Dodaj do ulubionych

Czy jeszcze kiedyś zaufam?

12.06.13, 10:24
Czy jeszcze kiedyś zaufam innemu mężczyźnie? Czy jeszcze kiedyś zaufam swojemu partnerowi po tym jak mnie zawiódł? To pytania, które zadają kobiety zawiedzione, wykorzystane, zranione przez mężczyzn - byłych lub obecnych. Sądzą, że ich utrata do zdolności odczuwania bezwarunkowego zaufania uniemożliwi im nawiązanie bliskiej relacji, zbudowanie lub odbudowanie związku.

Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. Powszechny mit głosi, że warunkiem wstępnym zwiazku i jego funkcjonowania jest "kredyt zaufania" (najlepiej jeśli jest to kredyt samoodnawialny). Bardzo często jest to warunek wstępny - do związku destrukcyjnego. Mało tego nie znam mężczyzny, który wchodząc w związek z góry by zakładał, że ta konkretna kobieta zwiąże się z nim, urodzi mu dzieci i będzie dobrą oddaną żoną. Najpierw chce ją poznać. Kobiety robią to notorycznie - ufając, że tak właśnie będzie, dziś się z nim prześpię, za rok zamieszkam, potem ślub i parka dzieci. Ufają z góry, że mężczyzna chce dla nich dobrze i marzy tylko o tym, żeby realizować ich potrzeby. Kiedy trafią na mężczyznę, który chce tego samego - przypadkiem wygrywają los, kiedy trafiają na takiego, który będzie skłonny ich ufność wykorzystać, tu i tam rzucić słówko o białej sukience, imieniu dla chłopca...
Zdrowy instynkt samozachowawczy, po którymś zawodzie przeważa nad kulturowo wdrukowanym przesądem i czyni kobiety niezdolnymi do zaufania na kredyt. I wtedy dopiero stają się moim zdaniem zdolne do stworzenia związku opartego na realnych podstawach. A sądzą wtedy o sobie, że są okaleczone.

To moja opinia. Jeśli ktoś ma swoje przemyślenia w temacie, uważa inaczej - chętnie spojrzę na problem z innej strony. Pocieszam przyjaciółkę po długim zwiazku. Ona czuje się kaleką "niezdolną zaufać". Sądzi, ze przez to już nigdy nie zbuduje bliskiej relacji z nikim. Chciałabym jej powiedzieć co napisałam powyżej - ale jest to na tyle w kontrze do powszechnych poglądów...Mogę się mylić. Wiem, że ona jest w stanie, kiedy to co mówię uzna bezkrytycznie za kierunek na przyszłość. Nie chciałabym jej skrzywdzić, sącząc jej mój feministyczno-boginiowy jad do głowy. Może jednak powinna się skoncentrować na odbudowywaniu w sobie ufności? Może to jednak kalectwo?
Obserwuj wątek
    • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 10:33
      Korzystniej i bezpieczniej nie ufać wcale.
      • grassant Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 10:58
        i działa to w obie strony hehe
      • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 11:57
        pomidorkoktajlowy napisała:

        > Korzystniej i bezpieczniej nie ufać wcale.

        Otóż nie. Nie da się funkcjonować "poprawnie" bez zaufania w związku czy społeczeństwie.
        • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:24
          Poprawnie, czyli iść jak cielątko za tłumem i robić to, co społeczeństwo uznaje za słuszne? Dziękuję, postoję.

          Brak zaufania nie oznacza podejrzliwości, sprawdzania, szpiegowania, po prostu jak coś się posypie to nie jesteś zaskoczona, ani nie cierpisz.
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:43

            pomidorkoktajlowy napisała:

            > Brak zaufania nie oznacza podejrzliwości, sprawdzania, szpiegowania, po prostu
            > jak coś się posypie to nie jesteś zaskoczona, ani nie cierpisz.

            Brak zaufania oznacza brak związku.
            Koniec, kropka.
            Bo jeżeli w razie porażki nie jesteś zaskoczona, nie cierpisz i nie odczuwasz straty - cóż, oznacza to wprost że dana relacja NIC NIE BYŁA DLA CIEBIE WARTA.
            • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:01
              No widzisz, jestem żywym przykładem braku słuszności Twojej teorii. Byłam w kilku związkach, zwykle całkiem udanych, ale nie zdecydowałam się, żeby któremuś z tych mężczyzn zaufać. Co więcej, relacje nie kończyły się zdradami czy kłótniami, po prostu mi się znudziły.
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:05

                pomidorkoktajlowy napisała:

                > No widzisz, jestem żywym przykładem braku słuszności Twojej teorii. Byłam w kil
                > ku związkach, zwykle całkiem udanych, ale nie zdecydowałam się, żeby któremuś z
                > tych mężczyzn zaufać. Co więcej, relacje nie kończyły się zdradami czy kłótnia
                > mi, po prostu mi się znudziły.

                Czyli dokładnie potwierdziłaś moją teorię.
                NIE CENIŁAŚ wysoko tych związków. Miejmy nadzieję że partnerzy też nie i tez ci nie ufali.
                • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:17
                  > Czyli dokładnie potwierdziłaś moją teorię.
                  > NIE CENIŁAŚ wysoko tych związków. Miejmy nadzieję że partnerzy też nie i tez ci
                  > nie ufali.

                  Tego nie wiem, ale podejrzewam, że jednak nie klęczałby z pierścionkiem jakby mu było źle. A związki ceniłam, uważam jednak, że wszystko ma swój termin ważności. Najprostszy i najistotniejszy element związku - seks - w dwa lata można przerobić dosłownie wszystko we wszystkich kombinacjach, a jedyna nowość, którą mogłam wprowadzić to partner.
                  • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:20
                    pomidorkoktajlowy napisała:

                    > Najprostszy i najistotniejszy element związku - seks - w dwa lata można prz
                    > erobić dosłownie wszystko we wszystkich kombinacjach, a jedyna nowość, którą mo
                    > głam wprowadzić to partner.

                    Skoro masz takie podejście do związku, to rzeczywiście zaufanie nie na wiele ci się przyda. Tylko że to raczej marginalne podejście.
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:32

                    > Tego nie wiem, ale podejrzewam, że jednak nie klęczałby z pierścionkiem jakby m
                    > u było źle. A związki ceniłam, uważam jednak, że wszystko ma swój termin ważnoś
                    > ci. Najprostszy i najistotniejszy element związku - seks - w dwa lata można prz
                    > erobić dosłownie wszystko we wszystkich kombinacjach, a jedyna nowość, którą mo
                    > głam wprowadzić to partner.

                    Czyli twoja definicja związku różni się ZASADNICZO od tego jak zdecydowana większość ludzi (WLICZAJĄC jednego z partnerów).
                    Bo związki dla wiekszości ludzi to coś więcej niż seks na 730 sposobów...
                    Natomiast nie da się ukryć że do Twojej definicji związku trzeba mieć tylko zaufanie dotyczące stanu zdrowia partnera.
                    • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:43
                      Oczywiście, że więcej. Po dwóch lata wiedziałam o nim wszystko, gdzie, z kim chodził do przedszkola, do szkoły, na studia, co robi w pracy, co lubi jeść, czego nie lubi, na co jest uczulony, jakie filmy lubi oglądać, opinie na 31234 różnych tematów itd itp. I co dalej? Fajnie tak sobie trwać, ale mi trzeba czegoś więcej. Zresztą to samo mam z pracą, znajomymi, mieszkaniami.

                      Opinia większości często nie jest tą słuszną, jeżeli w takim temacie w ogóle można mówić o słuszności opinii. Każdy oczekuje czegoś innego od życia, a tym bardziej od związku i jedyna osoba, która może te oczekiwani oceniać, to sam zainteresowany.
                      • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:53
                        Każdy ma prawo do definiowania związków i ich realizowania zgodnie z własnymi poglądami. Moim zdaniem jednak brak zaufania jako zasada, którą się kierujesz w relacjach z innymi ludźmi jest szkodliwa w skali mikro i makro.
                      • jeriomina Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:02
                        Masz poprzestawiane w głowie.
                        • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 08:24
                          Masz coś konstruktywnego do powiedzenia, czy tak się tylko pienisz?
                          • jeriomina Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 11:58
                            Mam. Poczytaj sobie o syndromie unikania bliskości.
                            • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 12:51
                              Gugle nie znać.
                  • sumire Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:51
                    pomidorkoktajlowy napisała:

                    >Najprostszy i najistotniejszy element związku - seks - w dwa lata można przerobić dosłownie wszystko we wszystkich kombinacjach

                    w dwa lata to się dopiero kończy przerabiać pierwszy z wielu tomów ;)
                    może faktycznie jeszcze nie trafiłaś na odpowiedniego partnera, stąd takie surowe opinie.
              • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:07
                pomidorkoktajlowy napisała:

                > No widzisz, jestem żywym przykładem braku słuszności Twojej teorii. Byłam w kil
                > ku związkach, zwykle całkiem udanych, ale nie zdecydowałam się, żeby któremuś z
                > tych mężczyzn zaufać. Co więcej, relacje nie kończyły się zdradami czy kłótnia
                > mi, po prostu mi się znudziły.

                Nic dziwnego, że ci się znudziły. Takie płytkie relacje bez zaufania też by mi się szybko znudziły.
              • maly.jasio Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 14:37
                pomidorkoktajlowy napisała:
                > No widzisz, jestem żywym przykładem braku słuszności Twojej teorii. Byłam w kil
                > ku związkach, zwykle całkiem udanych, ale nie zdecydowałam się, żeby któremuś z
                > tych mężczyzn zaufać. Co więcej, relacje nie kończyły się zdradami czy kłótnia
                > mi, po prostu mi się znudziły.


                Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty...
                - co to same wiedzialy - kiedy odejsc...

                Bo ja to za mietkie serce mam i nigdy nie moglem sie na to zdobyc.
                • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 14:51
                  No widzisz Jasiu, a ci mi tutaj imputują chorobę...
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 14:54

                    pomidorkoktajlowy napisała:

                    > No widzisz Jasiu, a ci mi tutaj imputują chorobę...

                    Nie chorobę, tylko inne podejście do związków. Na tyle inne że nie dające się zastosować do przykładu opisanego w pierwszym poście.
                    btw, ile ci zostało do końca najbliższego 2 letniego terminu ważności?
                    • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 14:57
                      > btw, ile ci zostało do końca najbliższego 2 letniego terminu ważności?
                      >

                      2 lata + czas, który minie, aż się z kimś zwiążę
                  • maly.jasio Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:00
                    pomidorkoktajlowy napisała:
                    > No widzisz Jasiu, a ci mi tutaj imputują chorobę...


                    bo łone to sa (obecne, lub przyszle) matki-Polki,
                    co to beda walczyc o chlopa, łojca-dziecim i rodzine - do upadlego.

                    nie to co Ty - ktorej sie szybko nudzi,
                    czy ja, ktory klamie kobiecie jak z nut, usmiechajac sie przy tym uroczo :)
                    • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:01
                      > czy ja, ktory klamie kobiecie jak z nut, usmiechajac sie przy tym uroczo :)

                      Zamyśliłam się nad paradoksem kłamcy w tym momencie;)
                      • maly.jasio przeczuwam... 12.06.13, 15:10
                        pomidorkoktajlowy napisała:
                        > Zamyśliłam się nad paradoksem kłamcy w tym momencie;)

                        przeczuwam, ze bylo to slottkie zamyslenie ? :)
                      • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:10
                        pomidorkoktajlowy napisała:

                        > Zamyśliłam się nad paradoksem kłamcy w tym momencie;)

                        A mnie bardzo zaciekawił ten termin. Mogłabyś wyjaśnić, co to jest "paradoks kłamcy"? ;-)
                        • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:14
                          Nie mam zdolności pedagogicznych
                          • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:24
                            Wyjaśninie w wikipedii jest do niczego, ponieważ zdanie "ja teraz kłamię" bez powiązania z konkretną informacją nie ma żadnej wartości logicznej. Kłamanie nie jest czynnością polegającą na wypowiadaniu zdania "ja teraz kłamię", tylko na świadomym rozpowszechnianiu informacji uważanej przez kłamcę za nieprawdziwą jako prawdy. A z kolei to zadanie: "Jeśli zadamy sobie pytanie, czy jest on kłamcą czy też twierdzi prawdę" miesza dwa różne pojęcia - bycie kłamcą i twierdzenie prawdy. Bycie kłamcą można przeciwstawiać byciu prawdomównym, a nie twierdzeniu prawdy lub nieprawdy. Ktoś kogo można nazwać kłamcą może mówić zarówno prawdę w jakiejś sytuacji, a kłamać w innej.
                            • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:27
                              Cokolwiek;) Wygląda na to, że Jasiu zrozumiał co miałam na myśli i taki był cel.
                              • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:29
                                Skoro cokolwiek, to faktycznie sensowne wyjaśnienie nie ma sensu. ;-)
                              • maly.jasio Jasio zrozumial... 12.06.13, 19:43
                                pomidorkoktajlowy napisała:
                                > Cokolwiek;) Wygląda na to, że Jasiu zrozumiał co miałam na myśli i taki był cel

                                Tylko filozofie ma wlasna i uwaza ja za lepsza - i twoja spokojnie wrzuca do kosza :)
                                • pomidorkoktajlowy Re: Jasio zrozumial... 13.06.13, 08:15
                                  Taa ja wiem, tutaj każdy po kolei ma wszystko lepsze, jest mądrzejszy, ładniejszy i ma lepszy gust, i lepszą opinię.
                                  • maly.jasio mylny blond.... 13.06.13, 12:55
                                    pomidorkoktajlowy napisała:
                                    > Taa ja wiem, tutaj każdy po kolei ma wszystko lepsze, jest mądrzejszy, ładniejs
                                    > zy i ma lepszy gust, i lepszą opinię.


                                    Jestes w mylnym blendzie...

                                    - tylko filozofie (zyciowa) mam rzeczywiscie lepsza

                                    - o gustach nie dyskutuje (bo sam nosze latem zolte i pomaranczowe skarpety)

                                    - a opinię - czego jeszcze nie wiesz, mam tu fatalna: - toleruje zdrady, alkohol i klamstewka.
                            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:28
                              Stokrotka - w tym przypadku zwrócenie uwagi na paradoks kłamcy było jak najbardziej słuszne.
                              mały.jasio z uśmiechem napisał do kobiety że z uśmiechem kłamie kobietom...
                              W pełni spełnia to definicję tego paradoksu.
                              • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:30
                                I g.r.a.f.z.e.r.o też zrozumiał:)
                                • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:36
                                  Ale co zrozumiał? Mały Jasio nie napisał "ja teraz kłamię", tylko że okłamuje kobiety(-ę), co może być zarówno kłamstwem jak i prawdą. Nie napisał, że zawsze okłamuje kobiety. Nie ma więc to związku z paradoksem kłamcy. ;-)
                                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:39
                                    stokrotka_a napisała:

                                    > Ale co zrozumiał? Mały Jasio nie napisał "ja teraz kłamię", tylko że okłamuje k
                                    > obiety(-ę), co może być zarówno kłamstwem jak i prawdą. Nie napisał, że zawsze
                                    > okłamuje kobiety. Nie ma więc to związku z paradoksem kłamcy. ;-)

                                    Ale może być tak interpretowane. Taka interpretacja jest sprytna i dowcipna, czyli zdecydowanie lepsza od "Mały Jasio nie napisał "ja teraz kłamię", tylko że okłamuje kobiety(-ę),"

                                    A to co zabawniejsze, w internecie zawsze jest lepsze. No chyba że koty. Koty są jeszcze lepsze.
                                    • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:44
                                      g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                                      > Ale może być tak interpretowane. Taka interpretacja jest sprytna i dowcipna, cz
                                      > yli zdecydowanie lepsza od "Mały Jasio nie napisał "ja teraz kłamię", tylko że
                                      > okłamuje kobiety(-ę),"

                                      Wypowiedzi forumowiczów interpretować można dowolnie, ale nie należy przy tym powoływać się na definicję konkretnego paradoksu. ;-)
                                      • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:47
                                        Stokrotka bo mi witki opadają, napisałam "Zamyśliłam się nad paradoksem", a ty mówisz, że powołuję się na definicję? Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że zamyśliłam się nad zielenią trawy za oknem. Podważałabyś wtedy, czy aby na pewno mam okno, za nim trawę i to jeszcze zieloną?
                                        • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:57
                                          Pomidorku, gdybyś wyjaśniła mi, że to tylko takie luźne skojarzenie, zamiast podawać link do definicji, która jest wadliwa, nie byłoby tematu. ;-)
                                          • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 16:01
                                            Toć to nie ją napisałam. Poza tym sformułowałaś pytanie tak, jakbyś nie miała pojęcia co to znaczy, to rzuciłam najprostsze rozwiązanie - link do strony:)
                                            • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 16:08
                                              Link nic nie wyjaśnił, bo treść pod nim umieszczona jest nie tylko wadliwa, ale też ma się nijak do twojego skojarzenia. ;-)
                                    • pomidorkoktajlowy Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:44
                                      Koty są najlepsze!
                                      Miły ten post jest z Twojej strony.
                              • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:31
                                g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                                > W pełni spełnia to definicję tego paradoksu.

                                Wyjaśnij proszę, dlaczego i w jaki sposób. ;-)
                                • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:34

                                  > Wyjaśnij proszę, dlaczego i w jaki sposób. ;-)

                                  Paradoks kłamcy polega na samonegowaniu się danej wypowiedzi na bazie określania swojej wartości logicznej poprzez siebie samą.

                                  Czyli właśnie jasio mówiący kobiecie że okłamuje kobiety może może być traktowane jak przykład takiego paradoksu, pod warunkiem że kobieta uzna że to wyznanie dotyczy również ich rozmowy. Moim zdaniem takie założenie jest w tym przypadku uzasadnione i przywołanie paradoksu usprawiedliwione.
                                  • stokrotka_a Re: Cocteiluś - lubilem takie kobiety jak Ty... 12.06.13, 15:41
                                    Paradoks byłby wtedy, gdyby mały jasio powiedział do pomidora: "zawsze okłamuję kobiety", bo zakładając że mówi prawdę sam sobie przeczy. ;-) Oczywiście skojarzenia można mieć, ale na takiej zasadzie to można kojarzyć dowolne rzeczy. ;-)
          • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:05
            pomidorkoktajlowy napisała:

            > Poprawnie, czyli iść jak cielątko za tłumem i robić to, co społeczeństwo uznaje
            > za słuszne? Dziękuję, postoję.

            Zdaje się, że mylisz pojęcia. Zaufanie nie oznacza ślepego naśladowania społeczeństwa.

            > Brak zaufania nie oznacza podejrzliwości, sprawdzania, szpiegowania, po prostu
            > jak coś się posypie to nie jesteś zaskoczona, ani nie cierpisz.

            Brak zaufania oznacza, że komuś nie ufasz, że nie zrobisz z kimś interesu, by zapobiec wykorzystaniu przez drugą stronę. A związkach przywatnych, jeśli nie cierpisz w przypadku poważnego w skutkach nadużycia zaufania, to znaczy, że nie ma między tobą a tą osobą więzi uczuciowej.
            • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:13
              Stokrotka mam wrażenie, że czytasz co drugie słowo. Przecież to ty napisałaś Nie da się funkcjonować "poprawnie" bez zaufania w związku czy społeczeństwie Słowo poprawnie odniosłaś do funkcjonowania, w związku z tym pytam, co oznacza poprawne funkcjonowanie?
              • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:19
                pomidorkoktajlowy napisała:

                > Stokrotka mam wrażenie, że czytasz co drugie słowo. Przecież to ty napisałaś [i
                > ]Nie da się funkcjonować "poprawnie" bez zaufania w związku czy społeczeństwie
                > [/i] Słowo poprawnie odniosłaś do funkcjonowania, w związku z tym pytam, co ozn
                > acza poprawne funkcjonowanie?

                Przeczytałam każde słowo, ale faktycznie przeoczyłam znak zapytania. Przepraszam. Nie, "poprawnie" nie oznacza zachowywać się jak owca w stadzie, tylko wchodzić wprywatne i biznesowe relacje dla dobra własnego i społecznego. Z zaufaniem społecznym związana jest wydajność gospodarki. Brak zaufania oznacza podejrzliwość w kontaktach biznesowych i unikanie zawierania umów. Poziom zaufania społecznego w krajach Europy Zachodniej jest znacznie wyższy, łatwiej jest robić interesy a gospodarka ma większą wydajność niż w krajach o niskim poziomie zaufania społecznego.
                • pomidorkoktajlowy Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:26
                  Na szczęście jestem jeszcze na tak niskimi szczeblu kariery, że nie muszę się martwić o kontakty biznesowe:) Zresztą wydaje mi się, że jednak większość naszego społeczeństwa to prości ludzie, którzy nie robią jakich wielkich biznesów. Uważam też, że najlepiej załatwiać wszystko na piśmie, bo za dużo jest złoczyńców na tym świecie. No i to o tych ufnych, naiwnych ludziach czyta się historie, jak dali się oszukać i stracili majątek.
                  • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:34
                    Zaufania nie można utożsamiać z naiwnością. W twoim przypdku zaufanie lub jego brak może mieć małe skutki społeczne. Poważny problem jest wtedy, gdy w skali społecznej ten stopień zaufania jest niski. Wtedy jest to też twój problem, bo zazwyczaj sytuacja kraju i stan jego gospodarki przekłąda się na jakość życia pojedynczych ludzi.
    • gree.nka Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 10:36
      no i co da dobrego ta odbudowana ufność?
      Spotka pierwszego lepszego faceta i patrząc mu w oczy swoimi cielęcymi pełnymi ufności pójdzie do łóżka sądząc, że jak się z nim prześpi to za rok będzie ślub?
      Może nie tłuc jej do głowy bzdur o zaufaniu, tylko niech najpierw sprawdzi stan konta i źródło dochodu?
      Nie ma dochodu - nie ma dupczenia.
    • krakoma Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 10:38
      no ale co to za zwiazek na pol gwizdka, skoro zawsze towarzyszy podejrzliwosc?
      jakas milosc mozliwa czy tylko pragmatyzm?
      • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 10:48
        krakoma napisała:

        > no ale co to za zwiazek na pol gwizdka, skoro zawsze towarzyszy podejrzliwosc?

        Ale dlaczego alternatywą braku zaufania ma być podejrzliwość? Poznaję kogoś. Nie znam go. ani mu nie ufam, ani nie jestem podejrzliwa. Obserwuję, wchodzę w interakcje. jeśli dotrzymuje słowa i jest punktualny - uczę się, że w tym względzie mogę mu ufać, jeśli nie dotrzymuje - nie.
        Po jakimś czasie orzekam, czy chcę być z facetem któremu w tych kwestiach mogę ufać a w tych nie.
        Nie ma ludzi, którym można ufać we wszystkim. Najlepszy partner/przyjaciel.syn/kochanek/pracownik itp. kiedyś zawiedzie. jesteśmy ludźmi.
        • krakoma Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 11:08
          zdawaloby sie, ze wlasnie tak to funkcjonuje.
          tylko jak graf napisal, kiedys trzeba zaufac, bo ciezko zyc w takim zawieszeniu.
          oczywiscie gwarancji, ze czl. kopa nie dostanie nie ma nigdy,
          ale nawet jesli predzej czy pozniej trza wstac, sie otrzepac + czas goi rany.
          z nowym doswiadczeniem zyciowym mozna wejsc w nastepny zwiazek, ale i w nim TRZEBA kiedys zaufac.
          moze byc milosc bez zaufania, poza do wlasnego dziecka?
          nie sadze.
      • kora3 Miłość i pragmatyzm Krakomo :) 12.06.13, 10:50
        wcale się nie wykluczają:)
        To po pierwsze. Po drugie -nie chodzi o PODEJRZLIWOŚĆ, tylko o realną ocenę sytuacji.

        Z dużą dozą braku przekonania z mej strony, załozmy, że spotyka kobieta mezczyznę i pstryk - zakochała się. I fajnie, skoro tak ma, tylko powinna nadal realnie oceniać sytuację. SPOTYKAJĄ SIĘ i jest miło, gośc jest zainteresowany, ale na "zakochanie" się z jego strony na razie nic nie wskazuje - no to trzeba mieć swiadomośc, że z jego strony to najpewniej na razie ZAINTERESOWANIE i tyle:)
        • loginoftheyear zakochana i realnie oceniajaca sytuacje osoba? 12.06.13, 14:17
          oksymoron
          • kora3 Nieprawda 14.06.13, 08:40
            loginoftheyear napisał(a):

            > oksymoron


            Dojrzała osoba ma swiadomośc zarówno swoich uczuć, jak i tego, jak wyglada sytuacja realnie.
            Jesli jest inaczej, to mamy do czynienia z osobą niedojrzałą :)
    • kora3 Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 10:42
      To o czym piszesz w kontekście oczekiwań kobiet i mężczyzn w poczatkowej fazie zwiazku to nie kredyty zaufania ze strony kobiet tylko ROJENIA i POSTAWA ŻYCZENIOWA.
      Ja jestem kobietą, ale jakoś nie mam tak, że poznawałam jakiegoś faceta, który mi się podoba i zaraz snułam plany na przyszłość:)
      A jesli, to na przyszłość najbliższą - czyli ewentualnie kolejna randka. Bo jakie inne plany można mieć w zwiazku ze znajomością w pierwotnej fazie?

      Jesli ktoś sobie po paru kawach układa scenariusz ślubu i wybiera imiona dla dzieci, to jest JEGO problem, a nie reszty świata. NIC bowiem jeszcze takiej osoby do dawania takiego "kredytu zaufania" nie uprawnia i na ogół także NIKT tegoz nie oczekuje:)
      To tak, jakbyś chciała pożyczyć z banku 1000 zeta, a bank na siłę wciskał ci 100 tysięcy:)

      Podkreślam - to, że niektóre kobiety roją sobie coś tam bez zadnych podstaw ze strony faceta, to nie jest zaden kredyt zaufania, tylko własnie rojenia.
      Tak naprawdę faceci dość rzadko w poczatkowej fazie znajomości okłamują Bogini:)
      Rzecz w tym, że jesli czegoś nie mówią- kobiety biorą to za dobrą monetę, a jesli coś mówią, co kobiecie nie pasuje - też)

      Dośc klasyczną jest sytuacja, kiedy para się poznaje, idą na kawę, potem drugą i...
      Facet zapytany określa te relację jako "interesująca znajomość z widokami na zwiazek", a kobieta "wspaniały związek, miłośc życia, planujemy ślub".
      Tymczasem - zupełnie racjonalnie - to FACET widzi taką sytuację realistycznie. Kobieta mu się podoba z wzajemnością, jest fajnie, miło, no i tyle. Żadne deklaracje nie padły przecież.

      Kobiety nierzadko jednak w tym, że facet komplementuje, kupił kwiaty, trzymał za rękę upatrują wyznania miłości i nieoficjalnych jeszcze, ale juz w zasadzie zaręczyn. Nie moje kobitki. Faceci naprawdę POTRAFIĄ powiedzieć "kocham Cię", jesli tak czują i "Wyjdziesz za mnie?" jesli oczekują pozytywnej odpowiedzi :)
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 11:37
        Kora3 - Faceci mają podobnie...
        Tylko że nie CI SAMI faceci do których kobiety wzdychają i marzą.
        Nie bez powodu powstało popkulturowe pojęcie friendzone - czyli układu w którym facet marzy o seksie i miłości a kobieta widzi tylko normalną znajomość.
        On też wszystko będzie za dobrą monetę brał i rojenia tworzył. To nie jest li tylko kobieca przypadłość.
        • ipsetta Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 12:30
          Nie rozumiem, nie ci sami? Nie generalizuj. Problem jest w tedy, kiedy kobieta nie potrafi wyczuć intuicyjnie, ze ona gostkowi zwisa i się wówczas ładuje w taki związek.

          Jeśli jest spostrzegawcza i widzi, ze facet wcale aż tak bardzo nie chce, wówczas pomimo uczuć, jakie się w niej narodziły, powinna darować sobie taka znajomość, chwilę pocierpieć i mieć święty spokój. Proste.
          • loginoftheyear Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 14:21
            nie jest to takie proste
            wiem cos o tym niestety ;)
            pan moze tak maskowac wrazenie niechcenia, ze sie z trudem idzie polapac, jakie sa jego prawdziwe intencje
            • ipsetta Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 15:43
              Piszę o spostrzegawczych ludziach. I o intuicji.

              Ja wyczuwałam, że coś nie gra już po paru dniach znajomości i zalotów ze strony faceta. Jak dotąd jeszcze się nie pomyliłam.

              • twojabogini Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 16:29
                ipsetta napisał(a):

                > Piszę o spostrzegawczych ludziach. I o intuicji.
                >
                > Ja wyczuwałam, że coś nie gra już po paru dniach znajomości i zalotów ze strony
                > faceta. Jak dotąd jeszcze się nie pomyliłam.

                Czy mogę to rozumieć jako "nie udzielam zaufania na kredyt"? Sądzę, że właśnie kredytowanie zaufania obniża czujność i pozwala przegapić, że coś nie gra.
                • kalllka Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 16:50
                  Szatansk i pomysl z takim "kredytem zaufania"
                  Bo jak każdy, z góry zakłada zwrot " należności "plus (nieznane kredytobiorcy)oprocentowanie
                • ipsetta Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 17:01
                  > Czy mogę to rozumieć jako "nie udzielam zaufania na kredyt"? Sądzę, że właśnie
                  > kredytowanie zaufania obniża czujność i pozwala przegapić, że coś nie gra.

                  Nie, nie o to chodzi. Kredyt można dać dopiero wtedy, gdy się zakochasz, a przez pierwsze parę dni/tygodni jeszcze zakochana nie jesteś.
                  Choć ja preferuję udzielenie takiego kredytu dopiero po zaręczynach lub nawet po ślubie, co nie oznacza, że nie zdaję sobie sprawy, że wszystko się kiedyś może skończyć (z mojej lub jego "winy").

              • loginoftheyear spstrzegawczy haha D: 12.06.13, 17:52
                tez tak mowilam,
                do czasu, gdy nie spotkalo to mnie
                wszystko przed toba jeszcze ;P
                • ipsetta Re: spstrzegawczy haha D: 12.06.13, 18:06
                  a skąd taka pewność?

                  Nie czaję osób, których jedynymi argumentami są - jestem starsza - wiem lepiej, wszystko przed tobą, też to cię kiedyś spotka itd.

                  A może po prostu jesteś mniej inteligentna i właśnie spostrzegawcza.
                  Kobieto, nie wsadzaj wszystkich do jednego wora. Ja nie muszę mieć takiego pecha.
                  • loginoftheyear Re: spstrzegawczy haha D: 12.06.13, 18:25
                    gdzie ci napisalam o wieku? o pewnosci?
                    i co ma spostrzegawczosc do inteligencji?
                    slyszysz glosy?

                    co do pecha: nie musisz (nawet ci nie zycze, chociaz mila osoba to ty nie jestes), ale mozesz, zwlaszcza, ze jestes zadufana niezmiernie i przekonana o wlasnej nieomylnosci (tez bylam taka w kwestii relacji damsko-meskich) i o glupocie wszystkich kobiet, ktore daly sie wkrecic w takie sytuacje.
                    nie pozdrawiam
                    • ipsetta Re: spstrzegawczy haha D: 12.06.13, 19:07
                      > gdzie ci napisalam o wieku?
                      Nigdzie, to nie dotyczyło twojej wypowiedzi

                      >o pewnosci?
                      >>wszystko przed toba jeszcze ;P

                      > i co ma spostrzegawczosc do inteligencji?
                      No, tu to się troszkę popisałaś.Spostrzegawczość jest jedną z cech charakteryzujących poziom inteligencji. A kojarzysz choćby testy na poziom IQ? Jak myślisz? Na czym one polegają?

                      A ja pozdrawiam i więcej nie gadam
                      • loginoftheyear Re: spstrzegawczy haha D: 12.06.13, 19:14
                        spostrzegawczosc to rowniez odpowiadanie wlasciwej osobie w watku, we wlasciwym miejscu, stosownie do tego, co osoba napisala

      • twojabogini Re: Bogini miła, kredyt kredytowi nierówny 12.06.13, 16:27
        kora3 napisała:

        > To o czym piszesz w kontekście oczekiwań kobiet i mężczyzn w poczatkowej fazie
        > zwiazku to nie kredyty zaufania ze strony kobiet tylko ROJENIA i POSTAWA ŻYCZEN
        > IOWA.

        Zgadzam się. Rzecz w tym, że wiele kobiet, pod terminem "kredyt zaufania" traktuje traktowanie mężczyzny którego dopiero co poznały od razu z takim samym zaangażowaniem, jak gdyby już był ich mężem, ojcem dzieci, bliskim partnerem, przyjacielem itp. Nie tyle nawet roją sobie - co wiedzą że tego by od zwiazku chciały. Bardziej lub mniej otwarcie o tym mówią.
        I tu dają partnerowi kredyt zaufania - że jeśli on wie o ich chęci założenia rodziny, zamieszkania itp. i z nimi jest - to znaczy, że pragnie tego samego. Ufają, że jest "dobrym człowiekiem" i nie sypiałby z nimi, nie mieszkał, nie zakładał wspólnego konta, nie tworzył długiego związku - gdyby nie zamierzał w przyszłości spełnić ich marzenia, tj, założyć rodziny i się rozmnożyć. I w tym "zaufaniu" ufnie czekają.

        I tu uważam kredyt zaufania jest pomyłką. Przecież zamiast ufnie wierzyć - można zweryfikować na bieżąco zamiary partnera - nawet bez rozmowy, tylko oceniając poziom jego zaangażowania w związek, ostatnio podejmowane plany, zamierzenia, inwestycje (niekoniecznie finansowe).
        • kora3 Bogini 14.06.13, 08:51
          Z ludźmi, w dowolnej relacji, przede wszystkim trzeba się KOMUNIKOWAĆ.
          Własna interpretacja, domysły, zyczeniowość to jest droga DONIKĄD.

          Nie chodzi o to, żeby na 1 randce wyskoczyć z zapytaniem "ożenisz się ze mną?":) tylko o POZNAWANIE punktu widzenia faceta na te, czy inne sprawy.
          Faceci na ogół sa prości (na ogół, bo zdarzają się osobniki bardziej skomplikowane:)) i jesli facet mówi "zamieszkajmy razem" to chodzi mu o współne mieszkanie, naprawdę. Nie należy do tego dokładać własnej interpretacji,ze chce ślubu za rok, a potem trójki dzieci.

          Kobiety czesto jak to się mówi "ida" na jakiś układ, który im niekoniecznie pasuje, bo boją się, ze jesli jasno przedstawią swe oczekiwania, to faceta odstraszą. No i jasne, ze tekst na 1 randce o slubach i dzieciach - odstraszy na pewno i każdego (poza wyjatkami). Natomiast jesli facet proponuje współne mieszkanie, a kobieta nie widzi się w takiej relacji bez formalizacji, to POWINNA o tym powiedzieć. Jasno i zwyczajnie "Wiesz, ale ja się nie widzę w kohabitacji" (zakładam, ze oboje są wolni oczywiscie).

          Jasne, jest ryzyko, że facet pójdzie sobie precz :) ale z reguły sobie jednak nie idzie:) - bo na etapie na którym gośc proponuje wspólne mieszkanie, na ogół TEŻ jest zaangażowany. Jasne i spokojne przedstawienie swego stanowiska daje pole do dyskusji w temacie i konseksusu ewentualnie. Jesli tego stanowiska nie ma, a kobieta radośnie mówi "Tak, tak, tak" choć nie chce wcale mieszkania bez slubu (np.), to facet odczytuje to "Ok, nie zależy jej na formalizacji".
          Oczywiscie nieco uprościłam, ale tak jest jak napisałam
          • yna777 Re: Bogini 14.06.13, 12:37
            kora3 napisała:
            > Kobiety czesto jak to się mówi "ida" na jakiś układ, który im niekoniecznie pasuje, bo boją się, ze jesli jasno przedstawią swe oczekiwania, to faceta odstraszą. No i jasne, ze tekst na 1 randce o slubach i dzieciach - odstraszy na pewnoi każdego (poza wyjatkami).>

            Na pewno jest w tym dużo racji, ale jest też małe ale...
            Problemem kobiet w takim układzie jest nie tylko obawa przed odstraszeniem faceta z uwagi na jasno wyrażone oczekiwania, ale też kulturowy brak przyzwolenia na posiadanie wyraźnych oczekiwań i ich wyraźne wyrażanie. I to z dwóch stron. Z jednej strony kobieta, która mówi na początku, że chce rozdzielności, że równego podziału obowiązków domowych, nie ma zamiaru spotykać z kimś dłużej bez ślubu itp. - jest uważna za niekobiecą, roszczeniową, taką której w feministycznej głowie się poprzewracało i wszystkie ciotki i pociotki będą jej gadały, że żaden facet jej nie zechce jak tak będzie gadać. Odstrasza takiego faceta wtedy nie tyle sam tekst o ślubie, ale postawa/charakter/brak kobiecości kobiety. Z drugiej strony, wyrażenie oczekiwań co do ślubu i dzieci na początku, to jest staroświeckie, passe, to wyraz desperacji, tykania zegara biologicznego itd. Kto będzie chciał być z cnotką albo desperatką.
            I jeszcze jest trzecia strona. W ilu przypadkach pada przy takich rozmowach "nie teraz", "nie jestem gotowy jeszcze". I co mi dadzą jasno wyrażone oczekiwania w takiej sytuacji. A prowadzić dalej rozmowę, że ma mi powiedzieć kiedy i czy w ogóle jest gotowy. W praktyce nie da rady. Zatem zostaje będące tematem tego związku "zaufanie", że gdyby był bardziej niegotowy niż gotowy, to nie chcąc mnie skrzywdzić powiedziałby mi o tym teraz.

            Poza tym, nie żyjemy w próżni, zatem gadanie, że jak facet mówi "zamieszkajmy razem" to wcale nie musi się domyślać i brać pod uwagę, że może to być odebrane jako "teraz zamieszkajmy razem, potem może ślub, dzieci" to zwalnianie ich z obowiązku myślenia i odpowiedzialności za swoje działania. Pewne zachowania warunkują pewne konsekwencje też w zakresie oczekiwań po drugiej stronie i przemilczenie po ich stronie, że czegoś nie chcą, np. tych dzieci lub ślubu, to jest to zwykłe kłamanie przez przemilczenie. To coś jakby kobieta (bezpłodna) związała się z facetem, który na razie o dzieciach nie wspomina, a potem po czasie jak wspomniał, to ze zdziwieniem powiedziała, że przecież nie mówił, że chce, to o co teraz pretensje, że mu nie powiedziała, że mieć ich nie może.

            A moje zdanie na temat zaufania jest takie, że związek wymaga olbrzymiego pakietu zaufania na start i na kredyt. Bo rzeczywiście poświęcamy wchodząc w związek bardzo dużo i mamy wręcz pewność, że nigdy nie możemy mieć 100% że będzie dobrze. Na początku jest ono mocno warunkowe, ale w pewnym momencie po prostu je dajemy. Przecież nikt nie wchodzi w związek zakładając w więcej niż jakiś promil procenta warunkowany tym, że statystyki rozwodowe jednak są duże, że zostanie skrzywdzony w związku. Ta obserwacja, o której pisze twojabogini, to moim zdaniem, nie budowanie zaufania, ale ocenianie na ile powinnam już dane ograniczyć i jakie jest prawdopodobieństwo, że dobrze jednak nie będzie.
            • kora3 Moim zdaniem :) 15.06.13, 08:50
              na faceta nie gapi się cielęcym wzrokiem tylko z nim ROZMAWIA.
              Daruj, ale nie wyobrazam sobie w MOIM wykonaniu mowy o zwiazku jesli nie znałabym oczekiwań meżczyzny w temacie, a on moich.
              I znów - nie idzie o wywalenie na 1 spotkaniu tekstu "Nie chcę ślubu " (a gosc wcale nie proponuje jeszcze), "Nie chcę dzieci" (a jeszcze sytuacji zmierzającej do ewentualności :) nie ma ) tylko o ROZMOWE.

              Przykład z bezpłodnościa - dobry, tylko, że moim zdaniem po kilku spotkaniach na serio z kimś WIE sie, czy ta osoba chciałaby się rozmnazac czy nie i o to chodzi.

              Ad vocem reszty - jesli ktoś ma problem z tym co powiedzą mu jakieś pociotki, to ma propblem z sobą. Ponadto - mnie zawsze rozwalaja opowieści o tym, że "nikt nie zechce" i "trzeba szukać". Naprawdę nie widzę problemu. Facetów się NIE SZUKA - oni SĄ i WYBIERA się takiego, który pasuje. Te wszystkie opowieści o tym, że "nikogo nie znajdę" i "niech bedzie, inntch nie ma" tchną mi SF
              • gree.nka Re: Moim zdaniem :) 15.06.13, 09:17
                szczęściara Korcia z ciebie, że możesz sobie wybierać z dostępnych facetów.
                Po tekście, że jestem beznadziejna i do niczego jakoś nie chciało mi się sprawdzać facetów co do chęci zaznajomienia się ze mną, ale usłyszałam niedawno komplement od zapijaczonego sąsiada, że jestem śliczna jak kwiatuszek i doszłam do wniosku, że ja zły target adoratorów obrałam.
                • kora3 Re: Moim zdaniem :) 15.06.13, 09:24
                  gree.nka napisała:

                  > szczęściara Korcia z ciebie, że możesz sobie wybierać z dostępnych facetów.

                  Każda kobieta może Greenko:)

                  > Po tekście, że jestem beznadziejna i do niczego jakoś nie chciało mi się sprawd
                  > zać facetów co do chęci zaznajomienia się ze mną,


                  Wiesz, ja po tym, jak ukochany (powazny, a nie chłopak z liceum) zdradzał mnie z V liga krajową też miałam niską samoocene - serio. Tylko, że krótko :)
                  • gree.nka Re: Moim zdaniem :) 15.06.13, 09:35
                    mnie zostało
                    • mila2712 Grinuś pamietaj..... 15.06.13, 09:58
                      jeżeli facet mówi, że jesteś beznadziejna, nic nie warta itd to zasługuje tylko na jedno kopa w dupę i won za drzwi

                      nie mozesz tak mysleć .... jestes młodą, fajną kobietą.....
                      a taki to niech spada .....na drzewo !!!!!!!!!!!!!
                      :)))

                      • gree.nka Re: Grinuś pamietaj..... 15.06.13, 10:15
                        tym bardziej, że ciągle kłamie
                        • mila2712 Re: Grinuś pamietaj..... 15.06.13, 12:13
                          tym bardziej: wystawić za drzwi
                    • kora3 Re: Moim zdaniem :) 15.06.13, 12:12
                      gree.nka napisała:

                      > mnie zostało

                      Nie przesadzaj, chyba, ze to było 3 tyg. temu :) o ile tak - za 2 na bank Ci przejdzie:)
                • tfu.tfu Re: Moim zdaniem :) 17.06.13, 11:56
                  greenuś, moja koleżanka też tak ma (mieszka na wsi, pracuje w domu). i to nie jest kwestia targetu, ale samego otoczenia, w którym istniejesz. jeśli się nie wyjdzie out i won z domu, to szanse na poznanie jakichkolwiek ludzi są znikome. jak już się wyjdzie, to wtedy pula się zdecydowanie zwiększa.
                  dopóki wykonywałam mocno sfeminizowany zawód też nie było specjalnie szans na poznanie ciekawych mężczyzn, za to miałam szansę poznać rewelacyjne kobiety. teraz mi się nieco zmieniło i realnie poznaję dużo ludzi.
                  a z tym zaufaniem to w moim wypadku sprawdza się powiedzenie, że jeśli ktoś zawodzi w rzeczach małych, to zawiedzie i w dużych.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 10:43
      I tak i nie.
      Wiadomo że na początku (czasami długim) znajomośći zaufanie się dopiero buduje.
      Ale w pewnym momencie trzeba zagrać vabanque, stawiając na daną osobę dużo więcej niż ją dotąd sprawdziliśmy. Inaczej życia nie starczy. Więc to podejście "chcę zaufać" musi się w pewnym momencie pojawić.

      A co do odbudowywania zaufania - moim zdaniem to sprawa osobowa. Jedni/jedna chcą ufać z całych sił, więc zaufanie odzyskują od razu (często w ramach samooszukiawnia) a inni nie chcą zaufać znowu, niezależnie od tego jak wielkie było "wykroczenie".
      • kalllka Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 11:16
        Bardzo spolaryzowane opinie
        Myśle,ze jest dużo prościej w codzienności (mechaniczne) bezmyślnie- podchodzimy do ludzi, -trochę jak do zadań zaplanowanych przez "niewytresowanego ukladami"szefa( kobiety)
        -klopotliwej ,niejednoznacznej sytuacji na drodze( (mężczyźni)...wszyscy razem , z powodu wszczepionego kulturowo leku ( przed nieznanym)
    • mila2712 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 11:04
      .......Kobiety robią to notorycznie - ufając, że tak właśnie będzie, dziś się z nim prześpię, za rok zamieszkam, potem ślub i parka dzieci.

      wolne żarty, tak robia tyllko desperatki
      • krakoma Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 11:12
        duch naszych czasow, ze najpierw sie w lozku laduje, a potem o imie pyta.
        no ale wiekszosci, a zwlaszcza plci mniej pieknej taki uklad pasuje, nie?
        • mila2712 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 21:47
          niektórym to na pewno ......ale jeżeli taki facet dowiaduje się, że jego obecna partnerka tak wcześniej robiła to już nie......ot cała męska filozofia :)
      • gree.nka Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:05
        mila2712 napisała:

        > .......Kobiety robią to notorycznie - ufając, że tak właśnie będzie, dziś się z
        > nim prześpię, za rok zamieszkam, potem ślub i parka dzieci.
        >
        > wolne żarty, tak robia tyllko desperatki

        po 30 to każda jest desperatką
        • mila2712 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 21:52
          to nie są desperatki, to mądre kobiety, które nie brały pierwszego lepszego jaki się napatoczył

    • rekreativa Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:12
      " Kobiety robią to notorycznie - ufając, że tak właśnie będzie, dziś się z nim prześpię, za rok zamieszkam, potem ślub i parka dzieci."

      Nie znam ani jednej , która by miała tak nierówno pod sufitem, że marząc o ślubie i dzieciach zaczyna od kotłowania w wyrku z niezbyt dobrze znajomym gościem.
    • jeriomina Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:13
      Z twierdzeniem, że dopiero kobieta po różnych, często nieprzyjemnych doświadczeniach nadaje się do stworzenia związku się zgodzę.
      Z moich obserwacji wynika też, że ludzie, którym udało się stworzyć trwałe związki, trwające wiele lat albo po prostu mieli szczęście (trafiło się jak ślepej kurze ziarno), albo któraś ze stron związku jest bardzo ustępliwa (najczęściej kobieta).
      Natomiast ja chciałabym dorzucić słówko o psychicznej kondycji - uważam, również na podstawie obserwacji, że kobiety łatwiej "regenerują" psychikę po zawodach uczuciowych niż mężczyźni. Tzn. jednak są bardziej skłonne mimo złych doświadczeń wchodzić w nowe relacje i próbować, mężczyźni często wolą zamknąć się w sobie i poddają, gdy kobieta ich zrani.
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:42
        Ogólnie w sprawach sercowych kobiety są DUŻO bardziej odporne.

        A ludzie którzy stworzyli stałe związki - niekoniecznie jest to kwestia szczęścia czy ustępliwości.
        Możliwa jest również
        a) świadoma, celowa praca nad stałością związku z obu stron.
        b) posiadanie autentycznego talentu do płci przeciwnej.

        Znam takie przypadki. W tym drugim to kobieta która ma autentyczny talent do mężczyzn. Nie wiem czy do kobiet też, ale z facetami obchodzić się umie. Czytać ich pragnienia i intencje i działać odpowiednio dla wspólnego dobra. I jest gorąca w łóżku(ale to też talent) :D
        • jeriomina Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:47
          g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

          > Możliwa jest również
          > a) świadoma, celowa praca nad stałością związku z obu stron.

          Hehehe :D

          > b) posiadanie autentycznego talentu do płci przeciwnej.
          >
          > Znam takie przypadki. W tym drugim to kobieta która ma autentyczny talent do mę
          > żczyzn. Nie wiem czy do kobiet też, ale z facetami obchodzić się umie. Czytać i
          > ch pragnienia i intencje i działać odpowiednio dla wspólnego dobra. I jest gorą
          > ca w łóżku(ale to też talent) :D

          Takie szczegóły znasz na temat swoich znajomych? :D
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:52
            > > a) świadoma, celowa praca nad stałością związku z obu stron.
            >
            > Hehehe :D

            Co, może się nie da? Przynajmniej przez kilka pierwszy lat... Potem miejmy nadzieję pójdzie z przyzwyczajenia

            > Takie szczegóły znasz na temat swoich znajomych? :D
            W senie że wiem kto z kim i jak sypia? Przecież to żadne szczegóły...
            Wystarczy nieco absoluta i takie rzeczy stają się jawne.
            Uważam że są sprawy dużo bardziej intymne.
            • jeriomina Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:55
              g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

              > > > a) świadoma, celowa praca nad stałością związku z obu stron.
              > >
              > > Hehehe :D
              >
              > Co, może się nie da? Przynajmniej przez kilka pierwszy lat... Potem miejmy nadz
              > ieję pójdzie z przyzwyczajenia

              Idealista ;-)

              >
              > > Takie szczegóły znasz na temat swoich znajomych? :D
              > W senie że wiem kto z kim i jak sypia? Przecież to żadne szczegóły...
              > Wystarczy nieco absoluta i takie rzeczy stają się jawne.
              > Uważam że są sprawy dużo bardziej intymne.

              Jakie?
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:06
                >
                > Jakie?
                >

                Te dotyczące emocji i wewnętrznych relacji w związku.
                Rzeczy które pozostają tylko pomiędzy dwojgiem ludzi.
                • jeriomina Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:11
                  Ja mam odwrotne podejście :P
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:16

                    jeriomina napisała:

                    > Ja mam odwrotne podejście :P

                    Jasna sprawa. Nudno by było gdyby wszyscy mieli tak samo.
    • paco_lopez Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:39
      rzecz polega na tym, ze dzisiaj robienie i wychowanie dzieci jest opcją a nie przeznaczeniem zarówno kobiet jak i meżczyzn. w zasadzie chodzi o to ze jak juz się wleje , to trzeba tyłek wycierać itd. potem jest czas na inny format tylko nie wolno ulegać złudzeniu, że racje mają ci, którzy doradzają rodzicielstwo zostawić sobie na później.
      • kalllka Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:04
        Tak,tak pakosiu.
        Choć dla pary dam-mesko to raczej atawizm.
        Pózniej, choć nie zawsze tak późno jak w moim przypadku, odgaduje się, ze przeznaczeniem jest smierć.
        Chodzi tylko o to by się świadomie przygotować (zrecyklingowac)zostawiając przydatny ludzkości (niezanieczyszczony zludzeniami) zasób kości.
    • brak.polskich.liter Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 12:42
      twojabogini napisała:

      > Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. Powszechny mit głosi, że warunkiem wstępnym
      > zwiazku i jego funkcjonowania jest "kredyt zaufania" (najlepiej jeśli jest to
      > kredyt samoodnawialny).

      Naprawde? Coz, w takim razie zyjemy w roznych matriksach, bo w moim nic takiego nie wystepuje. Tzn. osoby ze sklonnosciami do projekcji czy symbiotyczne istnieja, ale nie sa jakas powszechnie wystepujaca wiekszoscia. W moim matriksie powszechny jest pewien dystans, zyczliwa obojetnosc i zasada ograniczonego zaufania we wstepnej fazie znajomosci. I bardzo mi ten stan rzeczy odpowiada.
      Ludzie, ktorzy nienaturalnie przyspieszaja bieg znajomosci (szumne deklaracje uczuc na drugim spotkaniu, bombardowanie slepym zaufaniem, emocjonalne uwieszanie sie na ledwie znanej osobie) budza odruch ucieczki.

      > To moja opinia. Jeśli ktoś ma swoje przemyślenia w temacie, uważa inaczej - chę
      > tnie spojrzę na problem z innej strony. Pocieszam przyjaciółkę po długim zwiazk
      > u. Ona czuje się kaleką "niezdolną zaufać". Sądzi, ze przez to już nigdy nie zb
      > uduje bliskiej relacji z nikim.

      Jesli rozpad jej zwiazku to swieza sprawa, to nie przejmowalabym sie tym zbytnio. Moze dziewczyna potrzebuje czasu zeby dojsc do siebie i aktualnie nie jest gotowa na ponowny zwiazek. Rzewne pienia "ach, juz nigdy-nigdy-niiiiiiigdy" oraz "ojabiedna, jakaleka, a mezczyzni to swiiiinie" sa na tym etapie zupelnie normalne. Zazwyczaj mijaja.

      Bylabym cholernie zaniepokojona, gdyby moja przyjaciolka, swiezo po rozpadzie zwiazku, uznala, ze dawanie kredytu zaufania obcemu (badz wrecz hipotetycznemu) typowi to swietny pomysl.
      • female.pl Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:43
        Jest takie madre i stare porzekadlo: "czas leczy rany". Twoja kolezanka potrzebuje czasu na przemyslenie calego problemu. Kiedy opadna emocje, napewno zupelnie inaczej podejdzie do tej sprawy. W koncu czlowiek uczy sie na bledach, a przy ich robieniu zbiera zyciowe doswiadczenie. Akurat ta jej "przygoda" to nic innego jak kolejne doswiadczenie, ktore pozniej w zyciu powinno jej pomoc w podobnych sytuacjach. Zycie czlowieka zmienia, a tak wlasciwie to jego doswiadczanie. Ten bagaz doswiadczen powoduje, ze nasza dziecieca naiwnosc przeradza sie w inne, dorosle pojmowanie i rozumienie pewnych problemow. Pomaga w niepopelnieniu kolejnego bledu, gdyz mozna na sytuacje spojrzec juz z perspektywy czlowieka doswiadczonego.
      • stokrotka_a Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 16:17
        brak.polskich.liter napisała:

        > Naprawde? Coz, w takim razie zyjemy w roznych matriksach, bo w moim nic takiego
        > nie wystepuje.

        I to jest istota problemu - ludzie żyją w przeróżnych matrixach, które mają mniej lub więcej ze sobą wspólnego. ;-)
      • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 16:37
        brak.polskich.liter napisała:

        > Bylabym cholernie zaniepokojona, gdyby moja przyjaciolka, swiezo po rozpadzie z
        > wiazku, uznala, ze dawanie kredytu zaufania obcemu (badz wrecz hipotetycznemu)
        > typowi to swietny pomysl.

        Dlatego jestem zaniepokojona. Ona jest święcie przekonana, że do następnego związku będzie gotowa, gdy będzie znów gotowa ślepo zaufać. Martwi sie tylko tym, ze już nigdy nie da rady.
        Na razie nie jest gotowa "ufać"- i ten brak gotowości do dawania zaufania na kredyt postrzegam jako postęp w jej rozwoju a nie ułomność.
        • brak.polskich.liter Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:16
          twojabogini napisała:

          > Ona jest święcie przekonana, że do następnego zwi
          > ązku będzie gotowa, gdy będzie znów gotowa ślepo zaufać. Martwi sie tylko tym,
          > ze już nigdy nie da rady.

          No, to mozliwe, ze laska powinna sie udac do dobrego terapeuty. Jesli pechowo dla siebie jednak "da rade" slepo zaufac, jak sie nowa atrakcyjna para meskich portek pojawi na horyzoncie, to gotowa sobie krzywde zrobic.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:29

          twojabogini napisała:
          >
          > Dlatego jestem zaniepokojona. Ona jest święcie przekonana, że do następnego zwi
          > ązku będzie gotowa, gdy będzie znów gotowa ślepo zaufać. Martwi sie tylko tym,
          > ze już nigdy nie da rady.
          > Na razie nie jest gotowa "ufać"- i ten brak gotowości do dawania zaufania na kr
          > edyt postrzegam jako postęp w jej rozwoju a nie ułomność.

          Zwróć uwagę że wg. twoich słów ona czeka aż odbuduje zdolność do ufania na na ślepo, nie zamierza zaś powierzać komuś zaufania stopniowo wraz z rozwojem sytuacji.
          Następnym razem nic się nie zmieni, no chyba że lepiej trafi.
    • piataziuta Chyba niechcący sypnęłaś szowinizmem. 12.06.13, 13:18
      Zakładasz, że każda kobieta na wejściu jest zwyczajnie głupia i oderwana od rzeczywistości, i dopiero jak kop w dupę ją uodporni, to może budować związek.

      Z kolei mężczyzna z Twojej opowieści tej naiwności jest pozbawiony:
      > Mało tego nie znam mężczyzny, który wchodząc w związek z góry by za
      > kładał, że ta konkretna kobieta zwiąże się z nim, urodzi mu dzieci i będzie dob
      > rą oddaną żoną. Najpierw chce ją poznać.

      Pewnie takie kobiety występują, co nie znaczy, że naiwność i głupota są cechami przynależnymi do tej płci.
      • alpepe Re: Chyba niechcący sypnęłaś szowinizmem. 12.06.13, 14:00
        podzielam to zdanie.
      • maly.jasio votum separatum :) 12.06.13, 15:08
        pataziuta napisala...
        Pewnie takie kobiety występują, co nie znaczy, że naiwność i głupota są cechami
        przynależnymi do tej płci.


        glupota plci nie posiada - to zgoda, jednak nieco mylnie to ujelas,
        gdyz autorka watku ma jednak racje...

        wiekszosc mezczyzn nie zaklada, ze kobieta , bedzie standardowo "kobieca"
        - czy myslaca o rodzinie, dzieciach i calym servisie sprzataniowo-kuchennym...
        i BACZNIE sie im/jej przyglada...

        natomiast NIESTETY (dla nich samych) wiele kobiet ktore znalem, automatycznie zakladalalo
        ze skoro:
        - nie pale, nie pije, przywoicie sie zachowuje i ubieram - to jestem idealnym kandydatem na meza...

        a tu zimna pupa i rozczarowanie...
        - gdy okazywalo sie , ze powyzsze i owszem jest prawda, za to jestem kobieciarzem,
        a w domu leniem smierdzacym... i i z planow nici :))))
        • piataziuta Re: votum separatum :) 12.06.13, 15:30
          To, że przyciągasz jakiś typ kobiet, nie musi świadczyć o niczym więcej, niż o tym, że przyciągasz jakiś typ kobiet. ;) :P
          No chyba, że było ich przynajmniej 100.
          • maly.jasio Re: votum separatum :) 12.06.13, 16:00
            piataziuta napisała:
            > To, że przyciągasz jakiś typ kobiet, nie musi świadczyć o niczym więcej, niż o
            > tym, że przyciągasz jakiś typ kobiet. ;)

            nie . - po prostu stwarzalem dobre wrazenie... (chociaz czesciowo falszywe):)

            i nie chodzilo tu o jakis "typ" - tylko raczej o zwykla wiekszosc, pragnaca miec domy i rodziny...

            panowie sila sie na Indywidualnosc - by zainteresowac soba jakas ciekawa kobiete...

            tymczasem, gdy chodzi o przecietna kobiete , wystarczy pokazac sie optycznie i intelektualnie

            jako ktos z grubsza przecietny, tyle za zadbany, schludny, oczytany i przyzwoity...
            - dziala rownie dobrze :)

            a zatem wracam do mysli autorki wontku...

            kod kulturowy jest zainstalowany w glowach kobiet bardziej , niz mezczyzn
            - gdyz INSTYNKT je pogania :)))

            I tu autorka ma racje.
            • stokrotka_a Re: votum separatum :) 12.06.13, 16:14
              maly.jasio napisał:

              > kod kulturowy jest zainstalowany w glowach kobiet bardziej , niz mezczyzn
              > - gdyz INSTYNKT je pogania :)))

              hehehe Co za teoria! A masz jakieś rozwinięcie tej teorii, w szczególności dotyczące związku pomiędzy mocniejszym zainstalowaniem kodu kulturowego w głowach kobiet z poganianiem przez INSTYNKT? ;-D
              • maly.jasio alesz mam, Slonko moje Stokrotne :) 12.06.13, 16:26
                stokrotka_a napisała:
                > hehehe Co za teoria! A masz jakieś rozwinięcie tej teorii, w szczególności doty
                > czące związku pomiędzy mocniejszym zainstalowaniem kodu kulturowego w głowach k
                > obiet z poganianiem przez INSTYNKT? ;-D

                alesz mam, Slonko moje Stokrotne :)
                - instynkt stawia jasno okreslone cele
                - biologia pogania (zegar biologiczny)

                konsekwencja tego jest (albo/albo):
                - poslugiwanie sie sprawdzonym historycznie kodem kulturowym
                - wlasna indywidualna ocena kazdej okazji.

                ale na to wiele (Pań) mentalnie i/lub czasowo nie stac...

                PS. Nie jest to indywidualna ocena kazdego przypadku - a tylko podsumowanie pewnej STATYSTYCZNEJ sredniej.
                ja Statystyk jezdem z zamilowania :)
                • stokrotka_a Re: alesz mam, Slonko moje Stokrotne :) 12.06.13, 16:42
                  maly.jasio napisał:

                  > alesz mam, Slonko moje Stokrotne :)
                  > - instynkt stawia jasno okreslone cele
                  > - biologia pogania (zegar biologiczny)
                  >
                  > konsekwencja tego jest (albo/albo):
                  > - poslugiwanie sie sprawdzonym historycznie kodem kulturowym
                  > - wlasna indywidualna ocena kazdej okazji.
                  >
                  > ale na to wiele (Pań) mentalnie i/lub czasowo nie stac...

                  To w żaden sposób nie uzasadnia związku pomiędzy MOCNIEJSZYM zainstalowaniem kodu kulturowego w głowach kobiet z poganianiem przez INSTYNKT. Takie luźne zestawienia to za mało, żeby uzasadnić tak poważną teorię. ;-)

                  > PS. Nie jest to indywidualna ocena kazdego przypadku - a tylko podsumowanie pew
                  > nej STATYSTYCZNEJ sredniej.
                  > ja Statystyk jezdem z zamilowania :)

                  Statystyka jak wiadomo kłamie, więc rozumiem twoje zamiłowanie. ;-)
                  • maly.jasio Re: alesz mam, Slonko moje Stokrotne :) 12.06.13, 16:51
                    stokrotka_a napisała:

                    > Statystyka jak wiadomo kłamie,

                    - jako i ja , wiec dlatego oboje tak sie lubimy.

                    więc rozumiem twoje zamiłowanie. ;-)

                    - ale Ty jestes przypadkiem skrajnie indywidualnym, wiec przy Tobie muvilbym tylko pravde (chociaz nie cala) - ale to i tak maximum tego - na co mnie stac :)
                    • stokrotka_a Re: alesz mam, Slonko moje Stokrotne :) 12.06.13, 17:00
                      maly.jasio napisał:

                      > - ale Ty jestes przypadkiem skrajnie indywidualnym, wiec przy Tobie muvilbym ty
                      > lko pravde (chociaz nie cala) - ale to i tak maximum tego - na co mnie stac :)

                      Wybacz, ale masz zerowe szanse na mówienie przy mnie, bo ja wolę osoby tej samej płci. A wziązku z tym, twoja "tylko prawda" (chociaż nie cała) zupełnie mnie nie interesuje. ;-D
                      • maly.jasio i to jest meska wypowiedz :) 12.06.13, 19:46
                        stokrotka_a napisała:
                        Wybacz, ale masz zerowe szanse na mówienie przy mnie, bo ja wolę osoby tej samej płci.

                        i to jest meska wypowiedz :)
                        poromawialismy i koniec.
                        tylko i nicka zmien na meskiego - coby ludziom w glowie nie mieszac.
                        • stokrotka_a Re: i to jest meska wypowiedz :) 13.06.13, 08:59
                          maly.jasio napisał:

                          > tylko i nicka zmien na meskiego - coby ludziom w glowie nie mieszac.

                          Chyba coś ci się pomerdało w głowie, jasiu, ale to nie moja wina. ;-) A płci nie zamierzam zmieniać, dobrze mi z nią.
                          • maly.jasio a to jest niemeska wypowiedz :) 13.06.13, 12:58
                            stokrotka_a napisała:
                            Chyba coś ci się pomerdało w głowie, jasiu, ale to nie moja wina. ;-)


                            Nic mi sie nie pogmeralo. Popieram tylko gejow, za to zwalczam lesbijstwo.
                            • stokrotka_a Re: a to jest niemeska wypowiedz :) 13.06.13, 13:40
                              maly.jasio napisał:

                              > Nic mi sie nie pogmeralo. Popieram tylko gejow, za to zwalczam lesbijstwo.

                              A buractwa nie zwalczasz?
                              • maly.jasio Re: a to jest niemeska wypowiedz :) 13.06.13, 14:03
                                stokrotka_a napisała:
                                buractwa nie zwalczasz?


                                - w zadnym wypadku.

                                1. od tego mam forumowe Panienki.
                                2. ich frustracja z tego powodu - wyzwala mi usmiech na twarzy :)
                                • stokrotka_a Re: a to jest niemeska wypowiedz :) 13.06.13, 14:07
                                  maly.jasio napisał:

                                  > - w zadnym wypadku.

                                  To dobrze, bo musiałbyś zacząć zwalczać siebie. ;-)

                                  > 1. od tego mam forumowe Panienki.
                                  > 2. ich frustracja z tego powodu - wyzwala mi usmiech na twarzy :)

                                  Frustracja, czy raczej towja projekcja? ;-)
                                  • maly.jasio a to jest jusz kobieca wypowiedz :) 13.06.13, 14:27
                                    masz za te frustracje - buzi z jezyczkiem :)
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,16,145018878,145018878,Chlopaki_buraki.html
            • twojabogini Re: votum separatum :) 12.06.13, 16:56
              maly.jasio napisał:

              > kod kulturowy jest zainstalowany w glowach kobiet bardziej , niz mezczyzn
              > - gdyz INSTYNKT je pogania :)))
              >

              To nie jest jeden kod kulturowy. Dla kobiet jest inny - ufaj, nie puszczaj się, związek jest by zakładać rodzinę, dla mężczyzn inny - nie ufaj, nie bierz pierwszej z brzegu, korzystaj z życia.

              Dlatego kobietom się spieszy, a mężczyznom - nie. Kultura, nie instynkt.
              Instynkt biologiczny działa dopiero, gdy poznamy partnera zgodnego genowo i jak tam jeszcze - działa wtedy na oboje i nie ma asymetrii tempa. W pozostałych przypadkach - działają kody.
              • maly.jasio bez jaj, gini, please... :) 12.06.13, 19:50
                twojabogini napisała:

                > maly.jasio napisał:
                >
                > > kod kulturowy jest zainstalowany w glowach kobiet bardziej , niz mezczyzn
                > > - gdyz INSTYNKT je pogania :)))
                > >
                >
                > To nie jest jeden kod kulturowy. Dla kobiet jest inny - ufaj, nie puszczaj się,
                > związek jest by zakładać rodzinę, dla mężczyzn inny - nie ufaj, nie bierz pierwszej z brzegu, korzystaj z życia.
                >
                > Dlatego kobietom się spieszy, a mężczyznom - nie. Kultura, nie instynkt.
                > Instynkt biologiczny działa dopiero, gdy poznamy partnera zgodnego genowo i jak
                > tam jeszcze - działa wtedy na oboje i nie ma asymetrii tempa. W pozostałych pr
                > zypadkach - działają kody.


                zaprzeczasz mi, by potem na koncu sie ze mna zgodzic.
                • twojabogini Re: bez jaj, gini, please... :) 14.06.13, 10:04
                  maly.jasio napisał:

                  > zaprzeczasz mi, by potem na koncu sie ze mna zgodzic.

                  Nie jasiu. Częściowo się z tobą zgadzam - obserwujemy kody kulturowe w akcji. Nie zgadzam się tylko z tym, że jak piszesz z uwagi na ograniczony termin przydatności rozrodczej, na kobiety te kody działają bardziej (instynkt je goni).
                  Więc pomimo, że piszesz o kodach - wskazujesz na praprzyczynę w postaci biologii. Będę się jednak upierać przy kulturze. A praprzyczyną różnych kodów kulturowych dla mężczyzn i kobiet nie jest biologia - a kultura. Patriarchat. W kulturach niepatriarchalnych kody kulturowe dla kobiet są z naszego punktu widzenia "niekobiece".
      • twojabogini Re: Chyba niechcący sypnęłaś szowinizmem. 12.06.13, 16:50
        piataziuta napisała:

        > Pewnie takie kobiety występują, co nie znaczy, że naiwność i głupota są cechami
        > przynależnymi do tej płci.

        Zgadzam się z tobą. Wszystkie dzieci uczone są pewnej dozy dystansu do osób obcych, dowiadują się, że nie wszyscy i zawsze mają dobre intencje. Ale dziewczynki słuchają bajek w których pierwszy przybyły książę okazuje się tym jedynym z którym żyć będą długo i szczęśliwie.
        Nie uważam, że naiwność wielu kobiet wynika z ich płci - uważam, że wynika z formatowania skierowanego na ich płeć i swoistemu treningowi od wczesnego dzieciństwa. Kobiety dowiadują się, że powinny wchodząc w związek "ufać". I ufają - co bywa ich osobistym dramatem, jak dramat młodych kobiet, które zaufały Simonowi Molowi. Lub tych, które czekały na ślub, aż upłynął ich czas biologiczny, a tak bardzo chciały mieć dzieci.

        W niektórych środowiskach mężczyzn formatuje się także - kobietom nie wolno ufać, bo odchodząc zabiorą dom, samochód i puste konto. I do tego jeszcze pouczenie - że wobec tego nie wolno ich traktować zbyt dobrze. Ta formatka tylko pozornie odchodzi w przeszłość.

        • jeriomina Re: Chyba niechcący sypnęłaś szowinizmem. 12.06.13, 17:10
          > W niektórych środowiskach mężczyzn formatuje się także - kobietom nie wolno ufa
          > ć, bo odchodząc zabiorą dom, samochód i puste konto.

          Gwoli ścisłości puste konto zostawią, nie zabiorą :)
          I znów wyjątek - z mojego życia - bo ja przy rozwodzie miałam dokładnie odwrotnie ;-) chłopy też pazerne być potrafią :P
        • piataziuta ??? 13.06.13, 12:41
          > Nie uważam, że naiwność wielu kobiet wynika z ich płci - uważam, że wynika z fo
          > rmatowania skierowanego na ich płeć i swoistemu treningowi od wczesnego dzieciń
          > stwa. Kobiety dowiadują się, że powinny wchodząc w związek "ufać".

          Który rodzic o zdrowych zmysłach wpaja swojej nastoletniej córce, że ma UFAĆ??
          Rodzice córek mają raczej wieczną sraczkę ze strachu, że ktoś ich dziecko wykorzysta i epatują tym przez pół życia.
          W takich warunkach rozwija się raczej poczucie, że nigdy nikomu się nie ufa.
          • twojabogini Re: ??? 14.06.13, 10:12
            piataziuta napisała:

            > Który rodzic o zdrowych zmysłach wpaja swojej nastoletniej córce, że ma UFAĆ??

            Żaden. A jednak to robią. To co do dzieci mówimy, ma na nie mały wpływ (za wyjątkiem tego co budzi silne emocje - zastraszanie np.). Dzieci uczą się przez obserwację i poprzez chłonięcie szeroko pojętej kultury - i wzorców z którymi mogą się zidentyfikować.
            Dziewczynkom dostarczamy przez długi czas ich dzieciństwa wzorców ufnej, słodkiej i kochanej istotki, która kiedyś spotka księcia i musi być dostatecznie śliczna i zwiewna.

            > Rodzice córek mają raczej wieczną sraczkę ze strachu, że ktoś ich dziecko wykor
            > zysta i epatują tym przez pół życia.
            I tu oddziaływują poprzez strach (ponieważ strach rodziców jest w tym przypadku autentyczny - ma ogromna siłę oddziaływania) - ciąża, gwałt, HIV, zła opinia. Tak się rodzą traumy seksualne i zahamowania z którymi dziewczynki, a później kobiety walczą latami.
    • rach.ell Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 13:42
      niemoznosc zaufania stanowi pewien dyskomfort, w koncu ile razy mozna prosic kochanka zeby powtorzyl ze kocha a i tak sie w to nie wierzy, mozliwosc bezwarunkowego zaufania jest potrzeba ale stanowi przywilej mlodosci, tak sadze, i nie tylko zaufanie, wiara czy sama milosc sa mozliwe zanim czlowiek sie zestarzeje, to jest naiwnosc, milosc jest naiwna, smieszna, kobieta jest smieszna w milosci ale lepsze to niz cwaniactwo i oszukanstwo.
    • loginoftheyear Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:24
      osobiscie, jak juz jestem gotowa na nowy zwiazek, zakladam, ze ok normalnie wierze w dobre intencje mezczyzny wzgledem mnie, why not, ewentualnie odcierpie swoje pozniej.
      jak pisze ktos wyzej, nie da sie angazowac naprawde, nie majac zaufania. to musi byc prawdziwe, a nie na zasadzie obserwacji motyla na szpilce.
    • to.niemozliwe Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:32
      > I wtedy dopiero stają się moim zdaniem zdolne do stworzenia związku opartego na realnych
      > podstawach.

      O ile skorygują wcześniejszą postawę i błędne nawyki. Nie zawsze tak bywa.

      > Nie chciałabym jej skrzywdzić, sącząc jej mój feministyczno-boginiowy jad do głowy. Może > jednak powinna się skoncentrować na odbudowywaniu w sobie ufności?

      To dostosuj komunikaty do fazy przeżywania straty.
    • nudzimisie_strasznie Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 14:50
      twojabogini napisała:
      > Mogę się mylić. Wiem
      > , że ona jest w stanie, kiedy to co mówię uzna bezkrytycznie za kierunek na prz
      > yszłość.

      Czy Ty aby nie przeceniasz swojej mocy?
      • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 16:59
        nudzimisie_strasznie napisała:

        Niestety nie. Wiele razy coś tam powiedziałam i byłam przerażona, gdy po jakimś czasie słyszałam komunikat - "zrobiłam/em dokładnie to co mi poradziłaś". Kur.a ja nawet nie byłam czasem trzeźwa.
        Od tej pory radzę, tylko gdy jestem przekonana do rady. I ostrożnie wyrażam poglądy.
        • nudzimisie_strasznie Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:08
          twojabogini napisała:

          > nudzimisie_strasznie napisała:
          >
          > Niestety nie. Wiele razy coś tam powiedziałam i byłam przerażona, gdy po jakimś
          > czasie słyszałam komunikat - "zrobiłam/em dokładnie to co mi poradziłaś". Kur.
          > a ja nawet nie byłam czasem trzeźwa.
          > Od tej pory radzę, tylko gdy jestem przekonana do rady. I ostrożnie wyrażam pog
          > lądy.

          Hahaha, oj widzę, że śmiertelnie poważnie traktujesz co ludzie mówią, zwłaszcza gdy szukają winnego/odpowiedzialnego za ich decyzje. Przykro mi Cię rozczarować, ale nie masz, nie miałaś i nie będziesz mieć wpływu na to co kto robi i czuje, możesz za to zostać wygodnym chłopcem do bicia/chwalenia zwłaszcza jak to lubisz, a coś mi mówi, że lubisz bardzo.
          • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:15
            nudzimisie_strasznie napisała:

            > Hahaha, oj widzę, że śmiertelnie poważnie traktujesz co ludzie mówią, zwłaszcza
            > gdy szukają winnego/odpowiedzialnego za ich decyzje. Przykro mi Cię rozczarowa
            > ć, ale nie masz, nie miałaś i nie będziesz mieć wpływu na to co kto robi i czuj
            > e, możesz za to zostać wygodnym chłopcem do bicia/chwalenia zwłaszcza jak to lu
            > bisz, a coś mi mówi, że lubisz bardzo.

            Ależ sądź sobie co chcesz.

            Ja po paru doświadczeniach przestałam dawać rady nieprzemyślane - bo ludzie naprawdę (ku mojemu przerażeniu) z nich korzystali. Pewnie nie dlatego, że mam wielki autorytet, ale dlatego że dobrze jest, gdy ktoś za ciebie zdecyduje, osądzi.
            Chłopcem do bicia nigdy nie zostałam, chwalona też nie byłam. Za to często słyszałam i nadal słyszę: dziękuję. Gdy odkryłam, że ludzie przywiązują wagę do moich rad zaczęłam uważać co i jak radzę (i przestałam rozstrzygać, zaczęłam wskazywać możliwości)- i tyle.
            • nudzimisie_strasznie Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:22
              twojabogini napisała:

              > Pewnie nie dlatego, że mam wie
              > lki autorytet, ale dlatego że dobrze jest, gdy ktoś za ciebie zdecyduje, osądzi
              > .
              Ano, ano, zwłaszcza jak rozstrzyga i osądza zgodnie z wolą tego, komu radzi. Bądź pewna, że jak poradzisz niezgodnie z oczekiwaniami, to rada nie zostanie przyjęta.

              > Gdy odkryłam, że ludzie przywiązują wagę do moi
              > ch rad zaczęłam uważać co i jak radzę (i przestałam rozstrzygać, zaczęłam wskaz
              > ywać możliwości)- i tyle.

              No ale właśnie próbujesz rozstrzygać, czy koleżanka ma w przyszłości ufać.
              • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 14.06.13, 10:17
                > No ale właśnie próbujesz rozstrzygać, czy koleżanka ma w przyszłości ufać.

                Nie. Odkryłam, że mam skrajnie inny pogląd od niej. I jest to na tyle interesujące zagadnienie - zaufanie a związek, że postanowiłam podyskutować. Jeśli próbuję coś zrobić - to skonfrontować swoje poglądy i doświadczenia z poglądami i doświadczeniami innych.

                A co do rad - nie doradzam "po myśli". Jakoś zawsze ląduję w kontrze.
        • panjerzy22 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 20.06.13, 13:00
          Byc moze to co napisze bedzie dla Ciebie przydatne.
          Mam wielu znajomych ktorzy przychodza do mnie po rade i wysluchanie. Slysze pozniej ze sa wdzieczni, ze jeszcze nigdy zle nie poradzilem - i zeczywiscie nikt nigdy sie na moich radach nie przejechal, moze mam poprostu talent a moze dlatego ze jestem sluchaczem i myslicielem. W kazdym razie, kazda rada zawiera aneks ze jest to wylacznie moja opinia - jezeli przyjaciel lub znajomy jej nie poslucha nie bede mial zalu bo to jego decyzja, jezeli na robieniu inaczej sie przejedzie tez zlego slowa nie uslyszy. Ale to tylko moja opinia i moj poglad - sam musi go zweryfikowac; jezeli sie przejedzie to nie biore odpowiedzialnosci, a jezeli bedzie dobra nie oczekuje rowniez podziekowac, bo ja tylko mowilem co sadze, popchnalem w pewnym kierunku.
          Sam musi przemyslec sprawe i jezeli postapi jak mowilem to jest to jego swiadoma decyzja.
          • panjerzy22 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 20.06.13, 13:00
            *"rzeczywiscie"
    • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 17:07
      Bardzo podoba mi się, to co napisała graf. Zaufanie na początku się buduje - a nie daje. To bardzo bliska mi myśl. Tak budowałam swoje związki. I zawsze dochodziłam do wniosku, że każdy ma jakąś cechę, która w pewnych obszarach nie pozwala zaufać.
      Cóż, po dyskusji widzę, że przeświadczenie o konieczności zaufania na starcie związku jest mocne u wielu osób. Mnie to przeraża - bo partnerowi powierza się wiele, swoje zdrowie, życie, emocje, energię. Nigdy nie wierzyłam w zapewnienia - jestem zdrowy - zawsze wykonywałam badania razem z partnerem. A jak chciałam przygody - to wymagałam zabezpieczenia (godząc się na ryzyko, a nie w poczuciu "ufności").
      W innych kwestiach obserwowałam i zaufanie samo się zwiększało - albo i nie. Nigdy nie ufam na kredyt. Ale zachowam to dla siebie. Po prostu dam się małej wypłakać jeszcze parę dni i w kwestii zaufania nie będę udzielać porad. Najwyżej opowiem jej jak ja to widzę, wnioski niech wyciąga sama.
      • zuzi.1 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 19:38
        A ja twojabogini mogłabym sie podpisac własciwe pod każdym z Twoich postów, myślę identycznie. Mnie niestety nie nauczono tego, że zaufanie na początku się buduje a nie obdarza nim od razu np. męża. Po doświadczeniach życiowych sama doszłam do takich wniosków i w tej chwili b. szczegółowo przyglądam się różnym ludziom i kontaktom z nimi i na bieząco oceniam, czy są warci tego, aby ich jakimkolwiek zaufaniem obdarzac. Generalnie mam w tej chwili b. zdystansowane podejscie do kwestii zaufania, ufam w 100 % jedynie sobie, nikomu innemu. Myślę, że tej zasady, że zaufanie się buduje a nie obdarza nim od początku powinno się juz uczyc małe dzieci, a w szczególnosci dziewczynki.
      • kochanic.a.francuza Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 04:22
        Ja tez podzielam zdanie, ze zaufanie sie BUDUJE a nie nim obdarza. Zawzse tak czulam, choc nikt mnie tego nie uczyl.
        I jest to swietnie sprecyzowane okreslenie, bo nie w nim zadnego negatywnego ladunku tak jak w sformuowaniu: "Nie wolno ufac". Slowo "buduje" chroni kobiete dajac jednoczesnie nadzieje na prawdziwy zwiazek, ktory moze powstac jedynie w oparciu o zaufanie. W razie porazki, bol jest mniejszy i trwa krocej.
        Dodam jednak, ze nawet w stalym, dobrym zwiazku, sa takie obszary, w ktorych partnerowi nie powinno sie ufac i juz. Nie wyklucza to poprawnego i satysfakcjonujacego funkcjonowania zwiazku. PIsze z wlasnego doswiadczenia.
        • twojabogini Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 14.06.13, 10:25
          kochanic.a.francuza napisała:

          > Dodam jednak, ze nawet w stalym, dobrym zwiazku, sa takie obszary, w ktorych pa
          > rtnerowi nie powinno sie ufac i juz. Nie wyklucza to poprawnego i satysfakcjonu
          > jacego funkcjonowania zwiazku.

          Zaintrygowałaś mnie. Jakie? (mam parę pomysłów - zwłaszcza po tym jak widziałam jak w ramach zaufania niektóre kobiety niemal wepchnęły swoim mężom do łózka inne panie, bo "ufały", zamiast pogonić urwiszcza).
      • panjerzy22 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 20.06.13, 13:06
        Istnieje jednak pewien problem - zdazaja sie sytuacje ze po 4 latach zwiazku ten sie rozpada, nie z powodu zdrady ale dlatego ze jedna strona sie znudzila lub uwierzyla ze moze miec kogos lepszego. Tu pojawia sie problem: ktos ufal w tej kwestii bezgranicznie bo mial ku temu powody i nagle sie okazalo ze to byla naiwnosc. Zaufanie to kwestia zero - jedynkowa. W tym momencie bylo ale okazalo sie bledne - jak wiec mozna komukolwiek pozniej tak naprawde zaufac?
    • mariuszg2 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 12.06.13, 19:36
      a tak jednym zdaniem jakbyś streściła swój problem (pytanie)?
      • kochanic.a.francuza Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 04:17
        Wiesz, sa takie kursy: "Nauka czytania ze zrozumieniem dluzszych tekstow." Moze sie zapisz, bo juz nie pierwszy raz widze, ze masz z tym klopot.
        • mariuszg2 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 09:05
          kochanic.a.francuza napisała:

          > Wiesz, sa takie kursy: "Nauka czytania ze zrozumieniem dluzszych tekstow." Moze
          > sie zapisz, bo juz nie pierwszy raz widze, ze masz z tym klopot.

          jeśli będziesz tam prowadzić zajęcia to z przyjemnością....
          • rach.ell Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 13.06.13, 14:35
            mariuszg2 napisał:

            > kochanic.a.francuza napisała:
            >
            > > Wiesz, sa takie kursy: "Nauka czytania ze zrozumieniem dluzszych tekstow.
            > " Moze
            > > sie zapisz, bo juz nie pierwszy raz widze, ze masz z tym klopot.
            >
            > jeśli będziesz tam prowadzić zajęcia to z przyjemnością....
            ale mi sie wydaje ze ona wolalaby po francusku..:)
            • gocha033 hiba raczej inaczej ? 13.06.13, 14:42
              rach.ell napisała:
              > ale mi sie wydaje ze ona wolalaby po francusku..:)

              hiba raczej inaczej ?
              to - to juz ma :)
              • mariuszg2 Re: hiba raczej inaczej ? 13.06.13, 16:45
                gocha033 napisała:

                > rach.ell napisała:
                > > ale mi sie wydaje ze ona wolalaby po francusku..:)
                >
                > hiba raczej inaczej ?
                > to - to juz ma :)

                dla mnie bez różnicy...ważne żeby klientka była zadowolona :D
      • maly.jasio Mario, czego, jak czego... 13.06.13, 13:31
        mariuszg2 napisał:
        > a tak jednym zdaniem jakbyś streściła swój problem (pytanie)?


        Mario, czego, jak czego... - ale tego nie powinienes wymagac od kobiety.
        • twojabogini Re: Mario, czego, jak czego... 14.06.13, 10:27
          maly.jasio napisał:

          > mariuszg2 napisał:
          > > a tak jednym zdaniem jakbyś streściła swój problem (pytanie)?
          >
          >
          > Mario, czego, jak czego... - ale tego nie powinienes wymagac od kobiety.

          Jaka jest wasza opinia na temat roli zaufania w związkach?

          Może być?

          • mariuszg2 Re: Mario, czego, jak czego... 14.06.13, 13:40
            twojabogini napisała:

            > Jaka jest wasza opinia na temat roli zaufania w związkach?
            >
            > Może być?
            >
            tak....zaufanie = miłość = pożadanie = seks = słońce plaża, seks, pieniądze alkohol ipolityka
          • maly.jasio dawieriaj, no prowieriaj... 20.06.13, 13:59
            twojabogini napisała:
            > Jaka jest wasza opinia na temat roli zaufania w związkach?


            No taka, ze dowierzamy temu zaufaniu na 50 %.
            I nie oznacza to braku zaufania w ogole, a tylko stwierdzenie faktu,
            ze kazdy jest omylny i kazdy morze pobladzic - my sami rowniez.

            Wierzy sie (bezgranicznie) tylko w drobiazgach - bo na nie szkoda czasu, by je sprawdzac.
            W powaznych kwestiach obok zaufania, zawsze delikatnie sami sprawdzamy, jak sie ma sprawa.
            Wielki PLUS takiej postawy: unika sie rozczarowan (ale to efekt uboczny, a nie cel.
            celem glownym zawsze pozostaje ochrona wlasnych Interesow)
        • mariuszg2 Re: Mario, czego, jak czego... 14.06.13, 13:44
          maly.jasio napisał:

          > Mario, czego, jak czego... - ale tego nie powinienes wymagac od kobiety.

          masz racje Jan....ale ja wymagam...ja proszę...wręcz blagam.... padłem już na kolana...wręcz leże twarzą do ziemi pośród źbeł traw unużan żebrząć "kobieto piękna...dla Ciebie wszystko... seks i pieniądze i polityka....aqle o co Ci qrwa chodzi?"
    • urko70 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 14.06.13, 12:17
      twojabogini napisała:

      > Czy jeszcze kiedyś zaufam innemu mężczyźnie? Czy jeszcze kiedyś zaufam swojemu
      > partnerowi po tym jak mnie zawiódł? To pytania, które zadają kobiety zawiedzion
      > e, wykorzystane, zranione przez mężczyzn - byłych lub obecnych. Sądzą, że ich
      > utrata do zdolności odczuwania bezwarunkowego zaufania uniemożliwi im nawiązani
      > e bliskiej relacji, zbudowanie lub odbudowanie związku.

      To uniwersalny problem, sprowadzanie go tylko do zły mężczyzna i poszkodowana kobieta może sugerować, że świat składa się ze złych mężczyzn i poszkodowanych kobiet. A przecież tak nie jest.


      > Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. Powszechny mit głosi, że warunkiem wstępnym
      > zwiazku i jego funkcjonowania jest "kredyt zaufania" (najlepiej jeśli jest to
      > kredyt samoodnawialny). Bardzo często jest to warunek wstępny - do związku dest
      > rukcyjnego. Mało tego nie znam mężczyzny, który wchodząc w związek z góry by za
      > kładał, że ta konkretna kobieta zwiąże się z nim, urodzi mu dzieci i będzie dob
      > rą oddaną żoną. Najpierw chce ją poznać. Kobiety robią to notorycznie - ufając,
      > że tak właśnie będzie, dziś się z nim prześpię, za rok zamieszkam, potem ślub
      > i parka dzieci. Ufają z góry, że mężczyzna chce dla nich dobrze i marzy tylko o
      > tym, żeby realizować ich potrzeby. Kiedy trafią na mężczyznę, który chce tego
      > samego - przypadkiem wygrywają los, kiedy trafiają na takiego, który będzie skł
      > onny ich ufność wykorzystać, tu i tam rzucić słówko o białej sukience, imieniu
      > dla chłopca...

      A może różne podejście do zaufania w związku w początkowej fazie, wynika z tego, że mężczyźni mniej emocjonalnie niż kobiety podchodzą do tematu?

      Nie wiem jak często kobiety tak postępują, być może częściej niż mężczyźni lecz
      na pewno nie zawsze obdarzają na dzień dobry takim kredytem.
      Moim zdaniem całkiem logiczne jest, że zaufaniem obdarzamy po pewnym czasie, czasie po którym choć troszkę poznajemy drugą osobę. Zaufanie jest bardzo ważne ale na zaufanie trzeba zasłużyć. I chyba m.in. po to jest np okres narzeczeństwa, żeby poznać, żeby sprawdzić czy on/ona godna czy nie godna zaufania.


      > Zdrowy instynkt samozachowawczy, po którymś zawodzie przeważa nad kulturowo wdr
      > ukowanym przesądem i czyni kobiety niezdolnymi do zaufania na kredyt. I wtedy d
      > opiero stają się moim zdaniem zdolne do stworzenia związku opartego na realnych
      > podstawach. A sądzą wtedy o sobie, że są okaleczone.

      Być może przechodzą ze skrajności w skrajność.



      > Pocieszam przyjaciółkę po długim zwiazk
      > u. Ona czuje się kaleką "niezdolną zaufać". Sądzi, ze przez to już nigdy nie zb
      > uduje bliskiej relacji z nikim. Chciałabym jej powiedzieć co napisałam powyżej
      > - ale jest to na tyle w kontrze do powszechnych poglądów...Mogę się mylić. Wiem
      > , że ona jest w stanie, kiedy to co mówię uzna bezkrytycznie za kierunek na prz
      > yszłość. Nie chciałabym jej skrzywdzić, sącząc jej mój feministyczno-boginiowy
      > jad do głowy. Może jednak powinna się skoncentrować na odbudowywaniu w sobie uf
      > ności? Może to jednak kalectwo?

      MOIM zdaniem przede wszystkim niech nie uogólnia. To że Józek był zły nie znaczy że Marian czy Heniek też takimi są tudzież będą. Najpierw zamknąć jeden etap, potem odpocząć i popatrzeć jaki świat jest fajny i zdać sobie sprawę że wszyscy jesteśmy różni i że jest mnóstwo super facetów ALE NIKT nie każe jej na pierszą radnę przychodzić w białej sukience ze scenariuszem wspolnego życia.

      Reasumując: sprawdź dziewczyno czy chłop się nadaje i nie podchodź do niego z uprzedzeniami, ostrożnie ale traktuj jako czystą kartę.
      • mariuszg2 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 14.06.13, 13:28
        urko70 napisał:

        > A może różne podejście do zaufania w związku w początkowej fazie, wynika z tego
        > , że mężczyźni mniej emocjonalnie niż kobiety podchodzą do tematu?

        nie to wynika z tego że to mężczyźni zarabiają a kobiety trwonią....i musza na kredyt pomimo braku zdolności doń

        > Być może przechodzą ze skrajności w skrajność.

        nieeee...wiedzą czego chcą choć nie wiedzą czego chcą...

        > przedzeniami, ostrożnie ale traktuj jako czystą kartę.

        jak to czystą? Chłop i czystość....no proszę Cie....romantyku niepoprawny....
        • urko70 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 17.06.13, 09:02
          mariuszg2 napisał:

          > urko70 napisał:
          >
          > > A może różne podejście do zaufania w związku w początkowej fazie, wynika
          > z tego
          > > , że mężczyźni mniej emocjonalnie niż kobiety podchodzą do tematu?
          >
          > nie to wynika z tego że to mężczyźni zarabiają a kobiety trwonią....i musza na
          > kredyt pomimo braku zdolności doń

          Po pierwsze kobiety też zarabiają i oczywiście nie znam całego przekroju społeczeństwa ale z moich doświadczeń wynika, ze wcale nie mniej niż mężczyźni, po drugie co ma zarabianie do obdarzania zaufaniem na początku związku?


          > > Być może przechodzą ze skrajności w skrajność.
          >
          > nieeee...wiedzą czego chcą choć nie wiedzą czego chcą...

          Jaśniej proszę.

          > > przedzeniami, ostrożnie ale traktuj jako czystą kartę.
          >
          > jak to czystą?

          Normalnie, chodzi o to aby nie postrzegała nowopoznanego chłopa od razu przypisując mu jakieś cechy.
    • paninikt0 Re: Czy jeszcze kiedyś zaufam? 15.06.13, 15:34
      Co nas nie zabije to nas wzmocni? No cos w tym jest. To tylko jedno z doswiadczen w moim zyciu. Teraz poobserwuje sobie. Tak na pewno nie zaufam. Ale to bylo niemadre. Byl tez straszny czas w moim zyciu. Potrzebowalam takiego punktu podparcia. Internet jak internet, ludzie jak ludzie. Dzieje sie. Nic nie stoi w miejscu. Nie chce mi sie czytac o sporach w polskim rzadzie, o plotkach dotyczacych swiata showbiznesu, lubie poczytac fora tematyczne. A swoja droga... czytalam juz po raz ktorys taki uszczypliwy tekst o matce Polce. :) Jak to sprzata po sniadaniu po dzieciach i mezusiu, przygotowuje obiad itd itp. Ale kiedy to jest sama najprawdziwsza prawda. Maz zarabia wiecej. Wiec sila rzeczy trzeba zeby to wlasnie pani ogarnela mieszkanie. Bo sie pozabijac mozna. Kobieta przygotuje smaczniejszy posilek. Wiem, wiem, ze mezczyzni sa lepszymi kucharzami. Ale to zawodowcy. A tak na codzien? Przyznajcie przesmiewcy, ze kiedy wracacie do domu lowicie nosem jaki to zapaszek dobiega z kuchni, albo co juz stoi na stole. Ja wole przygotowac wszystko tuz przed przyjsciem moich facetow. Nie krzatam sie wtedy nad nimi, a oni nie komentuja. Ciezko pracuja. Uwazam, ze jestem im to winna. Zreszta co tu duzo mowic. Po tych wszystkich zawieruchach ciesze sie, ze jedza z apetytem. Jedza zdrowe rzeczy. Widze, ze to procentuje. Czasami trzeba dostac troche po grzbiecie. To czlowiek potem robio sie skromniejszy. Mniej wymaga od losu, innych. Nie meczy mnie rola zony i mamy. Uwazam to za zaszczyt.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka