twojabogini
19.12.11, 13:02
Zawsze zastanawiała mnie teza, że "męska strategia prokreacyjna polega na zapłodnieniu jak największej ilości partnerek". Po pierwsze - nic takiego nie znajduje potwierdzenia w badaniach antropologicznych i etnograficznych, po drugie - taka strategia w przypadku większości mężczyzn prowadziłaby do zagłady jednostki, albo w wyniku zapadnięcia na różne choroby, albo ostracyzm społeczny (to w warunkach pierwotnych), albo nadmierne obciążenie finansowe (to w warunkach cywilizowanych - wydatki na alimenty), po trzecie - znaczna ilość mężczyzn ma tyle niskie libido, iż cudem jest jeśli zapłodnią nawet jedną partnerkę, po czwarte - na poparcie tezy stosuje się badania na zwierzętach, twierdząc, że taka strategia cechuje np. bliskie człowiekowi małpy - co nie jest prawdą.
Przebrnęłam przez dużą ilość różnorakich materiałów i jednak - ku mojemu zdumieniu - taki męski instynkt zapładniania każdej kobiety znalazłam. Tyle, że...występuje on w bardzo specyficznych okolicznościach. W warunkach pierwotnych działało to tak - dwie grupy, małe terytorium, mało jedzenia. Silniejsza lub sprytniejsza grupa organizuje masakrę. Zabija się z ukrycia lub w otwartej wojnie wszystkich chłopców i mężczyzn i małe dzieci, u których nie jest widoczna jeszcze płeć, szczególnie niemowlęta. Starsi ludzie obu płci i małe dziewczynki oraz kobiety nie są przedmiotem eksterminacji - jeśli giną to przypadkowo. Kobiety są gwałcone bez wyjątku. Mężczyźni w trakcie masakry odczuwają ogromną euforię i cieszą się hiperpotencją.
Efekt: znaczne ograniczenie liczebności i sił konkurencyjnej grupy, zabezpieczenie przed zemstą. Całkowita likwidacja grupy nie była opłacalna "genowo" - przetrzebiona grupa stanowiła rezerwę genową i osobową, na wypadek zarazy lub zmniejszenia liczebności zwycięskiej grupy (zapasowe kobiety, zapasowi starcy, zapasowy przychówek).
Instynkt jest na tyle silny, że opisy tego rodzaju masakr znajdujemy w bardzo starych źródłach, ale również we współczesnych doniesieniach prasowych. Nie ma on jednak nic wspólnego z "męską strategią prokreacyjną".