tiuia
09.08.11, 15:06
Taki wątek mi się nasunął, na fali zamieszek.
Ja miałam dwa razy.
Raz jako nastolatka: złapałam stopa z koleżanką, żeby dojechać do mojego miasta (jakieś 15 km). Wsiadamy, pan kierowca rusza z piskiem opon. Rozglądamy się po wnętrzu samochodu, a tu między dwoma przednimi siedzeniami leży pistolet. Miałam nogi jak z waty. Ale na szczęście dla nas, poza szybkością z którą kierowca prowadził, i tą spluwą podskakującą na przednim siedzeniu, nie zdarzyło się nic złego. Tzn. kierowca zatrzymał się, wypuścił z samochodu przy tabliczce z nazwą naszej miejscowości, i pomknął w nieznane...
Ps: To była moja ostatnia przejażdżka autostopem.
Drugi raz jak byłam studentką i wracałam w nocy z imprezy do akademika. Pusta droga, ale przede mną wyłania się jakiś typ. Zbliża się szybkim krokiem, widzę że trzyma coś w ręce. Wygląda na spluwę. Nie patrzę mu w oczy na wszelki wypadek, idę przed siebie, ale zastanawiam się, czy to nie jakiś szaleniec, który właśnie kogoś zamordował, a teraz ja mu się napatoczyłam. Mijamy się. Żyję. Uff:):)
Ps: To zdarzenie nie sprawiło, że zrezygnowałam z imprez i powrotów późną nocą.