goopiadupa
13.02.13, 09:50
Piszę, bo trochę się zapętliłam, trochę nie wiem, co robić, a trochę muszę to z siebie wyrzucić. Będzie długo, poważnie i nudno, uprzedzam.
Mam problem, albo wmówiłam sobie, że mam problem - to się zaraz okaże. Z mężem oczywiście, a jakże. Jesteśmy małżeństwem od prawie 10 lat, wcześniej byliśmy przyjaciółmi, zawsze byliśmy bardzo blisko. Nie mamy dzieci. Wydawało mi się, że jesteśmy dobrym, udanym związkiem, nigdy nie brakowało czułości, bliskości. Oboje pracujemy, oboje robimy tzw. "karierę", mąż ostatnio jakby trochę bardziej - zajmuje bardzo odpowiedzialne stanowiska, co wiąże się z wysokim poziomem stresu, zmęczenia, frustracji. Rozumiem to. Trochę "syndrom prezesa" - wszystko ma być tak, jak on powie, natychmiast, bo skoro w pracy tak jest, to dlaczego w domu nagle głupia żona się stawia?? Ale ostatnio coraz częściej się zdarza wyładowywać ten stres w domu. Nie sądziłam nigdy, że to powiem, ale zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem ofiarą przemocy domowej. Nie jest to przemoc fizyczna, jest czysto werbalna, ale jest.
Mąż często wpada w złość, używa wtedy bardzo wulgarnego słownictwa. Przyznaję, że obojgu zdarza nam się używać przerywników powszechnie uznanych za wulgarne, ale co innego PRZERYWNIK, a co innego spie*dalaj rzucone komuś w twarz. Takie "wyskoki" zdarzają się co kilka tygodni. Potem przeprasza oczywiście, twierdzi, że go poniosło, jest do rany przyłóż, jesteśmy idealnym małżeństwem, jest naprawdę dobrze. Aż do następnego razu.
Czy to jest już przemoc? Czytałam trochę o przemocy werbalnej i widzę parę symptomów typowych - zrzucanie winy na mnie, niedostępność emocjonalna, umniejszanie problemu, odmowa przyznania się do winy.
Szczerze mówiąc poważnie zastanawiam się, co dalej. Zażądać terapii, postawić sprawę na ostrzu noża, wyprowadzić się, "złożyć pozew"? Rozmawiać próbowałam już wielokrotnie, działa doskonale, aż do następnego razu. Mam poczucie równi pochyłej, każda kolejna awantura jest coraz gorsza. Nie chcę kończyć tego małżeństwa, kocham go i uważam, że możemy być szczęśliwi. Ba, my jesteśmy szczęśliwi na co dzień, z krótkimi przerywnikami.
Drogie forum, co robić??