Dodaj do ulubionych

wyjątkowo na poważnie...

29.05.12, 11:14
Mój Przyjaciel ma raka (płuc, a nigdy nie palił) i niestety zdecydował się na tradycyjne leczenie. Sytuacja jest bardzo dramatyczna, przerzuty są już na mózgu, zdajemy sobie sprawę, że niedługo może być już koniec... Leczy się w jakiejś najlepszej klinice w Londynie, w czwartek ma mieć jakąś ostrą chemioterapię ;/ i zastanawiamy się jak to jest... czy będziemy mogli go po tym odwiedzić i ewentualnie zabrać na kilka godzin z kliniki?
To pierwsza bliska Mi osoba, która umiera w ten sposób i strasznie to przeżywam :(
Obserwuj wątek
    • kora3 Przykro mi 29.05.12, 11:20
      z powodu kolegi.
      To, ze na raka płuc zapadają tylko palacze to mit.
      Jesli kolega ma być poddany chemioterapii to oznacza, że lekarze widza bodaj cień nadziei na ratunek, inaczej odpuściliby sobie, bo chemia bardzo wykańcza organizm.
      Trudno powiedzieć, czy bedzie mozliwe zabranie go do domu po pierwszej dawce. Raz, ze chorzy róznie chemię znoszą, dwa ze on jest w kiepskim stanie, a trzy ze osoba po chemii jest bardzo nieodporna i "łapie" wszelkie infekcje, które w normalnych warunkach organizm sam bez trudu zwalcza. Tego rodzaju pytanie to raczej do jego lekarza prowadzacego.
      • hotally Re: Przykro mi 29.05.12, 11:27
        no wlasnie nie wiem czy nie lepiej jakby przesunąć tą chemie o 2dni, bo chcemy go zabrac na popołudnie, bo siedzi sam w tej klinice biedny :(
        tylko nie wiem czy tak można... strasznie to wszystko niesprawiedliwe...
        • kora3 Re: Przykro mi 29.05.12, 11:47
          Wiesz, tego rodzaju decyzje to nalezą ani do Was, ani do kolegi, a raczej do lekarza. Proponuję porozmawiac z kolegą, a jesli upowaznił Was do rozmowy ze swym lekarzem, to takze z nim.

          No, życie bywa niesprawiedliwe Hotally:( szczególnie chyba czujemy to w takich chwilach. Pamiętaj jednak, żebyście nie okazywali swego przygnebienia koledze. Nie pomoze mu. Starajcie sie po prostu go wspierac, ale też nie udawajcie sztucznego zadowolenia. wy go znacie, wiec na pewno wiecie, czy wyczujecie, czy chce pogadać na temat, czy raczej nie. Pamietaj, ze ludzie w obliczu śmiertelnej choroby róznie reagują, wiec wykażcie dla kolegi zrozumienie.
        • grassant Re: Przykro mi 29.05.12, 14:56
          strasznie to wszystko niesprawiedliwe...

          jak możesz?? jesteś przecież wierząca.(?)
          • magnusg Re: Przykro mi 29.05.12, 16:39
            wyjatkowo glupiutki komentarzyk.
            • grassant Re: Przykro mi 29.05.12, 17:38
              sprawiedliwy wrzucił 3 gr?
        • stokrotka_a Re: Przykro mi 29.05.12, 17:14
          hotally napisała:

          > no wlasnie nie wiem czy nie lepiej jakby przesunąć tą chemie o 2dni, bo chcemy
          > go zabrac na popołudnie, bo siedzi sam w tej klinice biedny :(
          > tylko nie wiem czy tak można... strasznie to wszystko niesprawiedliwe...

          Współczuję twojemu przyjacielowi, bo choroba i ból z nią związany to okropne rzeczy. Trudno jest dawać sensowne rady w sytuacji, w której ktoś musi zmierzyć się ze śmiertelną chorobą bliskiej osoby. Tego nie uczą w szkołach, a i samo życie nie jest mądrym i wyrozumiałym nauczycielem w tej dziedzinie.

          Nie ruzumiem jednak twojego komentarza o strasznej niesprawiedliwości. Przecież to Bóg decyduje o życiu i śmierci, prawda? Jego decyzje mogą być niezrozumiałe, ale nie mogą być niesprawidliwe, bo Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy i dobry.
        • kasiulka25 Re: Przykro mi 29.05.12, 18:21
          matko, dziewczyno, ile ty masz lat????

          Chlopak wlasciwie juz jest na rowni pochylej, rak pluc ma jedne z najgorszych rokowan, przerzuty do mozgu oznaczaja ze nie ma szans na wyleczenie, MOZE na przedluzenie troche zycia, kazdy dzien sie liczy a ty walisz tekstem:
          no wlasnie nie wiem czy nie lepiej jakby przesunąć tą chemie o 2dni, bo chcemy
          > go zabrac na popołudnie, bo siedzi sam w tej klinice biedny :(


          jasne, zabierzcie go na popoludnie, zebyscie WY lepiej sie poczuli, on wesolo zlapie jakas infekcje (glupie przeziebienie chocby), chemii mu nie dadza zanim nie zaleczy przeziebienia, a czas leci... no, ale Hotally spedzi mile popoludnie z kolega.
          • a1ma Re: Przykro mi 30.05.12, 14:04

            10/10
      • magnusg Re: Przykro mi 29.05.12, 16:37
        Jest niestety raczej odwrotnie.Jak sa jakies w miare szanse,to najpierw jest wyciecie pluca albo kawalka, a pozniej chemia.Jak szanse zerowe praktycznie,to jeszcze aplikuja chemie,zeby nie bylo,ze nic nie probowali.
        • kora3 Re: Przykro mi 29.05.12, 23:09
          no nie jestem przekonana. Bliska mi osoba miała raka nie rokującego nadziei i z przerzutami, dodam, ze niestara i mimo, ze rodzinę i przyjaciół stac było na najlepsze leczenie (takze za granicą) własnie nic nie robiono, także chemii i naświetlań. Nie było szans po prostu
      • my_favourite_axe Re: Przykro mi 29.05.12, 17:37
        > Jesli kolega ma być poddany chemioterapii to oznacza, że lekarze widza bodaj ci
        > eń nadziei na ratunek, inaczej odpuściliby sobie, bo chemia bardzo wykańcza org
        > anizm.

        To niestety nie jest prawda, często podaje się chemię paliatywną, która ma na celu przedłużenie życia. Co nie znaczy że nadziei już nie ma, bo zawsze jakaś jest. Guz może się cofnąć pod wpływem chemii albo samoistnie. To się zdarza nawet w bardzo zaawansowanych przypadkach.
    • mahadeva Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 12:04
      niestety? gdyby Jobs sie zdecydowal na tradycyjne leczenie w czas, to by zyl...
      • hotally Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 12:14
        tego nie wiesz czy by żył, pewnie jego egzystencja by się wydłużyła...
        Ja ufam w inne leczenie, ale nie chce Mi się dzisiaj o tym.....
    • mocno.zdziwiona Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 12:22
      Wiele zależy od lekarza, ale wątpię żeby pozwolił Wam wziąć człowieka po chemii na spacer do parku. Ludzie różnie znoszą chemię, moja mama umierała a koleżanki mama leciała do pracy po wzięciu wlewu. To nie od Was zależy i nie naciskajcie, to decyzja lekarza. Nie nastawiajcie się też, że jeśli lekarz się zgodzi to bierzecie kumpla bo on może się fatalnie czuć, wymiotować jak kot i odpływać. Nastawcie się raczej na ciche popołudnie w spokojnym kącie szpitala albo przy łóżku chorego.
    • kbjsht Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 12:28
      czy będziecie mogli go zabrać na kilka godzin, to nie wiadomo ale myślę, że raczej nie. po chemii człowiek jest osłabiony i różnie na nią reaguje, u członka mojej rodziny trzeci i czwarty dzień był najgorszy. wymioty, uniemożliwienie jedzenia, ból każdej części ciała i wszystko smakowało jak metal (!!) i nic nie dało się z tym zrobić. a odwiedzić zawsze można, o ile osoba chora psychicznie da radę wytrzymać i nie będzie przemęczona swoim obecnym stanem. i nie uśmiercaj kolegi od razu, głowa do góry, dobrze będzie, niech nadzieja ostatnia umrze, zamiast już na starcie, trzymam kciuki :)
      • hotally Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 13:41
        on teraz tak sie czuje, zawroty głowy, mdleje, wymiotuje krwią i żółcią, nic nie je :((
        a chciał iść ostatni raz w życiu na mecz... bo akurat w sobote Angole grają pożegnalny przed wyjazdem na euro...
        • kbjsht Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 13:56
          identyczne objawy. ale parę dni i ustąpią, spokojnie, organizm walczy.
    • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 13:03
      Jeśli da się przesunąć o 2 dni, to tak zróbcie.
      Na chemię człowiek reaguje różnie. Najczęściej - źle.
      Złe samopoczucie to standard. Bonusy: brak sił, senność, wymioty, nudności na okrągło, depresja, bóle "wszystkiego". Nie ma też niestety gwarancji, że każde następne podanie będzie dawało wcześniej występujące objawy [lub ich brak - jeśli nie wystąpiły].
    • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 14:02
      Po chemii? Zartujesz!
      Po pierwsze musi byc pod stala kontrola lekarza, bo chemioterapia dziala przez jakis czas, nie jest to sprawa kilku min. jak przy radioterapii. Po drugie bedzie b. oslabiony.
      Czy bedzie mozna odwiedzic powinnas dostac inf. w klinice. To zalezy od lekarza.
      A w ogole to lepiej dajcie mu spokoj. Co to za pomysl, zeby niepokoic ciezko chorego czlowieka jesli nie jest sie jego najblizsza rodzina?
      • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 14:20
        mumia_ramzesa napisała:

        > A w ogole to lepiej dajcie mu spokoj. Co to za pomysl, zeby niepokoic ciezko ch
        > orego czlowieka jesli nie jest sie jego najblizsza rodzina?

        Doczytaj pozostałe posty.
        MARZENIEM chorego jest, by wybrać się [prawdopodobnie po raz ostatni] na mecz.
        Ciężko tu mówić o "niepokojeniu" chorego.
        • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 15:01
          Marzyc przed pobytem w szpitalu to on sobie mogl. Na pewno stadion jest swietnym miejscem dla czlowieka w takim stanie.

          • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 15:06
            mumia_ramzesa napisała:

            > Marzyc przed pobytem w szpitalu to on sobie mogl. Na pewno stadion jest swietny
            > m miejscem dla czlowieka w takim stanie.

            Zapewne nie miałaś w swoim otoczeniu osoby śmiertelnie chorej, która z zaciśniętym gardłem prosiła cię o spełnienie [możliwego do spełnienia] marzenia, osoby - która ma świadomość, że umiera i to ostatnia szansa.
            Sucho dywagować to sobie można.
            Ja bym nie odmówiła i starałabym się zrobić co mogę, by to marzenie spełnić, na przykład porozmawiałabym z lekarzem o ryzyku i możliwościach zamiast od razu zakładać, że się choremu w d..e poprzewracało. Trochę empatii...
            • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 15:33
              Troche rozsadku! Widzialam osoby po operacji onkologicznej i wiem co pisze.
              Mogl sobie marzyc o czymkolwiek PRZED pobytem w szpitalu, teraz pewnie bedzie marzyl o odpoczynku, ale niech Ally zawraca glowe lekarzowi, czemu nie.
              • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 15:37
                Nie wiemy czy jest po operacji, z postu wnioskuję, że nie.
                Człowiek ma prawo do marzeń, niezależnie od sytuacji. Do ich spełnienia także ma prawo, jeśli nie ma przeciwwskazań.
                Miałam w rodzinie 4 osoby z rakiem, więc nie musisz się powoływać na mój rozsądek. Co człowiek - to choroba. I podtrzymuję: rozmowa z lekarzem. Lekarze są TAKŻE od udzielania informacji, a nie tylko od "leczenia przypadku klinicznego".
                • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:33
                  Poczytajcie sobie o skutkach ubocznych chemioterapii. Moga byc wymioty, zaslabniecia itp "przyjemnosci". Dlatego stosuje sie ja tylko w warunkach klinicznych. Nie sadze, zeby czlowiek w trakcie leczenia mogl byc wypuszczony ze szpitala, nawet na kilka godzin. Zaden lekarz nie wezmie na siebie takiej odpowiedzialnosci.
                  Uwazam dyskusje za zamknieta, bo trudno polemizowac z osobami, ktore nie maja pojecia o temacie.
                  • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:38
                    mumia_ramzesa napisała:

                    > Poczytajcie sobie o skutkach ubocznych chemioterapii. Moga byc wymioty, zaslabn
                    > iecia itp "przyjemnosci".


                    > Dlatego stosuje sie ja tylko w warunkach klinicznych.

                    Większej bzdury nie czytałam.
                    Bliska mi osoba przeszła operację, po operacji została wypisana bodaj w 5-tej dobie [stopnia pokrewieństwa nie będę podawać ze względów oczywistych - forum otwarte] i przechodziła kilkumiesięczną chemioterapię w domu, normalnie chodząc do pracy, korzystając ze zwolnienia raz na jakiś czasu [przez kilka dni po podaniu chemii czułą się źle, ale i nie po każdej dawce] i chodząc na zmianę opatrunku raz na jakiś czas. Całe mnóstwo ludzi w ten sposób się leczy. To, że dany człowiek musi być hospitalizowany zależy od wielu czynników i hospitalizacja nie wyklucza otrzymania przepustki - bo to, czy wyjść może, zależy także od wielu czynników.


                    > Uwazam dyskusje za zamknieta, bo trudno polemizowac z osobami, ktore nie maja p
                    > ojecia o temacie.

                    A żebyś wiedziała, trudno z Tobą dyskutować, bo jesteś teoretykiem, do tego kiepsko poinformowanym.
                    • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:43
                      Napisane jest w poscie startowym, ze "chemie" ma miec w klinice? Gdyby mogl miec w domu, to by go nie trzymali w szpitalu, nie sadzisz?
                      • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:46
                        mumia_ramzesa napisała:

                        > Napisane jest w poscie startowym, ze "chemie" ma miec w klinice? Gdyby mogl mie
                        > c w domu, to by go nie trzymali w szpitalu, nie sadzisz?

                        Nie sądzę.
                        Już pisałam - hospitalizacja zależy od wielu czynników; jednym z czynników jest też brak opieki w domu. Opieki, czyli: zakupy, pranie, gotowanie, doglądanie.
                      • przeciez.wiem Re: wyjątkowo na poważnie... 30.05.12, 12:07
                        mumia_ramzesa napisała:

                        > Napisane jest w poscie startowym, ze "chemie" ma miec w klinice? Gdyby mogl mie
                        > c w domu, to by go nie trzymali w szpitalu, nie sadzisz?

                        Mylisz się. Przyjeżdża się do szpitala na kilka godzin, robi badanie krwi, zalicza wizytę u lekarza i jeśli ten dopuści, przystępuje do chemii. Po chemii do domu. I tak jest najczęściej.

                        A tego kolegę to zostawiłabym w spokoju, nie targała po stadionach. Marzenia marzeniami, ale to zbyt poważny stan na takie wycieczki.
                  • my_favourite_axe Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 23:17
                    mumia_ramzesa napisała:

                    > Poczytajcie sobie o skutkach ubocznych chemioterapii. Moga byc wymioty, zaslabn
                    > iecia itp "przyjemnosci". Dlatego stosuje sie ja tylko w warunkach klinicznych.
                    > Nie sadze, zeby czlowiek w trakcie leczenia mogl byc wypuszczony ze szpitala,
                    > nawet na kilka godzin. Zaden lekarz nie wezmie na siebie takiej odpowiedzialnos
                    > ci.

                    chemioterapię podaje się czasem w domu, czasem w szpitalu na oddziałach jednego dnia (kroplówka zejdzie i do domu), więc nie masz racji.

                    > Uwazam dyskusje za zamknieta, bo trudno polemizowac z osobami, ktore nie maja p
                    > ojecia o temacie.

                    żyjemy w czasach, kiedy prawie każdy miał styczność z chorobą nowotworową. nie ma czym szpanować, naprawdę.
                    • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 30.05.12, 13:14
                      > żyjemy w czasach, kiedy prawie każdy miał styczność z chorobą nowotworową. nie
                      > ma czym szpanować, naprawdę.

                      Pretendujesz do tytulu autora najbardziej zenujacej wypowiedzi roku?
                      • my_favourite_axe Re: wyjątkowo na poważnie... 30.05.12, 18:26
                        mumia_ramzesa napisała:

                        > > żyjemy w czasach, kiedy prawie każdy miał styczność z chorobą nowotworową
                        > . nie
                        > > ma czym szpanować, naprawdę.
                        >
                        > Pretendujesz do tytulu autora najbardziej zenujacej wypowiedzi roku?

                        dlaczego? wypowiadasz się błędnie tonem wyroczni podpierając się tym, że nikt poza tobą nie ma pojęcia o temacie. niestety, wiele osób ma pojęcie, choć pewnie wolałoby nie mieć.

                        koniec tematu z mojej strony, bo nie odpowiadasz na temat, a to nie jest dobra okazja do pyskóweczki forumowej.
                  • przeciez.wiem Re: wyjątkowo na poważnie... 30.05.12, 13:18
                    mumia_ramzesa napisała:

                    > Poczytajcie sobie o skutkach ubocznych chemioterapii.

                    Niektórzy nie muszę czytać, poznali te skutki na własnej skórze.

                    > Moga byc wymioty, zaslabn
                    > iecia itp "przyjemnosci". Dlatego stosuje sie ja tylko w warunkach klinicznych.
                    > Nie sadze, zeby czlowiek w trakcie leczenia mogl byc wypuszczony ze szpitala,
                    > nawet na kilka godzin. Zaden lekarz nie wezmie na siebie takiej odpowiedzialnos
                    > ci.
                    > Uwazam dyskusje za zamknieta, bo trudno polemizowac z osobami, ktore nie maja p
                    > ojecia o temacie.


                    Bardzo mi przykro, ale to Ty niestety (albo i na szczęście) nie masz pojęcia o temacie.
              • my_favourite_axe Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 17:40
                mumia_ramzesa napisała:

                > Troche rozsadku! Widzialam osoby po operacji onkologicznej i wiem co pisze.

                Przez szybkę?

                > Mogl sobie marzyc o czymkolwiek PRZED pobytem w szpitalu, teraz pewnie bedzie m
                > arzyl o odpoczynku, ale niech Ally zawraca glowe lekarzowi, czemu nie.

                A jeśli to jego ostatni pobyt w szpitalu, w sensie że wyjedzie z niego w worku? Też zlekceważysz jego fanaberie?
                • hotally Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 17:49
                  a jeśli wywiozą go w worku i nie będzie na tym ostatnim meczu, to wiesz jak będę się czuła, że mu tego nie zrealizowałam??
                  • six_a Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 19:02
                    dajże alusia spokój z tym gdybaniem. a jak ci na ławce umrze, na tym stadionie, to jak się poczujesz?

                    zorganizujcie lepiej oglądanie w tym szpitalu.
                    • hotally Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 20:26
                      To przynajmniej umrze w miejscu, które kocha... Ja bym tak wolała niż w szpitalu z obcymi ludzmi.
                      Chemia będzie po meczu.... teraz zawiezli go do manchesteru i tam go będą troche "uzdrawiac", zeby ją lepiej przeżył...
                      TRZYMAĆ KCIUKI!!
                • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:38
                  Nie przez szybke, ale nie widze powodu tlumaczenia sie przed kimkolwiek.
      • hotally Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 17:22
        widocznie nie ma nikogo bliższego dlatego prosi, abyśmy my przylecieli i zabrali go na ostatni mecz :(
      • my_favourite_axe Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 17:38
        mumia_ramzesa napisała:

        > Po chemii? Zartujesz!
        > Po pierwsze musi byc pod stala kontrola lekarza, bo chemioterapia dziala przez
        > jakis czas, nie jest to sprawa kilku min. jak przy radioterapii. Po drugie bedz
        > ie b. oslabiony.
        > Czy bedzie mozna odwiedzic powinnas dostac inf. w klinice. To zalezy od lekarza
        > .
        > A w ogole to lepiej dajcie mu spokoj. Co to za pomysl, zeby niepokoic ciezko ch
        > orego czlowieka jesli nie jest sie jego najblizsza rodzina?


        Przez taki strach przed niepokojeniem (a tak naprawdę przed chorobą tego człowieka) ludzie umierają w samotności. Bardzo głupia rada.
        • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:36
          Czlowiek w szpitalu chce miec spokoj a nie parade znajomych i ciagle telefony.
          • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:48
            mumia_ramzesa napisała:

            > Czlowiek w szpitalu chce miec spokoj a nie parade znajomych i ciagle telefony.

            Tak jak blondynki są głupie a ludzie chodzący na siłownię - puści. Nie ma to jak stereotypy. Jedni chcą mieć spokój, innych spokój i bezczynność doprowadzają do załamania.
            • six_a Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 18:59
              no tak, tylko weź pod uwagę może, że chory czuje się teraz tak: "zawroty głowy, mdleje, wymiotuje krwią i żółcią, nic nie je"
              a oni go chcą w tym stanie zabrać mecz i jeszcze zmodyfikować terminarz leczenia.

              a miało być niby na poważnie.
              • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 19:03
                six_a napisała:

                > a oni go chcą w tym stanie zabrać mecz i jeszcze zmodyfikować terminarz leczeni
                > a.

                Z tego, co ja zrozumiałam, to chory tego chce, a Oni jedynie chcą tę prośbę spełnić.
                Ja nigdzie nie zaobserwowałam upiornej chęci zabrania konającego człowieka ze szpitala, zauważyłam chęć pomocy i pytanie: jak to zrobić, żeby mu nie zaszkodzić?
                Nie wiem, może ja to odczytuję bo mam to za sobą, ale naprawdę to, że chory dziś ma takie samopoczucie nie oznacza, że będzie tak jutro i pojutrze. Jeśli ma tak po ostatniej, niedawno podanej wlewce chemii to jest więcej niż prawdopodobne, że za 2 dni będzie człowiekiem uśmiechniętym, nie będzie zwracał krwią, żółcią, że nie będzie zwracał wcale.
                Dlatego odniosłam się do rozmowy z lekarzem, bo w tej chwili to, co powie lekarz - jest kluczowe. Każdy "przypadek" jest inny.
                • six_a Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 19:10
                  no na razie to on chyba jeszcze nie kona, odpukać.

                  ona się pyta, czy po chemioterapii, która będzie w czwartek, może go zabrać na mecz. tego samego dnia. a jeśli miałby się, źle po tym czuć, to czy nie można chemii przesunąć, BO jest mecz. tak zrozumiałam.
                  • nglka Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 19:13
                    No, tak, ale też zastanawia się, czy może da się przesunąć chemię o 2 dni - wbrew pozorom nie jest to nierealne, a raczej: z reguły bywa realne. Dlatego wg mnie warto podpytać lekarza.

                    Ally nie napisała też, czy facet dostawał wcześniej chemię, czy jego samopoczucie [zawroty głowy, wymioty, omdlenia] jest spowodowane zaawansowaną chorobą. Bo jeśli samą chemią, a nie chorobą, to wg mnie jest sens gadać z lekarzami.
                    • hotally Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 20:19
                      on nie mial wczesniej chemii.... tak się rozwinął niestety rak :(
                      • mumia_ramzesa Re: wyjątkowo na poważnie... 30.05.12, 13:18
                        Ale po jednej czy kilku dawkach te objawy mu nie mina jak reka odjal. Chcesz do niego wzywac karatetke na stadion (zakladajac, ze sie tam znajdzie)?
          • my_favourite_axe Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 19:38
            mumia_ramzesa napisała:

            > Czlowiek w szpitalu chce miec spokoj a nie parade znajomych i ciagle telefony.

            każdy? nawet taki który prosi żeby go odwiedzić?
    • sabrilla Re: wyjątkowo na poważnie... 29.05.12, 23:16
      Po takiej chemii? Mało prawdopodobne, żebyście go mogli zabrać, on się będzie bardzo źle czuł...
    • dziecko.szczescia Re: wyjątkowo na poważnie... 30.05.12, 19:42
      Wlos sie na glowie jezy, jak czytam, na co ludzie pozwalaja sobie na publicznych forach, Lem to jednak racje mial takze w tej kwestii. Chyba wiadomo, do kogo pije ta wypowiedzia...

      Lekarz prowadzacy jest od tego, zeby udzielic choremu informacji o jego stanie zdrowia, rokowaniu i mozliwosciach terapeutycznych. Chory nie musi godzic sie na wszytskie sugestie lekarza, on sam, po otrzymaniu wszytskich tych informacji, podejmuje ostateczny wybor co do leczenia.

      Jesli Twoj przyjaciel zdecyduje, po rozwazeniu wszystkich za i przeciw, ze pojscie na ten mecz jest tym, czego pragnie, majac na uwadze wszelkie zagrozenia z tym zwiazane to z nim idzcie. Lekarz nie ma prawa mu tego zabronic, zabronic mozna tylko ludziom ubezwlasnowolnionym (czyt. nie bedzacych panami swojego umyslu)

      Pzdr

      Lek.med.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka