Dodaj do ulubionych

Synku, już cię nie chcemy

    • Gość: mag Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.proxy.aol.com 14.06.04, 03:47
      Jak daleko od bycia wyksztalconym do bycia madrym, czy nawet tylko do bycia
      czlowiekiem... Wstyd!
    • Gość: kl Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 14.06.04, 07:30
      Jak to się stało, że ludzie bez minimalnych kwalifikacji rodzicielskich a także
      bez odrobiny zdolności do uczuć wyższych byli w stanie adoptować dziecko.
      Obecnie pozostaje jedynie pomóc na ile można chłopcu a za wszystko ci
      obrzydliwi ludzie powinni zapłacić. I niech ich sumienie dręczy do końca ich
      dni, jeśli je mają.
    • Gość: Deckl Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.04, 08:21
      Pierdolona generacja hamburgerow. Teraz pewnie nawet na adoptowane dzieci
      tworza sie mody: w tym sezonie dobrze jest miec szescioletniego chlopca,
      najlepiej z lekkim porazeniem mozgowym, w nastepnym nieco mlodsza dziewczynke z
      patologicznej rodziny. Co robi sie z chlopcem? Odstawia z powrotem skad sie go
      wzielo. Kurwa, tym rodzicom powinno sie odebrac prawa rodzicielskie do ich
      rodzonego dziecko, skurwysynstwo jakie uczynili przebija wszystko o czym
      slyszalem.
    • Gość: ups Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.04, 09:04
      A może intencje "rodziców" sa prostsze nią myślimy, 6 lat temu Szwecja owszem
      przyjmowała do pracy naszych lekarzy ale warunkiem było posiadanie rodziny - co
      ich zdaniem gwarantowało lepszą asymilację w nowym kraju i stabilność - może
      chłopczyk był tylko gadżetem kupionym na wyjazd? Myślę, że najlepszą nauczką
      dla nich byłoby nagłośnienie sprawy w ich szwedzkim środowisku - taka społeczna
      chłosta w szczęśliwym raju, niech zaznają rozgoryczenia, tam nieiwele osób
      zrozumie ich postępowanie.
    • Gość: KHysiek ...z nagrodę moga pobić Krzysia... IP: 81.219.226.* 14.06.04, 09:09
      On jest nadpobudliwy, sprawia problemy, jest agresywny ? Przy takich "kolegach"
      i "koleżankach" też bym był. Ciekawe czym się zajmują pracownicy ośrodka poza
      braniem kasy, chyba nie są wiele lepsi niże jego rodzice.
    • Gość: katanka jasna cholera....!! IP: *.icpnet.pl 14.06.04, 09:10
      Powiem jedno - przybrani rodzice Krzysia nie są ludżmi.Dwa lata temu wzięłam ze
      schroniska ...psa.Miał być piękny,mądry i uroczy...Wyrósł na
      wielką,nieprzejednaną cholerę...ale nas kocha.I co mam zrobić?Odstawić go z
      powrotem ...bo mi się znudził?Nie umiem...a oni oddali dziecko,oddali
      człowieka.Powinni odpowiadać przed sądem za porzucenie dziecka,za złamamie mu
      życia a może nawet psychiki.Dorosły człowiek dlatego jest dorosły że decyduje o
      pewnych sprawach w swoim zyciu i bierze za to ODPOWIEDZIALNOŚĆ.Żal mi też ich
      córeczki - może lepiej byłoby zabrać ja od takich "rodziców" i umieścić w
      jakiejś rodzinie zastępczej,która potrafiłaby nauczyć ją szacunku i wrażliwośći
      na innych??Bo strach pomyśleć jaką krzywdę jej też mogą wyrządzić....
    • Gość: Basia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.04, 09:11
      Jest to szokujący przypadek. A tym bardziej, że "rodzicami adopcyjnymi" byli
      lekarze - uważam, że są niegodni tego zawodu - od lekarzy oczekuje się wyższego
      poziomu etyki, a chyba podstaw psychologii też są uczeni ?
      Jest oczywiste,że nawet w naturalnych rodzinach, gdy pojawia się młodsze
      rodzeństwo, starsze jest zazdrosne i musi się pogodzić, że nie jest teraz
      centrum wszechświata. A ci ograniczeni debile w takim momencie powiedzieli
      małemu dziecku, że jest adoptowane... Nie trzeba mieć wyższego wykształcenia,
      aby wpaść na to, że takie adoptowane dziecko przeżyje silny stres...
    • jendza1 Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 09:33
      Nie mam dzieci. Sama wlasciwie nigdy nie bylam dzieckiem.
      Przez wiele lat pracowalam z dziecmi. W roznym wieku oraz dowolnych
      okolicznosciach. Nie jestem tez, oczywiscie, psychologiem.
      To jednak, co wiem na pewno, to fakt, ze fundamenty zdrowia psychicznego
      stanowi ofiarowana dziecku/czlowiekowi milosc. Bezwarunkowa. Bez tej milosci
      nie ma poczucia bezpieczenstwa, a bez poczucia bezpieczenstwa NIE MA mozliwosci,
      by ktokolwiek prawidlowo funkcjonowal. Nawet dorosli, dojrzali ludzie, narazeni
      na bycie w rzeczywistosci obcej i nieprzyjaznej, czesto kompletnie traca
      rownowage (wszyscy nader dokladnie wiemy chocby, jak wyglada 'asymilacja' za
      granica...), to co dopiero mowic o dziecku, ktore 'na starcie' jest absolutnie
      bezradne, kompletnie zdane na najblizszych, sila faktu nie-dojrzale?
      Mam tu przyjaciolke, ktora przez pare lat zajmowala sie dwojka dzieci tubylcow,
      miejscowej naukowej elity. Mama owych maluchow miala np. zwyczaj zamykania
      swoich dzieci w ich pokojach... na zamek z zewnatrz... Dzieci objawialy
      zachowania autodestrukcyjne, autoagresywne. Mlodszy z upodobaniem walil glowka
      w sciane, do krwi. Przy tym dzieci byly NADinteligentne. Doszlo do tego, ze
      niania drzala o zdrowie i zycie maluchow, gdy ich opuszczala. Wszelkie urazy
      dotykaly bowiem dzieci nie wtedy, gdy byla z nimi niania, tylko wowczas,
      gdy 'opieke' sprawowala mama...
      Niania zostala zwolniona, bo mama zaczela jej zazdroscic kontaktu z dziecmi...
      Do czego zmierzam?
      Otoz do tego, ze kazdy z nas, a juz szczegolnie dziecko, wie, czy jest kochane,
      czy nie. Mysle, ze oddanie Krzysia to zapewne tylko ostatni akt jego
      niewyobrazalnego dramatu. Nie wydaje mi sie, by panstwo K. kochali Krzysia
      kiedykowliek, w ogole. Nawet na poczatku musieli mu tej milosci odmowic. Jesli
      zatem z Krzysiem byly 'klopoty', to jedynie tu szukalabym przyczyny.Najgorsze
      jest to, ze uposledzony dorosly, ktory nie potrafi kochac, tym bardziej nie ma
      szansy pokochac 'niegrzecznego' dziecka, a z kolei niekochane dziecko NIE MA
      SZANSY byc/byc postrzegane jako grzeczne... I kolko sie zamyka. Gdy sobie
      pomysle, jak musial byc traktowany maly od samego poczatku... robi mi sie
      zimno...

      Malutkiej zyczyc mozna jedynie, by w jej rodzicach cos wreszcie drgnelo, by
      Opatrznosc nad nia czuwala... Bo po ludzku rzecz biorac - czarno widze jej
      szanse. WYglada na to, ze bedzie musial wyrosnac kolejny cyborg...zeby
      przetrwac bowiem biologicznie czasem czlowiek musi anihilowac to, co decyduje o
      jego czlowieczenstwie. I tak psychopatie przechodza z pokolenia na pokolenie...

      Mam tez nadzieje, ze maly Krzys znajdzie wreszcie DOM (w sensie 'milosc').
      Moze rzeczywiscie tak lepiej? Bo teraz ma przynajmniej jasna sytuacje. Kaznia
      najgorsza, bo zakamuflowana, wreszcie sie skonczyla...

      Mam tez nadzieje, ze panstwo K. zechca przeczytac te nasze wypowiedzi...
      Moze choc to im pozwoli chwile zastanowic sie nad soba. Bez tego, znaczy bez
      zdecydowanej korekty swojej zyciowej postawy, moga
      nieodwracalnie SKRZYWDZIC swoje drugie dziecko.

      Pozdrawiam forumowiczow
      j.
    • mary_an Takich ludzi powinno sie wieszac!! 14.06.04, 09:41
      Przeciez to jacys totalni wariaci, jak mozna tak po prostu oddac dziecko??!!
      Powinno im sie narzucic alimmenty na utrzymanie syna, bo to w koncu ich syn,
      jak sa tacy nieludzcy to prawo powinno zadbac o dziecko zapewniajac mu chociaz
      pieniadze na dalsze normalne zycie.
      Podac ich nazwiska w gazecie, zeby kazdy wiedzial co to za potwory i od kogo
      sie trzymac z daleka!
    • Gość: maja Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.derbynet.pl / 217.153.187.* 14.06.04, 09:51
      swoją drogą niezły gagatek no to mamy następnego łobuza z którego już nic nie
      będzie i nie płaczcie nad tym jaki on biedny,łatwo jest oskarżać tych ludzi
      ten artykuł jest manipulacją wczytajcie się dokładnie dlaczego dopiero na koncu
      lakonicznie stwierdza się że sprawiał kłopoty ,kradzieze,podppalenia na co
      mieli czekać ci ludzie aż zrobi krzywdę im albo małej.
      czasami trzeba dokonać pewnych wyborów nie sądzę by im było lekko musiało się
      naprawdę wydarzyć coś poważnego tylko autor dla dobra dziecka jakoś zapomniał o
      tym wspomnieć.
      • jendza1 Maju, 14.06.04, 10:12
        pamietasz swoje dziecinstwo?
        Zdarzylo Ci sie cos wziac ze sklepu na przyklad, jako kilkulatce...?
        A moze lubilas sie bawic ogniem?
        Albo korcilo Cie, zeby wlozyc paluszek do kontaktu?
        Albo zepsulas zabawke innego dziecka?
        Albo...
        I czy z tego powodu rodzice Cie oddali? A moze po prostu wytlumaczyli Ci, ze
        nie mozna brac cudzych rzeczy, ani tez sie bawic ogniem, bo to niebezpieczne?

        Zastanow sie, co piszesz...

        pzdr
        j
        • Gość: Lil Re: Maju, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.04, 10:18
          Maju, ty chyba jesteś nienormalna. Dwoje dorosłych ludzi czuje się zagrożonych
          przez kilkulatka? Mały Schwarzenegger, czy co? Nadpobudliwość (chorobę, nie
          wymysł) leczy się.
          • Gość: ETna Re: Maju, IP: *.chello.pl 14.06.04, 11:25
            Przeczytałam kilkadziesiąt święcie oburzonych głosów prześcigających sie w
            wymyslaniu kar dla rodziny K. Był nawet pomysł powieszenia ich. Ludzie!
            nauczcie się jednego - to przyda sie w zyciu - nim wygłosicie sąd -
            posłuchajcie obu stron - pokrzywdzonych i sprawców , a w miare mozliwości także
            świadków.
            Nie wiemy do końca jak funkcjonowała rodzina K.
            Nie wiemy jakie Krzyś stwarzał problemy.
            Nie wiemy kto i w jaki sposób przygotowywał rodzinę K do adopcji.
            Nie wiemy czy i z jakiej pomocy korzystali.
            Nie wiemy czy zastosowano terapię rodzinna i z jakim skutkiem.
            W końcu niczego nie wiemy o stanie zdrowia poszczególnych członków rodziny.
            Równiez zdrowia psychicznego.
            Nikogo nie usiłuję bronić, ale bez poznania odpowiedzi na , choćby przytoczone
            przeze mnie pytania, trudno o jednoznaczny werdykt.
            Nie każdy nadaje się na adopcyjnego ojca/matkę. Czasem nie wiadomo tego od
            razu. Potrzeba posiadania dziecka ( niespełnionego macierzyństwa, rzdziej
            ojcostwa) jest tak silna, że może zacierać ten fakt. Nie sprawą państwa K, lecz
            ośrodka adopcyjnego, jest stwiedzić ( poprzez całą procedurę adopcyjną) czy owi
            ludzie mogą adoptować dziecko. Podejrzewam, że tego nie uczyniono.
            Uważam, że powinno być przeprowadzone postępowanie mające na celu wyjaśnienie
            dlaczego tak się stało i, bez biorących górę emocji, ustalenie prawdy.
            W powyższej sprawie wypowiada się wielu rodziców adopcyjnych, ale jednocześnie
            nie przyjmują oni do wiadomości, że nie można powielać każdej sytuacji
            rodzinnej. Każda jest inna.
            Być może Krzyś był dla państwa K zabawką, ale może nie.
            Bardzo byłabym ciekawa co zdarzyło sie w tej rodzinie naprawdę. Ujawnienie tego
            ( w przeciwieństwie do ujawniania danych osobowych wszystkich zainteresowanych)
            byłoby potrzebne. Bo byc może zapobiegłoby to kolejnym niefortunnym decyzjom o
            adopcji, na których cierpią wszyscy.
            Pomyślcie o tym wszyscy potępiający.
            • Gość: Dosia Re: Maju, IP: 195.217.253.* 14.06.04, 11:43
              ETno. Zdajesz sie nie zauwazac jednego faktu. Ze niezawisly sad zadecydowal o
              ZMIANIE KWALIFIKACJI sprawy i zamiast orzec o rozwiazaniu adopcji ODEBRAL
              RODZICOM PRAWA RODZICIELSKIE. Czy naprawde jestes tak zaslepiona, zeby nie
              zdawac sobie sprawe z tego, ze sad nie orzeka nic z sufitu, wg. swojego
              widzimisie? Naprawde uwazasz, ze nikt nie zadal sobie trudu, zeby zbadac sprawe
              i relacje obu stron? Widocznie to, czego sie sad dowiedzial w postepowaniu
              sprawilo, ze zamiast po prostu rozwiazac ta adopcje obarczyl rodzicow
              odpowiedzialnoscia za to co sie stalo. Zapewniam Cie - odebranie praw
              rodzicielskich to nie jest pierdniecie - musi byc ku temu naprawde dobry powod.
              I dalej twierdzisz, ze sprawa nie zostala zbadana a my ferujemy wyroki?

              • triss_merigold6 Re: Maju, 14.06.04, 11:52
                Zgódźmy się przynajmniej w jednym: nie wszyscy nadają się na rodziców
                adopcyjnych i zadaniem ośrodka oraz innych instytucji jest zbadanie czy dana
                para poradzi sobie psychicznie z adopcją. Ludziom może się wydawać, że to
                cudowne adoptować dziecko, dać mu dom, stworzyć razem rodzinę a naprawdę ich
                motywacje (nieuświadomione) są inne. Państwo K. ewidentnie się nie nadawali.
                Zrobili straszną, niewybaczalną krzywdę adoptowanemu chłopcu i nie ma co im
                współczuć.
                Z drugiej strony może powinno być więcej informacji na temat ciemnych stron
                adopcji: możliwych kłopotów, ryzyka, trudności w ułożeniu realacji z dzieckiem
                biologicznym i adoptowanym, niepowodzeń. Takich jak cytowany artykuł B.
                Pietkiewicz z "polityki". Po to, żeby ludzie byli w pełni świadomi własnej
                decyzji i odpowiedzialności.
                • Gość: Dosia Re: Maju, IP: 195.217.253.* 14.06.04, 12:05
                  Mozliwosc niepowodzenia i klopotow wychowawczych wpisana jest w kazde dziecko -
                  rodzone i adoptowane w stopniu TAKIM SAMYM. Czy rodzicom mowi sie -
                  zastanowcie sie, czy chcecie splodzic dziecko, bo mozecie miec z nim problemy
                  wychowcze?

                  Krzys kiedy zostal adoptowany byl malutki. Nie mogl juz wtedy wykazywac
                  zachowan tego typu. Wszystko co sie wydarzylo - jego poczucie nizszosci MUSIALO
                  powstac w tej rodzinie, inaczej w jaki sposob niemowlak mogl myslec o sobie
                  zle? Co wiecej pomysl sobie, ze przeciez Krzys nie mogl wiedziec, ze jest
                  adoptowany. Wyobraz sobie, ze jestes szescioletnim dzieckiem, przekonanym o
                  tym, ze Twoi rodzice to Twoi rodzice i kochasz ich (bo kazde dziecko kocha
                  rodzicow, nawet jezeli sa dla niego zli, kazdy psycholog Ci to powie). I nagle
                  pewnego dnia dowiadujesz sie, ze nie jestes rodzony, a w dodatku oddajemy Cie
                  do sierocinca. Ja bym chyba oszalala. Moja siostra, kiedy bylysmy male, lubila
                  ze mnie drwic, ze jestem z domu dziecka (nie jest to prawda - chociaz kto wie?)
                  i ze jak poskarzy mamie to mnie oddadza z powrotem. Do dzis dnia (mam 28) lat
                  czasem sni mi sie to w nocy. Strach niewyobrazalny. Kiedy poklocilam sie z
                  siostra i ona szla do budki zadzwonic do mamy, zeby na mnie naskarzyc, kiedy
                  mama wracala z pracy, o malo ze strachu nie siusialam w majtki, bo myslalam, ze
                  mama po powrocie zabierze mnie do domu dziecka (mama oczywiscie nie miala
                  pojecia, ze siostra ze mnie tak drwi). Pamietam jedno zdazenie, kiedy mialam z
                  siostra pojechac do miasta, gdzie mialysmy spotkac mame. Okazalo sie, ze
                  idziemy do kina (pamietam nawet tytul filmu - wodne dzieci), a ja przez caly
                  czas bylam przekonana, ze jade do domu dziecka, bo siostra mi tak powiedziala.
                  Ze strachu nie moglam wydusic z siebie ani slowa, a film pamietam do dzis.

                  Nie jestem w stanie wyobrazic sobie co bym zrobila, gdyby okazalo sie to
                  prawda. Czylabym grzecznym dzieckiem?

                  A temu chlopcu sie to zdarzylo.
                • Gość: Dosia Re: Maju, IP: 195.217.253.* 14.06.04, 12:13
                  Zreszta chyba nie sadzisz, ze procedura adopcyjna opiera sie na wpieraniu
                  pierwszej lepsze parze, ze dzieci z domu dziecka sa rozkoszne i ze na pewno nie
                  bedzie z nimi zadnych problemow. I ze beda zyli dlugo i szczesliwie.
              • Gość: szyszka11 Re: Maju, IP: *.pwpw.pl / 217.17.44.* 14.06.04, 12:30
                W ośrodkach adopcyjnych też pracują tylko ludzie, którzy bywają omylni. znam
                przypadek orzeczenia, że para nie nadaje się na rodziców adopcyjnych, bo
                np. "pan nie wygląda na człowieka, do którego dzieci lgną" - fajne, k. mać,
                uzasadnienie !(! a faktycznie dzieci go lubią !). Pani się, zdaniem pań nie
                nadawała, bo wyszło na to, że na niej głównie opiera się utrzymanie rodziny
                (ale praca w godz.7-15), "a nad dzieckiem muszą pochylać się dwie główki".
                Tylko kto w tym czasie utrzymałby rodzinę i dziecko ? Sponsor jakiś na
                godziny ? Okazało się, że panie z ośrodka same nie mogą adoptować dziecka, a
                chciałyby, bo jednej mąż np. miał zawał. Same miały ogromne problemy życiowe,
                brak obiektywnego spojrzenia na innych (nie wykluczone, że panie ośrodkowe
                chciały w łapeczkę dostać, a że nie dostały...). Obecnie para od paru lat ma
                dziecko z innego NORMALNEGO ośrodka (GDZIE PRZYSZLI RODZICE ADOPCYJNI NIE SĄ
                TRAKTOWANI JAK ZBRODNIARZE ! ! !) , dziecko pięknie się chowa, rośnie jak na
                drożdżach, jest wybitnie inteligentne (po przyjeździe z domu dziecka nie umiało
                sklecić dwóch słów i nie wiedziało, jak się nazywa !), kochane ze wzajemnością,
                wszyscy są szczęśliwi. I CO, MĄDRE PANIE OŚRODKOWE, ZEMSTA NA INNYCH ZA WASZE
                WŁASNE NIEUDACZNICTWO ŻYCIOWE COŚ WAM NIE WYSZŁA ! CIEKAWE, ILE JESZCZE
                POTENCJALNYCH RODZICÓW SKRZYWDZIŁY TE BABY ? ? !
                Co do lekarzy, różni w tym zawodzie ludzie pracują - tak jak księża,
                psycholodzy, itp. powinni nie szkodzić, ale tak naprawdę różnie bywa, prawda ?
                Chciałabym poznać, JAKA JEST CAŁA PRAWDA DOTYCZĄCA KRZYSIA I UKŁADÓW W TEJ
                RODZINIE ? MOŻE AUTOR JESZCZE TO DOJAŚNI ? BO DYSKUSJA W TAKIM UKLADZIE (NIE
                ZNAJĄC WSZYSTKICH SZCZEGÓŁÓW) TROCHĘ NIE MA SENSU - czy dziecko było takie złe,
                czy para które je adoptowała. AUTORZE, PLEAAAAAASSSSE, JAK WYGLĄDA CAŁA
                PRAWDA ? Jeśli rodzicom odebrano prawa rodzicielskie, to chyba są winni takiej
                sytuacji traumatycznej ? chyba że sąd też się pomylił, ale jakoś nie bardzo w
                to chce mi się wierzyć.
                • Gość: Dosia Re: Maju, IP: 195.217.253.* 14.06.04, 13:19
                  > Chciałabym poznać, JAKA JEST CAŁA PRAWDA DOTYCZĄCA KRZYSIA I UKŁADÓW W TEJ
                  > RODZINIE ? MOŻE AUTOR JESZCZE TO DOJAŚNI ? BO DYSKUSJA W TAKIM UKLADZIE (NIE
                  > ZNAJĄC WSZYSTKICH SZCZEGÓŁÓW) TROCHĘ NIE MA SENS

                  Ale co jeszcze chcielibysmy wiedziec? Nie wystarczy nam, ze rodzice oddali
                  dziecko po 6 latach (jeszcze moze od biedy bym zrozumiala gdyby oddali po
                  tygodniu), ze dziecko bylo zbyt male w momencie adopcji, aby zdazyly sie u
                  niego wyksztalcic zle cechy. A wyrok sadu o niczym nie swiadczy? Co chcialabys
                  jeszcze wiedziec. Czyja opinie poznac, skoro slowo sadu jest niewystarczajace?

                  Naprawde trudno mi uwierzyc, ze los sie sprzysiegl przeciwko tym Panstwu - ze
                  najpierw oszukano ich przy adopcji dajac podstepem nienormalne dziecko, potem
                  sad tez sie pomylil odbierajac im wladze rodzicielska. Jakos malo prawdopodobne
                  to wszystko.


                  • Gość: szyszka11 Re: Maju, IP: *.pwpw.pl / 217.17.44.* 14.06.04, 14:41
                    Chba mnie nie zrozumiałaś, bo zdaje się sugerujesz, że bronię tych państwa
                    szanownych ? Absolutnie, wręcz przeciwnie. Tylko jakoś nie mogę zrozumieć, że
                    nie mogli sobie poradzić z 6latkiem (takie dziecko już wiele rozumie, można mu
                    wiele wytłumaczyć, nauczyć), oddali go bo sprawiał klopoty w przedszkolu, był
                    niegrzeczny, agresywny (chyba tylko czasem co jest normą, a nie cały czas). Nie
                    wiadomo, w jakich sytuacjach był agresywny, jak tak naprawdę postępowali w
                    stosunku do niego rodzice (raczej źle, jak to wynika z artykułu, ale mało jest
                    jakichś konkretnych danych, np. stwierdzono, że był bity, ale co to znaczy ?
                    Codziennie, za byle co, za mocno jak na takie dziecko, czy czasem klapsa
                    dostawał ? Zbyt lakoniczny jest artykuł,trzeba się zbyt dużo domyślać aby
                    wpuszczać się w jakieś wielkie dyskusje - to chyba oczywiste, parę innych osób
                    też tak odbiera, tylko ty Dosiu już wiesz wszystko.
                    Podkreślam jeszcze raz, mam wrażenie (ale tylko MAM WRAŻENIE, BO NIE MOGĘ
                    OCENIĆ TYCH LUDZI OBIEKTYWNIE, ZROZUMIEĆ POBUDEK ICH POSTĘPOWANIA BEZ
                    KONKRETNYCH INFORMACJI !), że to "rodzice" nawalili potężnie, a Krzyś tylko na
                    tym ucierpiał i cierpi nadal.
                    Na zakończenie - "nienormalne" dziecko też potrzebuje miłości, droga Dosiu.
                    Co do sądu, to właśnie napisałam, że nie bardzo wierzę w to, że sąd się pomylił
                    (czytasz niedokładnie ?)
                    A więc na temat stosunku "rodziców" do Krzysia wiesz wszystko ? No więc, czy
                    chociaż próbowali go pokochać, choć im nie wyszło (co zresztą nie rozgrzesza
                    ich z tego co zrobili !), CZY OD POCZĄTKU TRAKTOWALI GO NA ZASADZIE, ŻE MA BYĆ
                    sLICZNY, MĄDRY, GRZECZNY, PRZYMILNY ITP, A JAK NIE, TO FORA ZE DWORA. NA JAKIM
                    POZIOMIE /ETYCZNO-EMOCJONALNO-INTELEKTUALNYM/ SĄ TO LUDZIE ? CZY MOŻESZ OCENIĆ
                    TĘ SYTUACJĘ DO KOŃCA OBIEKTYWNIE, RZETELNIE ? trzymająca stronę Krzysia
                    niewszystkowiedząca szyszka11
                    • Gość: Dosia Re: Maju, IP: 195.217.253.* 14.06.04, 16:07
                      Szyszko. Wlasnie o to mi chodzi. Ja nie wiem jak bylo naprawde. Ty tez tego nie
                      wiesz. Ale jak mniemam akurat sad mial wiecej informacji na ten temat - stad
                      wyrok i przekwalifikowanie sprawy. Chodzi mi o to, ze napisalas apel do
                      redaktora, zeby napisal wiecej. Ale co ma wiecej napisac, skoro wyrok sadu nam
                      nie wystarczy, zeby wydac jakis tam osad? Czy jezeli trybunal ds. dziecka
                      wydalby podobny werdykt to juz moznaby przyjac, ze mamy wszystkie potrzebne
                      informacje?

                      O nienormalnym dziecku napisalam z ironia, majac na mysli to, ze niektorzy
                      szukaja usprawiedliwienia dla rodzicow w wadliwej adopcji (ze moze specjalnie
                      ktos dal im taaaaakie trudne dziecko zapewniajac, ze to aniolek).
              • jop Re: Maju, 15.06.04, 14:12
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                > ETno. Zdajesz sie nie zauwazac jednego faktu. Ze niezawisly sad zadecydowal o
                > ZMIANIE KWALIFIKACJI sprawy i zamiast orzec o rozwiazaniu adopcji ODEBRAL
                > RODZICOM PRAWA RODZICIELSKIE.

                A co miał zrobić? Powiedzieć "No nie, niech państwo jeszcze spróbują, może
                jednak chcecie to dziecko? Na pewno się zastanowiliście?"

                Jakbyś wczytała się w artykuł, to byś zrozumiała, że z prawnego punktu widzenia
                to jedyny sposób, żeby dziecko nie miało już z byłymi rodzicami adopcyjnymi nic
                wspólnego, a żeby oni łożyli na jego utrzymanie.
            • Gość: jendza Etno, IP: *.fbx.proxad.net 14.06.04, 12:19
              Podoba mi sie Twoja intencja sprawiedliwego spojrzenia na cala te sytuacje.
              Zgadzam sie tez, ze ten fakt oddania Krzysia jest tak porazajacy, iz trudno to
              tak zwyczajnie, po ludzku, pomiescic sobie w glowie... Tym bardziej czlowiek
              chcialby miec mozliwosc popatrzenia na racje/problemy wszystkich 'stron'
              sprawy. Zeby jakos to w sobie zmiescic... pojac... ulozyc.
              Z drugiej strony sa ustalenia sadu - to, o czym w odpowiedzi na Twoj post
              pisala Dosia, czyli ktos, i to pewno ktos jakos kompetentny, sprawe zbadal...
              Z trzeciej strony jest... moje osobiste doswiadczenie, o ktorym sporo pisalam
              onegdaj na forum feminizm w kontekscie niesmiertelnych dyskusji o aborcji..
              Jako niespelna 9letnia dziewczynka bylam przesluchiwana przez psychologa
              rodzinnego, do ktorego zostalysmy przez sad z siostra odeslane. Pani psycholog
              pracowala na codzien w domu poprawczym i tam kazala mamie nas przywiezc. Do
              dzis pamietam wygolone glowy mieszkancow owego poprawczaka.
              Potem w swojej fachowej opinii pani psycholog stwierdzila, ze pod moim (SIC!)
              zgubnym wplywem jest zarowno moja starsza siostra, jak i... mama, i to ja
              (niespelna 9 lat) je obie nastawiam przeciwko ojcu...
              Od tego czasu mam problemy z tym, by uwierzyc 'specjalistom' w sprawach
              rodzinnych...
              A nasza dalsza rodzina, ktora na dzien dobry potepila mame, musiala przez wiele
              lat zjesc zeby, zeby ZECHCIEC dostrzec prawde. Bo prawda jest czasem zbyt
              straszna, by ja do siebie dopuscic...
              Jak to sie ma do sytuacji Krzysia?
              Ano tak, ze wypowiadac sie mozemy, i tak czynimy, na podstawie danych, ktore
              przedstwil artykul w WO. I na podstawie tych danych wypowiadamy sie tak, a nie
              inaczej. NO i jeszcze kazdy z nas ma swoje przemyslenia i obserwacje... Dodam
              jeszcze, ze zarowno, gdy biore pod uwage moje osobiste, rodzinne doswiadczenie,
              jak i rozliczne doswiadczenia zawodowe, jak i obserwacje srodowiska, nie moge
              sobie jakos wyobrazic okolicznosci, ktore usprawiedliwilyby decyzje o oddaniu
              dziecka adoptowanego.
              Na pewno gdzies odpowiednie sluzby popelnily blad, na pewno ktos czegos nie
              dostrzegl... ALe przeciez sprawa dotyczyla nie ludzi prostych (z calym
              szacunkiem dla ludzi prostych, czestokroc o wiele lepiej sie sprawdzaja jako
              rodzice chocby...), a elity. A przeciez noblesse oblige...
              Mysle sobie, ze bardzo malo prawdopodobne jest, by panstwo K byli zdrowi
              psychicznie, co jednak niekoniecznie zwalnia ich z odpowiedzilanosci, choc
              jakos by tlumaczylo...
              Najwazniejsze jest jednak teraz, jak pomoc dziecku.
              I co zrobic, by takie sytuacje wiecej nie mialy miejsca...
              Tym to trudniejsze, ze z drugiej strony - pary starajace sie o adopcje czekaja
              latami, sprawdzane sa w nieskonczonosc i maja sluszne pretensje, ze przez caly
              ten czas bezsensowny mozna by zapewnic spokojne zycie - poza bidulcem -
              kolejnemu malenstwu...
              Badz tu madry i pisz wiersze...
              pozdrawiam smetnie
              j.
            • Gość: Perito Re: Maju, IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.04, 12:48
              Historia strasznie smuntna. Zastanawia mnie tylko fakt, że skoro Krzyś stwarzał
              problemy, a rodzice nie wiedzieli do kogo się zwrócić o pomoc w Szwecji, to
              dlaczego nie szukali tej pomocy w Polsce. W końcu dziecko zostawili jednak w
              Pogotowiu Opiekuńczym w Polsce. Później już - jak wynika z tekstu - nie starali
              się utrzymywać kontaktu z synem, choć istnieje taka mozliwosć. Nie bardzo też
              skłaniam się do Twojej sugestii ETna, że problemy wychowawcze i inne sytuacje
              na które wskazujesz, mogą być okolicznością zwalniajacą rodziców z
              odpowiedzialnosci za to dziecko. Nikt im przecież nie obiecywał, ze bedzie
              łatwo.
              Rożne kary wymyślane na forum dla rodziny K często wynikaja z emocji. Ja jednak
              jestem przekonana, że to małżeństwo żyje teraz z silnym poczuciem winy i zdają
              sobie sprawę, że ponieśli kleskę - to chyba jest dla nich wystarczająca kara i
              nie powinna się nigdy skończyc w ich przypadku. Nie życzę im kłopotów z córką,
              bo ona nie jest winna temu, co się wydażyło. Pomimo, że wiele jest niewiadomych
              w tym artykule, odważam się na stwierdzenie, że są to ludzie nieodpowiedzialni.
              Wiążąc swój los oparty na miłosci z innym człowiekiem musimy pamietać, że
              miłość to odpowiedzialnośc.
    • Gość: Jolanta ze Szwecji Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.telia.com 14.06.04, 11:48
      Czytalam artykol i plakalam, zeby tak skrzywdzic biedne dziecko juz raz zostal
      skrzywdzony przez los trafil do domu dziecka i wielcy panstwo doktorowie
      postanowili ze kupia sobie zabawke do czasu kiedy urodzi im sie wlasne
      dziecko.To jest ochydne i nie moralne tak nie mozna postepowac z dziecmi. A co
      do fachowej opieki dla dziecka jak ci panstwo twierdzili ze nie mozna mu jej
      zapewnic bo nie maja obywatelstwa to nie prawda sama mieszkam w Szwecji i wiem
      ze mozna duzo zrobic jak sie tego chce i tu jest wspaniala opieka lekarska
      szczegolnie w takich przypadkach.Ale po co lepiej dziecko zwrocic jak rzecz bo
      mamy swoje i juz nie musimy walczyc o jego milosz przelewajac wszystko na
      wlasne, tak postepuja ludzie bez serca zyczylabym im zeby ich wlasna corka
      zaczela robic podobnie bo to nie wina Krzysia ze byl taki ale wydaje mi sie ze
      wlasnie tej rodziny mimo ze sa lekarzmi nie umia wychowywac dzieci so egoistami
      a co sie stanie jak corka bedzie podobna do Krzysia czy tez pojdzie w odstawke.
      Panstwo doktorzy moze musza sobie kupic lalke jak mysla ze wychowac dzieci to
      im tylko nakazywac i rozkazywac ja mysle ze Krzys nie dostal tyle milosci ile
      potrzebowal dlatego byl taki jak byl. Szkoda mi jego i chcialabym mu jakos muc
      pomuc ale wiem ze nie moge bo nie mam meza i samotnym nie daje sie dzieci do
      adopcji ale ja uwarzm ze nie zawsze musi byc dwoje rodzicow jakby Krzys byl moj
      kochalabym go za dwoje.
      • Gość: szyszka11 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.pwpw.pl / 217.17.44.* 14.06.04, 12:45
        Jak widać, spece od spraw rodzinnych bywają rózni (kompetentni i mniej
        kompetentni !)- patrz przypadek opisany przez jendzę. bywają to jednak również
        wspaniali, kompetentni, bezinteresowni, mądrzy ludzie, tym należy się cześć i
        chwała. ciekawe tylko z czego wynika, że w jednym ośrodku ludzi (chcących
        zaadoptować dziecko) traktuje się życzliwie i normalnie (w tym wypadku Ośrodek
        Katolicki), w innym jak potencjalnych zbrodniarzy - tych samych ludzi, ma się
        rozumieć (nota bene, ośrodku państwowym). Może ci ludzie akurat tu mieli
        peszysko, a w Ośrodku Katolickim farta, a może wynika to z innych powodów.
        Wiecie coś na ten temat ?
      • Gość: Marta Zobaczymy co bedzie dalej? IP: 193.14.171.* 14.06.04, 13:18
        Dokladnie, dlatego wyslalam te informacje do 3 duzych gazet szwedzkich.
        Mysle ze wyplyniecie tej sprawy wplynie na postanowienie o ich pobycie na
        stale.Alimenty ktore tez beda placic na to dziecko dostana jako i tak, to ich
        nie bedzie specjalnie kosztowac.Mysle ze tutaj sa dwie rzeczy wazne-oni nie
        mogli sobie dac rady z trudnym dzieckiem i rozpoczynaja jako emigranci nowe
        zycie a to jest duzy stress.Nie znaja jezyka ,kodow itp.(glosny przypadek
        zabicia corki przez cudzoziemca bo nie acceptowal ze chciala byc jak szwedki-
        chodzic bez chustki i miec kolegow w klasie z ktorymi sie rozmawia).Nie oceniam
        ich decyzji ale byly inne wyjscia.Pozostaje pytanie Co bedzie z Krzysiem?teraz
        i jak bedzie dorosly

      • Gość: XXX Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.lobar.net 15.06.04, 03:11
        Spokojnie, bez naiwnej egzaltacji. Większości ludzi wydaje się, że adopcja jest
        super, bo przecież to tak fajnie tulić małe dziecko itp. Dziecko jest potem
        coraz większe, często mniej inteligentne niż dzieci znajomych i już sobie nie
        radzą, dodatkowo jest jeszcze rozziew oczekiwań w stosunku do efektów. A
        największe problemy są w okresie dojrzewania. "Brat" mojej koleżanki wyrósł na
        degenerata, a ona skońćzyłą studia. Wychowywała ich jedna rodzina adopcyjna,
        ale mieli widać całkowicie odmienny materiał genetyczny. One jest teraz ich
        podporą, jego po porstu się boją. Wiem od byłej pracownicy jednego z ośrodków,
        że osobom z wyższym wykształceniem świadomie wciskano w tym ośrodku dzieci o
        trudniejszych rokowaniach, licząc że sobie z tym poradzą. Państwo K. popełnili
        błąd, ale nie tylko oni. Czy powinni pozostawić w swoim domu dziecko którego
        nie kochają ? A co mógłby od nich dostać ? Nie można nikogo zmusić do
        pokochania cudzego dziecka, tak jak nie można tego zabronić. Smutne, że tak się
        stało, ale tylko naiwni wierzą w bajki o 100% receptach na wszystko. Nie
        wszystkie adopcje są udane, tak jak nie wszystkie małżeństwa. A trwanie w takim
        małżeństwie jest bez sensu. Jak wiec ma sens trzymanie adoptowanego dziecka,
        którego się nie kocha ? Rzecz w tym jak teraz pomóc temu chłopcu, a nie znęcać
        sie anonimowo i na odległość nad ludźmi, którzy - chyba - pobłądzili.
        Poza tym nie wiemy jak było naprawdę - nie podano ich motywów a posty
        internautów pełne są wyłącznie domysłów inwektyw etc. Nie wiadomo, czy
        adoptując dziecko mieli szanse na własne czy nie, czy adoptowali z mylłą o jego
        oddaniu (co rzeczywiście byłoby karygodne), czy nie. Znajomi na szczęscie się
        obudzili i przerwali procedurę adopcyjną, gdy żona zaszła w ciążę. Może byliby
        kolejnymi K.?
        Natomiast nie wolno ukrywać przed adoptowanym dzieckiem prawdy o jego
        pochodzeniu. Jak nie zrobią tego adopcyjni rodzice, to uczynią to bardzo szybko
        uczynni sąsiedzi, koledzy etc. Prawda nie gwarantuje miłości, ale kłamstwo ją
        uniemożliwia.
        Nie liczcie na odpowiedzi na egzaltowane posty "wzorowych rodziców -
        szczególnie LPRowskich". Każdemu jest łatwo potępiać innych - a sami co -
        dołóżycie się finansowo by pomóc Krzysiowi ? Potępienie Państwa K. jemu nic nie
        pomoże. Zanim ktoś odpowie niech sprawdzi w słowniku łacińskiem
        paremię "audiatur et altera pars". Przy pokazji prośba o dbanie o ortografię.
        Pozdrowienia
        • Gość: l Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.acn.waw.pl 15.06.04, 10:21
          To zadziwiający ośrodek, który ludziom z wyższym wykształceniem świadomie
          przedstawia dzieci z większymi problemami.
          W większości ośrodków wygląda to jednak nieco inaczej - nie ma tzw.
          wyrównywania szans - wręcz próbuje się "dopasować" potencjały rodziców i
          dzieci, żeby nie było tak dużego rozdźwięku o którym piszesz.
          I nie jestem teoretykiem - jestem mamą. Adopcyjną mamą. I po raz kolejny
          powtórzę - moje dziecko to nie jest cudze dziecko. Miłość do dziecka rodzi się,
          kiedy się je pielęgnuje, zajmuje się nim, etc. Państwo K. to z całą pewnością
          socjopaci, niezdolni do odczuwania uczuć takich jak: miłość, przywiązanie etc.
          Zdarza się, szkoda, że dostali dziecko do adopcji. |MImo to, uważam, że powinni
          odpowiadać przed sądem za krzywdę wyrządzoną dziecku - i nie tylko łożyć na
          jego utrzymanie, ale co najmniej wypłacić mu pokaźne odszkodowanie.
    • Gość: szyszka11 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.pwpw.pl / 217.17.44.* 14.06.04, 14:09
      Biedne dziecko. Jak ma żyć z taką traumą. Będę modlić się za niego, żeby jego
      ścieżki życiowe się wyprostowały.
      Artykuł nie wyjaśnia wszystkiego, ale mam wrażenia, że "rodzice" (?) coś
      straszliwie zawalili. Brak (lub istnienie) kontaktu emocjonalnego zależy w
      dużej mierze od rodziców. Chyba nie pokochali tego dziecka naprawdę. Fakt, że
      chłopiec tęskni za siostrzyczką, świadczy o jego przywiązaniu i zdolności do
      kochania.
      Też mam chłopca, pójdzie teraz do zerówki. Czasem rozrabia, energia go roznosi
      i ponosi, ale wie też że jest kochany. Dużo dzieci jest dość agresywnych,
      pobudliwe się zdarzają, ale to na ogół norma.
      Czy szanowni "rodzice" chcieli mieć spokojnego "automata", wykonującego
      grzecznie polecenia, bezproblemowego ?
      A to kupcie sobie, szanowni państwo lekarze (MAM NADZIEJĘ ŻE NIE
      PEDIATRZY ! ! !) LALĘ DMUCHANĄ ! ! Pa
      • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 14.06.04, 16:12
        A co ma za znaczenie, że państwo K są lekarzami?
        Przez znakomitą większość postów przwijają się słowa potępienia. Tylko kilku
        internautów było skłonnych zastanowić się nad problemem głębiej i próbować
        doszukać się prawdy.
        Ciekawe czy równie surowo oceniacie dorosłe dzieci, które oddają rodziców do
        domów starców- bo są starzy, chorzy albo im zawadzają? Rodziców, którzy przez
        wiele lat poświęcali sie, dawali to co najlepsze a gdy zaczęły sie z nimi
        problemy traktowani są jak śmiecie?
        Nie sądzę. Ten problem się przemilcza, zaś sprawę podobną do tej, która
        wydarzyła się w rodzinie K - nagłaśnia. Bo to ładnie brzmi i chwyta za serca.
        Nie twierdzę, że winę ponosi adoptowane dziecko - bo nie spełnia oczekiwań-,
        ale może prawda jest bardziej złożona.
        Kilkakrotnie, z racji wykonywanego zawodu, miałam do czynienia z
        pseudopsychologami ( takimi, jakich opisała jendza). Może warto by było
        rozpocząć "dochodzenie" od takich ludzi.
        • Gość: Nikka Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.peerte.com.pl 15.06.04, 08:34
          Dzieci są takie na jakie się je wychowa. Jeżeli dorose dzieci traktują swoich
          rodziów jak śmieci to napewno duza jest w tym wina właśnie tych rodziców.
    • Gość: bla Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 14.06.04, 17:53
      Przeczytajcie to koniecznie:

      www.gong.art.pl/wydawnictwo/caly-swiat-w-oczach-wszystko.html
      W temacie; choć długie, ale prawdziwe i wspaniałe.
      • Gość: Marta Dwie szwedzkie gazety zglosily sie IP: *.cm-upc.chello.se 14.06.04, 20:13
        Dwie szwedzkie gazety zglosily sie po wyslaniu tego artykulu-mam nadzieje ze
        zainteresuja sie losem Krzysia i przynajmniej wzbudza zainteresowanie Jego losem
        tutaj w Szwecji.Absolutnie nie czuje sie powolana do oceny postepowania Jego
        adopcyjnych rodzicow , ale chlopcu trzeba pomoc isc dalej przez zycie..
        Marta
    • Gość: dragoness Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.lsanca1.dsl-verizon.net 14.06.04, 22:06
      Prosze mi wybaczyc stwierdzenie, ktorego uzyje w stosunku do pozstepowania, w
      tym wypadku tylko tak zawnej rodziny Krzysia, ale to skurwysynstwo i ciesze sie
      z wyroku sadu, przynajmniej beda na dziecko placic, chyba tylko pieniadze do
      nich moga przemowic!!!!
      zgadzam sie z Agna, pewnie zalatwili adoptcje "po znajomosci" ale im
      sie ....znudzilo!!!!!
    • Gość: Nikka Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.peerte.com.pl 15.06.04, 08:43
      Finansowo powinni odczuć to dotkliwiej. 1500 zł miesięcznie chyba nie zrobiło
      na tych ludziach wrażenia, a pozbyli się kłopotu.
    • Gość: Marta http://www.aftonbladet.se/vss/nyheter/story/0,2789 IP: 193.14.171.* 15.06.04, 11:29
      Szwecja juz wie , co sie dzieje z ta rodzinA!!!!!
      • Gość: Marta Szwecja oglosila publikacje na temat tej rodziny IP: 193.14.171.* 15.06.04, 11:38
        Wczoraj 2 gazety zglosily sie na temat emaili wyslanych przezemnie do
        Aftonbladet, Expressen i Dagens Nyheter.
        Pierwsza informacja jest juz w dzisiejszej gazecie.Mam nadzieje ze
        ze przynajmniej w ten sposob mozna chlopcu pomoc !!
        Adress:
        www.aftonbladet.se/vss/nyheter/story/0,2789,492107,00.htmlMarta
        • Gość: hihi Re: Szwecja oglosila publikacje na temat tej rodz IP: *.waw.pdi.net / *.waw-smy.leased.ids.pl 15.06.04, 12:10
          Ja po szwedzku ani w ząb...
        • Gość: Marta link jeszcze raz IP: 193.14.171.* 15.06.04, 13:19


          Jescze raz adress bo byl jakis blad w linku:
          www.aftonbladet.se/vss/nyheter/story/0,2789,492107,00.html
    • Gość: punisher Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.cst.tpsa.pl 15.06.04, 12:09
      gorzej niż zwierzęta to ludzkie śmieci szmaty mam nadzieje że zostaną ukarani
      przykładnie przez los. SZMATY SZMATY i jeszcze raz SZMATY
      • Gość: szyszka11 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.pwpw.pl / 217.17.44.* 15.06.04, 13:24
        Myślę, że to WIELKI i ZASADNICZY BŁĄD występować o adopcję dziecka, "bo na
        razie nam zrobienie "własnego" nie wychodzi !!!". LUDZIE !!! ZAADOPTOWANE
        DZIECKO JESTY JUŻ WASZE WŁASNE NA WIEK WIEKÓW AMEN (wybaczcie egzaltację, ale
        temat jest poruszający).
        Niezupełnie zgadzam się z Etną, że nie ma znaczenia, że to LEKARZE. Nie
        uważasz, że ten zawód (podobnie jak psycholodzy, pielęgniarki, opieka
        społeczna) to powołanie (przynajmniej z założenia)i nie powinni trafiać do
        niego ludzie socjopatyczni, pozbawieni uczuć wyższych I empatii, pazerni na
        pieniądze zdobywane za wszelką cenę po trupach itp. Wiem że czasami teoria
        rozmija się z praktyką, ale chyba lekarz do jasnej ciasnej, to również
        POWOŁANIE, ETYKA itp., a za tym idzie chyba dobre wypełnianie również swoich
        zobowiązań rodzinnych (a przynajmniej walczenie o to). U państwa "rodziców"
        Krzysia jakoś tej walki nie widzę (lub artykuł jej nie opisał). ZABAWECZKA SIĘ
        ZEPSUŁA, TO JĄ TRZEBA ODDAĆ !!!
        Ktoś powyżej opisał przypadek, że brat adoptowany się zdegenerował, a siostra
        nieadoptowana skończyła studia. U mnie akurat było odwrotnie - ja (adoptowana
        przez 2 męża mojej matki)robię już drugi fakultet, mam męża, dziecko, mnóstwo
        pasji itp., a mój brat nieadoptowany dobrze po 30tce (znaczy wg niektórych -
        normalny)jak na razie nie skończył studiów, rodziny nie założył,miał problemy z
        alkoholem, wykonuje frustrującą go pracę, która nie rokuje zrobienia kariery
        takiej, jaką by chciał zrobić. Dodam jeszcze, że przez wiele lat byłam uważana
        za potencjalnego nieudacznika (bo mój ojciec niby nieudacznik - po latach się
        okazało, że g... prawda, po prostu jak był młody, wykonywał mało dochodowy
        zawód))tj. "na studia nie idź, rodziny nie zakładaj itp, bo sobie nie
        poradzisz" itp. podobne farmazony. W tej rodzinie właściwie tylko adoptowane
        dzieci skończyły studia, rodzone mają co najwyżej maturę.
        No i co na to powiecie, ludziki ? (ci co uważają, że adoptowane dzieci mają
        niski iloraz inteligencji - to jakieś chore jest). Pa
    • krtek1 Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 13:16
      Nóż mi się w kieszeni otwiera! Nóż gbdy czytam takie głupoty jakie wypisuje
      triss, gdy czytam znów ten koszmarny tekst w Polityce Barbarty Pietkiewicz. Czy
      wiecie, że ośrodki adopcyjne protestowały przeciw temu tekstowi bo jest
      nieuczciwy.
      KObiety: czy przyo wam do głowy, że to wy możecie być małym Krzysiem? Żew to
      was tak dorośli wystawią? Czy któraś z was pamięta siebie w wieku siedmiu lat?
      Dorosła wtedy była? Rozumiała skąd w niej agresja? Była świadoma siebie tak jak
      jest światoma teraz?
      O matko!
      Pisza tu różne mądre: geny to geny tamto. Kobiety a czy wy wiecie coś o swoich
      genach? O swoich wujach ciotkach, przodkach. każdy z nich był zdolnym
      profesorem? A nie macie czasem takiego przeknania, że to co zrobiłyście
      osiągnęłyście własną pracą.
      Teraz trochę faktów prywatnych.
      Moja siostra w wieku siedmiu lat wywołała pożar. Podpaliła jakieś barachło obok
      kamienicy i poszło z dymem. Co mieli zrobić moi rodzice? Oddać ją?
      W wieku lat dziesięciu kłamała na potęgę. Te geny prawda?
      Ja zafundowałam moim rodzicom koszmar dojrzewania. Lata wrzasków, trzaskania
      drfzwiami, okrutnych słów, odrzucenia, ślub bez nich, żeycie bez nich.
      Też powinni się mnie pozbyć? Byłam przecież świadomoa siedemnastolatką nie?
      Przez całe lata warczałam na nich aż wreszcie im powiedziałam: byliście złymi
      rodzicami, nie kochaliście mnie tak bym mogła was kochać, byliście sami
      pogubieni i to się odbiło i na mnie!
      A teraz z innej beczki: sama mam adoptowane dzieci: dwóch chłopców.
      To jeszcze małe brzdące.
      Wiem o nich tyle ile mogę i wiem też, że moją rolą jest to czego sama nie
      dostałam: stać obok i kochać.
      Wiem też, po miesiącach spotkań w Ośrodku Adopcyjnym, że nie każdy nadaje sie
      na rodzica adopcyjnego. Nie tylko dlatego, że to dziecko cudze. Również
      dlatego, że po prostu nie każdy nadaje się na rodzica.
      Znam ludzi, którzy fundują swoim dzieciom traumy, one te dzieci mają pięć i
      siedem lat. A moja znajoma matka polka mówi córce: ty matołku, ty do niczego
      nie dojdziesz. Z zewątrz to świetna matka, wysyła na angielski, prywatne
      przedszkole, wyjazdy razem na narty. A potem bach: ty matołku, jesteś
      histerykiem, zobacz twój młodszy brat nie płacze, zobacz jaki on jest dzielny,
      no uspokój że sie wreszcie. To, to są te błędy z których biorą się potem
      kradzieże, rozboje, narkomani i inne paskudztwa w wykonaniu dzieci.
      Mój boże nie mam cienia zrozumienia dla tych K. To źli strasznie ludzie i nie
      przekonuje mnie teoria , ze bali sie o bezpieczeństwo córki. ja też się boje o
      bezpieczeństwo młodszego syna, bo starszy jestg silniejszy i przez nieuwagę
      może zrobić krzywdę. A moja przyjaciółka, bała się córki rodzone zostawić na
      chwilę, bo starsza była tak zazdrosna, że młodszą przewracała razem z
      fotelikiem do jedzenia. Czy moja przyjaciółka powinna oddać starszą córkę jako
      agresywną (dodam też że starsza, która jest prawdziwym sztanem leje sie z
      dziećmi w przedszkolu).
      A cdzy rodzice moje męża powinni go oddać bo jako dziecko demolował mieszkanie
      w ten sposób, ze rozwalał meble i rozbijał talerze co jak sie potem okazało
      było reakcją stresową na szkołę? A może wtedy jak mu sie urodził młodszy brat a
      mój mąż zaczął go tłuc, bo nie mógł się pogodzić z tym faktem.
      Matko boska, bardzo emocjonalny jest ten post, ale w głowie mi sie nie mieści
      jak ludzie moga tak niefreasobliwie dzielić świat na tych dobrych biologicznych
      i na tych złych, dzieci adoptowane. To jakieś koszmar, czy wy biologiczni
      jesteście takimmi aniołami. Naprawdę jesteście pewni, ze wasze dzieci będą
      aniołami, że nie będzie tak jak to sie potocznie mówi, że z rodziną to
      najlepiej na zdjęciu.
      Na zakończenie: moja matka gdy patrzy na moich adoptowanych synów mówi: rany w
      porównaniu z toba i twoją siostą te chłopaki to anioły. MOja matka bardzo
      cierpiała, że nie potrafie czytać. Mój syn już teraz choć nie ma jeszcze 5 lat
      zbiera się do czytania, sam z siebie. MNie gonili wołami. Ja pracuję teraz w
      wydawnictwie. Gdzie bedzie mój syn? Wszystko mi jedno, jeden i drugi może być
      gdzie chce, grunt, zeby wiedzieli, że ja na nich czekam.

      • Gość: Ewunia 28 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 213.17.133.* 16.06.04, 17:56
        Krtek dziekuje Ci, ze napisalas to wszystko za mnie. Jestem zszokowana wieloma wypowiedziami na tym forum- zwlaszcza tymi o genach. Jakich genach??? Jakim dziedziczeniu????? To sa bzdury wyssane z palca. Byly kiedys takie teoryjki o chromosomie agresji XYY. A wiekszosc teorii psychologicznych mowi o bardzo prostej zasadzie: trzeba dziecko kochac i ono musi o tym wiedziec. Od poczatku. jasne, ze madrze, ale kochac. A tutaj na tym forum czytam, ze Krzys to potencjalny morderca, chcial pewnie zabic ich rodzona coreczke itp. Jasne, ze trudno tych ludzi linczowac na podst. artykulu. Ale przeraza mnie fakt, ze uwaza sie ze nie mieli wyjscia, ze dziecko bylo zle!. jak to zle?? Kto je uczil zlym? GENY? Boze, czy ktos tutaj mial zwykla bilogie w liceum?? Czy Ci uwazajacy tak bardzo na rodzicow, dorosly skadinad pomyslal, wczul sie w tego malenkiego chlopca?
        Dziekuje Ci Krek, ze to napisalas. Zaczynalam myslec, ze jestem dziwna.
    • krtek1 Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 13:28
      I tak jeszcze na koniec. KOjarzycie, poprzedniego prezydenta USA Billa
      Clintona? Otóż okazał sie on pospołu z Kenedym najpopularniejszym prezydentem
      ubiegłego stulecia. Łączyło ich to, że obaj byli przystojnie, obaj mieli
      niezapomniane żony i równie niezapomniane kochanki. Dzili ich tylko jedna
      rzecz: Kenedy jest dzieckiem biologicznym a Clinton adoptowanym.
      Tak właśnie.
      • oka5 Gwoli wyjaśnienia 15.06.04, 15:08
        krtek1 napisał:

        > Dzili ich tylko jedna
        > rzecz: Kenedy jest dzieckiem biologicznym a Clinton adoptowanym.
        > Tak właśnie.

        Clinton adoptowany? To nie była absolutnie taka adopcja, o której jest mowa w
        tym wątku - sieroty społecznej po zdegenerowanych rodzicach. Clinton stracił b.
        wcześnie ojca, który zginął w wypadku, a po kilku latach jego matka ponownie
        wyszła za mąż. Wklejam poniżej fragment jego biografii:

        "President Clinton was born William Jefferson Blythe IV on August 19, 1946, in
        Hope, Arkansas, three months after his father died in a traffic accident. When
        he was four years old, his mother wed Roger Clinton, of Hot Springs, Arkansas.
        In high school, he took the family name."

        Moim zdaniem posłużenie się tu przykładem Clintona jest absolutnie nie na
        miejscu, bo to zupełnie inna sytuacja. Cały czas wychowywała go jego rodzona
        matka, a zamiast ojca miał ojczyma.
        Nie zamierzam wypowiadać się w temacie wątku, bo mam zbyt jednostronną i nikłą
        wiedzę na temat tego, co zaszło w rodzinie Krzysia. Chciałam tylko sprostować
        informację o Clintonie.
        • Gość: Dosia Re: Gwoli wyjaśnienia IP: 195.217.253.* 15.06.04, 15:35
          A kto powiedzial, ze Krzys pochodzi ze zdegenerowanej rodziny???
      • Gość: Dosia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 195.217.253.* 15.06.04, 15:34
        Krtek. Bardzo pieknie to napisalas. Zycze Ci wszystkiego najlepszego - niech
        synowie rosna - moga byc dumni, ze maja taka madra mame.
    • Gość: marta Dziennikarz ze Szwecji jest w drodze do Nasz Dom IP: 193.14.171.* 15.06.04, 14:54
      Dziennikarz ze Szwecji jest w drodze Do "Nasz Dom"
      Duzo zaczyna sie dziac na ten temat ale nie chce sie zdradzic!
      Dostalam informacje z Aftonbladet na ten temat.
    • Gość: Ala Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 83.216.96.* 15.06.04, 21:03
      To sie nie miesci w glowie co zrobila to rodzina lekarzy ktorzy adoptowali
      Krzysia a potem wyslali do pogotowia opiekunczego jest na to rada zeby chlopiec
      mial dobre zycie jako lekarz w Szwecji zarabia od 35.000 do 40.000 tys koron
      Osrodek Opiekunczy wraz Sad Polski powinien wystapic do szweckiego Sadu o
      szwedzkie alimenty dla Krzysia napewno beda one duze z uwagi na zarobki
      adpotowanych rodzicow i placone na Krzysia zeby mogl mieszkac w miejszej
      grupie. Rodzice adoptowani potraktowali jak zabawke zniszczyli psychike to
      teraz powinni placic wysokie alimenty zeby Krzys wyrosl na normalnego czlowieka.
      Szkoda chlopca zwlaszcza ze chodzil do szedzkiego przedszkola i napewno nauczyl
      sie jezyka.Ciekawa jestem jak ta para lekarzy poradzi sobie z corka kiedy
      bedzie w wieku Krzysia prognozy sa nie najlepsze poniewaz juz raz udowodnili
      swoja nieodpowiedzialnosc przeciez zachowanie Krzysia sie pogorszylo a to
      oznacza duzy blad wychowawczy.
      • Gość: Marta Czyzby Ala z Vesteras? IP: *.cm-upc.chello.se 15.06.04, 21:26
        Ala, mam nadzieje ze atak bedzie bo odezwalo sie kilka osob ktore mialy z
        chlopcem do czynienia w Szwecji po artykule w Aftonbladet:mysle ze to nie jest
        tak lekko w Szwecji byc rodzina ktora skurczyla sie o jedna osobe.Zobaczymy i
        nie chce uprzedzac faktow ale cos sie dzieje ..
        marta
        • Gość: sveana Re: Czyzby Ala z Vesteras? IP: *.customer.telia.com 16.06.04, 14:54
          Bylam w kontakcie z autorka artykulu w Polsce, a teraz szukam mozliwosci
          pozbycia sie tych "lekarzy" ze Szwecji - w koncu do jasnej anielki musi byc
          jakas przyzwoitosc, ja nie chce zeby tacy ludzie tu siedzieli, zarabiali ciezkie
          pieniadze i leczyli innych, skoro ich postepowanie z etyka nie ma wiele wspolnego.

          Ania Björk
      • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 21:33
        Sąd (kapturowy)w sprawie państwa K już się odbył. Prokuratorzy wygłosili
        oskarżycielskie mowy ( często nadziane inwektywami), sędziowie wydali wyrok.
        Jakoś mało kto próbował dojść prawdy- jakakolwiek by ona nie była. Zabrakło
        świadków i biegłych, zakrzyczano nielicznych próbujących poznać choćby motywy
        działania państwa K.
        Rozpętano aferę międzynarodową, zaangażowano prasę. Przypomnę, że nawet
        zbrodniarze w Norymberdze mieli możliwość obrony, choc obiektywnie rzecz biorąc
        nikt nie miał cienia wątpliwości co do ich winy. Winy o innym ciężarze
        gatunkowym. I to dedykuję internetowym prokuratorom i sędziom.
        • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 21:37
          Państwo K. nie zechcieli przedtsawić swojej wersji wydarzeń.
          Sąd nie szukał świadków w Szwecji? Może to błąd. A może "międzynarodowa afera"
          pozwoli państwu K. wyjaśnić sprawę?
          • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 21:47
            Może tak, może nie. Kilka lat temu zrobiono nagonkę na mojego kolegę. Chodziło
            o pewne sprawy zawodowe. Pisała o tym prasa, dziennikarze i opinia publiczna
            wydała wyrok. Zawodowa śmierć. Dochodzenie przed sądem koleżeńskim , proces
            przed powszechnym i wyrok uniewinniający. Okazało się, że doszło do
            obrzydliwych manipulacji i pomówień. Prasa zdementowała po czasie i maleńkimi
            literkami, został oczyszczony z zarzutów, ale nie mógł znaleźć pracy, bo był
            zamieszany w głośną sprawę. Popadł w depresję i .....popełnił samobójstwo.
            Dlatego też uważam, że w ferowaniu wyroków bez wnikliwego zbadania sprawy i
            angażowanie prasy jako śledczych może wyrządzić olbrzymią krzywdę- nie tylko we
            wspomnianej sytuacji.
            • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 21:50
              Z bliska czasem lepiej widać. Jeśli więc sprawa znajduje jakiś oddźwięk w
              Szwecji, jeśli są ludzie, którzy znają Krzysia i rodzinę państwa K. i zechcą
              opowiedzieć nam o chłopcu, o tym, jaki był kilka lat temu, kiedy i czy
              nastąpiła zmiana, to powinniśmy się cieszyć, prawda?
              • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 21:56
                Uważam, że sprawa powinna być wyjaśniona do końca, ale nie przez prasę. Jest
                opiekun prawny Krzysia, może sprawą zainteresować się prokurator ( prowadząc
                postępowanie nie PRZECIWKO a W SPRAWIE)- , sa stosowne słuzby.
                Czy nie zdajecie sobie sprawy co może się stać gdy jedna pani powie drugiej
                pani to co sie wydawało trzeciej pani i to co słyszała sąsiadka czwartej ?
                • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 21:58
                  Nie jestem prawnikiem. Nie wiem, jakie możliwości działania w Szwecji ma polski
                  sąd (np. możliwość powoływania świadków). Być może prasa to nie najlepszy
                  pomysł, ale - znowu być może - jedyny.
                  • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 22:03
                    A czy zastanowiłaś się, że nieodpowiedzialne działanie prasy i generowanie
                    sensacji może wyrządzić komuś krzywdę?
                    Scenariuszy jest wiele.
                    • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:18
                      A czy zastanowiłaś się, że poza wszystkim innym artykuł o Krzysiu wywołał
                      dyskusję (miejscami dość burzliwą) o odpowiedzialnym rodzicielstwie między
                      innymi, także tym adopcyjnym?
                      Niestety tak już jest, że prywatne nieszczęścia zwykłych ludzi wywołują
                      sensację, niezdrowe zainteresowanie i emocje. Ale może dzięki temu jakaś pani
                      K., pani Z. lub inna ponownie coś przemyśli. Może nie podpisze "cyrografu",
                      adoptując biednego dzieciaczka z "bidula". A pani X. odkryje w sobie przemożną
                      chęć obdarowania miłością małego człowieka, który urodził się innym ludziom.
                      • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 22:24
                        Z tym się zgadzam. Procedura adopcyjna jest niedoskonała. Ludzie powinni 1000
                        razy pomysleć nim zdecyduja się MYŚLEĆ o adopcji. Rozważyć wszystkie za i
                        przeciw, starac się wysilić wyobraźnię na najgorsze z możliwych wariantów .
                        Powtarzam to o czym pisałam wielokrotnie. Nie bronię rodziny K, żal mi
                        Krzysia, jestem za wyjaśnieniem sprawy do końca, ale nie mogę się zgodzić na
                        wydawanie wyroków bez dogłębnej znajomości faktów.
                        • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:28
                          I mnie także chodzi o poznanie faktów i wyjaśnienie sprawy. Może w tym na
                          przykład pomóc pani przedszkolanka ze Szwecji, pani, która sprzątała w tym domu
                          (jeśli taka była), rodzice kolegów Krzysia. Państwo K., odmawiając
                          przedstawienia swojej wersji wydarzeń, ogromnie utrudnili zadanie obronie, nie
                          sądzisz?
                • diab.lica Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:03
                  Gość portalu: ETna napisał(a):

                  > Uważam, że sprawa powinna być wyjaśniona do końca, ale nie przez prasę.

                  zastanawiam sie, jakie byly motywacje napisania do gazet szwedzkich
                  rozumiem oburzenie na tych rodzicow, glosu nie zabieralam, bo wystarczaja duzo
                  juz zostalo napisane
                  ale naglasniajac sprawe przede wszystkim nalezy sie zastanowic, czy w
                  jakikolwiek sposob pomoze zainteresowanie ze strony mediow krzysiowi, i to
                  powinno miec priorytet nad checia ukrania "rodzicow". to dziecko juz swoje
                  wycierpialo
                  • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 22:10
                    Motywy są dla mnie jednoznaczne- pałanie i chęć zemsty. Zemsty za wszelką cenę,
                    zemsty bez zbadania sprawy, bez prawa do obrony, bez świadków, biegłych, nie
                    licząc sie z kosztami ( społecznymi, psychicznymi itp). Wielu internautów
                    widziałoby tych ludzi w więzieniu do końca życia, ze skonfiskowanym majatkiem,
                    z odebranym prawem wykonywania zawodu ( choć ich postępowanie nie miało związku
                    z wykonywanym zawodem), wydalonych ze Szwecji, z zasądzonymi alimentami w
                    maksymalnej wysokości ( niech płacą dziadkowie) no i oczywiście z odebranymi
                    prawami rodzicielskimi do drugiego dziecka. To dopiero byłaby ZEMSTA.
                    • Gość: Dosia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 195.217.253.* 16.06.04, 11:16
                      Dziewczyno. W tej sprawie JEST juz wyrok niezaleznego sadu! Dlaczego uparcie
                      odwracasz oczy od tego faktu? Czego Ci jeszcze potrzeba?

                      Dzieki prasie sprawa ujzala swiatlo dzienne. Nie zapominaj o tym. A moze
                      powinno sie wszystko zatuszowac, bo nie daj Boze panstwo doktorostwo zle sie
                      poczuja?
                  • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:13
                    Nie wiem, jakie były motywy. Najpewniej takie, że szwedzki dziennikarz (nie
                    prawnik, bo zdaje się w Szwecji sprawa nie mogła się odbyć chocby ze względu na
                    plskie obywatelstwo państwa K.) może dotrzeć do ludzi, którzy znają sprawę z
                    bliska.
                    Szwedzi w kwestii praw dziecka są bardzo czujni (nawet przeczuleni). Sprawa
                    jest "gorąca", to łakomy kąsek, nie tylko dla bulwarowej prasy. Mnie jednak
                    mniej interesują motywy, bardziej skutki - czy Krzyś, dziś dziecko z poważnymi
                    zaburzeniami, odrzucone, nieszczęśliwe, ma szansę wyrosnąć na pogodzonego z
                    sobą, szczęśliwego człowieka. I czy nie będzie już następnych "państwa K.",
                    którzy (sorry, ale BEZ WZGLĘDU na powody) nie odstawią dziecka, za które wzięli
                    odpowiedzialność, któremu obiecali, że będą jego rodziną, pod drzwi jakiegoś
                    pogotowia opiekuńczego czy domu dziecka.
                    Tak na marginesie - dla mnie fakt, że to lekarze, ma jednak pewne znaczenie. Bo
                    od ludzi tej profesji, oprócz wiedzy i fachowości, mamy prawo wymagać pewnej
                    empatii.
                    • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 22:18
                      Empatii chciałabym również wymagać od kierowcy autobusu ( by nie odjeżdżał z
                      szerokim usmiechem gdy" dobiega" staruszka o kulach, od policjanta gdy prowadzi
                      sprawę z udzialem poszkodowanych, od ekspedientki w mięsnym, od farmaceutki i
                      weterynarza i architekta i dziennikarza ( sic) i majstra budowlanego i
                      hydraulika ( awarie) i nauczyciela i księdza i...........lista jest długa.
                      • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:19
                        I masz rację, zwłaszcza w przypadku kierowcy autobusu :)).
                    • diab.lica Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:23
                      miss.murple napisała:

                      > Nie wiem, jakie były motywy. Najpewniej takie, że szwedzki dziennikarz (nie
                      > prawnik, bo zdaje się w Szwecji sprawa nie mogła się odbyć chocby ze względu
                      na
                      >
                      > plskie obywatelstwo państwa K.) może dotrzeć do ludzi, którzy znają sprawę z
                      > bliska.
                      > Szwedzi w kwestii praw dziecka są bardzo czujni (nawet przeczuleni). Sprawa
                      > jest "gorąca", to łakomy kąsek, nie tylko dla bulwarowej prasy. Mnie jednak
                      > mniej interesują motywy, bardziej skutki - czy Krzyś, dziś dziecko z
                      poważnymi
                      > zaburzeniami, odrzucone, nieszczęśliwe, ma szansę wyrosnąć na pogodzonego z
                      > sobą, szczęśliwego człowieka.

                      moze ja nie mam az takiego wielkiego zaufania do dziennikarzy
                      mozliwe, ze dobro krzysia maja gleboko w d... a najwazniejsza jest dla nich
                      ilosc sprzedanych numerow ich gazety
                      temat sensacyjny, wiec nic dziwnego, ze sie na niego rzucili
                      nie bronie panstwa, tez uwazam, ze adopcja to decydowanie sie na bycie
                      rodzicem, a rodzic nie pozbywa sie dziecka gdy sa z nimi problemy
                      to co zrobili panstwo k juz sie stalo i nic tego nie zmieni
                      ale teraz nalezy kierowac sie nie checia ukarania tych ludzi, ale dobrem krzysia
                      i naprawde nie wiem, na ile bycie bohaterem artykulow z bulwarowej prasy sie do
                      tego przyczyni. oczami wyobrazni widze dziennikarzy starjacych sie
                      przeprowadzic "wywiad" z krzysiem czy polujacych na jego zdjecie :)
                      nic nie poradze, dziennikarze to w moim prywatnym odczuciu hieny
                      • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 15.06.04, 22:29
                        Dokładnie tak. Do dziś mam w pamięci fotografię zabitego red. Waldemara
                        Milewicza na pierwszej stronie kilku gazet. Nakład sprzedany, wierszówka na
                        koncie, a krzywda wyrządzona rodzinie - nieistotna. Ważne, że ludzie chcieli to
                        kupić. Z Krzysiem może być podobnie. Tak jak opisałaś. Dokładnie.
                        • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:33
                          Dokładnie tak. Do dziś mam w pamięci fotografię zabitego red. Waldemara
                          > Milewicza na pierwszej stronie kilku gazet. Nakład sprzedany, wierszówka na
                          > koncie, a krzywda wyrządzona rodzinie - nieistotna. Ważne, że ludzie chcieli
                          to
                          >
                          > kupić. Z Krzysiem może być podobnie. Tak jak opisałaś. Dokładnie.
                          Dodaj do tego, co napisałaś, oburzenie kolegów po fachu, ostracyzm ze strony
                          wielu czytelników i obraz będzie prawie pełny.
                          Na marginesie dodam, że ja tej okładki nie widziałam. Nie tylko dlatego, że nie
                          jestem czytelniczką tej gazety i nie szukam jej w kioskach (wydanie było, jak
                          zwykle, dostępne w wersji elektronicznej, kto ciekaw, mógł wejść na odpowiednią
                          stronę). Kwestia wyboru.


                  • Gość: Marta Odpowiedz do ETNA I Diablica IP: 193.14.171.* 16.06.04, 09:21
                    Sluchaj to nie chodzi o zemste.Przeciez zarowno Ci rodzice jak i chlopiec sa
                    w tej sprawie przegrani.Tej relacji i tej rodzinie nic juz nie pomoze.Ja nie
                    zgadzam sie tylko z tym ze chlopiec w kraju tak pomocnym i bogatym nie dostal
                    opieki, i teraz pytanie dlaczego .Czy rodzice nie prosili , czy rodzice nie
                    dostal? Od tego sa tutaj specjalne urzedy i teraz trwa rozpatrywanie co sie
                    stalo.Jako prywatna osoba nie majaca nic z rodzina wspolnego nie mozesz zalozyc
                    sprawe o wyjesnienie gdzie nastapil blad w postepowaniu.Tu chodzi o Chlopca
                    przyszlosc, Rozwiazanie trzeciego kraju(Francja) do adopcji to nie jest
                    wyjscie.To jest trudne dziecko, ale Jackie Arklöv-adoptovany z Liberii przez
                    szwedzka rodzine okazal sie morderca-tez byl trudny.To nie jest wstyd miec
                    dziecko trudne, wstyd to je pozostawic same z problemami- dotyczy to rodzicow,
                    dziadkow, szkoly ,otoczenia I NAS -doroslych ktorzy nie reaguja.Ktorzy nie
                    reaguja na bicie psa, zaczepianie dziewczyny przez pijaka na przystanku a
                    wkoncu dziecko oddane Z POWROTEM do domu dziecka.I cala dyskusja co za Dziecko
                    albo co za Rodzice.TO NIE JEST WAZNE.Wazne jest to aby Wszystkim czlonkom
                    dramatu pomoc bo to jest przyklad jak slabi jestesmy indywidalnie a silni
                    mozemy byc jako grupa(strasznie to brzmi -nie jestem komunistka-ale wiem jakie
                    wazne jest odpowiedzialne spoleczenstwo)
                    A dlaczego Prasa- a do kogo ma sie zwrocic tak zwany zwyczajny czlowiek?Tez
                    uwazam ze to hieny(fotografii Milewicza nie widzialam).Ale to oni sa bronia
                    demokracji w ujawnianiu prawdy- a ze gazeta na tym zarabia? Na to nie mamy
                    wplywu.Czytalam oba wywiady zanim zostaly opublikowane-Chlopiec K. teskni do
                    Szwecji- mieszkal tu kilka lat zna jezyk-Tu jest Jego miejsce.
                    Mama K. jest nieszczesliwa, uwaza ze takie wyjscie dali im polscy
                    psychologowie.Ma papierowe dowody z przedszkola ze chlopiec byl zaczepny-
                    wypowiedzi przedszkolanek .
                    Tata K modli sie o chlopca co wieczor.
                    Dziadkowie sie nie wypowiadaja.
                    Ja chcialabym tylko wiedziec , dlaczego w Szwecji nic nie wiadomo o rozpadzie
                    tej rodziny(z 4 osob sa nagle 3).Czy polskie sady wyslaly info. na ten temat do
                    Szwecji- dlaczego prywatne osoby musza dochodzic praw obywatelskich dla innych!
            • owca Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:06

              przerażające jak wiele osób na podstawie krótkiego artykułu w prasie potrafi bez
              najmniejszych wątpliwości wydać wyrok

              widziałam wczoraj fragment programu Marka Markiewicza (jeśli się nie mylę
              program nosi nazwę 'bumerang')
              w programie tym kilku wytrawnych dziennikarzy wspólnie starało się określić
              zasady właściwej pracy dziennikarskiej, pokazując błędy mediów i badając ich
              oddziaływanie na opinię publiczną
              rozmawiali o sprawie domniemanego kierowania przez matkę porwania i zabójstwa
              małego chłopca (pamiętacie tę sprawę?)
              sąd uniewinnił matkę - nie znaleziono wystarczających dowodów na to że brała ona
              udział w całym zajściu, dla opinii publicznej zawsze jednak ona pozostanie
              winna, bez względu na to jak było naprawdę... sprawę tak medialnie zakręcono, że
              sam ówczesny minister sprawiedliwości ferował wyroki zanim cokolwiek ustalono,
              potem wycofywał się rakiem

              czy szukanie sensacji, fanatyczne dążenie po trupach do celu (nierzadko tracąc
              go zupełnie z oczu) i lincz to istotnie wartości dzisiejszych mediów?


              pozdrawiam
              owca

              _,,,٢ة إ ة٦,,,_
              • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:24
                A widzisz, wiele z piszących tu osób nie wydaje wyroku. Oni po prostu zadają
                pytania, czasami może niezbyt precyzyjne :).
                Pomijając spór między zwolennikami teaorii "tabula rasa" i determinizmu
                genetycznego, ta dyskusja, moim zdaniem, dotyczy kwestii dojrzałości i
                odpowiedzialności.
                • owca Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:30

                  zgadzam się, dojrzałości i odpowiedzialności
                  ale również dziurawego systemu adopcyjnego i z pewnością braku pomocy w
                  sytuacji, w której rodzice zaadoptowanego dziecka sami nie są w stanie sobie
                  poradzić z problemem

                  pozdrawiam
                  owca

                  _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                  • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:35
                    > sytuacji, w której rodzice zaadoptowanego dziecka sami nie są w stanie sobie
                    > poradzić z problemem
                    Wiesz, mnie od początku zastanawia, czy oni w ogóle szukali pomocy. Obawiam
                    się, że nie. I to mnie najbardziej niepokoi...
                    • owca Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:41

                      jak było w tym konkretnym przypadku pewnie się nie dowiemy

                      pytanie, czy rodzice adopcyjni mają dostęp i możliwość skorzystania z takiej pomocy?
                      czy instytucja adopcyjna po spisaniu stosownych dokumentów w ogóle jeszcze
                      interesuje się tym co się dzieje z dzieckiem?

                      pozdrawiam
                      owca

                      _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                      • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:45
                        Pytanie o prośbę o pomoc w tym konkretnym przypadku jest o tyle zasadne, że
                        rzecz miała miejsce w Szwecji, w kraju, którego obywatele nie tylko w sensie
                        prawnym, ale i pod względem wrażliwości społecznej na punkcie dzieci
                        (nietykalności cielesnej, praw i innych takich:)) ma prawdziwego "świra":)).
              • Gość: Dosia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 195.217.253.* 16.06.04, 11:32
                Owco, mowisz, o rzetelnosci, ale nie zauwazylas, ze takze w tej sprawie zapadl
                wyrok - zmianiajacy kwalifikacje sprawy i odbierajacy rodzicom prawa
                rodzicielskie. Nota bene oni tego wyroku nie zaskarzyli - woleli isc na
                latwizne, nie wazny wyrok, byleby Krzysia zabrali od nas.

                Dlaczego uwazasz, ze sad uniewinniajac, z braku przeslanek/dowodow, matke
                chlopczyka utopionego w Wisle - postapil rzetelnie, a sad rodzinny w tej
                sprawie nie jest rzetelny.

                Bo chyba to zarzucasz sadowi - w koncu takze na ten wyrok powoluje sie gros
                wypowiadajacych sie tu osob, krytykujac rodzine Krzysia. Skoro my nie mamy
                prawa do krytyki, mimo, ze Sad mial takie samo zdanie, to co wedlug Ciebie jest
                rzetelnoscia? Zarzucanie sadowi klamstwa i niezbadania sprawy? Skoro sad wg
                Ciebie rzetelnie nie zbadal sprawy to czyja opinia w Twoim mniemaniu zasluzy na
                miano rzetelnej?
                • owca Re: Synku, już cię nie chcemy 16.06.04, 14:16
                  Gość portalu: Dosia napisał(a):

                  > Owco, mowisz, o rzetelnosci, ale nie zauwazylas, ze takze w tej sprawie zapadl
                  > wyrok - zmianiajacy kwalifikacje sprawy i odbierajacy rodzicom prawa
                  > rodzicielskie.

                  w artykule czytamy: 'przez adwokata wystąpili do sądu rodzinnego o rozwiązanie
                  adopcji'
                  i dalej:
                  '20 maja zapadł wyrok o pozbawienie państwa K. praw rodzicielskich'

                  czy przypadkiem rozwiązanie adopcji nie polega właśnie na pozbawieniu praw
                  rodzicielskich opiekunów? bo jeśli adopcja jest równoznaczna z przyjęciem do
                  rodziny oraz przyjęciem wszelkich praw i obowiązków zarówno przez opiekunów jak
                  i dziecka to jak dla mnie rozwiązanie adopcji polega właśnie na rozwiązaniu
                  tychże praw i obowiązków

                  > Nota bene oni tego wyroku nie zaskarzyli - woleli isc na
                  > latwizne, nie wazny wyrok, byleby Krzysia zabrali od nas.

                  dlaczego mieliby zaskarżać wyrok, jeżeli sami o niego wystąpili?
                  poprosili o rozwiązanie adopcji i to zostało dokonane

                  > Dlaczego uwazasz, ze sad uniewinniajac, z braku przeslanek/dowodow, matke
                  > chlopczyka utopionego w Wisle - postapil rzetelnie, a sad rodzinny w tej
                  > sprawie nie jest rzetelny.

                  nie wypowiadałam się na temat rzetelności sądownictwa
                  pisałam o ferowaniu wyroków zanim sprawa zostanie należycie wyjaśniona
                  a z tego artykułu nie wynika nic ponad to, że adopcja się nie udała i z tego
                  powodu rozwiązano ją
                  nawet dodatkowe informacje z szweckiej prasy przytaczane tu przez Martę dają
                  niewiele większy obraz całej sprawy, chociaż przynajmniej dowiedzieliśmy się że
                  rodzice szukali pomocy zarówno w Szwecji jak i w Polsce


                  > Bo chyba to zarzucasz sadowi - w koncu takze na ten wyrok powoluje sie gros
                  > wypowiadajacych sie tu osob, krytykujac rodzine Krzysia. Skoro my nie mamy
                  > prawa do krytyki, mimo, ze Sad mial takie samo zdanie, to co wedlug Ciebie jest
                  >
                  > rzetelnoscia? Zarzucanie sadowi klamstwa i niezbadania sprawy? Skoro sad wg
                  > Ciebie rzetelnie nie zbadal sprawy to czyja opinia w Twoim mniemaniu zasluzy na
                  >
                  > miano rzetelnej?

                  to już nadinterpretacja...

                  pozdrawiam
                  owca

                  _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                  • Gość: hihi Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.waw.pdi.net / *.waw-smy.leased.ids.pl 16.06.04, 14:26
                    Owco,
                    nie doczytałaś do końca: "W kwietniu sąd zmienił kwalifikację sprawy - nie
                    rozwiązanie umowy adopcyjnej, tylko pozbawienie państwa K. praw
                    rodzicielskich". Czy to zmienia postać rzeczy?
                    • owca Re: Synku, już cię nie chcemy 16.06.04, 14:35

                      istotnie, przyznaję nie doczytałam do końca... teraz znam już całość artykułu
                      zmienia to nieco mój ogląd sprawy
                      ale w artykule nie wyjaśniono dlaczego taki właśnie wyrok zapadł
                      nie znamy uzasadnienia sądu
                      czytamy natomiast:
                      'Prawo nie precyzuje przyczyn, które mogą prowadzić do rozwiązania adopcji.
                      Stanowi tylko, że nie może ucierpieć dobro dziecka.'

                      i wydaje mi się, że to właśnie zadecydowało o takim a nie innym wyroku

                      jak jest istotnie nie mogę się wypowiadać
                      informacje podane w artykule nie są dla mnie wystarczające aby zająć w tej
                      sprawie jednoznaczne stanowisko

                      pozdrawiam
                      owca

                      _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                  • diab.lica owco 16.06.04, 14:37
                    owca napisała:
                    >
                    > w artykule czytamy: 'przez adwokata wystąpili do sądu rodzinnego o rozwiązanie
                    > adopcji'
                    > i dalej:
                    > '20 maja zapadł wyrok o pozbawienie państwa K. praw rodzicielskich'
                    >
                    > czy przypadkiem rozwiązanie adopcji nie polega właśnie na pozbawieniu praw
                    > rodzicielskich opiekunów? bo jeśli adopcja jest równoznaczna z przyjęciem do
                    > rodziny oraz przyjęciem wszelkich praw i obowiązków zarówno przez opiekunów
                    jak
                    > i dziecka to jak dla mnie rozwiązanie adopcji polega właśnie na rozwiązaniu
                    > tychże praw i obowiązków

                    nie doczytalas
                    rozwiazanie adopcji- pozbawienie praw i obowiazkow
                    pozbawienie praw rodzicielskich- pozbawienie praw, obowiazki (np. alimentacji)
                    zostaja
                    • owca Re: owco 16.06.04, 14:38

                      tak wiem, już doczytałam
                      :-)

                      pozdrawiam
                      owca

                      _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                  • Gość: Marta Cytat IP: 193.14.171.* 16.06.04, 14:54
                    Hallo tutaj informacja przekrecona:
                    "nawet dodatkowe informacje z szwedzkiej prasy przytaczane tu przez Martę dają
                    niewiele większy obraz całej sprawy, chociaż przynajmniej dowiedzieliśmy się że
                    rodzice szukali pomocy zarówno w Szwecji jak i w Polsce"
                    My nie wiemy czy szukali.My wiemy ze mowia ze szukali.
                    Pozdrawiam Marta

                    • owca to też cytat 16.06.04, 14:58

                      'prawda nie istnieje
                      istnieją tylko różne punkty widzenia'

                      pozdrawiam
                      owca

                      _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                      • Gość: hihi Re: to też cytat IP: *.waw.pdi.net / *.waw-smy.leased.ids.pl 16.06.04, 15:03
                        "Prawda wcale nie istnieje i wszystko jest fałszem.
                        Jeśli nie istnieje prawda, to słowa zyskują nieograniczoną autonomię.
                        Słowo staje się więc nośnikiem nie związanych z prawdą sugestii, perswazji i
                        przekonywania.
                        Zatem sztuka i retoryka zmierza nie do prawdy, lecz stara się poruszać serca."
                        • owca a jeśli jednak istnieje.... 16.06.04, 15:11

                          'Prawda jest jak łamigłówka obrazkowa, której każdy kwadracik umieszczono w
                          innym człowieku. Chcąc złożyć pełny jej obraz trzeba wcielić się w różnych
                          ludzi. Do tego prócz inteligencji potrzeba też nieco pokory.'


                          pozdrawiam
                          owca

                          _,,,٢ة إ ة٦,,,_
        • Gość: Marta Przeczytaj wywiad z mama: IP: 193.14.171.* 16.06.04, 08:36
          Przeczytaj wywiad z mama:
          www.aftonbladet.se/vss/nyheter/story/0,2789,492583,00.html
          Duzo Ci to da Zrozumienia
          • Gość: Dosia Re: Przeczytaj wywiad z mama: IP: 195.217.253.* 16.06.04, 11:35
            Marto. Tlumaczonko jakies? :)
            • Gość: Marta Juz jest przeklad IP: 193.14.171.* 16.06.04, 11:56
              Dosiu,
              Juz jest:)
              Tak jak napisalam , nie wkladalam tam zadnych uczuciowych interpretacji, zimny
              przeklad.To jest naprawde tragiczna historia zdradzone dzieckarodzice i przez
              doroslych (nie tylko rodzice i dziadkowie).
    • Gość: Monika Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 83.216.96.* 15.06.04, 21:48
      Uwazam ze Sad w Polsce wraz z Pogotowiem opiekunczym powinni wystosowac wniosek
      do Sadu szwedzkiego o alimenty szwedzkie na Krzysia Lekarze w Szwecji zarobiaja
      od 35 000 tys wzwyz i stac jest ich na oplacenie wysokich alimentow a dzieki
      tym alimena bedzie mogl Krzys byc rehabilitowany i bedzie prawdopodobnie mogl
      zamieszkac w miejszej grubie. Nie chceli zabawki dziecka dlatego powinni
      Lekarze rodzice zastepczy poniesc konsekwencje i placic na Krzysia szwedzkie
      alimenty dostosowane do ich zarobkow. Na marginesie jezeli para lekarska nie
      mogla sobie poradzic z pierwszym dzieckiem to i z wlasnym beda mieli ogromne
      problemy poczekaja tylko jak ich corka zacznie dorastac i bedzie w wieku 12
      lat. A dziwczynki w Szwecji szybciej sie rozwijaja i sa owiele trudniejsze w
      wychowaniu niz chlopcy.
    • Gość: grazyna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.acn.pl 15.06.04, 22:35
      Jakoś nikt z Was nie zauważył, że dziecku podawane były (i być może nadal są
      podawane) psychotropy. To jest dokładnie tak samo jak podawanie narkotyków
      dziecku tyle, że w aureoli medycyny. Wystarczy jedna wizyta w szpitalu by
      zobaczyc co psychotropy robią z dorosłego człowieka, a cóż dopiero z dziecka.
      Ciekawe jakie skutki w mózgu czynią te "leki" i kto i w jakim celu je zaleca.
      • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:41
        Na bezsenność proponuję ciepłe mleko, a na nocne lęki napar z melissy.
        Jak cię boli ząb bierzesz środek przeciwbólowy, idziesz do dentysty czy
        wybijasz zęba młotkiem? Naprawdę intryguje mnie to zagadnienie.
        • Gość: grazyna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.acn.pl 15.06.04, 22:53
          Psychotropy różnią się od środków przeciwbólowych, nieprawdaż? A może się myę?
          Jednak jakim prawem podaje się dzieciom takie świństwo? Znów ktos robi
          doktoracik?
          • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:58
            A może ktoś próbuje na wszelkie możliwe sposoby pomóc dziecku?
            Masz już doktorat z medycyny? A może jesteś w trakcie specjalizacji? Którego
            stopnia?
            • Gość: Marta Wywiad z mama i Chlopcem IP: 193.14.171.* 16.06.04, 08:34
              Ja probuje robic co moge.SZwedzi odszukali mame ,tutaj z Nia wywiad:
              www.aftonbladet.se/vss/nyheter/story/0,2789,492583,00.html
              a tutaj rozmowa z Chlopcem:
              www.aftonbladet.se/vss/nyheter/story/0,2789,492584,00.html
              Mama twierdzi ze to polscy psychologowie poradzili jej oddanie dziecka, nie
              spotykanie Go i zerwanie wszystkich kontaktow.
              • Gość: ETna Re: Wywiad z mama i Chlopcem IP: *.chello.pl 16.06.04, 10:11
                A więc im więcej faktów wychodzi na jaw tym bardziej niejednoznaczna
                sytuacja. Więc może warto by było powstrzymać się od sądów, choćby na razie!
                A propos leków psychotropowych. Czasem trzeba po nie sięgnąć, tak samo jak w
                przypadku ropnej anginy sięga się po antybiotyki( których nie podaje sie gdy
                mamy do czynienia z infekcją wirusową). Doktoratu nie robi sie z jednej ( sic)
                osoby i ten zarzut jest tak absurdalny, że nawet nie będę z nim polemizować.
                Nie wiemy czym i z jakiego powodu leczony był Krzyś. Musiały byc wskazania, do
                podania leków z tej grupy, skoro ktos sie na to zdecydował. Może był to jedyny
                sposób, aby wytłumić lęki, zmniejszyć agresję? Nie będę się wdawała w dyskusję
                o wskazaniach i przeciwwskazaniach do stosowania np. barbituranów, powiem
                tylko, że czasem są one niezbędne, choć pacjent może robić wrażenie splątanego.
                Mam swoje podejrzenie o co mogło chodzić w tej rodzinie- jednak zachowam je dla
                siebie, bo jest to jedynie domniemanie.
                • Gość: marta ETna IP: 193.14.171.* 16.06.04, 11:07
                  Etna, odezwj sie do mnie bardzo Cie prosze.
                  Moj adress:
                  m.sehn@alacarte.se
                  • Gość: ETna Re: ETna IP: *.chello.pl 16.06.04, 18:26
                    Wysłałam Ci odpowiedź na adres mailowy. Mój zwrotny jest dość specyficzny bo
                    nalezy do mojego syna ( ja z niego chwilowo korzystam ).
      • Gość: an Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.provider.pl / 212.127.77.* 15.06.04, 22:45
        jaki jednostronny i źle napisany tekst...na jego podstawie zupelnie nie można
        sobie wyrobić opinii...nie sądzę, że oddali dziecko tak sobie, nie wierzę, że
        są aż tak źli, jeżeli sobie z nim nie dawali rady i nie chcą brać
        odpowiedzialności za jego czyny, o czymś to świadczy
        • miss.murple Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 22:50
          Mój kot zrujnował mi pół mieszkania, zeżarł kwiaty i poczynił wiele innych
          szkód. Mimo to go nie oddałam. Choć to tylko kot (kociarze, nie bijcie!!!), a
          nie człowiek.
          Jesli Twoje dziecko podpali mieszkanie sąsiadów, to oddasz je, żeby nie brać
          odpowiedzielności za jego czyny? Dzieci czasem popełniają głupstwa - z braku
          wyobraźni, pod wpływem kolegów, "w charakterze" buntu. Są to głupstwa różnego
          kalibru. Ciekawe, jakie zbrodnie może mieć na sumieniu dziewięciolatek?
          Mordercy też mają rodziców. Niekoniecznie zdegenerowanych.
    • Gość: mimok Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.itpp.pl 16.06.04, 09:46
      Nie znam szwedzkiego. Czy ktos moze strescic wypowiedzi matki i Krzysia?
      pozdrawiam
      • Gość: marta Wywiad z chlopcem-tlumaczenie IP: 193.14.171.* 16.06.04, 10:42
        Streszczam wywiad z chlopcem:
        Reporterowi nie wolno mowic po szwedzko z chlopcem (wedlug pilnujacej wywiadu
        pani moze to wzbudzic agresje )nie wolno Go fotorafowac
        Chlopiec siedzi w kalesonkach na lozku.
        W trakcie rozmowy wtraca odpowiedzi po angielsku.
        Potem mowi: ale ja mowie po szwedzku.(po Szwdzku).Personal sie denerwuje.
        Reporet pyta :Jak sie czujesz?
        Chlopiec odpowiada po szwedzku :Tesknie za Szwecja.
        Chlopiec nbie pamieta lub nie chce odpowiedziec jak dawno opuscil adopcyjny
        dom i kolegow w poludniowej Szwecji.
        Odpowiedzialna pielegniarka bierze Go za reke i wychodzi.
        Potem mowi:
        Zrozumcie sytuacje,bylo z Nim naprawde ciezko z poczatku .kiedy tu wrocil byl
        jak zwierze , bil wszystkich i wszystko.
        Potem jest opis sierocinca i jego pokoju.
        Na sam koniec wywiadu Pielegniarka mowi :on bardzo reaguje na rozmowy o
        Szwecji , jest agresywny i zaczepny.Najlepiej dla Niego o tym nie mowic.On musi
        to zapomniec
        • diab.lica Re: Wywiad z chlopcem-tlumaczenie 16.06.04, 21:59
          Gość portalu: marta napisał(a):

          > Streszczam wywiad z chlopcem:
          > Reporterowi nie wolno mowic po szwedzko z chlopcem (wedlug pilnujacej wywiadu
          > pani moze to wzbudzic agresje )nie wolno Go fotorafowac

          no tak, do artykulu jeszcze tylko zdjec chlopca brakuje...
          naprawde myslisz, ze to czego on teraz najbardziej potrzebuje, to sa nachodzacy
          go dziennikarze?
          • Gość: marta co mysle to mysle IP: *.cm-upc.chello.se 16.06.04, 22:12
            Tak jak napisalam wczesniej jest to "zimne"tlumaczenie tekstu.Tak napisane tak
            tlumaczone.
            To co mysle jest w mojej glowie,chcialabym natomiast wiedziec skad twoj wniosek
            o czym ja mysle cyt"myslisz ze to czego on potrzebuje..."
            badz konkretna, nie przekrecaj
            • diab.lica Re: co mysle to mysle 16.06.04, 22:23
              > To co mysle jest w mojej glowie,chcialabym natomiast wiedziec skad twoj
              wniosek
              > o czym ja mysle cyt"myslisz ze to czego on potrzebuje..."
              > badz konkretna, nie przekrecaj


              to nie byl wniosek tylko pytanie:
              "naprawde myslisz, ze to czego on teraz najbardziej potrzebuje, to sa
              nachodzacy go dziennikarze?"
              • Gość: marta to mysle IP: *.cm-upc.chello.se 16.06.04, 22:39
                Nie,ja NAPRAWDE NIE mysle ze on tego potrzebuje najbardziej. Mysle ze
                potrzebuje spokojnego cieplego domu(nie musi byc w nim adoptowany) ,gdzie sa
                rutynowe zajecia, spokojni dorosli-malo dzieci.
                Bez stresow i wrzaskow,zmiany jezyka (4).Inaczej stan Jego sie nie poprawi-
                Nrazie jest w pokoju na 2 osoby, zamkniety na klucz ze wzgladem na pokoj.Plus
                drzwi miedzy oddzialami sa zamkniete, starsze dzieci myja podlogi w korytarzu.
                Jak mozna Mu pomoc bez proby rozmowy z Nim-ja nie znalazlam innego wyjscia.
                • diab.lica Re: to mysle 16.06.04, 22:58
                  Gość portalu: marta napisał(a):

                  > Nie,ja NAPRAWDE NIE mysle ze on tego potrzebuje najbardziej. Mysle ze
                  > potrzebuje spokojnego cieplego domu(nie musi byc w nim adoptowany) ,gdzie sa
                  > rutynowe zajecia, spokojni dorosli-malo dzieci.
                  > Bez stresow i wrzaskow,zmiany jezyka (4).Inaczej stan Jego sie nie poprawi-
                  > Nrazie jest w pokoju na 2 osoby, zamkniety na klucz ze wzgladem na pokoj.Plus
                  > drzwi miedzy oddzialami sa zamkniete, starsze dzieci myja podlogi w korytarzu.
                  > Jak mozna Mu pomoc bez proby rozmowy z Nim-ja nie znalazlam innego wyjscia.


                  Zgadzam sie, ze ktos powinien z nim rozmawiac, ale mysle, ze lepiej zeby to byl
                  psycholog a nie dziennikarz.

                  Takie "wywiady" tylko moga chlopca zestresowac niepotrzebnie.
      • Gość: Marta Wywiad z mama -tlumaczenie IP: 193.14.171.* 16.06.04, 11:04
        Mama: BYlismy tacy szczesliwi jak Go dostalismy'Mama:Nie udalo sie nam i chowa
        twarz w dloniach.
        Rodzice sa rozczarowani soba i urzedami w Szwecji.
        Wedlug mamy decyzja o oddaniu chlopca byla dla nich tragedia.
        Ojciec stwierdz ze dziecko jest agressywne i ze rodzice mieli nieustajacy
        stress.
        Wdlug nich nie dostali pomocy psychiatrycznej w Szwcji.To lekarze szwedzcy
        zmusili ich do powiedzenia o adopcji chlopcu.
        Pokazuje zaswiadczenie z przedszkola ze dziecko jest zaczepne do dzieci i
        doroslych.
        Jak dzwonilo do drzwi to zawsze myslelismy ze kogos pobil.
        Mysleli przez kilka lat o zwroceniu go z powrotem.
        Wolelibysmy zeby Szwedzi sie Nim zajeli.
        Rodzice sa polskimi obywatelami, to polski psycholog doradzil im oddanie
        chlopca i rozwiazanie adopcji.
        Mam uczycie nierealnosci -mowi mamma .bYlismy tacy szczesliwi jak Go dostalismy.
        Od czasu jak Go oddali z powrotem , nie wspotkali Go wiecej Go ( dorada
        polskich psychologow).
        Modle sie za Niego co noc-mowi tata:Mam nadzieje ze Mu sie poprawi.

        Przeklad zrobilam na zimno-Tylko slowo do slowa.Uczucia wyczujcie sami.
        To samo z wywiadem z Chlopce.
        W wywiadach siostrzyczki nie ma.Ani U chlopca , ani u Rodzicow
        Ona istnieje.
        Ocencie to sami.


        • Gość: Dosia Re: Wywiad z mama -tlumaczenie IP: 195.217.253.* 16.06.04, 11:40
          A w czy w wywiadzie jest cos o tym, ze Krzys byl bity?

          Ciekawe co sad zdolal ustalic w tym zakresie.

          To jest takie mowienie - on byl taki niegrzeczny, ze musielismy go oddac.
          Pytania - dlaczego byl niegrzeczny i agresywny - rodzice sobie nie zadaja.
          • Gość: Marta Troche informacji wiecej IP: 193.14.171.* 16.06.04, 12:05
            Nie , On o tym nie mowi.

            Jest pewna bardzo ostra pani w sadzie V na Pradze ktora to wie ale nic nie powie

            Rodzice zadnych pytan sobie nie zadaja, o nim tylko negatywnie.On byl
            niegrzeczny, on bil kolegow,o narodzinach drugiego dziecka ani slowa.
            Do powiedzenia o adopcji zmusili ich Szwedzi, do zostawienia go w domu dziecka
            namowili ich Polacy.
        • Gość: ella Re: Wywiad z mama -tlumaczenie IP: 213.199.218.* 16.06.04, 18:26
          "zmusili" ??? rewelacja... Ciekawe jakie były środki "przymusu"???
          Zmusili akurat w momencie, gdy urodził się "konkurent", który nawet, gdy jest
          akceptowany przez starsze dziecko, to wywołuje w nim lęk o utratę uczucia
          rodziców (nie ważne czy rodzonych czy adopcyjnych)?
    • nevra Re: Synku, już cię nie chcemy 16.06.04, 14:03
      Ten artykuł, to szok. Odpowiedzialności uczymy już dzieci - jeśli chcesz mieć
      kotka, pieska, czy jakieś inne zwierzątko, to będziesz za nie odpowiedzialny,
      będziesz je karmić, wyprowadzac na spacer, tulic i kochać. Tłumaczymy, że
      zwierzak to nie zabawka. Że czuje, tak jak my, ból, że potrzebuje miłości i
      swojego miejsca w świecie. Wydawać by się mogło, że to powinno być normą. W tym
      przypadku "rodzice" zachowali się jak podczas wiwisekcji bez znieczulenia -
      ciachnęli dziecku kawałek serca i czekają, aż umrze, zwalając winę na
      wszystkich innych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka