ester22
02.12.11, 22:46
Kilkanaście lat razem, dwójka dzieci, mieszkanie. Związek zawsze taki bez uniesień, ale kiedyś kochaliśmy się bardzo, mimo wielu przeciwieństw. Od dwóch lat kompletny kryzys - zaczęło się wcześniej, ale on nie reaguje na żadne moje sygnały i rozmowy. Dla niego to fochy rozpieszczonej panienki, ale wspaniałomyślnie czeka aż mi przejdzie. Dla niego najważniejsze są dzieci, nic innego się nie liczy. Od dwóch lat kompletnie nic między nami nie ma. Bo on czeka aż mi przejdzie, więc śpimy osobno, jemy osobno, żyjemy osobno. Najpierw się złościłam, potem kompletnie odpuściłam, teraz myślę o rozstaniu, bo we mnie umarło wszystko. On zresztą powiedział mi to samo, ale równocześnie powiedział, że jemu obecny stan rzeczy nie przeszkadza. Gdyby nie dzieci wyszłabym w tej chwili z mieszkania, ale... Przecież jest rewelacyjnym ojcem, sprząta, i obiad odgrzeje....
Czy da się pokochać na nowo? Czy można się nauczyć kogoś kochać? Czy można być szczęśliwym kochając z rozsądku? Jest we mnie jakiś imperatyw, który mówi: "Próbuj".... ale jest też we mnie ogromna potrzeba życia...