, usuwając się z ich życia, dała wyraz wielkiej delikatności uczuć, wystarczy czytelnikom za wyjaśnienie, dlaczego nie pojawiała się nigdy w życiu Borejków, nawet w tak kryzysowej sytuacji, jaka miała miejsce w KK?
„Borejkowie nie wierzyli, że ktoś miałby ochotę kraść” (dlatego mieli otwarte drzwi i Aniela mogła wejść z tortami i zobaczyć laptopa ze sztuką KA) – serio? Ta twierdza moralności i intelektualnej wyższości oblężona przez istny ocean chamstwa, braku manier, ludzi o brzydko sklepionych czaszkach i „musimy się trzymać razem, to nas nie złamią” oraz „rycerz musi być sam” nigdy nie pomyśleli, że ktoś miałby ochotę kraść? A jak Mili ukradziono portfel w NiN (1993) to nadal nie wierzyli w 1999?