Dodaj do ulubionych

przemoc czy przesadzam?

13.02.13, 09:50
Piszę, bo trochę się zapętliłam, trochę nie wiem, co robić, a trochę muszę to z siebie wyrzucić. Będzie długo, poważnie i nudno, uprzedzam.

Mam problem, albo wmówiłam sobie, że mam problem - to się zaraz okaże. Z mężem oczywiście, a jakże. Jesteśmy małżeństwem od prawie 10 lat, wcześniej byliśmy przyjaciółmi, zawsze byliśmy bardzo blisko. Nie mamy dzieci. Wydawało mi się, że jesteśmy dobrym, udanym związkiem, nigdy nie brakowało czułości, bliskości. Oboje pracujemy, oboje robimy tzw. "karierę", mąż ostatnio jakby trochę bardziej - zajmuje bardzo odpowiedzialne stanowiska, co wiąże się z wysokim poziomem stresu, zmęczenia, frustracji. Rozumiem to. Trochę "syndrom prezesa" - wszystko ma być tak, jak on powie, natychmiast, bo skoro w pracy tak jest, to dlaczego w domu nagle głupia żona się stawia?? Ale ostatnio coraz częściej się zdarza wyładowywać ten stres w domu. Nie sądziłam nigdy, że to powiem, ale zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem ofiarą przemocy domowej. Nie jest to przemoc fizyczna, jest czysto werbalna, ale jest.

Mąż często wpada w złość, używa wtedy bardzo wulgarnego słownictwa. Przyznaję, że obojgu zdarza nam się używać przerywników powszechnie uznanych za wulgarne, ale co innego PRZERYWNIK, a co innego spie*dalaj rzucone komuś w twarz. Takie "wyskoki" zdarzają się co kilka tygodni. Potem przeprasza oczywiście, twierdzi, że go poniosło, jest do rany przyłóż, jesteśmy idealnym małżeństwem, jest naprawdę dobrze. Aż do następnego razu.

Czy to jest już przemoc? Czytałam trochę o przemocy werbalnej i widzę parę symptomów typowych - zrzucanie winy na mnie, niedostępność emocjonalna, umniejszanie problemu, odmowa przyznania się do winy.

Szczerze mówiąc poważnie zastanawiam się, co dalej. Zażądać terapii, postawić sprawę na ostrzu noża, wyprowadzić się, "złożyć pozew"? Rozmawiać próbowałam już wielokrotnie, działa doskonale, aż do następnego razu. Mam poczucie równi pochyłej, każda kolejna awantura jest coraz gorsza. Nie chcę kończyć tego małżeństwa, kocham go i uważam, że możemy być szczęśliwi. Ba, my jesteśmy szczęśliwi na co dzień, z krótkimi przerywnikami.

Drogie forum, co robić??
Obserwuj wątek
    • krytyk-systemu-edukacji Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 09:54
      > Mąż często wpada w złość, używa wtedy bardzo wulgarnego słownictwa. Przyznaję,
      > że obojgu zdarza nam się używać przerywników powszechnie uznanych za wulgarne,
      > ale co innego PRZERYWNIK, a co innego spie*dalaj rzucone komuś w twarz.

      Czyżby kolejny z depresją? :>
    • berta-death Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:03
      Jak da się z nim od czasu do czasu pogadać, to pogadajcie poważnie, powiedz mu, że ma problem i zażądaj, żeby zaczął się leczyć. Może faktycznie to wina stresu i jakiejś nerwicy się nabawił a może co innego. Tak czy owak, pewnie na pigułkach się skończy albo na zmianie pracy albo na rozwodzie.
      • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:06
        Że ma problem mówiłam mu nie raz. Ostatnio nawet przyznał mi rację, że powinien szukać pomocy specjalisty, miał się umówić do psychologa. I co? I nic, to było ponad miesiąc temu. Pracuje, "nie ma czasu". Przecież nie będę go umawiać do lekarza i prowadzić za rączkę jak małe dziecko. A może powinnam?
        • horpyna4 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:24
          Nie tyle "prowadzić za rączkę", co iść razem. Jako para, która ma problemy.

          Bo mąż może mieć opory - ciężko mu przyznać się, że to z nim jest coś nie tak.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:37
            Czyli wspólna terapia?
            Szczerze mówiąc, zastanawiałam się nawet, czy nie pójść sama, poukładać sobie najpierw to wszystko. On jest dorosły, niegłupi, całkiem dobrze zorganizowany - jak będzie chciał, to dołączy. Bo to chyba od niego powinna wyjść ta chęć, nie? Nie wyobrażam sobie, że miałby pójść na tę terapię tak samo, jak spełnia inne moje prośby, "z łaski" i z wielkim fochem, że znów go do czegoś zmuszam.
            • good_morning Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:28
              jak spełnia inne
              > moje prośby, "z łaski" i z wielkim fochem, że znów go do czegoś zmuszam.

              to jest bardzo zly objaw. wg mnie problem tkwi glebiej, a nie chodzi tylko o kumulowanie stresow w pracy i wybuch w domu.
              • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:40
                Może i tak. Ale ja już naprawdę nie wiem, co to może być. Wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi, "mamy wszystko". A tu dupa, najwyraźniej.
                • good_morning Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:42
                  ewidentnie zmiana w jego nastawieniu do ciebie
                  a dlaczego, to ja nie wiem
                  to moze byc nawet od ciebie niezalezne
        • berta-death Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:39
          Nie jestem pewna czy psycholog pomoże, tutaj nie obejdzie się bez prochów. Poza tym to by musiał być specjalista od korposzczurów, które nie wydalają psychicznie na tych swoich menedżerskich stołkach. No i nie wiadomo czy to na pewno problem tkwi w głowie. Wiele innych przypadłości też się objawia zaburzeniami nastroju. Lek rodzinny i porobienie podstawowych badań też byłoby wskazane. Psychiatra czy terapeuta to w dalszej kolejności. A jak mąż nie ma czasu to zamów wizytę domową, chociażby w weekend. Skoro robicie kariery, to kasa się na pewno na to znajdzie. Zapowiedz mężowi, że w sobotę rano przychodzi lekarz w niedzielę pielęgniarka z laboratorium pobrać mu krew i już. A w następny weekend będzie miał psychiatrę w domu. Terapeuta też dojedzie.

          Z chorymi tak już jest, że jak się ich za rękę nie poprowadzi, to sami palcem nie kiwną.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:54
            > Nie jestem pewna czy psycholog pomoże, tutaj nie obejdzie się bez prochów.

            Nie sądzisz, że to trochę pochopny wniosek?

            Ale ok, zacznę od umówienia psychologa. Zobaczymy, co on powie.
            (To nie jest korporacja, ale to w sumie chyba nie aż tak ważne. Kasa nie jest problemem, bardziej się boję, czy trafimy na mądrego lekarza, bo nie mam w tej kwestii żadnego doświadczenia, a boję się, że kiepski bardziej zaszkodzi niż pomoże.)

            > Z chorymi tak już jest, że jak się ich za rękę nie poprowadzi, to sami palcem n
            > ie kiwną.

            Zawsze mi się wydawało, że w przypadku leczenia "głowy" pierwszy krok to przyznanie się i samodzielne zgłoszenie na terapię, że prowadzenie za rączkę nic nie daje, dopóki chory sam nie będzie chciał się leczyć.
            • berta-death Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:08
              Poszukaj w internecie terapeutów specjalizujących się w leczeniu znerwicowanej kadry menedżerskiej. Sprawdź jakie mają opinie, znajdź jakieś forum zrzeszające ludzi mających tego typu problemy.
              A lek ogólny nie zaszkodzi. Najwyżej powie, że wszystko OK. Np problemy z tarczycą objawiają się w ten sposób. Inne przypadłości też. Dlatego warto porobić sobie podstawowe badania.
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:04

            berta-death napisała:

            > Nie jestem pewna czy psycholog pomoże, tutaj nie obejdzie się bez prochów.

            A ty berta dużo łykasz?
            Bo przy takiej diagnozie to dla każdego pigułki by się znalazły.
            • berta-death Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:09
              Dobre pigułki nie są złe. Inaczej koncerny farmaceutyczne by zbankrutowały.
              • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:13
                Szczerze mówiąc, boję się zaczynać od leków. Potem nie wiadomo jak to odstawić, spirala uzależnienia i takie tam.
              • good_morning Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:21
                sorry ale po co jej leki?
                zeby latwiej znosila zle traktowanie?
                przeciez to absurd!
          • maitresse.d.un.francais Berta, ale ty tak musisz? 13.02.13, 18:01
            "Z chorymi to tak już jest..."

            Bo oczywiście zdrowi wiedzą najlepiej.

            Myślę, że będąc nerwicowa jestem aktywniejsza niż wiele zdrowych forumowiczek.
        • lolcia-olcia Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:22
          na spotkaniu psycholog zapyta go czy jest tu bo Ty go zmusiłaś czy sam chciał, lekarze gdy to nie zagraża życiu i zdrowiu, na siłę nie będą go zmuszać do leczenia... niestety
          • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:23
            psycholog to nie lekarz i nie leczy.
            • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:30
              A przemoc to nie choroba, to by się składało całkiem zgrabnie.
              • lolcia-olcia Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:33
                to po pytasz na forum jak wszystko wiesz ??
              • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:34
                nie o to mi chodziło, tylko o to, że jak trafi do psychologa (MĄŻ), to w kaftanie go tam nie przywieźli, tylko musiał wyrazić chęć.
                • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:39
                  Niekoniecznie, wiesz, może pójść po prostu dlatego, że mu "kazałam", bez żadnej chęci z swojej strony i bez przekonania, że mu to potrzebne i że pomoże. Myślisz, że psycholog poradzi sobie z takim nastawieniem?
                  • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:52
                    myślę, że marudna jesteś.
                    • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:58
                      Wiesz, six_a, może i jestem.
                      Ale mam problem, nie wyssany z palca, prawdziwy i mocno mnie uwierający, na tyle, że zarejestrowałam się na forum pod nowym nickiem, bo wstyd mi o tym pisać inaczej niż anonimowo. I takie uwagi jak Twoja powyższa w żaden sposób nie poprawiają mi nastroju. Ja wiem, że nie masz obowiązku poprawiać mi nastroju i możesz pisac, co Ci tylko przyjdzie do głowy, ale leżącego się nie kopie, i tyle.
                      • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:06
                        no chyba nie bardzo Cię uwiera, skoro piszesz, że przemoc to nie choroba, a mężowi możesz coś kazać.
                        to się zdecyduj.
                        • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:11
                          A choroba? Byłoby dużo łatwiej, gdyby dało się przepisać na to pigułkę i po sprawie.
                          Co do kazania - owszem, mogę kazać, a on pewnie zrobi, to, co "każę". Albo o co poproszę zwyczajnie. Ale zrobi bez przekonania, co w tej sytuacji chyba nie załatwia sprawy.
                          • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:14
                            nie choroba, tylko patologia. na to nie ma pigułek, sory.


                            jeśli tak dużo możesz, to każ mu przestać na siebie wrzeszczeć bez powodu. chociaż sądząc po tym enigmatycznym opisie awantur, z powietrza się nie biorą. więc może dla odmiany zaczniesz od rzetelnego opisu i być może dostaniesz bardziej satysfakcjonujące rady.
                            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:21

                              > jeśli tak dużo możesz, to każ mu przestać na siebie wrzeszczeć bez powodu. choc
                              > iaż sądząc po tym enigmatycznym opisie awantur, z powietrza się nie biorą.

                              Awantury to awantury - pojawiają się naturalnie, różnica jest taka że on przekracza granicę po której ona czuje się zraniona. I gość kiedy się opamięta to też ma tego świadomość.

                              A dlaczego warto jak najszybciej to rozwiązać - bo ludzi których krzywdzimy z czasem kochamy dużo mniej.
                              • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:26
                                >bo ludzi których krzywdzimy z czasem kochamy dużo mniej

                                nie, takich ludzi już nie kochamy, dlatego ich krzywdzimy.
                                • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:31

                                  six_a napisała:

                                  > >bo ludzi których krzywdzimy z czasem kochamy dużo mniej
                                  >
                                  > nie, takich ludzi już nie kochamy, dlatego ich krzywdzimy.

                                  Taaaa. Proponowałbym utopijny idealizm schować do kieszeni. Albo porzucić na dobre.

                                  Większości ludzi zdarza się skrzywdzić/zranić kochaną osobą. Trudno tego uniknąć - jesteśmy ludźmi.
                                  Sęk w tym że jeśli kogoś kochanego zranisz to podświadomie zmniejszy sie ilość ciepłych uczuć w jego stronę.
                                  To naturalna obrona na dysonans poznawczy:
                                  W głowie masz swoją idealną wizję - "ludzi których kochamy, nie krzywdzimy".
                                  A tu się okazuje że jednak kogoś kochanego skrzywdziłaś...
                                  I mamy konflikt.
                                  Jaki z tego wniosek? Ano wniosek tak że najwyraźniej już go nie kochałaś. I ta myśl jest później realizowana.
                                  • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:34
                                    >utopijny idealizm

                                    słuchaj, albo piszesz o sporadycznych awanturach i wtedy punkt patologia i patologiczne rozumienie miłości, czyli krzywdzenie osoby podobno kochanej nie mają zastosowania.

                                    albo piszesz o regularnym nękaniu, patrz punkt patologia, przecież już o tym wyżej napisałam.
                                    • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:48
                                      Kiedy awantury są patologiczne, a kiedy sporadyczne?
                                      Raz na 6 tygodni to często czy rzadko?
                                      • six_a Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:52
                                        twojabogini Ci to niżej wyjaśniła.
                            • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:46
                              Awantury biorą sie z niczego, nie ma o czym pisać, serio. Z błahych powodów urastaja do nie wiadomo jakich rozmiarów, więc bez sensu jest udawać, ze powodem jest nie zamknięta klapa od kibla (przykład tylko, akurat kompletnie od czapy), a nie coś głębszego. Z tym, ze ja nie mam pojęcia, co poza stresem to by mogło być. Nie mamy problemów, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
                          • maitresse.d.un.francais O Jezu... 13.02.13, 17:59
                            ALBO CHOROBA, ALBO NIE, TO KWESTIA INDYWIDUALNA
    • triismegistos Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:09
      Postaw sprawę na ostrzu noża, albo chęć zmiany i konsekwentnie wdroży ją w życie, albo odejdź. Oczywiście tego nie zrobisz, a przemocowe zachowania będą się eskalować. Zawsze tak jest. Z własnego doświadczenia piszę, żeby nie było.
      • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:12
        Wiesz, wydaje mi się, że to zbyt błahy powód, żeby odejść. Za dużo fajnych rzeczy nas łączy, kocham go i wiem, że on też mnie kocha.
        A z drugiej strony - nie jestem głupia, widzę, że powyższe zdanie brzmi jak typowe zaprzeczenie ofiary przemocy, usprawiedliwiam go sama przed sobą i tłumaczę, że przecież nic takiego się nie stało.
        Nie wiem, jak wyjść z tego cholernego zaklętego kręgu. Ale chyba dojrzałam do działania, nie chcę dłużej przymykać na to oczu, bo jest coraz gorzej.

        > Oczywiście tego nie zrobisz, a przemocowe zachowania będą się e
        > skalować. Zawsze tak jest.

        Czyli co? Nic się nie da zrobić, pozamiatane?
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:21

          > A z drugiej strony - nie jestem głupia, widzę, że powyższe zdanie brzmi jak typ
          > owe zaprzeczenie ofiary przemocy, usprawiedliwiam go sama przed sobą i tłumaczę
          > , że przecież nic takiego się nie stało.
          > Nie wiem, jak wyjść z tego cholernego zaklętego kręgu. Ale chyba dojrzałam do d
          > ziałania, nie chcę dłużej przymykać na to oczu, bo jest coraz gorzej.

          Musicie na spokojnie, w czasie "dobrego męża" wspólnie opracować rozwiązanie.
          Podstawowym założeniem tego rozwiązania ma być to że Ty NIE BĘDZIESZ tolerować takiego zachowania nawet raz. Pytanie jakiego typu działanie podejmiesz w razie gdyby się powtórzyło, to inna sprawa.
          Z drugiej strony, poszukajcie sposobu na wykrywanie momentów kiedy on wybuchnie i rozbrajanie ich przed czasem. Tak, pewnie będziesz musiała się wówczas ugiąć - bo takie kłótnie muszą dotyczyć jakiejś różnicy zdań, więc zapewne ze swojego będziesz musiała rezygnować częściej niż masz ochotę.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:30
            > Z drugiej strony, poszukajcie sposobu na wykrywanie momentów kiedy on wybuchnie
            > i rozbrajanie ich przed czasem. Tak, pewnie będziesz musiała się wówczas ugiąć
            > - bo takie kłótnie muszą dotyczyć jakiejś różnicy zdań, więc zapewne ze swojeg
            > o będziesz musiała rezygnować częściej niż masz ochotę.

            Czyli co, mam schodzić mu z drogi? I tak do końca życia?
            To ma być rozwiązanie problemu?

            Nie żebym chciała bronić swojego prawa do awantur i emocji (chociaż w sumie mam do tego takie samo prawo jak i on), ale schodzenie mu z drogi "żeby nie sprowokować" kojarzy mi się z najgorszymi praktykami przyzwalającymi de facto na przemoc i tłumaczącymi przemocowca, że "on już tak ma", "jest nerwowy", "miał zły dzień", "zupa była za słona".

            Nie jestem idealna. Zdarza mi się robić awantury, czepiać się o pierdoły, wybuchać czasem bez powodu, po prostu dlatego, że mam zły dzień. W końcu jestem człowiekiem. Ale nigdy nie jestem agresywna ad personam, nie obrażam, nie wyzywam, SZANUJĘ GO. I tego samego chciałabym od niego. Nie zniosę chodzenia koło niego na paluszkach, "bo on taki wybuchowy".
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:56

              > Czyli co, mam schodzić mu z drogi? I tak do końca życia?
              > To ma być rozwiązanie problemu?

              Nie.
              Rozwiązaniem ma być absolutny brak tolerancji na kolejne wybuchy. I on musi mieć tego świadomość.
              Ale to nie znaczy że nie możesz mu w tym pomóc. Bo jeśli założymy że prawdziwe źródło stresu leży poza domem, a nie w nim, to nic strasznego się nie stanie jeśli czasem z czego zrezygnujesz aby mu pomóc się ze stresem uporać.


              > Nie jestem idealna. Zdarza mi się robić awantury, czepiać się o pierdoły, wybuc
              > hać czasem bez powodu, po prostu dlatego, że mam zły dzień.
              Wiesz - wiele osób i to mogłoby uznać za brak szacunku i agresję psychiczną. Bo tak jest w istocie - awantury i kłótnie mają na celu wywarcie presji psychicznej na drugą osobę.

              Natomiast, biorąc pod uwagę fakt że on później przeprasza i się korzy oznacza że on przekracza granice "wybuchowości" które sobie w związku określiliście a to równa się przemoc.
              • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:03
                > > Nie jestem idealna. Zdarza mi się robić awantury, czepiać się o pierdoły,
                > wybuc
                > > hać czasem bez powodu, po prostu dlatego, że mam zły dzień.
                > Wiesz - wiele osób i to mogłoby uznać za brak szacunku i agresję psychiczną. Bo
                > tak jest w istocie - awantury i kłótnie mają na celu wywarcie presji psychiczn
                > ej na drugą osobę.

                Pewnie masz trochę racji.
                Ale to nie jest tak, że jedno z nas robi awanturę drugiemu, awantura zazwyczaj jest obustronna. Po prostu, jesteśmy wybuchowi, kłócimy się głośno. Z tym, że są jakieś granice - choć najwyraźniej nie są one w tym samym miejscu dla nas obojga.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:23
            > Podstawowym założeniem tego rozwiązania ma być to że Ty NIE BĘDZIESZ tolerować
            > takiego zachowania nawet raz. Pytanie jakiego typu działanie podejmiesz w razie
            > gdyby się powtórzyło, to inna sprawa.

            To jest mój podstawowy problem. Nie będę. Brzmi pięknie. ALE CO MAM ROBIĆ KONKRETNIE?
            Póki co wychodzę z pokoju po prostu, ale to chyba nie robi na nim żadnego wrażenia. Powinnam wyjść z domu? Wyprowadzić się? Wyjechać na jakiś czas?
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:45
              >Powinnam wyjść z domu? Wyprowadzić się? Wyjechać na jakiś czas?

              Albo on.
              Wiem że to łatwe proste i piękne rozwiązania w internecie. No, ale ciężko liczyć na coś więcej na forum...
              • zuzi.1 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 16:38
                Ale jest kilka "plusów" tej sytuacji, facet przyznaje się do tego, że ma problem plus przeprasza. To już cos. Jest szansa na terapię i na zmiany zachowań przemocowych.
    • blond_suflerka Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:28
      Zdecydowanie przemoc i zdecydowanie nie przesadzasz. I powinnaś jak najszybciej doprowadzić do rozpoczęcia przez niego terapii. Na razie jest klasycznie-on stosuje przemoc, Tobie jest źle, on przeprasza, Ty mu wybaczasz, jest świetnie, po czym on znowu musi się wyładować i stosuje przemoc..i tak w kółko.
      Fajnie, że sam przyznał, że ma problem ale to jeszcze za mało. Działaj szybko bo każda kolejna awantura tylko ugruntowuje ten nawyk i pokazuje mu, że może w ten sposób sobie radzić.
      Mówi się tak, żeby był kat musi być i ofiara-jeśli nie podejmujesz zdecydowanych kroków, które pokazują gdzie są Twoje granice i że tak nie wolno Cię traktować, to tylko utwierdzasz go w przekonaniu, że wszystko jest ok. Bo umówmy się, przeprosiny w takiej powtarzającej się sytuacji to niewiele. Najpierw się wyładuje, potem przeprosi i od nowa.
      Także jak dla mnie konieczne jest postawienie mu ultimatum-albo on znajduje czas na psychologa albo się wyprowadzasz albo przynajmniej nie godzisz z nim i nie funkcjonujesz po przeprosinach tak jak dawniej udając, ze wszystko jest świetnie.
      • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:35
        Na działanie szybko i nieugruntowywanie nawyków to jest już chyba za późno, to trwa od lat. Z tym, że ostatnio się nasila, zdarza coraz częściej, nie co kilka(naście) miesięcy, a co kilka tygodni.

        > Bo umówmy się, przeprosiny w takiej powtarzającej się sytuacji to niewiele. Najpierw się wyładuje, potem przeprosi i od nowa.

        Dokładnie tak jest. I ja mam pełną świadomość, że tak będzie znów. Że przeprosi i że te przeprosiny na niedługo wystarczą.

        Kurde, a miałam nadzieję, że napiszecie mi, że przesadzam jednak i to nic takiego.
        • blond_suflerka Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 10:51
          goopiadupa napisał(a):

          > Na działanie szybko i nieugruntowywanie nawyków to jest już chyba za późno, to
          > trwa od lat. Z tym, że ostatnio się nasila, zdarza coraz częściej, nie co kilka
          > (naście) miesięcy, a co kilka tygodni.
          >
          > > Bo umówmy się, przeprosiny w takiej powtarzającej się sytuacji to niewiel
          > e. Najpierw się wyładuje, potem przeprosi i od nowa.
          >
          > Dokładnie tak jest. I ja mam pełną świadomość, że tak będzie znów. Że przeprosi
          > i że te przeprosiny na niedługo wystarczą.
          >
          > Kurde, a miałam nadzieję, że napiszecie mi, że przesadzam jednak i to nic takie
          > go.

          No dobrze, nawet jak trwa to długo to sytuacja się zmieniła bo ostatnio się nasiliło. Jak teraz tego nie przerwiesz za jakiś czas znów się nasili. Poza tym-takie rzeczy nie dzieją się bezkarnie. Im dłużej będzie to trwało w tej intensywniejszej formie to są duże szanse, ze Ty będziesz gorzej się czuła. I duże szanse na to, że za chwile znikną te okresy kiedy jest świetnie bo niestety nie da się kochać taką samą miłością kogoś kto co chwila miesza Cię z błotem i sprawia, że źle się czujesz.
          Jak chcesz ratować ten związek i czujesz, że to dobry człowiek tylko ma jakiś problem to ratuj ale nie czekaj bezczynnie.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:00
            Chcę ratować, trochę się tylko boję, czy sama moja chęć to nie za mało.
            • to.niemozliwe Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:14
              Steve Biddulph "Męskość"
              Marshall B. Rosenberg "Porozumienie bez przemocy"
              Liv Larsson "Porozumienie bez przemocy w związkach"
              Robert Nay "Związek bez gniewu"
              Jacek Santorski "Miłośc i praca"
              Jacek Santorski "Dobre życie"
            • good_morning Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:18
              sama twoja chec to za malo. tak.
            • blond_suflerka Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:24
              goopiadupa napisał(a):

              > Chcę ratować, trochę się tylko boję, czy sama moja chęć to nie za mało.

              Jako, że trwa to już długo a Ty do tej pory nie podjęłaś radykalnych kroków to myślę, że masz w sobie cechy ofiary a co za tym idzie możesz odczuwać strach przed zmianą i konforontacją z problemem.
              Twoja chęć to już dużo bo na razie oboje dajecie sobie zgodę na taką relację i żadne z Was nic nie robi. Jeśli Ty wyrazisz chęć zmiany to on będzie musiał się jakoś ustosunkować-albo pójdzie na terapię albo odejdzie. A Ty sama sobie odpowiedz na pytanie-czego się bardziej boisz-kolejnych lat z przemocowcem czy życia bez niego jeśli dla on sam nie dojrzał jeszcze do zmiany swojego zachowania.
              No i czytałam co tam wyżej pisałaś o tym, że oboje macie taki wybuchowy charakter. Zastanów się czy Twoje wbuchy nie są spowodowane Twoją frustracją. Co jakiś czas mąż robi coś co sprawia Ci przykrość i zapewne te uczucia nie znikają. Gdzieś to też musi znaleźć ujście, prawda?
              Zamiast więc wzajemnie się szarpać może warto pomyśleć o zmianie sposobu komunikacji i podniesienia jakości bycia w zwiazku małżeńskim.
              • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:49
                > Jako, że trwa to już długo a Ty do tej pory nie podjęłaś radykalnych kroków to
                > myślę, że masz w sobie cechy ofiary a co za tym idzie możesz odczuwać strach pr
                > zed zmianą i konforontacją z problemem.

                Dużo w tym prawdy. Boję się i nie chcę od niego odchodzić.
              • aka666 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:11
                blond_suflerka napisała:

                > goopiadupa napisał(a):
                >
                > > Chcę ratować, trochę się tylko boję, czy sama moja chęć to nie za mało.
                >
                > Jako, że trwa to już długo a Ty do tej pory nie podjęłaś radykalnych kroków to
                > myślę, że masz w sobie cechy ofiary a co za tym idzie możesz odczuwać strach pr
                > zed zmianą i konforontacją z problemem.
                > Twoja chęć to już dużo bo na razie oboje dajecie sobie zgodę na taką relację i
                > żadne z Was nic nie robi. Jeśli Ty wyrazisz chęć zmiany to on będzie musiał się
                > jakoś ustosunkować-albo pójdzie na terapię albo odejdzie. A Ty sama sobie odpo
                > wiedz na pytanie-czego się bardziej boisz-kolejnych lat z przemocowcem czy życi
                > a bez niego jeśli dla on sam nie dojrzał jeszcze do zmiany swojego zachowania.
                > No i czytałam co tam wyżej pisałaś o tym, że oboje macie taki wybuchowy charakt
                > er. Zastanów się czy Twoje wbuchy nie są spowodowane Twoją frustracją. Co jakiś
                > czas mąż robi coś co sprawia Ci przykrość i zapewne te uczucia nie znikają. Gd
                > zieś to też musi znaleźć ujście, prawda?

                Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie która strona sprawia przykrość a która tylko reaguje na to wybuchami to droga donikąd. Równie dobrze on może powiedzieć, że musi jakość znaleźć ujście dla uczuć jakie ona w nim wywołała w zeszłym miesiącu. Dawanie mu takiego argumentu do ręki jest bez sensu.
    • triismegistos Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:06
      W czeluściach gazetowych forów wisi też to o przemocy w rodzinie. Poproś o dostęp do niego, porozmawiaj z innymi ofiarami przemocy, poczytaj ich historie. To ci się pomoże ustosunkować do sprawy.
      • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:09
        Dzięki.
        Mogłabyś podrzucić link? Bo szukam, ale znajduję tylko pojedyncze wątki, ale całego forum tematycznego - nie.
        • triismegistos Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:25
          Proszę bardzo. Forum jest zamknięte, musisz poprosić, żeby Cię wpuścili.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:26
            Dziękuję.
    • gr.eenka Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:13
      Ja miałam kolegę, który w pracy klął jak przysłowiowy szewc, ale w czasie rozmowy telefonicznej z żoną czy dziećmi, ani razu nie użył wulgaryzmu.
      Z dwojga złego wolałabym męża klącego w pracy niż po pracy na mnie ;/
      • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:19
        gr.eenka napisał:

        > Ja miałam kolegę, który w pracy klął jak przysłowiowy szewc, ale w czasie rozmo
        > wy telefonicznej z żoną czy dziećmi, ani razu nie użył wulgaryzmu.
        > Z dwojga złego wolałabym męża klącego w pracy niż po pracy na mnie ;/

        Taaaa, bo mnie zapytano o to właśnie parę lat temu, co wolę i powiedziałam, że przecież niech się w pracy relaksuje misiu, a ja w domu z radością będę robić za worek treningowy, w końcu gdzieś trzeba się wyżyć!

        Dzięki za komentarz.
      • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:20
        Nie mówiąc już o tym, że w rozmowie telefonicznej, której słuchają inni ludzie, mój mąż też ANI RAZU nie użył wulgaryzmu. Szok, co?
        • gr.eenka Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:27
          no prywatnych rozmów jego z żoną nie słyszałam :)
          no to powiem tak, ja nie lubię wulgaryzmów, używam ich bardzo rzadko , kiedyś mój wypadek , w pracy, gdy musiałam coś zrobić a nikt z współpracowników nie rozumiał tego, że abym ja to zrobiła to i oni muszą wykazać trochę woli - i po tym tekście wszyscy potulnie zrobili to co mieli zrobić. Byłam zaskoczona, że to tak działa. No i może jeszcze ze dwa razy . Więc kiedy ktoś by powiedziałdo mnie jak do ciebie to by, to po prostu zrobiła, zabierając swój laptop i torebkę
        • triismegistos Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:27
          Wcale nie szok. Mój były, który zaczął niewinnie od awantur i nieco przesadnej zazdrości a skończył na posłaniu mnie do szpitala też był bardzo miły i kulturalny wobec ludzi, których opinia była mu potrzebna, lub od których był w jakiś sposób zależny.
          • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:41
            To była ironia z tym "szokiem" ;-)
            • triismegistos Re: przemoc czy przesadzam?. 13.02.13, 11:44
              Spoko. W tym temacie kompletnie zanika mi poczucie humoru i wyczucie sarkazmu.
    • goopiadupa Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 11:51
      Dzięki za wszystkie rady i komentarze. Czyli nie przesadzam. Szkoda.
      Umówiłam nas do psychologa w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że do tego czasu uda nam się spokojnie porozmawiać i pójdziemy tam razem, jeśli nie, to pójdę sama.
      • twojabogini Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:39
        To co opisujesz to klasyczny cykl przemocy - narastanie napięcia, wybuch, potem przeprosiny, harmonia...aż do następnego razu. Takie cykle maja zawsze jedna tendencję - zagęszczają się, tj. wybuchy następują z czasem coraz częściej, a ich intensywność się nasila.
        Jest też coś takiego jak syndrom gotowanej żaby - jeśli twój partner na dzień dobry zwyzywałby cię - nigdy nie zostalibyście małżeństwem. Ale jeśli pewne rzeczy narastają stopniowo - twoja "odporność" rośnie, a instynkt samozachowawczy słabnie.
        Drugim problemem jest bagatelizowanie problemu przez otoczenie, lub zrzucanie winy na kobietę - zarówno przez partnera stosującego przemoc, jak i inne osoby.
        Reaguj. Nie pozwalaj, przerywaj. Radykalnie. Od dziś. Mój mąż raz tylko wybuchł na mnie i dzieci - i tego samego dnia nocował poza domem . Oczywiście nasłuchałam się od otoczenia jaką jestem zołzą, że mam manię i jestem przewrażliwiona na punkcie przemocy itp., itd. Mam to gdzieś. Na co miałam czekać? Na kolejny wybuch? Albo na to, aż przestanie "tylko" krzyczeć?To wspaniały człowiek, kochający ojciec - ale miał kłopot z zapanowaniem nad emocjami. To samo może kiedyś przytrafić się mi. I mam nadzieję, że zostanę równie szybko sprowadzona na ziemię.
        Twój mąż jest fajnym wartościowym człowiekiem - tym bardziej walcz o niego. Nie pozwól mu na łamanie reguł i na zniszczenie waszego związku.
        Jest tylko jedna rzecz - dopóki będziesz zależna od niego - choćby tylko emocjonalnie (już nie mówiąc o zależności finansowo kredytowo mieszkaniowej), nigdy nie wyjdziesz z zamkniętego kręgu. Jeśli chcesz zmiany - zacznij od swojej terapii, takiej która pozwoli ci na zbudowanie własnej wartości, wyobrażenie sobie życia bez tego związku. Dopiero twoja realna niezgoda na to co się dzieje jest w stanie coś zmienić. Zmiana może oznaczać też rozstanie. Nie miałam pojęcia, czy mój mąż wróci do domu, po tym jak poprosiłam, żeby go opuścił. Ale nie było we mnie zgody na "wybuchy" - nawet za cenę samotnego macierzyństwa, rozstania...
        • zuzi.1 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 16:21

          forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
          • zuzi.1 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 16:22
            i zmień sobie autorki nicka bo Ty naprawdę nie jestes żadna goopiadupa, nawet jeżeli tak Ci się czasami wydaje, nie można o sobie w taki sposób myslec a co dopiero publicznie mówic/czy pisac...
      • yoko0202 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:48
        jak już wyżej napisano, tak masz syndrom ofiary, sytuacja u Was jest dość typowa, czyli z jednej strony facet robi rzeczy nieakceptowalne, z drugiej strony "jesteście wspaniałym małżeństwem", dodatkowo to Ty umawiasz Was na terapię, Ty zamierzasz porozmawiać, i ogólnie Ty ciągniesz ten cały wózek a pan robi swoje i lata mu to wszystko kalafiorem.

        ja rozumiem, że język zmienia się bardzo dynamicznie, przekleństwo wchodzą do języka codziennego, cooorva to już normalnie stosowany wyraz na okazanie zdziwienia, zachwytu, zdumienia, wściekłości itp. itd, a westchnięcie, przewrócenie oczami i wyszeptanie "o matko boska" zostało zastąpione westchnięciem, przewróceniem oczami i wysyczeniem "o ja pier**lę", ale wszystko ma swoje granice, przede wszystkim jeżeli chodzi o formę zwracania się do drugiej osoby - tu się nic nie zmienia. Za powiedziane prosto w twarz "spier.....j", to w każdym w zasadzie środowisku od razu można dostać w pysk (taką odzywkę to ja dopuszczam w stosunku np. do zapijaczonego namolnego gościa, który nie daje spokoju w knajpie w piątkowy wieczór, ale nie do własnej żony).

        facet zdecydowanie jest przemocowcem, nie szanuje Ciebie po prostu i jeździ po Tobie jak po łysej kobyle, nie tłumaczy go żaden stres w pracy, domyślam się że jak tak do Ciebie powie, to pewnie po prostu wychodzisz z pokoju, co nie? przez chwilę jesteś zła, potem on przeprasza, i do następnego razu jest ok. Norma.
        i to tak będzie trwać, bo nie ma konsekwencji, to żadna kara dla niego że przez chwilę z nim nie gadasz i jesteś zła.

      • zuzi.1 Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 16:24
        nie wiem skąd jestes ale są specjalne przychodnie psych. specjalizujące się w zagadnieniu przemocy psychicznej
    • ipsetta Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:22
      > Szczerze mówiąc poważnie zastanawiam się, co dalej. Zażądać terapii, postawić s
      > prawę na ostrzu noża, wyprowadzić się, "złożyć pozew"?

      Warto pamiętać, że pozew to też separacja, czyli czas na zastanowienie się.
    • leptosom Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 12:46
      Przyznaję, że obojgu zdarza nam się używać przerywników powszechnie uznanych za wulgarne, ale co innego PRZERYWNIK, a co innego spie*dalaj rzucone komuś w twarz.

      Moze zacznijcie najpierw od zaniechania tych PRZERYWNIKÓW i dotyczy to także Ciebie, bo naturalną konsekwencją jest użycie 'spie...j' upierdliwej osobie.
      Wiadomym jest, że niektóre kobiety zachowują się tak, że i świętego wyprowadziłyby z równowagi, a potem zaskoczenie, więc może udaj się sama do psychologa.
    • lonely.stoner Re: przemoc czy przesadzam? 13.02.13, 14:08
      Trochę "syndrom prezesa" - wszystko ma być tak, jak on powie, natychmiast, bo skoro w pracy tak jest, to dlaczego w domu nagle głupia żona się stawia??

      a co innego spie*dalaj rzucone komuś w twarz. Takie "
      > wyskoki" zdarzają się co kilka tygodni.

      glupia to jestes ze Ci sie wydaje ze traktuje Cie tak jak ludzi w pracy- naprawde uwazasz ze do pracownikow wrzeszczy 'spie...j' jak cos mu sie nie podoba? Facet ma problem, ale nie jest to zwiazane ze 'stresami w pracy' tylko z brakiem wychowania, burak z niego wylazi i tyle.
    • lewania terapia 13.02.13, 18:25
      Tylko i wylacznie wspolna terapia. dopiero po wspolnej sesji lub sesjach, kiedy specjalista oceni problem bedzie w stanie powiedziec jak kontunuowac terapie, czy osobno czy razem, czy tylko jedno z Was.

      potrzebujecie doswiadczonego specjalisty w problemach rodzinnych.

      Powodzenia zycze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka