clematite
31.05.13, 23:05
Kiedy byłam w związku co jakiś czas ktoś proponował mi randkę. Podrywy zdarzały się wszędzie: na ulicy, w środkach komunikacji miejskiej, w hipermarkecie, bibliotece, a nawet na pogrzebie (!) plus we wszystkich luźniejszych miejscach typu kawiarnie, puby, kluby.
A teraz, kiedy jestem sama - nic, cisza.
Ok, pewnie gdybym poszła na tańce to znalazłoby się jakieś tam grono adoratorów, ale i tak nie pojmuję czemu nagle przypadkowi mężczyźni na ulicy przestali zagadywać i proponować mi kawę, a wcześniej, kiedy byłam zajęta, spotykało mnie to dosyć często.
Oczywiście mam tutaj na myśli normalnych facetów, a nie gimbusów, albo śmierdzących oblechów z puszką piwa w dłoni - tacy dalej zagadują.
Też tak macie, czy tylko ja mam pecha?