sofia18
28.04.12, 21:58
witam
jestem po slubie 3 lata. z mężem znamy sie 6lat. mamy 2,5letniego synka.
nie wiem od czego zaczac.... ja juz Go chyba nie kocham:( zaczelo sie od tego ze kompletnie nie mam ochoty na seks. KOMPLETNIE. wrecz musze zaciskac powieki i myslec o czyms innym. boze, to straszne,co pisze... ale tak jest:(do tego dochodze do wniosku,zenie pasujmey do siebie... dlaczego dopiero teraz tak mysle? naprawde nie wiem!! nie mamy o czym ze soba rozmawiac, zero kontaktu, zero wspolnego myslenia, brak porozumienia.... tzn nie klocimy sie,maz jest bardzo dobrym czlowiekiem. ciezko pracuje zebysmy i ja i synek mieli wszytsko. wiem ze mnie kocha, nieba by mi przychylil. tym bradziej jest mi ciezko z tym co pisze.pisze i placze;(chyba wolalabym zeby mnie zdradzil. zeby byl draniem.probuje z nim o tym rozmawiac,ale bezskutku.krzycze wiec, ze cos sie dzieje, ze sie oddalam,ze jak tak dalej pojdzie to nie wiem co z nami bedzie, zebysmy to ratowali, bo niedlugo nie bedzie juz co... bezskutecznie:( zero reakcji. odpowiedz: "masz wszytsko,robie wszytsko dla nas, i jest Ci zle"?
nie wiem co robic. nie chce zeby to zle zabrzmialo, ze mam sie za kogos lepszego czy cos,ale moze to tez z tego wynika: ja jestem z duzego miasta, mam wyksztalcenie wyzsze,ambicje. maz ma technikum, ledwo skonczone, jest rolnikiem,pracuje fizycznie. nie zrozumcie mnie zle, nie mialo to dla mnie znaczenia,nie oceniam tak ludzi.ale teraz widze jakas przepasc miedzy nami. ja mam pasje, zainetersowania, on nie. kiedys(przed slubem) wydawalo mi sie ze majakiesplany, marzenia, cele. teraz nie ma nic. zmienil sie. teraz marzenia zastapilo myslenie o terazniejszosci, zeby dom otynkowac,zeby plot nowy postawic....tylko to jest wazne, tylko to jest jego celem.
najwiekszy problem mam z tym ze mamy dziecko. gdyby nie to juz bym odeszla. a tak to gdy synek mowi:pojde z tatusiem na ryby, a ja mysle o rozwodzie to mam straszne wyrzuty sumienia i od razu lzy w oczach... poza tym z synkiem musialabym wrcocic do rodzicow,poki nie pojdzie do przedszkola nie mam szans isc do pracy,wiec mam wrocic na ich garnuszek? i sluchac ze mi sie zycie nie udalo? ze juz ne wspomne o tym ze odeszlamod takiego dobrego meza, ze mialam wszystko...
zyc mi sie nie chce. synus chyba to czuje, czesto mowi; mamus nie smuc sie.
kocham go nad zycie,ale czesto mysle: gdybym byla sama, spakowalabym sie i wyjechala gdzies bardzo bardzo daleko, nie mowiac nic nikomu....................