Dodaj do ulubionych

mam kochankę

    • Gość: zona+maz Re: mam kochankę IP: *.dialup.mco.edu 07.03.02, 04:51
      Witaj,
      jestesmy mlodym malzenstwem, jest nam ze soba
      dobrze intelektualnie, emocjonalnie,
      wierzymy, ze bedziemy zawsze ze soba szczesliwi.

      Ale jesli Twoja sytuacja wyglada tak jak opisales,
      jesli zona to taka wredzizna, to popieramy
      Twoja decyzje. I rowniez dla corki jest
      ona mniejszym zlem, dzieci bardziej niz
      falszywe poczucie bezpieczenstwa cenia szczerosc!
      Malzenstwo nie jest wartoscia sama w sobie.
      Staje sie nia dopiero wowczas, gdy
      jest milosc, przyjazn.

      Trzymaj sie
      zona+maz

      P.S. Usun lepiej te mole :-)
      • Gość: niewierny Re: mam kochankę IP: 157.25.130.* 07.03.02, 09:26
        jeszcze raz dzięki wszystkim, którzy poczytali trochę więcej tego co napisałem.

        Gość portalu: zona+maz napisał(a):
        > jesli zona to taka wredzizna

        tak, były we mnie różne okresy, różne natężenia żalu, pretensji, agresji,
        bezsiły, depresji itd. Skutki postępowania żony są jakie są. Mi jest jej żal
        jednak i to mnie b. długo trzymało w lojalności. Czas płynął, a ja pogrążałem się
        w pustce. Żaden ruch, który wykonywałem nie przynosił poprawy. Nawet jeśli wiem,
        że dla niej to nie jest tak, że sobie powie, że chce być inna i będzie, to i tak
        w sensie drobiazgów codziennych nie zmieni to wiele. Ona niestety powiela postawę
        swojej matki. Teść to kawał sukinsyna. Sadysta psychiczny i alkoholik. Teściowa
        jest taka zabiedzona, że szok. Praktycznie sama wychowała trójkę dzieci i jeszcze
        męża takiego utrzymywała i nadal to robi. Ona cierpi i kultywuje to cierpienie.
        Wiem, że to brzmi jak kalka, jak ułatwienie mentalne nie wymagające myślenia, ale
        moja żona nie mając podstaw do takiej postawy, bo jestem kompletnie inny niż
        teść, to jednak ona cierpi, ona czuję się tłamszona, nieważna, itd. Wiele lat
        próbowałem przebić się przez jej skorupę, aż się poddałem. Nazywam to moim
        instynktem samozachowawczym. Choć wyrzuty sumienia mam i będę miał przez wiele
        lat to jednak od niedzieli odzyskałem poczucie ciepła wewnętrznego. Jest kurka
        ktoś kto mnie cholera lubi, akceptuje, pożąda.
        amen
        • Gość: Kredka Re: mam kochankę IP: *.fn.pl 07.03.02, 14:05
          A ja uważam, że facet zawiodłeś na całej linii. Naprawdę, zwalanie winy na żonę
          Ci nic nie pomoże. To, że pożądasz bardziej inną kobietę niźli żonę wierz mi
          jest bardzo pospolite. To, że żona Ciebie nie rozumie jest równie oryginalnie.
          Poszedłeś po najmniejszej linii oporu. Zamiast walczyć o szczęście osób, które
          kiedyś kochałeś (czy NIGDY nie powiedziałeś żonie, że ją kochasz?) - zacząłeś
          myśleć hormonami (nie chcę dosadniej).

          Mężczyzna, który nie umie walczyć o szczęści swoich najbliższych to po prostu
          baba.

          Pozdrawiam wszystkich mężczyzn
          Kredka
          • niewierny Re: mam kochankę 07.03.02, 16:16
            Gość portalu: Kredka napisał(a):
            > A ja uważam, że facet zawiodłeś na całej linii.
            naturalnie, powinieniem w tym trwać pokornie i ofiarować swoje cierpienie
            Chrystusowi na krzyżu i prosić go o siłę by wytrwać ...

            > To, że pożądasz bardziej inną kobietę niźli żonę wierz mi
            > jest bardzo pospolite

            najpierw była pustka, potem pożądanie. Nie dlatego odchodzę, że mi jakaś "laska"
            w głowie zakręciła ... no ale wątek długi się zrobił i mogłaś nie mieć czasu
            doczytać

            > czy NIGDY nie powiedziałeś żonie, że ją kochasz?
            nie rozśmieszaj mnie

            > Mężczyzna, który nie umie walczyć o szczęści swoich najbliższych to po prostu
            > baba.

            widać cenisz swoją płeć ;-)

            sorki, ale nie ma w tym liście nic co mogłoby spowodować refleksję, życzę Ci
            udanego życia i jedynie słusznych moralnie wyborów
            • Gość: Milek Nie badz niesprawiedliwy IP: *.abo.wanadoo.fr 07.03.02, 16:40
              wobec CHrystusa, prosze, NIewierny. Choc moze to zal tylko,
              nie wiem. Kredka przeciez nic nie napisala o religii, a Tobie ten
              Chrystus jak diabel z pudelka...
              Wiesz przeciez doskonale, ze Chrystus nie obiecywal CI nigdy,
              ze bedzie latwo. Masz wolny wybor i wybierasz - Twoja
              sprawa. A z CHrystusem kiedys tam sam to 'zalatwisz'.
              Nie chcesz byc potepiony przez ludzi, raczej zrozumiany.
              I jest to zrozumiale. Dlaczego zatem potepiasz Chrystusa?

              Milek-katechetka:-)


              niewierny napisał(a):

              > Gość portalu: Kredka napisał(a):
              > > A ja uważam, że facet zawiodłeś na całej linii.
              > naturalnie, powinieniem w tym trwać pokornie i ofiarować swoje cierpienie
              > Chrystusowi na krzyżu i prosić go o siłę by wytrwać ...
              >
              • niewierny nie potępiam Chrystusa 07.03.02, 17:11
                tylko pewną postawę, która tak właśnie się wyraża, ileż to ludzi pokornie znosi
                różne rzeczy bo tak ich uczy religia. Wiesz Chrześcijaństwo pod tym względem to
                jeszcze pikuś, ale taki hinduizm i te inne tam, gdzie na swoje miejsce na ziemi
                zasłużyłeś w poprzednim życiu to dopiero jest upupienie ludzi, te kasty z których
                nie możesz się wyrwać bo taka karma i cierp i zapieprzaj

                tego nie lubię
                niewierny antychryst ;-)
                • Gość: Milek Zaden z Ciebie... IP: *.abo.wanadoo.fr 07.03.02, 17:29
                  'antychryst', moj drogi 'Niewierny'.
                  Moim postem chcialam Ci tylko powiedziec, ze Chrystus
                  to nie tam jakas abstrakcja, tylko czlowiek, jak Ty i ja.
                  No i Bog oczywiscie takze.
                  Roznica miedzy nami - Toba i mna - jest taka, ze Ty znasz nauke Chrystusa,
                  wybrales ja swiadomie, zaakceptowales, ale juz nie masz
                  sily, albo nie masz jej w tej chwili wlasnie, i znalazles 'boczna droge'. Tak to nazwijmy.
                  Sam siebie rozumiesz, ludzie Cie rozumieja, nawet ja:-) Cie rozumiem,
                  to Chrystus nie?
                  To dlatego jest napisane, bysmy sie nie sadzili, bo cala prawde o nas zna tylko
                  Bog, a zatem tylko On moze ferowac oceny oraz wyroki.
                  I jest milosierny, przypomne. Nie tylko sprawiedliwy...
                  A ludzie czesto nawet na sprawiedliwosc zdobyc sie nie potrafia.

                  Ja urodzilam sie w tej religii, ale tez ja wybralam. Nie jest tak, ze
                  staram sie zyc wg jej zasad, bo one tak mi kaza, albo presja srodowiska;
                  czynie to, bo
                  dostrzeglam w niej prawde droga wlasnej, obiektywnej refleksji. Troche
                  tak, jak neofici.
                  Zareagowalam na Twoja uwage w poscie do Kredki, bo
                  mysle, ze trzeba uwazac na slowa. Jak powiadam, Chrystus nikogo
                  nie oszukal, za to kazdy ma prawo wyboru i moze wracac do Niego
                  tak czesto, jak chce/potrafi. Caly czas nikomu sie przy NIm wytrwac
                  nie udalo, bo grzeszymy wszyscy. Tak to juz jest.
                  A Chrystus to zywy czlowiek. I boli Go, tak samo jak nas, a moze
                  bardziej, bo rozumie wiecej. Boli Go, gdy boli Ciebie.
                  Dlatego prosze, nie obracaj swego bolu, zalu, rozgoryczenia -
                  przeciwko Chrystusowi. Bo Go krzywdzisz. Tak po prostu,
                  po ludzku. Jakbys skrzywdzil niewinnego sasiada.
                  Rob, jak chcesz, jak musisz. Ale trzeba widziec rzeczy w prawdzie.
                  Bo naprawde mozna sie pogubic.
                  Pozdrawiam Cie serdecznie bardzo
                  Milek



                  niewierny napisał(a):

                  > tylko pewną postawę, która tak właśnie się wyraża, ileż to ludzi pokornie znosi
                  >
                  > różne rzeczy bo tak ich uczy religia. Wiesz Chrześcijaństwo pod tym względem to
                  >
                  > jeszcze pikuś, ale taki hinduizm i te inne tam, gdzie na swoje miejsce na ziemi
                  >
                  > zasłużyłeś w poprzednim życiu to dopiero jest upupienie ludzi, te kasty z który
                  > ch
                  > nie możesz się wyrwać bo taka karma i cierp i zapieprzaj
                  >
                  > tego nie lubię
                  > niewierny antychryst ;-)

                  • niewierny wiem, że trochę za ostro ale 07.03.02, 17:35
                    nie lubię w bawełnę owijać, tylko mówię co myślę,
                    a na marginesie, to ślubu kościelnego nie mamy, więc pewna instytucja gdym
                    chciał po rozwodzie kościelny brać nie miałaby najmniejszych do mnie
                    zastrzeżeń, ot co
                    • Gość: Milek Re: wiem, że trochę za ostro ale IP: *.abo.wanadoo.fr 07.03.02, 17:57
                      niewierny napisał(a):

                      > nie lubię w bawełnę owijać, tylko mówię co myślę,
                      > a na marginesie, to ślubu kościelnego nie mamy, więc pewna instytucja gdym
                      > chciał po rozwodzie kościelny brać nie miałaby najmniejszych do mnie
                      > zastrzeżeń, ot co

                      Zycie zyciem, instytucja instytucja, slowo slowem.
                      Przeciez Twoj problem to nie kwestia zgodonsci lub nie z tym,
                      co 'instytucja' Ci nakazuje, a raczej fakt, ze zdecydowales
                      sie cofnac slowo dane sobie samemu oraz drugiej osobie.
                      I to jest najtrudniejsze.
                      Co ma do tego 'instytucja'?
                      No, moze tylko to, ze przed oltarzem dokonuje sie dokladnie
                      to samo: ludzie daja sobie nawzajem slowo.
                      Dodam tylko, ze niektorzy umieja przy tym zaprosic
                      Chrystusa do swojej rodziny, i On im wowczas bardzo pomaga,
                      a innym jakos trudniej....
                      I tak czy siak sie rozstaja....
                      A TOBie zycze spokoju, takiej wewnetrznej pewnosci,
                      zgody na wlasne wybory.
                      I nieustajaco pozdrawiam!
                      Milek
                      I pamietaj o Malutkiej!
                      (sorry, tu sie odzywa moj 'bzik')

    • Gość: tasha3 Re: mam kochankę IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.03.02, 08:48
      A ja myslę, że masz rację....! Może też zostanę potępiona..., ale gratuluję odwagi i chęci realizowania,
      niekoniecznie mądrych, ale TWOICH potrzeb ! Lepsze to, niż życie w zakłamaniu, i powtarzanie sobie
      bez sensu.."ach, jaki jestem szczęsliwy.." Życzę powodzenia i rozsądku w tym wszystkim. Pozdrawiam
      serdecznie.
    • Gość: mefisto Re: mam kochankę IP: 148.81.128.* 07.03.02, 09:31
      a ja od roku...
      • aanniiaa Re: mam kochankę 07.03.02, 16:33
        poznałam w internecie pana, ktory najpierw chwalił się jakie to ma cudowne
        życie, wszystko mu się układa, dom, firma, dzieciaki, pieniadze i fajna żona
        która tak go kocha, potem zmienił lekko wersję i żona stała się taka jak
        niewiernego- całkiem nie do życia...

        i ja się zastanawiam jak to jest- w dniu ślubu atutem kobiety jest np. to że
        twardo stąpa po ziemi, jest zdecydowana, wie czego che, a x lat po ślubie staje
        się zimną jędzą, niezdolną do wzruszeń

        a panowie wierni lub niewierni nie zmieniają się w tych związkach?
        to cały czas ci piękni chłopcy całujący nas w autobusach, przynoszący kwiaty,
        zapraszający na spacery?

        mój znajomy nie zostawił żony, bo bardzo kocha dzieci, ale za to rzuca kochanke
        i do niej wraca
        poza tym ma bardzo wiele innych przygodnych kochanek, bo ma bardzo fajną pracę

        i ja się pytam czy jest różnica między chorobliwym posiadaniem kochanek, a
        związaniem się z kimś kogo się kocha a nie tylko pożąda w fazie między
        zerwaniem starego związkua zawiązaniem całkowitym nowego...

        takie tłumaczenie się mnie zwyczajnie wkurza

        bo albo się kogoś kocha albo nie
        może zwyczajnie ja nie umiem rozdzielić seksu od miłości
        od tego chyba powinnam zacząc

        pozdrawiam
        ania

        ps. ja nie mam kochanka, oprócz wspaniałego Męża :)
        • niewierny Re: mam kochankę 07.03.02, 17:08
          aanniiaa napisał(a):
          > a x lat po ślubie staje się zimną jędzą, niezdolną do wzruszeń

          koleżanko, wybacz, ale nie napisałem o żonie zimna jędza, napisałem za to, że są
          rzeczy, które powodują, że ją rozumiem, ale i tak nie umiem z nią być, wypaliłem
          się i nie mam w sobie siły przebijać się przez skorupę podejrzeń. Bo to wcale nie
          jest wesołe gdy widzisz człowieka, który kiedyś był Ci bliski i miałaś nadzieję,
          że swoim uczuciem otworzysz go i będzie lepszy, uwierzy w siebie i będzie Ci
          dobrze. A jak taki człowiek jednak się nie otwiera, ma od Ciebie więcej sukcesów,
          ale jego poczucie niskiej wartości pcha go do ataków na Ciebie za Twoje
          osiągnięcia - miałaś kiedyś sytuację, że udało Ci się coś zrobić, przychodzisz
          pochwalić się i zostajesz zaatakowana,
          fajnie się mówi teoretycznie jak się czegoś nie doświadczyło

          > a panowie wierni lub niewierni nie zmieniają się w tych związkach?

          > poza tym ma bardzo wiele innych przygodnych kochanek, bo ma bardzo fajną pracę

          a ja nie mam przygodnych, tylko tę jedną i dopiero teraz i prócz ciała b. mi
          odpowiada jako osoba, doskonale się czuję w jej towarzystwie, gęby nam się nie
          zamykają i nie jestem z nią tylko dlatego, że tak dobrze nam razem w łóżku (gdby
          mi się z nią nie gadało tak dobrze, to w życiu bym z nią do łóżka nie poszedł) i
          gdzieś tam pojawia się już we mnie idea, że coś z tego ma szansę na długo być,
          nie zakładam, że na zawsze bo już zakładałem

          > może zwyczajnie ja nie umiem rozdzielić seksu od miłości

          a ja umiem i moja kochanka też, ale to nie oznacza, że pędzimy do pierwszego
          napotkanego, niby niemożliwe jest z definicji zbudowanie dobrego związku tam
          gdzie się szybko w łóżku razem ląduje?
          • agick Re: mam kochankę 07.03.02, 18:06
            niewierny napisał(a):

            > aanniiaa napisał(a):
            > > a x lat po ślubie staje się zimną jędzą, niezdolną do wzruszeń
            >
            > koleżanko, wybacz, ale nie napisałem o żonie zimna jędza, napisałem za to, że s
            > ą
            > rzeczy, które powodują, że ją rozumiem, ale i tak nie umiem z nią być, wypaliłe
            > m
            > się i nie mam w sobie siły przebijać się przez skorupę podejrzeń. Bo to wcale n
            > ie
            > jest wesołe gdy widzisz człowieka, który kiedyś był Ci bliski i miałaś nadzieję
            > ,
            > że swoim uczuciem otworzysz go i będzie lepszy, uwierzy w siebie i będzie Ci
            > dobrze. A jak taki człowiek jednak się nie otwiera, ma od Ciebie więcej sukcesó
            > w,
            > ale jego poczucie niskiej wartości pcha go do ataków na Ciebie za Twoje
            > osiągnięcia - miałaś kiedyś sytuację, że udało Ci się coś zrobić, przychodzisz
            > pochwalić się i zostajesz zaatakowana,
            > fajnie się mówi teoretycznie jak się czegoś nie doświadczyło
            >
            > > a panowie wierni lub niewierni nie zmieniają się w tych związkach?
            >
            > > poza tym ma bardzo wiele innych przygodnych kochanek, bo ma bardzo fajną p
            > racę
            >
            > a ja nie mam przygodnych, tylko tę jedną i dopiero teraz i prócz ciała b. mi
            > odpowiada jako osoba, doskonale się czuję w jej towarzystwie, gęby nam się nie
            > zamykają i nie jestem z nią tylko dlatego, że tak dobrze nam razem w łóżku (gdb
            > y
            > mi się z nią nie gadało tak dobrze, to w życiu bym z nią do łóżka nie poszedł)
            > i
            > gdzieś tam pojawia się już we mnie idea, że coś z tego ma szansę na długo być,
            > nie zakładam, że na zawsze bo już zakładałem
            >
            > > może zwyczajnie ja nie umiem rozdzielić seksu od miłości
            >
            > a ja umiem i moja kochanka też, ale to nie oznacza, że pędzimy do pierwszego
            > napotkanego, niby niemożliwe jest z definicji zbudowanie dobrego związku tam
            > gdzie się szybko w łóżku razem ląduje?


            jestem tu obok Ciebie - broń siebie i swojego życia..
            ja już wiem jak ono wyglądało..
            ludzie, on zrobił dobrze - nie chcecie tego piekła w jakim żył..
            to dobry facet. zasłużył na normalność i spokój.. na szczęście a nie chodzenie
            jak SAPER PO POLU MINOWYM !!
            nie pytajcie skąd wiem.
            wiem.
            trzymaj się - bądź szczęśliwy.
          • dr.jekyll a ja nie... 07.03.02, 18:32
            niewierny napisał(a):

            > Bo to wcale nie
            > jest wesołe gdy widzisz człowieka, który kiedyś był Ci bliski i miałaś
            > nadzieję, że swoim uczuciem otworzysz go i będzie lepszy, uwierzy w
            > siebie i będzie Ci dobrze. A jak taki człowiek jednak się nie otwiera,
            oj, jak ja cie dobrze rozumiem
            ile lat nieudanych wysilkow trzeba, zeby w koncu powiedziec dosyc? ze my sie,
            cholera, nie dogadamy do konca swiata, ze 'dwienatcat' liet - nu i chwatit'

            moj przypadek jest i tyle dziwny, ze seks jest ok (w porywach do bardzo dobrego);
            mozna powiedziec, ze laczy nas glownie wyro; pewnie zawsze tak bylo, tylko
            wczesniej tego nie zauwazylem...

            czytam to, co piszesz, i zastanwiam sie, czy nie powinienem pojsc w twe slady;
            jakos jednak mi glupio (i nie, 'czarni' nie maja tu nic do rzeczy).
            jak by nie bylo, zycze ci powodzenia, gdziekolwiek (i dokogokolwiek) cie oczy
            poniosa

            ---
            dr.jekyll & mr.hyde
    • Gość: Kredka Re: mam kochankę IP: *.fn.pl 08.03.02, 11:30
      Niewierny!
      Nie przyłączam się do chóru pochlebców, bo uważam, że brniesz w bagno. Wiem, że
      moje wypowiedzi były bardzo ostre, chyba Ciebie obrażające, za co przepraszam.
      Ale serce mnie bolało, gdy myślałam co przeżywają Twoja żona i dziecko. Gdy
      ponad 20 lat temu powiedziałam mojemu mążowi, że go kocham - to wiedziałam, że
      to mówię na dobrą i złą dolę, dopóki na śmierć nie rozłączy. Po prostu uważam,
      że nie można robić z gęby cholewy. Gdy mówię kocham - to musi to być na całe
      życie! Gdy mówię pożądam - to owszem na chwilę. Ale wyznanie miłości
      zobowiązuje.

      Tak wiele osób wybiera łatwe rozwiązania, zamiast mozolnie walczyć z własnymi
      słabościami i dawać innym szczęście.

      Nie boisz się, że zbylejaczyłeś własne życie?

      Życzę Ci mądrych decyzji
      • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 12:39
        Gość portalu: Kredka napisał(a):
        > Nie boisz się, że zbylejaczyłeś własne życie?

        miło Kredka, że łagodniej przemawiasz :-)

        nie boję się, boję się bardziej, że będę miał jeszcze 30 lat tego co znam od lat
        pięciu i mówię na to: nie dziękuję.
        Trochę trwało nim szala się we mnie przechyliła i stwierdziłem, że dla wszystkich
        będzie lepiej jak się rozstaniemy i będziemy osobno budować swoje dobre relacje z
        dzieckiem. Bardzo pomogli mi ludzie, którzy wielokrotnie pisali, że lepiej im
        było po rozwodzie rodziców niż przed, kiedy atmosfera w domu była okropna.
        Patrzę też przy tym na moich rodziców, których nie łączy nic, i jak pisałem już,
        nie odnoszą się do siebie inaczej niż warcząc.
        Będę również szczery mówiąc, że od dawna nie jestem radykalnym przeciwnikiem
        rozwodów. Myślę, że lepiej się rozstać niż tkwić zapętlonym w nierozwiązywalne
        żale i pretensje. Teraz kiedy podjąłem decyzję i powiedziałem o tym żonie zrobiło
        mi się lżej. Wiem, że to nie koniec przykrych chwil, ale czuję się lepiej. Po
        wielu latach niezrozumienia, po wielu miesiącach podskórnych myśli, że wolę być
        sam, wyznanie tego uspokoiło mnie.
        Cieszę się, że dobrze Ci z Twoim mężem, ale niestety zauważam, że najbardziej
        protestują ludzie, którym życie się układa lub którzy nie mieli jeszcze szans na
        konfrontację z trudnościami.
        Ja naprawdę byłem równie ostry kiedyś.
        pozdrawiam
        • agick Re: mam kochankę 08.03.02, 13:01
          niewierny napisał(a):

          > Gość portalu: Kredka napisał(a):
          > > Nie boisz się, że zbylejaczyłeś własne życie?
          >
          > miło Kredka, że łagodniej przemawiasz :-)
          >
          > nie boję się, boję się bardziej, że będę miał jeszcze 30 lat tego co znam od la
          > t
          > pięciu i mówię na to: nie dziękuję.
          > Trochę trwało nim szala się we mnie przechyliła i stwierdziłem, że dla wszystki
          > ch
          > będzie lepiej jak się rozstaniemy i będziemy osobno budować swoje dobre relacje
          > z
          > dzieckiem. Bardzo pomogli mi ludzie, którzy wielokrotnie pisali, że lepiej im
          > było po rozwodzie rodziców niż przed, kiedy atmosfera w domu była okropna.
          > Patrzę też przy tym na moich rodziców, których nie łączy nic, i jak pisałem już
          > ,
          > nie odnoszą się do siebie inaczej niż warcząc.
          > Będę również szczery mówiąc, że od dawna nie jestem radykalnym przeciwnikiem
          > rozwodów. Myślę, że lepiej się rozstać niż tkwić zapętlonym w nierozwiązywalne
          > żale i pretensje. Teraz kiedy podjąłem decyzję i powiedziałem o tym żonie zrobi
          > ło
          > mi się lżej. Wiem, że to nie koniec przykrych chwil, ale czuję się lepiej. Po
          > wielu latach niezrozumienia, po wielu miesiącach podskórnych myśli, że wolę być
          >
          > sam, wyznanie tego uspokoiło mnie.
          > Cieszę się, że dobrze Ci z Twoim mężem, ale niestety zauważam, że najbardziej
          > protestują ludzie, którym życie się układa lub którzy nie mieli jeszcze szans n
          > a
          > konfrontację z trudnościami.
          > Ja naprawdę byłem równie ostry kiedyś.
          > pozdrawiam

          i bądź bardzo szczęśliwy..
          i swoi szczęściem się ciesz...


          • yess Re: mam kochankę 08.03.02, 13:04
            nie bardzo rozumiem o co to cale zamieszanie ? masz kochanke i juz. widocznie
            tego potrzebujesz i cos do konca jest nie tak w malzenstwie. wielu pewnie
            chcialoby byc na twoim miejscu :)
            • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 13:07
              yess napisał(a):
              > nie bardzo rozumiem o co to cale zamieszanie?

              no temat chwicił jak się okazuje, czyli interesuje ludzi, czyli wielu mocno
              dotyczy :-)
              • yess Re: mam kochankę 08.03.02, 13:08
                to daje sie zauwazyc :) szczegolnia ta agresja u ludzi ... ciekawe dlaczego
                boja sie czy moze zazdroszcza?
                • agick Re: mam kochankę 08.03.02, 13:14
                  yess napisał(a):

                  > to daje sie zauwazyc :) szczegolnia ta agresja u ludzi ... ciekawe dlaczego
                  > boja sie czy moze zazdroszcza?

                  chyba raczej nie rozumieją.. ja też go na początku skrytykowałam..
                  ale potem wiele mi wytjaśnił na priv.. a poza tym sama znalazłam się w popdbnym
                  problemie..
                  ludzie nie rozumieją jakim strasznym życiem jest życie z huśtawką - a jego żona
                  taka jest..
                  co oznacza saper na polu minowym - że cały czas czekasz co tym razem wybuchnie,
                  co mi urwie..
                  każdy zasługuję na życie z godnością i szczęściem..

                  • yess Re: mam kochankę 08.03.02, 13:16
                    każdy zasługuję na życie z godnością i szczęściem..-----> wiec zalezy to tylko
                    od ciebie. malzenstwo to chyba nie jest kara dozywtnego wiezienia?
                  • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.03.02, 13:19
                    agick napisał(a):

                    > yess napisał(a):
                    >
                    > > to daje sie zauwazyc :) szczegolnia ta agresja u ludzi ... ciekawe dlacze
                    > go
                    > > boja sie czy moze zazdroszcza?
                    >
                    > chyba raczej nie rozumieją.. ja też go na początku skrytykowałam..
                    > ale potem wiele mi wytjaśnił na priv.. a poza tym sama znalazłam się w popdbnym
                    >
                    > problemie..
                    > ludzie nie rozumieją jakim strasznym życiem jest życie z huśtawką - a jego żon
                    > a
                    > taka jest..
                    > co oznacza saper na polu minowym - że cały czas czekasz co tym razem wybuchnie,
                    >
                    > co mi urwie..
                    > każdy zasługuję na życie z godnością i szczęściem..
                    >

                    Madra z ciebie kobieta...pozdrawiam:)
                • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 13:17
                  yess napisał(a):
                  > to daje sie zauwazyc :) szczegolnia ta agresja u ludzi ... ciekawe dlaczego
                  > boja sie czy moze zazdroszcza?

                  nie chcę uprawiać gazetowej psychoanalizy, ale myślę, że niektóre elementy mogą
                  świadczyć o obronie swojego stylu życia, mój jest OK, a to co ja robię jest
                  odbierane jako zagrażające
                  pewnie część może bronić się bronić przed sobą poprzez niedopuszczanie do siebie
                  pewnych myśli. U mnie trochę trwało nim sam sobie świadomie rzekłem "jest mi źle"
                • Gość: moona Re: mam kochankę IP: 195.117.174.* 08.03.02, 13:20
                  yess napisał(a):

                  > to daje sie zauwazyc :) szczegolnia ta agresja u ludzi ... ciekawe dlaczego
                  > boja sie czy moze zazdroszcza?
                  A nie przyszedł ci czasem do głowy trzeci powód- skoro im samym się ułożyło
                  zwyczajnie współczują, że nie wszyscy mieli to szczęście, że wielu przeżywa
                  rozterki. Oczywiście, dla wielu szczęśliwych jest to swoiste memento- zadają
                  sobie pytanie, czym zasłużyli na swoje szczęście, gdy innych ono ominęło i czy
                  rzeczywiście oni też zawsze będą szczęśliwi.

                  • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 13:22
                    Gość portalu: moona napisał(a):
                    > yess napisał(a):
                    > > to daje sie zauwazyc :) szczegolnia ta agresja u ludzi ... ciekawe dlacze
                    > go
                    > > boja sie czy moze zazdroszcza?
                    > A nie przyszedł ci czasem do głowy trzeci powód- skoro im samym się ułożyło
                    > zwyczajnie współczują

                    hm, wyrażać współczucie poprzez agresję, ciekawe
                  • yess Re: mam kochankę 08.03.02, 13:22
                    jak zauwazylas nie pisze o tych co wspolczuja tylko o tych co sa agreswni.
                    agresja ze wspolczuciem chyba ma nie wiele wspolnego.
                    • Gość: noe Re: mam kochankę IP: *.szcz.gazeta.pl 08.03.02, 13:43
                      Być może ci co tak pluja agresją po prostu boja sie, że ich partner ( nie daj
                      Bóg) też któregoś dnia zrobi to samo co Ty teraz. Poprzez swoje krytyki i
                      traktowanie Cie jak dziwoląga życiowego, co to przysięgi małżeńskiej nie
                      dochowuje, chcą poczuć się pewniej w swoich gniazdkach.
                      Serdecznie pozdrawiam.( k woli wyjaśnienia co niektórym - jestem kobietą)
      • tasha3 Re: mam kochankę 08.03.02, 14:46
        "ZBYLEJACZYŁES"....? Co to jest...? Więc ma żyć sobie spokojnie u boku żony, która dusi go wewnętrznie,tylko
        w imię ideałów...? po to tylko, żeby mieć "swiadomosć bycia w porządku"...? Jestem ok.., poswięcam się...,
        jestem moralny..., to co robię, daje szczęscie innym..., mądre społeczeństwo akceptuje moją szlachetnosć..., nie
        robię z gęby cholewy..., zobowiązałem się do MIŁOŚCI.... B Z D E T Y ! ! ! !
        Nie chodzi o to, że odnoszę się bez tzw. szacunku, dla obietnicy danej ukochanej/ukochanemu na całe życie...
        Ma to swój urok..., ma to swój sens... i życzę szczęscia i gratuluję serdecznie, każdemu kto się w tym odnalazł.. i
        potrafi, mimo przeciwnosci,nie poddawać się, lecz nad swoim małżeństwem rozsądnie popracować, jeżeli owe
        jakiejs pracy wymaga..., pytanie jeszcze tylko, czy cos ta praca da...?
        Ale nie mogę zgodzić się do końca ze stwierdzeniem "obietnica przed ołtarzem do czegos
        zobowiązuje"... Zobowiązuje..., ALE...... Zjadać własny żołądek z nerwów nad codziennoscią....,
        tęsknic za namiętnoscią....., pogodzic się z jej brakiem.. w imię tego, że "kiedys przecież wybrałam.."? Po to, żeby
        obietnicy stało się zadosc...? Własnego szczęscia przecież mamy prawo szukać ! Życie weryfikuje....,
        dochodzimy do jakichs tam wniosków...
        Moi rodzice się swego czasu rozwiedli..,teraz, kiedy jestem już "duża" :-) moi znajomi mawiają, że dzięki temu
        mam "lżejsze" podejscie do tematu małżeństwa... A ja myslę.., że to przynajmniej.. rozsądne podejscie.., a nie
        zakłamane .. na zasadzie "jest dobrze, jest dobrze.., nocą popłaczę trochę w podusię.."
        Jestem ZA szukaniem własnego szczęscia... Dziecko rozwiedzionych rodziców nie musi być wcale
        nieszczęsliwe i zagubione w życiu..., może mieć więcej rozsądku i determinacji w tzw. łapaniu życia za rogi..., a
        o to przecież własnie chodzi... :-)

    • jolak3 Re: Ale Odwaga - mam kochankę 08.03.02, 15:52
      Odważny wybór, decyzja, Czuję to o czym piszesz, ale...Twoje emocje. Nie myslisz w tym momencie o tym wszystkim co było? Dlaczego Wam się" w łóżku nie układalo"? Czy kiedy� rozmawiali�cie na ten temat. otwarcie?
      Pozdarwiam i życzę cały czas takich równych emocji z nowš Paniš
    • hal9000 Re: mam kochankę 08.03.02, 16:59
      Cały czas zastanawiam się co byśmy usłyszeli,
      gdybyśmy mogli wysłuchać drugiej strony,
      tzn. żony niewiernego...

      Wielu tutaj już wydało swój wyrok za lub przeciw ale
      czy można wydawać sprawiedliwy osąd znając sprawę z
      relacji tylko jednej strony?
      • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 17:24
        hal9000 napisał(a):
        > Cały czas zastanawiam się co byśmy usłyszeli,
        > gdybyśmy mogli wysłuchać drugiej strony,
        > tzn. żony niewiernego...
        > czy można wydawać sprawiedliwy osąd znając sprawę z
        > relacji tylko jednej strony?

        no to oczywiste, że potwierdziłaby wszystko co napisałem ...
        przecież dlatego się rozchodzimy ...

        sprawiedliwy osąd powiadasz, mi się wydaje, że raczej chodzi o zrozumienie
        pewnych racji, a głównie, że lepiej się rozstać niż tkwić w tym ...
    • kasia28 Re: mam kochankę 08.03.02, 17:39

      Gdzie była Twoja żona, jak Ty sprzatałeś, gotowałeś, zajmowałes się dziećmi
      itd? Ona albo ślepa albo głupia, ze się na Tobie nie poznała. A tzrecia część
      Twojego postu to, wybacz, ni przypiął, ni przyłatał. Właściwie to nie wiem
      czego oczekujesz od forumowiczów.Chcesz medal?
      • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 17:49
        kasia28 napisał(a):
        > Gdzie była Twoja żona, jak Ty sprzatałeś, gotowałeś, zajmowałes się dziećmi
        > itd? Ona albo ślepa albo głupia, ze się na Tobie nie poznała.

        w czytelni, na zajęciach, na stypendium za granicą ...
        i nie mam o to pretensji, bo lubię, że robi co lubi, ale mam pretensje o
        niedocenianie mego wkładu
        lubiłem się pochwalić, że mam żonę co doktorat pisze - to usłyszałem od niej, że
        robię to, żeby podnieść swoją wartość w oczach innych, tylko dla siebie ...
        wiem, że taki element też w tym występuje, ale nie chciała zrozumieć, że to
        radość być dumnym z żony, że nie jest kurą domową tylko coś znaczy, ech

        > Właściwie to nie wiem
        > czego oczekujesz od forumowiczów.Chcesz medal?

        nie, po prostu tak mi się napisało, chodziło o zarysowanie mojej postawy, mojego
        punktu widzenia
        • kasia28 Re: mam kochankę 08.03.02, 17:56
          No toście się rozminęli. Mój mąż też studiował-ja siedziałam w domu, potem ja
          studiowałam-on zajmował sie domem i dziećmi, ale jakoś "szukaliśmy sie" ciągle
          i nie zgubiliśmy sie. No to chyba powinieneś się cieszyć, ze spotkałeś kogoś z
          kim Ci dobrze. Pytanie tylko, czy zrobiliście wszystko, by się odnaleźć?
          chociaż po 15 latach to i tak już nic nie zmieni. A co do seksu przed ślubem.
          My jesteśmy dla siebie pierwsi i jak na razie nie znudziliśmy się sobą, więc
          to chyba nie reguła, ze dobrze miec partnera(ów) przed. Ale doświadczenie
          dobrze mieć :)

          Pozdrawiam i życze powodzenia w innym związku.
    • Gość: agnieszk Re: mam kochankę IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.03.02, 17:54
      jestes zwyklym draniem, tez bylam zdradzana i wyrzucilam takiego z domu, na
      starosc zrzumiecie co to malzenstwo, uroda przemija...zapamietaj to!
      • Gość: aziz Re: mam kochankę - to siedz cicho IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.03.02, 18:07
        Jak się ma kochankę to się siedzi cicho
        Tylko Ty i Ona
        Szlag mnie trafia gdy koledzy pytaja sie jaki prezent kupic kochance co
        powiedziec zonie i takie pierdoly
        bez wzgledu jak postapisz Twoja decyzja bedzie sluszna !
        a na kochanke wybierz sobie mezatke wiesz dlaczego
        • niewierny Re: mam kochankę - to siedz cicho 08.03.02, 18:14
          Gość portalu: aziz napisał(a):
          > a na kochanke wybierz sobie mezatke wiesz dlaczego

          już wybrałem rozwódkę

          ale ale,
          ja słowa kochanka nie utożsamiam z konkubina,
          kochanka to piękne słowo, kiedyś moja żona była moją kochanką, ale przeminęło
          z ...
          kochanka to bliskość i radość z przebywania razem, to pamiętanie o sobie ...
          zresztą tak do siebie mówimy i sprawia nam to dużą radość
      • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 18:10
        Gość portalu: agnieszk napisał(a):
        > jestes zwyklym draniem, tez bylam zdradzana i wyrzucilam takiego z domu

        no, ale chyba trochę inaczej to wygląda skoro najpierw podjąłem decyzję i
        otwarcie powiedziałem o tym żonie, bo Twój to za plecami Cię zdradzał
    • Gość: Po Re: mam kochankę IP: *.acn.waw.pl 08.03.02, 18:32
      niewierny napisał(a):

      > mam kochankę, od wczoraj. Po czterech spotkaniach rzuciliśmy się na siebie i
      > zjedliśmy nawzajem. Teraz chodzę nakręcony jak dzik, wymieniamy dzikie sms-y i
      > nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, czuję radość, zadowolenie, samczą
      > satysfakcję, ona jest dzika, ponętna, nie hamuje swojej żądzy, jest genialna w
      > łóżku, otwarta, rewelacja i to jej ciało !!!


      A jak będziesz miał wrzody na dupie, to też wszystkich o tym powiadomisz? Kogo to
      obchodzi, że masz kochankę albo wrzody???
      Ja mam tygrysa w domu...
      >
      > a ożeniłem się z miłości, przed swoją żoną nie miałem żadnej innej kobiety,
      > wierzyłem, że będąc dla siebie pierwszymi będziemy mieli patent na szczęście.
      > Trwałem w tym 15 lat (łącznie z chodzeniem przed ślubem), staram się o dom,
      > jestem dobrym ojcem, gotuję, piorę, sprzątam, biegam z dzieckiem do lekarza jak
      >
      > trzeba, przynosiłem żonie prezenty bez okazji itd, itp, (no jakieś wady też
      > mam), ale w seksie nigdy nie było między nami dobrze, ciągle coś tam się
      > psuło ...
      >
      > i teraz wy wszyscy, którzy chcecie czarnych słuchać zastanówcie się co wam te
      > gady wmawiają, miejcie kilka partenerek, kilku partnerów zanim się z kim
      > zwiążecie, pożądanie i seks są dużo ważniejsze niż kościół pieprzy; i nigdy nie
      >
      > miejce pretensji, że ktoś kogoś miał przed wami, to nie zaleta to wada, a im
      > starszy wasz wybranek/wybranka tym bardziej nieufnie do dziwic i prawiczków
      > podchodźcie, po 30. do kasacji, niech się inni męczą, nie wy
      >
      > wiem, że to piszę ostro, trochę nieprzemyślanie, trochę może za krzywo, ale
      > takie są moje emocje, ale wiele lat o tym myślałem
      >
      > pozdro
      >
      > P.S. z żoną się rozchodzę i to postanowiłem zanim z nową "panną" do łóżka
      > poszedłem

      • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 18:42
        Gość portalu: Po napisał(a):
        > A jak będziesz miał wrzody na dupie, to też wszystkich o tym powiadomisz? Kogo
        > to
        > obchodzi, że masz kochankę albo wrzody???


        no jakby nikogo nie obchodziło to nie stałby się to jeden z najpopularniejszych
        wątków ostatnich czasów
        • Gość: Po Re: mam kochankę IP: *.acn.waw.pl 08.03.02, 18:48
          No nieźle ich podpuściłeś... Dali się zrobić...
          Po
          • niewierny Re: mam kochankę 08.03.02, 18:51
            Gość portalu: Po napisał(a):
            > No nieźle ich podpuściłeś... Dali się zrobić...

            nikogo nie podpuszczam, to wszystko prawda
            jak człek się znajdzie w sytuacji, że nie ma z kim pogadać to internet naprawdę
            może się przydać
            • Gość: hserwin Re: mam kochankę IP: *.chello.pl 11.03.02, 11:53
              I doszliśmy do sedna sprawy.Twój bląd polega na tym,że nie potrafisz pogadać z
              zainteresowaną osobą,bo wtedy może musiał byś przyznac jej rację.To,ze z żona
              juz nie rozmawiasz wcale mnie nie dziwi,ja na jej miejscu już dawno dałabym
              sobie z tobą spokój,ale, ze kochanka już nie wystarcza Ci do rozmowy- rokuje
              niezbyt pomyślnie.Wydaje mi sie,że ty nadal sie wahasz co do podjęcia
              ostatecznych kroków,i radze ci dobrze sie zastanów !!!!!
              • yess Re: mam kochankę 11.03.02, 12:18
                czyzby rozwod byl przestepstwem?
              • niewierny Re: mam kochankę 11.03.02, 16:16
                Gość portalu: hserwin napisał(a):
                > Twój bląd polega na tym,że nie potrafisz pogadać z
                > zainteresowaną osobą,bo wtedy może musiał byś przyznac jej rację.To,ze z żona
                > juz nie rozmawiasz wcale mnie nie dziwi,ja na jej miejscu już dawno dałabym
                > sobie z tobą spokój,ale, ze kochanka już nie wystarcza Ci do rozmowy- rokuje
                > niezbyt pomyślnie.

                coż za śmiałe wnioski i ...

                1. mam dość rozmów z żoną, które to rozmowy stanowczo za długo trwały, powinienem
                był się rozwiść zanim zrobiliśmy sobie dziecko

                2. Jasnowidz jesteś? Z kochanką nie rozmawiam? Oj bo Cię nazwę przenikliwy. W
                sobotę czytała cały ten wątek. Nie zadaję się z osobami, które nie potrafią
                rozmawiać.
                • Gość: mały Re: mam kochankę IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 18:52
                  Niewierny,ja Ci zazdroszczę.Umiałeś podjąć decyzję.Wielu na to nie stać.Mnie
                  również.Mogę doCiebie napisać na priva?Mały
                  • Gość: klaudia Re: mam kochankę IP: *.chello.pl 12.03.02, 01:31
                    Jeśli przestałeś kochać swoją żonę, to dobrze robisz mówiąc jej o tym i
                    odchodząc od niej. Cenię szczerość. Nie chciałabym , aby moj facet był ze mną
                    z litości, czy z przyzwyczajenia. Miłość i pożądanie to coś wspaniałego,
                    czasami trwa wiecznie, a czasami chwilkę...
                    • Gość: Milek Do Klaudii IP: *.abo.wanadoo.fr 12.03.02, 11:30
                      Gość portalu: klaudia napisał(a):

                      > Jeśli przestałeś kochać swoją żonę, to dobrze robisz mówiąc jej o tym i
                      > odchodząc od niej. Cenię szczerość. Nie chciałabym , aby moj facet był ze mną
                      > z litości, czy z przyzwyczajenia. Miłość i pożądanie to coś wspaniałego,
                      > czasami trwa wiecznie, a czasami chwilkę...

                      Jak chodzi o pozadanie, to zgoda, Klaudio.
                      Jednak w sprawie milosci - nie.
                      Bo milosc to nie tylko namietnoc, jednorazowe emocjonalne zauroczenie...
                      Emocje czasem mamy dobre, czasem zle, a czasem wobec jednej
                      osoby moga nam sie zmieniac, popadac ze skrajnosci w skrajnosc,
                      nawet wiele razy w ciagu dnia...
                      Milosc jest miloscia, gdy emocje zostaja poparte przez akt woli.
                      Kocham, bo chce kochac.
                      I od naszej decyzji zalezy, jak dlugo kochamy.
                      Na tym wlasnie opiera sie malzenstwo.
                      Takiej milosci zycze Wszystkim. Nie tylko namietnosci, ale i swiadomego
                      bycia razem... Zgodnego budowania zwiazku przez oboje partnerow.
                      Dobrego dnia
                      • Gość: Klaudia Re: Do Milka IP: *.chello.pl 13.03.02, 16:31
                        Gość portalu: Milek napisał(a):

                        > Gość portalu: klaudia napisał(a):
                        >
                        > > Jeśli przestałeś kochać swoją żonę, to dobrze robisz mówiąc jej o tym i
                        > > odchodząc od niej. Cenię szczerość. Nie chciałabym , aby moj facet był ze
                        > mną
                        > > z litości, czy z przyzwyczajenia. Miłość i pożądanie to coś wspaniałego,
                        > > czasami trwa wiecznie, a czasami chwilkę...
                        >
                        > Jak chodzi o pozadanie, to zgoda, Klaudio.
                        > Jednak w sprawie milosci - nie.
                        > Bo milosc to nie tylko namietnoc, jednorazowe emocjonalne zauroczenie...
                        > Emocje czasem mamy dobre, czasem zle, a czasem wobec jednej
                        > osoby moga nam sie zmieniac, popadac ze skrajnosci w skrajnosc,
                        > nawet wiele razy w ciagu dnia...
                        > Milosc jest miloscia, gdy emocje zostaja poparte przez akt woli.
                        > Kocham, bo chce kochac.
                        > I od naszej decyzji zalezy, jak dlugo kochamy.
                        > Na tym wlasnie opiera sie malzenstwo.
                        > Takiej milosci zycze Wszystkim. Nie tylko namietnosci, ale i swiadomego
                        > bycia razem... Zgodnego budowania zwiazku przez oboje partnerow.
                        > Dobrego dnia

                        Kochanie nie zalezy od naszej decyzji.Kochanie to uczucie , na ktore nie masz
                        wpływu, czasami wygasa, a czasami trwa wiecznie. Małżeństwo powinno opierac sie
                        na milosci obojga ludzi, ale nie zawsze tak jest, ze oni ciagle sie kochaja,
                        dlatego sie rozwodza. Chcialbys miec zone , ktora przestala cie kochac? Watpie.
                        • Gość: Milek Re: Do Klaudii IP: *.abo.wanadoo.fr 14.03.02, 14:11
                          Gość portalu: Klaudia napisał(a):

                          > Gość portalu: Milek napisał(a):
                          >
                          > > Gość portalu: klaudia napisał(a):
                          > >
                          > > > Jeśli przestałeś kochać swoją żonę, to dobrze robisz mówiąc jej o tym
                          > i
                          > > > odchodząc od niej. Cenię szczerość. Nie chciałabym , aby moj facet by
                          > ł ze
                          > > mną
                          > > > z litości, czy z przyzwyczajenia. Miłość i pożądanie to coś wspaniałe
                          > go,
                          > > > czasami trwa wiecznie, a czasami chwilkę...
                          > >
                          > > Jak chodzi o pozadanie, to zgoda, Klaudio.
                          > > Jednak w sprawie milosci - nie.
                          > > Bo milosc to nie tylko namietnoc, jednorazowe emocjonalne zauroczenie...
                          > > Emocje czasem mamy dobre, czasem zle, a czasem wobec jednej
                          > > osoby moga nam sie zmieniac, popadac ze skrajnosci w skrajnosc,
                          > > nawet wiele razy w ciagu dnia...
                          > > Milosc jest miloscia, gdy emocje zostaja poparte przez akt woli.
                          > > Kocham, bo chce kochac.
                          > > I od naszej decyzji zalezy, jak dlugo kochamy.
                          > > Na tym wlasnie opiera sie malzenstwo.
                          > > Takiej milosci zycze Wszystkim. Nie tylko namietnosci, ale i swiadomego
                          > > bycia razem... Zgodnego budowania zwiazku przez oboje partnerow.
                          > > Dobrego dnia
                          >
                          > Kochanie nie zalezy od naszej decyzji.Kochanie to uczucie , na ktore nie masz
                          > wpływu, czasami wygasa, a czasami trwa wiecznie. Małżeństwo powinno opierac sie
                          >
                          > na milosci obojga ludzi, ale nie zawsze tak jest, ze oni ciagle sie kochaja,
                          > dlatego sie rozwodza. Chcialbys miec zone , ktora przestala cie kochac? Watpie
                          > .
                          >

                          Witaj Klaudio!
                          Sprobuje moze inaczej. Jakie znamy podstawowe uczucia?
                          Na przyklad uczucie glodu, pragnienia, smutku, zimna/goraca,
                          namietnosc to takze uczucie.
                          Z uczuciami jest tak, ze gdy je odczuwamy, staramy sie
                          je zaspokoic. Jestem glodna? To to musze cos zjesc - i wowczas
                          przestane byc glodna. Jestem spragniona? Pije - i uczucie mija.
                          Zimno mi? To nakladam sweter albo zamykam okno i uczucie
                          sie konczy. Mam apetyt na faceta? To ide z nim do lozka -
                          i predzej czy pozniej apetyt mi przejdzie. Poczuje sie
                          NASYCONA. Uczucie mija.
                          Milosc to nie jest uczucie.
                          U podstaw milosci miedzy mezczyzna a kobieta lezy
                          zwykle pasja, namietnosc seksualna. Zwykle, ale
                          nie zawsze. Do sprawy wrocimy zaraz.
                          A jak jest z miloscia matczyna? To przeciez tez milosc....
                          Moza by rzec: czysta zywa biologia, kazda matka
                          kocha swoje dziecko.... Tylko ze obie wiemy, ze to
                          NIEPRAWDA! Nie kazda matka kocha swoje dziecko.
                          Ile razy zdarza sie tak, ze kobieta urodzi i odrzuca swoje
                          malenstwo? Nie umie gdzies w sobie znalezc sily, ZGODY
                          na nie? Czasem ta zgoda przychodzi dopiero po latach,
                          czasem nie przychodzi nigdy. Niekiedy takie matki
                          od razu oddaja swoje dzieci do adopcji, ale czasem je
                          wychowuja, choc nie kochaja...
                          A para mezczyzna i kobieta? Jest cudownie i romantycznie,
                          on to wysoki brunet, ona krucha blondynka, wspolne
                          wieczory przy swiecach, codzienne bukiety...
                          A potem.... Codzienne zmeczenie, stres, bo szef znowu
                          sie czepia, cholera, zlapal katar i trzeba bedzie chodzic na palcach,
                          jak przy dziecku, stawiasz mu apetyczne jedzonko, a on nawet
                          nie spojrzy znad czytanej wlasnie gazety, a po posilku kladzie sie
                          na kanapie, wyciaga nogi w smierdzacych skarpetach i chrapie...
                          To juz nie jest Twoj wymarzony Romeo... 'Uczucie' mija... Nawet na seks,
                          bywa, nie masz juz ochoty. Czy to znaczy, ze milosc przeminela?
                          I stalo sie. Tragedia. Nigdy nie bedzie chodzil. Taki glupi wypadek...
                          I co, zostawiasz go? Przeciez cie juz nie pociaga.... O jakim my
                          uczuciu mozemy tu mowic? Chyba Twoim zmeczeniu, rozgoryczeniu,
                          zwielokrotnionej trosce o byt, braku cierpliwosci (a trzeba jej coraz
                          wiecej, i dla chorego meza, i dla dzieci...).
                          Nie zostawiasz, bo KOCHASZ. Bo milosc to nie jest uczucie, ktore zaspokoilas
                          i mozesz sobie pojsc dalej. Bo milosc wyplywa z twojego chcenia. CHCESZ
                          kochac swojego meza, byc z nim na dobre i na zle, w zdrowiu i chorobie....
                          Im bardziej chcesz, tym bardziej kochasz. Gdy przestajesz chciec, milosc mija.
                          Nie wczesniej i nie pozniej. Oczywiscie powody, dla ktorych przestajesz, moga
                          byc rozne. Niemniej jednak anatomii milosci to nie zmienia.
                          Dobrego dnia!
                          Milek
                          Aha, nie moge 'miec zony', bo mam meza... ale to taki drobiazg.
                          Pozdrawiam serdecznie
                          M
                  • niewierny do MAŁEGO 12.03.02, 10:02
                    Gość portalu: mały napisał(a):
                    > Niewierny,ja Ci zazdroszczę.Umiałeś podjąć decyzję.Wielu na to nie stać.Mnie
                    > również.Mogę doCiebie napisać na priva?

                    jasne

                    po to używam logowania, żeby to było możliwe,
                    pozdro
                    • Gość: kochanka ano witam IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 16:32
                      Potwierdzam: czytałam :), co nie znaczy że do końca zgadzam sie z eeee..
                      formalnym przedstawieniem sprawy przez skąd - inąd bliskiego mi człowieka, bo
                      merytorycznie: to i owszem. HIHIHI. :)
                      Dyskusja zrobiła się teoretyczno-akademicka ( wtym pejoratywnym znaczeniu), co
                      poniekąd w zgodzie ze swoją prowokatorską naturą rozpetał 'niewierny' (poczawszy
                      od nicka, bo przecież on nie jest niewierny, luuuuuuuuudzie na formalizmach sie
                      mamy opierać czy na inter-ludzkiej uczciwości???he?) przedstawiając w pierwotnym
                      wątku obraz zubożony i niepełny.
                      No i wywołał :) lawine - o to Ci chodziło ***? hihi
                      Prywatnie preferuje nieco (wybaczcie) bardziej zdyscyplinowane dyskusje.
                      Ok - to Wasze. Ja mam swoje forum. Inne. :)
                      Potwierdzam. Rozmawiamy, w łózku nam pięknie, myśle, że na pewnym etapie (którego
                      żadne z nas na razie nie chce przekraczać ) potrafimy dbac o siebie, szanować
                      swoje autonomie, sfery, życia, nie gubiąc przy tym tej magicznej bliskości której
                      nie da sie zdefiniować :)
                      Slubów w białych lincolnach nikt tu nie planuje, psze państwa.
                      Na razie jest nam dobrze. Nie planujemy nic powyżej przyszłego tygodnia (w końcu
                      na miłość boską oboje jesteśmy : dorośli, poranieni i wystarczająco
                      odpowiedzialni). To nie jest związek - to jest romans (w tym szlachetnym , chyba
                      nawet XVIII wiecznym rozumieniu).
                      A z facetami kórych nie lubie, nie szanuje i nie czuje sie przy nich bezpiecznie
                      nie zwykłam mieć romansów. ;))))


                      Aaaaaaaaaaa i nie daruję hihihihihi: do jasnej cholery, nie jestem przy kości,
                      Paranoiku!
                      Chyba ,ze TY jesteś chudzina, hihihi !!!!!
                      (spokojnie, prosze publiczności ten temat równiez został omówiony i to
                      bezkonfliktowo- usmiechowo).
                      pozdrówka dla wsiech

                      Kochanka Niewiernego ( esz se człowiek nicka wybrał, tfuj..;))))))
                      • niewierny witam moja Kochanko miła 14.03.02, 17:11
                        Gość portalu: kochanka napisał(a):
                        > To nie jest związek - to jest romans (w tym szlachetnym , chyb
                        > a nawet XVIII wiecznym rozumieniu).
                        > A z facetami kórych nie lubie, nie szanuje i nie czuje sie przy nich bezpiecznie
                        > nie zwykłam mieć romansów. ;))))

                        o boskie słowa kochanka i romans, rozpływam się ...
                        pa pa
                        • Gość: tak tak Re: witam moja Kochanko miła IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 19:01
                          Spotkala takiego mezczyzne jak ty, mial za soba 18 lat malzenstwa (byl juz od
                          dwoch lat rozwiedziony), ja mlodsza oczywiscie. Skarzyl mi sie ze zona nie
                          dawala mu szczescia w lozku, ze mna to mial, namietnosc i burze seksu, bylam i
                          jestem od niego duzo mlodsza. Co z tego, po roku poczulam sie tak szczesliwa ze
                          napomknelam cos o rodzinie i moze dziecku. Jak reka odjal!Juz mnie nie dotknal
                          a potem powiedial spotkawszy swoja zone , ze zrozumial ze jeszcze ja kocha i ze
                          to jednak prawda ze kocha sie tylko raz !!!!!!!!!!!!!!!!!
                          • niewierny Re: witam moja Kochanko miła 15.03.02, 09:29
                            Gość portalu: tak tak napisał(a):
                            > Spotkalam takiego mezczyzne jak ty, mial za soba 18 lat malzenstwa (byl juz od
                            > dwoch lat rozwiedziony), ja mlodsza oczywiscie. Skarzyl mi sie ze zona nie
                            > dawala mu szczescia w lozku, ze mna to mial, namietnosc i burze seksu, bylam i
                            > jestem od niego duzo mlodsza. Co z tego, po roku poczulam sie tak szczesliwa ze
                            > napomknelam cos o rodzinie i moze dziecku. Jak reka odjal!Juz mnie nie dotknal

                            Bardzo smutna jest Twoja historia, smutne jest w niej to samo co w mojej, zawód,
                            zawód niespodziewanym obrotem spraw. Zawiedzione zaufanie do kogoś, kto wydawało
                            się nas kochał.

                            Widzisz, no to jestem chyba inny, bo wieloletnie ataki mojej żony na mnie za to,
                            że nie chciałem, żeby usunęła ciążę były jednym z głównych powodów, że się
                            rozejść chcę.

                            Ja na ten przykład nie chcę na razie mieć dziecka. Teraz muszę uporządkować parę
                            spraw, ale wiem, że jak już będę sam mieszkał to bardzo będzie mi brakowało mojej
                            córki. Wiesz ostatnio miałem okazję poznać człowieka, który jest gejem. Byłem u
                            niego parę razy w domu i strasznie mi się zrobiło jak sobie uświadomiłem, że w
                            tym domu nigdy nie będzie dzieci. Taki potwornie zimny mi się ten dom wydał.
                            Wiem, że będzie mi z tym źle, że nie będę co dzień córki widywał. Wiem też, że
                            jak z jakąś kobietą będę chciał się związać to bardzo prawdopodobne jest, że będę
                            chciał mieć dziecko. Będę bardzo się bał żeby znów dziecko nie stało się powodem
                            rozpadu, ale wiem, że będę tego pragnął. Naprawdę mieć swoje własne dziecko to
                            jedna z piękniejszych rzeczy, które nas w życiu spotykają i mówię to świadomie,
                            po swoich przejściach, pomimo tych przejść.

                            pozdrawiam
                            • Gość: Milek Re: witam moja Kochanko miła IP: *.abo.wanadoo.fr 15.03.02, 09:37
                              niewierny napisał(a):

                              > Gość portalu: tak tak napisał(a):
                              > > Spotkalam takiego mezczyzne jak ty, mial za soba 18 lat malzenstwa (byl ju
                              > z od
                              > > dwoch lat rozwiedziony), ja mlodsza oczywiscie. Skarzyl mi sie ze zona nie
                              >
                              > > dawala mu szczescia w lozku, ze mna to mial, namietnosc i burze seksu, byl
                              > am i
                              > > jestem od niego duzo mlodsza. Co z tego, po roku poczulam sie tak szczesli
                              > wa ze
                              > > napomknelam cos o rodzinie i moze dziecku. Jak reka odjal!Juz mnie nie dot
                              > knal
                              >
                              > Bardzo smutna jest Twoja historia, smutne jest w niej to samo co w mojej, zawód
                              > ,
                              > zawód niespodziewanym obrotem spraw. Zawiedzione zaufanie do kogoś, kto wydawał
                              > o
                              > się nas kochał.
                              >
                              > Widzisz, no to jestem chyba inny, bo wieloletnie ataki mojej żony na mnie za to
                              > ,
                              > że nie chciałem, żeby usunęła ciążę były jednym z głównych powodów, że się
                              > rozejść chcę.
                              >
                              > Ja na ten przykład nie chcę na razie mieć dziecka. Teraz muszę uporządkować par
                              > ę
                              > spraw, ale wiem, że jak już będę sam mieszkał to bardzo będzie mi brakowało moj
                              > ej
                              > córki. Wiesz ostatnio miałem okazję poznać człowieka, który jest gejem. Byłem u
                              >
                              > niego parę razy w domu i strasznie mi się zrobiło jak sobie uświadomiłem, że w
                              > tym domu nigdy nie będzie dzieci. Taki potwornie zimny mi się ten dom wydał.
                              > Wiem, że będzie mi z tym źle, że nie będę co dzień córki widywał. Wiem też, że
                              > jak z jakąś kobietą będę chciał się związać to bardzo prawdopodobne jest, że bę
                              > dę
                              > chciał mieć dziecko. Będę bardzo się bał żeby znów dziecko nie stało się powode
                              > m
                              > rozpadu, ale wiem, że będę tego pragnął. Naprawdę mieć swoje własne dziecko to
                              > jedna z piękniejszych rzeczy, które nas w życiu spotykają i mówię to świadomie,
                              >
                              > po swoich przejściach, pomimo tych przejść.
                              >
                              > pozdrawiam
                              Niewierny, wez po prostu ze soba swoja coreczke!
                              Na pewno dasz rade!
                              Jesli jej mama jej nie chciala, to teraz tym bardziej bedzie sie na niej podswiadomie mscic - za Ciebie tez.
                              Mala czeka pieklo.
                              Pozwolisz, by tak cierpialo Twoje wlasne dziecko?
                              Bardzo pozdrawiam - z nadzieja, ze powalczysz....
                              Milek
                              • niewierny Re: witam moja Kochanko miła 15.03.02, 10:04
                                Gość portalu: Milek napisał(a):
                                > Niewierny, wez po prostu ze soba swoja coreczke!
                                > Na pewno dasz rade!
                                > Jesli jej mama jej nie chciala, to teraz tym bardziej bedzie sie na niej podswi
                                > adomie mscic - za Ciebie tez.
                                > Mala czeka pieklo.
                                > Pozwolisz, by tak cierpialo Twoje wlasne dziecko?
                                > Bardzo pozdrawiam - z nadzieja, ze powalczysz....
                                > Milek

                                niestety to nie jest takie proste, żona nie jest potworem, jedynie alkoholizm,
                                narkomania i prostytucja oraz choroba psychiczna mogą to umożliwić. Jestem bez
                                szans przed polskim sądem. Mówiłem żonie wielokrotnie, że ja zostanę sam z córką,
                                dam radę, wiem. Ale to też nie jest tak, że żona teraz nie kocha naszego dziecka.
                                Że czasami jest to dość zaborcze kochanie, jakby żeby mi pokazać jaka jest lepsza
                                niż ja itd. Skupić się muszę na cierpliwości dla dziecka, na stałym z nią
                                kontakcie, żeby miała poczucie, że pomimo nie mieszkania razem, to ja ciągle z
                                nią jestem i że bez obaw może być pewna, że ją kocham.

                                pozdrawiam
                                • Gość: Milek Re: witam moja Kochanko miła IP: *.abo.wanadoo.fr 15.03.02, 10:50
                                  niewierny napisał(a):

                                  > Gość portalu: Milek napisał(a):
                                  > > Niewierny, wez po prostu ze soba swoja coreczke!
                                  > > Na pewno dasz rade!
                                  > > Jesli jej mama jej nie chciala, to teraz tym bardziej bedzie sie na niej p
                                  > odswi
                                  > > adomie mscic - za Ciebie tez.
                                  > > Mala czeka pieklo.
                                  > > Pozwolisz, by tak cierpialo Twoje wlasne dziecko?
                                  > > Bardzo pozdrawiam - z nadzieja, ze powalczysz....
                                  > > Milek
                                  >
                                  > niestety to nie jest takie proste, żona nie jest potworem, jedynie alkoholizm,
                                  > narkomania i prostytucja oraz choroba psychiczna mogą to umożliwić. Jestem bez
                                  > szans przed polskim sądem. Mówiłem żonie wielokrotnie, że ja zostanę sam z córk
                                  > ą,
                                  > dam radę, wiem. Ale to też nie jest tak, że żona teraz nie kocha naszego dzieck
                                  > a.
                                  > Że czasami jest to dość zaborcze kochanie, jakby żeby mi pokazać jaka jest leps
                                  > za
                                  > niż ja itd. Skupić się muszę na cierpliwości dla dziecka, na stałym z nią
                                  > kontakcie, żeby miała poczucie, że pomimo nie mieszkania razem, to ja ciągle z
                                  > nią jestem i że bez obaw może być pewna, że ją kocham.
                                  >
                                  > pozdrawiam

                                  To moze sprobuj przekonac zone argumentem o jej karierze naukowej.
                                  Naukowiec - samotna matka z dzieckiem - kiepskie ma szanse na rozwoj
                                  kariery naukowej... A ona przeciez jest wybitna i bylaby to wielka strata dla
                                  nauki polskiej... No i moglaby juz wowczas bez problemu udowodnic wszystkim,
                                  na co ja stac. A co bedzie, jak dostanie gdzies jakies intratne stypendium za
                                  granica, kilkumiesieczne na przyklad? Wowczas dziecko pojdzie do ojca, jak kwiatek
                                  do podlewania czy inny pakunek na przechowanie? Skoro jest dobra matka, a taka
                                  jest na pewno, to wie, ze dziecko musi miec stabilna i pewna emocjonalnie sytuacje...
                                  Czy zatem nie lepiej, zeby Mala NA STALE zamieszkala z tata,
                                  a mama miala mozliwosc pelnego z nia kontaktu, kiedy chce.... Same zalety: z glowy
                                  obowiazki codzienne, a tylko same przyjemne spotkania, kiedy ona tego chce i ma
                                  na to czas....

                                  Jak myslisz, kupilaby to?

                                  M
                                  • niewierny Re: witam moja Kochanko miła 15.03.02, 11:31
                                    Gość portalu: Milek napisał(a):
                                    > To moze sprobuj przekonac zone argumentem o jej karierze naukowej.
                                    > Naukowiec - samotna matka z dzieckiem - kiepskie ma szanse na rozwoj
                                    > kariery naukowej... A ona przeciez jest wybitna i bylaby to wielka strata dla
                                    > nauki polskiej... No i moglaby juz wowczas bez problemu udowodnic wszystkim,
                                    > na co ja stac. A co bedzie, jak dostanie gdzies jakies intratne stypendium za
                                    > granica, kilkumiesieczne na przyklad? Wowczas dziecko pojdzie do ojca, jak kwia
                                    > tek
                                    > do podlewania czy inny pakunek na przechowanie? Skoro jest dobra matka, a taka
                                    > jest na pewno, to wie, ze dziecko musi miec stabilna i pewna emocjonalnie sytu
                                    > acje...
                                    > Czy zatem nie lepiej, zeby Mala NA STALE zamieszkala z tata,
                                    > a mama miala mozliwosc pelnego z nia kontaktu, kiedy chce.... Same zalety: z gl
                                    > owy
                                    > obowiazki codzienne, a tylko same przyjemne spotkania, kiedy ona tego chce i ma
                                    > na to czas....
                                    > Jak myslisz, kupilaby to?

                                    są jeszcze ambicje przede mną, pokazać mi to i owo. jest żal, tysiące ton żali,
                                    może się jakoś uleży to wtedy, na razie tego zagadnienia nie dam rady omówić, to
                                    wszystko jest za świeże

                                    wiem, że muszę trochę zwolnić, dać czasowi czas jak pisał Stachura, sam rozwód
                                    zabiera kilka miesięcy ...
                        • Gość: kochanka Re: witam moja Kochanko miła IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 11:55

                          >
                          > o boskie słowa kochanka i romans, rozpływam się ...
                          >


                          hihi, formalizmami sie zaraziłeś jak widzę ;) (kolejna karteczka z opasłego
                          skoroszytu z napisem "założenia" ulleciałłła, hihihi)

                          A na temat opieki nad Twoją Maleńką to ja sie, wybacz, nie będę publicznie
                          wypowiadać, boć i moje zdanie znasz, tak?
                          A najgorszy jest dom bez miłości. Dzieci są niewyobrażalnie ważne, ale to jest
                          jeden etap "za". W domu tego geja ;), jest teraz, jak wiesz, on i jego matka - i
                          on tu jest dzieckiem. Przed nim też jeszcze daleka droga pposzukiwań i zewnetrzno-
                          wewnętrznych docierań....
                          papatki


    • Gość: kobieta Re: mam kochankę IP: *.talnet.pl 15.03.02, 14:56
      Ja też!
      • inger Re: mam kochankę 15.03.02, 17:07
        Niewierny!

        Rozumiem Cie doskonale, zycze Ci duzo szczescia!!

        Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka