piataziuta
29.11.12, 17:47
Że największym problemem jaki można sobie zrobić jest dziecko.
Mimo, że jeśli wspominacie w wątkach o swoich dzieciakach, to raczej pozytywnie.
I mimo to, że raczej milczycie o porodach, i tym, jak dzieci przewróciły wasze życie do góry nogami.
Z między wersów i tak bije od was że to potworna odpowiedzialność, pożeracz czasu, własnego życia, przyjemności.
Nie wolno sobie pozwalać na słabości, na wino do kolacji, wieczór w samotności, zbyt mocne okazywanie złości. Nie wolno przeklinać, mieć brudnego domu, niezdrowego obiadu, nie zrobionych zakupów.
Jeśli się ma problemy z facetem, to nie można go po prostu kopnąć w dupę, bo wszak to jest ojciec dziecka, a dziecko ojca potrzebuje, więc trzeba ustępować i pieprzyć się z nim resztę życia w imię matczynej odpowiedzialności.
Co z tego że on też jest dorosły, odpowiedzialna i tak zawsze musi być kobieta, inaczej będzie "wyrodną matką".
Facet może sobie nawet pewnego dnia pójść do innej laski, a to kobieta zawsze zostanie z dziećmi, mimo że robili je razem. A jak przypadkiem postanowi wrócić to trzeba się cieszyć i klaskać uszami z wdzięczności, bo "rodzina będzie znowu pełna".
Rzyg.
Tak, wiem że są to zazwyczaj słodkie pulpety co "tak szybko się uczą!".
Ale co mi po tym?
Dziękuję za uwagę, idę na piwo.
Acha!
Pytanie: mylę się?