evoushka
26.07.11, 15:22
Historia pachnie trochę banałem, ale myślę, że jeszcze jestem oryginalna, bo martwię się i zastanawiam, zanim mleko się rozlało. Otóż...:
Ja - 22 lata, w związku raz - kilkuletnim, szczenięcym, z rówieśnikiem, zakochana raz - nieszczęśliwie, przez kilka lat, w rówieśniku, ale nie tamtym, dopiero co odkochana (chyba).
On - 45 lat, żona, córka (młodsza ode mnie o 2 tygodnie) - obie w innym mieście (taką ma pracę, że pół tygodnia spędza tu, a pół tam).
Nie mamy romansu i, mam nadzieję, nie będziemy go mieć. Ale przestaję trochę panować nad naszymi relacjami i tym, co do niego czuję. Nie jestem zakochana (jeszcze), ale zafascynowana - tak. Ze względów zawodowych widujemy się regularnie, a ostatnio zaczęliśmy się spotykać także prywatnie. Ale nie na zasadzie randek - zwykle są to spotkania w większym gronie, czasem jakiś spacer czy kawa wypita gdzieś przy okazji. I wydaje mi się, a przynajmniej do niedawna byłam pewna, że to rodząca się, fajna przyjaźń i że uda się ją utrzymać na tym poziomie. On jest fantastycznym, mądrym, dobrym człowiekiem. Traktuję go jak mistrza, przewodnika, trochę mimo to kumpla, a dopiero jakiś czas temu zobaczyłam w nim mężczyznę. Z jego strony nie doszło do żadnych prób poderwania mnie, rozkochania w sobie, ale też wydaje mi się, że od pewnego czasu inaczej na mnie patrzy, inaczej się zachowuje i, co najważniejsze, coraz bardziej dąży do kontaktu.
Żeby było jasne - myślę, że on nigdy nie zdradził żony i nie zrobiłby tego na pewno w cyniczny, zimny sposób. Ja sama też nie chcę się pakować w żadne romanse. Ale zastanawiam się, czy będę w stanie się powstrzymać "jakby co" (zwłaszcza że zaczynają mi się rodzić w głowie myśli pt. "A może on nie jest z żoną... Albo im się nie układa...? - bo nigdy o żonie nie mówi, a o córce często). Co najważniejsze - mam teraz do podjęcia pewną decyzję i jeśli wybiorę opcję A, to przez najbliższe 2 lata będę się z nim widywała w pracy często i intensywnie, a jeśli wybiorę B - nie będę się z nim widywała w ogóle, chyba że prywatnie. I nie wiem, czy lepszym wyjściem w tej sytuacji jest uciekać i zapomnieć o nim doszczętnie, czy zostać i po prostu być grzeczną, dobrą, czystą panienką i czy to się tak da...
Może doradzi mi tu ktoś, kto ma większe doświadczenie i sprawniej odczyta mój stan, a może i jego... ?