Dodaj do ulubionych

Nienawidze jego dziecka

    • reniatoja Re: Nienawidze jego dziecka 25.06.04, 13:11
      Z serca odradzalabym wiazanie sie w tej sytuacji z tym mezczyzna. Skoro do tego
      stopnia nie lubisz jego dziecka juz traz, tym bardziej nie bedzie Ci latwo,
      kiedy na swiecie pojawi sie Wasze wspolne, a on bedzie musial np łożyc na
      studia tego starszego. Bedzie Cie to wkurzalo do granic wytrzymalosci. Tym
      bardziej jesli obiektywnie rzecz biorac mlodzian jest nieciekawej osobowosci,
      czeka Cie ciezka ciernista droga przez taki uklad. Zastanow sie dobrze, czy
      chcesz tego na reszte zycia. Dziecko z poprzedniego zwiazku ODPOWIEDZIALNEGO
      mezczyzny i ojca to po prostu czlonek rodziny, ktos rownie wazny jak Ty czy
      Wasze wspolne dziecko, na dluzsza mete nie widze tego, skoro juz teraz mowisz,
      ze tego dziecka nienawidzisz.
      • Gość: rena Re: Nienawidze jego dziecka IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.06.04, 15:43
        zgadzam sie wypowiedzia poprzedniczki. Dobra rada. Naprawde.
    • Gość: zdzisiek Re: Nienawidze jego dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.04, 23:06
      A mówi się, że kobiety to takie uczuciowe, opiekuńcze i wrażliwe istoty.
      Tymczasem jak czytam wypowiedzi niektórych pań – włos jeży się na głowie.
      Ciekawe, że problem związków z osobą, która ma już dzieci, dotyka częściej
      mężczyzn, a to dlatego, że po rozwodzie dzieci wychowują na ogół matki, które
      znajdują sobie nowych partnerów i to oni uczestniczą w procesie wychowania nie
      swojego dziecka.
      Kobiety wiążące się z mężczyzną „dzieciatym” na ogół znają te dzieci z
      weekendów lub wakacji (lub wcale).
      I co się okazuje, że to chyba właśnie mężczyźni radzą sobie z tym „problemem”
      lepiej.
      Paru moich kumpli tworzy całkiem niezłe układy z kobietami z przychówkiem i nie
      widzę, ani nie słyszę takich określeń jak „bachory”, „wrzód na dupie” itp.
      Mam wrażenie, że wypowiadające się tu panie „z doświadczeniem” reprezentują
      pogląd traktowania ludzi jak związków w interesach. Obserwują dokładnie, czy
      dostają tyle samo co włożyły. Jeżeli dziecko ośmieli się nie lubić, lub okazać
      niechęć – oddają to samo.
      Tak jakby sądziły, że ich zasoby dobra mogą się wyczerpać.
      Dodatkową sprawą jest też chęć posiadania faceta na wyłączność „ja i tylko ja”,
      ma być romantycznie, cukierkowo, cudownie a tu… zamiast kolacji przy świecach
      weekend z dziećmi, zamiast pierścionka z brylantem – alimenty, zamiast
      opowieści o miłości, opowieści o chorobie dziecka. I jak takie potworki polubić?
      • Gość: katinka Re: Nienawidze jego dziecka IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 25.06.04, 23:48
        az Cie polubilam, Zdzisiek ;-)
        • university Silna 26.06.04, 00:58
          gdzies mnie wcielo w srodku, wiec tylko ponowie prosbe o kontakt na
          university@gazeta.pl

          pozdrawiam,

          b.

    • Gość: szmerek Re: Nienawidze jego dziecka IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.06.04, 09:39
      Z zaciekawieniem przeczytałam tę dyskusję i podziwiam wiele ciekawych
      wypowiedzi, wkurzają mnie zaś te, które są pełne nienawiści i jadu. Ale ja nie
      o tym.
      Mam doświadczenia "w temacie" tego wątku. Mój poprzedni mąż wychowywał syna-
      samotnie kiedy go poznałam. Żona odeszła z kochankiem. Dałam się wsadzić w ten
      stereotyp jaki i tu pokutuje- odeszła od niego(poprzednia żona)- bo to dziwka(
      bo z kochankiem)i głupia suka(zostawiła takiego dobrego człowieka a na dodatek
      zostawiła dziecko). Potem się okazało,że coś w tym było- odeszła, bo...to nie
      był taki kryształowy facet. Ich małżeństwo rozsypało się nie tylko z jej winy.
      ON miał swoje za pazurami.
      Więc moje pytanie do autorki wątku:
      czy nie powinno budzić Twoich wątpliwości to,że jego poprzednia żona aż
      kochanka sobie znalazła i od niego odeszła? Dlaczego? Czy może być tak,że wina
      leży tylko po stronie byłej żony?
      W moim poprzednim małżeństwie był pasierb na początku 13 letni. Sądziłam, że
      znajdę z nim wspólny język,ale tak się nie stało(między nami jest tylko 12 lat
      różnicy).Bo mój "były" nie zrobił nic w tym kierunku,abyśmy się porozumieli-
      celowo pomijam tu swoje starania,a były takie.)
      Więc kolejne pytanie do autorki wątku:
      co Twój narzeczony robi w tej sprawie?czy w ogóle rozmawialiście o zachowaniu
      Jego dziecka? Czy za zachowanie "bachorka" nie jest winien TAKŻE jego tatuś?
      Zdaje się,że ten pan ma u dziecka autorytet i jego miłość,więc czy nie
      najłatwiej właśnie jemu będzie tu coś zmienić?
      Nie jestem najmądrzejszą osobą na świecie, ale moje doświadczenia pokazują,że
      trzeba DAWAĆ i kochać, być wyrozumiałym i dorosłym.Przede wszystkim trzeba
      rozmawiać o problemach- z narzeczonym, z dzieckiem- szczerze i zachowywać się
      konsekwentnie. To czasem daje efekty, niestety nie jest to łatwe, a efekty mogą
      się pojawić dopiero po kilku latach, a czasem wcale, ale czy to znaczy,że
      możesz nienawidzić "bachora"? Czasem warto też zasięgnąć rady psychologa-
      pojawił się już ten wątek. Może osoba z zewnątrz więcej zobaczy w tym trójkącie-
      on, Ty i "bachorek"? Może właściwie oceni kto jest winny tym złym zachowaniom-
      także w stosunku do innych osób?
      Mój pasierb-obecnie dorosły człowiek- po rozpadzie mojego małżeństwa, po kilku
      latach, dziś zachowuje się wobec mnie bardzo w porządku. Mam wrażenie,że mnie
      szanuje i dopiero dziś widzi,że nie jestem tak wredna, jak to mu sie kiedyś
      wydawało.Co utwierdza mnie w mniemaniu,że kiedyś słusznie się zachowywałam.
      Także swojego ojca pasierb dziś odbiera inaczej-mniej bezkrytycznie, choć z
      miłością.
      A propos wypowiedzi,że dziecko nie może zrozumieć rozwodu- ja mam inne
      wrażenie. Mój syn mając 12 lat kiedy mu powiedziałam,że chcę się się rozwieść
      powiedział "jeśli jesteś nieszczęśliwa, jeśli nie możesz z nim żyć to się
      rozwiedź, a ja pójdę z Tobą". To była nagroda za szczerość. Moje życie było
      dość skompilkowane, długoby tłumaczyć. Teraz jestm sczęśliwą mężatką-od 4 lat w
      związku,w tym 2 małżeństwa. Mój obecny mąż może nie kocha mojego syna ale się z
      nim dobrze "dogaduje". Niestety, nie mamy kontaktu z Jego nastoletnią córką.
      Mąż czasem próbuje,ale na razie córcia powtarza jak papuga za mamusią- "Ty nas
      nie kochasz, gdybyś nas kochał to byś z nami został".A pani mamusia truje jadem
      swoje dziecko karząc je za "wrednego" tatusia, który je zostawił. Psuje jej i
      sobie życie z zemsty... na nim.Nie myśli o tym, jak wiele innych kobiet,że jej
      dziecko jest także Jego dzieckiem i jeśli źle mówi o Nim to psuje kontakty
      dziewczyny z ojcem,ale i jej przeszłymi mężczynami w dorosłym życiu- ten wątek
      też już się pojawił.
      no ok koniec tej babskiej filozofii.
      pozdrawiam
      a moja osobista rada dla autorki-raczej nie wygląda,że poradzisz sobie z
      problemem "bachorka",sądzę,że nie powinnaś się pakować w ten związek, uważam,że
      za mało kochasz- to tak od siebie według "przeczucia"
    • Gość: Aneta Re: Nienawidze jego dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 13:59
      oj widze ze watek zyje...
      Jestem w szoku czytajac niektore watki; Mijaczek jako au-pair? Hmmm...
      wspolczuje rodzinie... Mijaczku bylam dwa razy w Australii jako au-pair (w
      jednej rodzinie) i swietnie sie dogadywalismy, opiekowalam sie trojka dzieci,
      do dzis utrzymujemy dobre kontakty i dlugo tesknilam za ta rodzina. Moj M. zna
      moje relacje z tamta rodzina, i wlasnie dlatego myslelismy, ze stosunki z jego
      synem uloza sie poprawnie. Dlugo zreszta o to walczylam, chodzilismy wspolnie
      na spacery, czytalam ksiazki, bralam go do kina itp... Ale nie uklada sie, wiem
      ze swoja role gra tu biologiczna matka (zreszta ciagle nie znalezc sobie
      miejsca przy jednym partnerze). Dlatego teraz moj M. spotyka sie z synem sam,
      ja nie uczestnicze w tych odwiedzinach i chyba to jest najlepsze wyjscie.
      Przynajmniej nie mam zniszczonych wlasnych rzeczy (pocietych sukienek) i nie
      musze co chwila ucinac jego zajadlych komentarzy dotyczacych rodziny M. Swoja
      droga M. dostrzega, ze dzieciak sie bardzo zmienil, mieszkamy teraz na drugim
      koncu Polski, wiec te wizyty nie sa juz tak czeste. Wtedy, kiedy pisalam
      pierwszy post - dzieciak pocial moja ulubiona sukienke, bylam wsciekla - pewnie
      dlatego reakcja byla tak silna.
      Ciesze sie jednak, ze pojawily sie tu tez kobiety, ktore nie widza zycia w
      kolorach czarno-bialych, i nie skazuja macoch na banicje. Dziekuje :)
      Slub we wrzesniu (bo nadal sie bardzo kochamy, a moze nawet bardziej :))) )

      PS: Mijaczku, bycie au-pair polega na dostosowaniu sie do potrzeb rodziny a nie
      budowaniu konfliktow! Teraz oczywiscie mozesz ponownie wylac swoj jad ;)))
    • Gość: aga Re: Nienawidze jego dziecka IP: *.adsl.scarlet.be 03.07.04, 10:19
      hej dziewczyny, ja tez jestem macocha czasami jest swietnie czasami zle, jak to
      w rodzinie ale czasami brak mi juz sily i pozostaje tylko albo placz albo
      zlosc. Bywa ze zastanawiam sie czy jestem normalna walczac o siebie czy tylko
      wredna baba ktora terroryzuje biedne dzieczaczki, mam ochote czasami pogadac z
      kims kto wie o czym mowie moj adres : aguszkaj@wp.pl jesli jestesci w
      takiej "macoszej" sytuacji i czasami macie ochote sie wykrzyczec tak jak ja, to
      piszcie.
      pozdrawiam
      • pom Re: Nienawidze jego dziecka 03.07.04, 13:20
        Jeśli chcesz pogadać, jest aktywne forum prywatne - "macochy:)"
    • obrotowy 9 lat minelo... 12.10.13, 18:40
      a my dalej nie wiemy z jakim skutkiem...

      co za niesolidnosc...

      jak sie zaczyna - to nalezy w koncu zlozyc podsumowanie, co ?
      • quien Re: 9 lat minelo... 14.10.13, 13:01
        a jestes jej abo jego dzieckiem.....?
        • obrotowy 11 lat minelo... 18.12.15, 11:18
          quien napisała:
          > a jestes jej... dzieckiem.....?


          nie, tatusiem . i chcialbym w koncu wiedziec, jak poszlo.
    • truskawka2013 Re: Nienawidze jego dziecka 15.10.13, 09:00
      Jakby obce dziecko specjalnie kopnęło mnie w brzuch, gdy byłabym w ciąży to nie wiem czy w obronie nienarodzonego dziecka nie oddałabym..Podejrzewam, że tak, a już na pewno nie życzyłabym sobie kontaktu ani wizyt domowych. 8 latek działa już świadomie. To dziecko 2 letnie może nie zdawac sobie konsekwencji ze swoich działań a nie dziecko 8 letnie... :/
    • obrotowy Nienawidze jego dziecka - to sie z nim nie zadawaj 20.12.20, 11:17
      piwo sie pije (na dluzej)

      - biorac caly dobytek browaru.

      i jego koszty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka