peter_pan747
27.03.12, 09:46
Mój przyjaciel. Niby powinniśmy być szczerzy wobec siebie, ale chyba już go nie rozumiem. Mam wrażenie, że zmierza do katastrofy i nie wiem, czy można mu pomóc.
Ma świetną zonę, sam twierdzi, ze bardzo ją lubi i uważa za najlepszą przyjaciółkę. Nie mają dzieci. On czasem coś przebąkuje, że chciałby te dzieci mieć, ale nigdy na serio nie podjął działań w tym kierunku, a teraz zbliża się do 50. Pytam go, czy chce zniszczyć dobry związek dla nie wiadomo czego - bo nie ma nikogo "w rezerwie". Mówi, że nie wie. Jego żona zna te rozterki i mówi, ze nie zamierza mu niczego ułatwiać, bo to jego życie.
Tymczasem on wchodzi w dziwne "romantyczne " relacje z kobietami (bez seksu). Sam przed sobą tłumaczy się, że szuka innej partnerki (matki dla swoich dzieci) ale uwaga: nie mówi im, że jest żonaty. Na pytanie kiedy się przyzna, że nie jest wolny, nie zna odpowiedzi.
Gdyby mu chodziło o seksik na boku, zrozumiałbym. Ale nie rozumiem, i on sam chyba też. Czy kobieta potraktuje serio mężczyznę, który okłamał ja w takiej kwestii? Czy sensowna kobieta zwiąże się z takim facetem? Zechce urodzić mu dzieci?