grzeczna_dziewczynka15
16.08.13, 12:41
Natchnęły mnie wywody różnych "purytańsko-agresywnych" pewnych forumowych panów, ekspertów od spraw damsko-męskich i związkowych, choć bez praktyki.
Dlaczego obsesyjnie się tu omawia kwestię "kiedy pójść do łóżka" - czy na trzeciej randce, czy na pierwszej, czy po pół roku. Jedni radzą, by przeczekać kobietę, żeby nie zakochała się z powodu 'bzykanka', jak mówią, a inni by właśnie 'wkładać ręce pod bluzkę', bo się nie zakocha.
Dlaczego to wszystko jest elementem jakiejś dziwnej gry i strategii? I co jest celem?
Ja, w swojej naiwności, uważam, że miłość to uczucie, które rodzi się po jakimś czasie, kiedy mamy dużo z partnerem/ką wspólnego. A jak się kogoś kocha, to pragnie się z nim intymności - dotykać jego skóry, całować, masować, ugniatać, szczypać lekko, głaskać itd.
Zanim człowiek kocha, to się zakochuje. Co dziwnego jest w chęci poznania partera? Psychicznym, intelektualnym, emocjonalnym i biblijnym?:)
A skoro się człowieka dotyka, to co, można głaskać po plecach, ale części intymne ignorować? Nie ma się ochoty rozebrać? Patrzyć i głaskać ukochane ciało? A jak się je głaszcze i całuje, to jest już pójście do łóżka, czy dopiero "penetracja" ma tę rangę?