Gość: malwa
IP: 193.111.166.*
22.07.04, 09:13
Nie mam gdzie dziś wrócić. Dom, o którym tak wspólnie marzyliśmy, już nie
jest moim domem. Zabrał mi klucze, zatrzasnął i zaryglował za mną drzwi.
Zabrałam trochę rzeczy, ale po resztę będę musiała wrócić, nie wiem jak i
kiedy. Nie wiem co będzie z naszymi ukochanymi psami, teraz nie będę miała
warunków, żeby je zabrać - zresztą może wcale nie będzie chciał ich oddać....
Wczoraj znowu piłam...On też pije, ale inaczej, ja nie umiem przestać. W
sumie nawet nie mogę powiedzieć, że mnie skrzywdzono, sama się skrzywdziłam,
zapracowałam sobie na ten potworny ból, który teraz czuję. Przerąbałam sobie
wszystko. Tyle lat razem i plany na przyszłość... Wszystko przesrane.
Poważnie myślę o samobójstwie. Wreszcie będzie koniec z tym bólem i
szarpaniem się. Nie umiem żyć bez niego i nie umiem żyć z nim. Zresztą teraz
to on już mnie naprawdę nie chce. Po tylu zmarnowanych szanasach, jakie mi
dawał...Ale ja tak bardzo, tak histerycznie chciałam czuć, że mnie
kocha...Nie umiałam pogodzić się z jego chłodem, dystansem... Zresztą - co by
nie powiedzieć i tak wszystko sprowadza się do jednej przyczyny - wóda.
No i tak. Skończyło się wszystko.
Oprócz wódy.