forma_przejsciowa
29.12.11, 08:25
Tak się właśnie z rana zastanawiam, jak to jest. Wychodzi mi, że ja chyba jestem. Tzn. kiedyś we wczesnej młodości dokuczało mi straszne malkontenctwo, ale teraz mi się chyba chemia w mózgu inaczej poukładała i jak życie czasem trzepnie, to się zbieram i idę dalej. Zastanawia mnie, na ile jest to pomocne, że się patrzy na życie przychylniej, a na ile wiąże się z rozczarowaniami. Znam te wszystkie teorie o samospełniających się proroctwach i jest w tym na pewno dużo prawdy. Tak, wychodzi mi, że mój optymizm, to jest mój mechanizm obronny. Nie chcę się smucić i już. Ciekawe tylko, jaki na dłuższą metę będzie bilans zysków i strat. W bańce nie można przecież żyć wiecznie ;)