wicehrabia.julian
01.08.11, 18:34
Niedawno otrzymałem coś w rodzaju awansu z podwyżką - przechodzę na inne, bardziej odpowiedzialne stanowisko. Nie żebym się martwił, ale jest jedno ale.
Szef zapowiedział mi, że zanim odejdę muszę wyszkolić następcę. Ok, nic trudnego myślę sobie, byleby nie przysłali mi jakiegoś tępaka albo cwaniaczka-lesera. I co się okazuje? Przysłali dziewczynę!
Lat 28, doświadczenie w materii (nawet na niwie korporacyjnej, co nie wiedzieć czemu miało znaczenie), jak szepnęły mi informatorki w kadrach podobno jakaś protegowana tego i owego. Nic to, nie takie cuda widuje się w mojej pracy.
Przyszła z dwa tygodnie temu, odkąd ją zobaczyłem wiedziałem, że będzie problem. Krótkie kuknięcie w CV i już wiemy wszystko: laska z małego miasteczka, studia i owszem, ale na średniej uczelni. Panna, dzieci brak. Doświadczenie zawodowe 5 lat (4 "w branży").
Dziewuszka całkiem kumata i pojętna, zaskakująco nawet jak na tak niepozorne warunki interpersonalne. Dwa tygodnie ją wdrażałem czując wzrastające ciśnienie, zaczęło się od maślanego wzroku, nieuważnego słuchania i pewnego rodzaju zagubienia. Po około trzech dniach padły pierwsze pytania dotyczące życia osobistego zbyte przeze mnie dowcipasami poniżej poziomu. Następnie przyszła wystrojona jak na ślub, wyglądało to karykaturalnie i wzbudziło moje zażenowanie.
Widząc co się święci dzisiaj postanowiłem znacząco przyspieszyć edukację by się z tego wykaraskać jak najszybciej. Kobiełka wyczuła pismo nosem i pod tygodnia zaproponowała wyjście na drinka, co z rubasznym uśmiechem skwitowałem "nie mam czasu". Na pytanie czy może jutro odpowiedziałem podobnie, ameba by się domyśliła, że ją spławiam. Nie odpuściła i na wychodne powiedziała coś w stylu "poczekam aż będziesz miał dla mnie czas". Zacząłem się autentycznie bać. Dzisiaj od rana to samo.
Niestety po wyszkoleniu dalej będę miał z nią sporo do czynienia w pracy i trudno mi jej będzie unikać. Nawet nei chodzi o to, że mi się zupełnie nie podoba (jest niska, okrąglutka i ubrana jak moja 50letnia sąsiadka). Ja mam taką zasadę, że w pracy towaru nie ruszam, bo po co sobie robić siarę i problemy.
Jak ją spławić, by nie zrazić a jednocześnie by było to skuteczne? Moja standardowa metoda czyli hmmm "spier" zawinięte w ładny papier tutaj nie przejdzie. Metoda "jestem gejem" też odpada, bo już zostałem zdemaskowany jako hetero.