gamiza30
10.12.13, 11:43
Zwiazek trwal prawie 4 lata rozpadl sie na rok przed planowanym slubem. Miedzy nami bylo dobrze raz zle raczej bym powiedzial sam ze bylo calkiem niezle.Nie robilem zadnych jazd szybko zamieszkalismy ze soba ( u mnie pisze to bo okaze sie jaki majatek wazny) i wiedlismy spokojne zycie. Raz lepsze raz gorsze.
Ona bardzo bronila swojej kasy mijaly lata pilnowala swojego konta ok. Zakupy byly wspolne ale bylo tez jej rozliczanie z kazdej zlotowki 50/50. Ok jak chciala tak miala. Oprocz tego nie widzialem wiekszych problemow.
Po dwoch latach oswiadczylem sie to ona parła do slubu mnie to ani ziebi ani grzeje. Ale stwierdzilem ze spoko kocham nie mialem jakichs tam wiekszych watpliwosci. Nie szukalem bylem wierny bylo moim zdaniem nam ze soba dobrze wspolne zycie, rodziny i tak dalej pojawila sie mysl o budowaniu domu ok. Stwierdzilem ze skoro ona tego bardzo pragnie kocha mnie ja kocham ja pojdziemy razem przez zycie. No i sie zaczelo.
Nie wycofywalem sie z malzenstwa ale znala moje zdanie ze papierek nic szczegolnego nie zmienia ze ok skoro chce i tego potrzebuje pojdziemy do kosciola. Jeszcze nie zdarzylem ochlonac juz zaczela ze swoja mamunia szukac sal weselnych. Zgodzilem sie na wszystko. Zaczely sie jazdy na dziecko. Mowilem spoko raczej chce miec ale kochana poczekaj nie mielismy jeszcze wesela 1 rok do wesela. Potem pomyslimy o zmianie mieszkania na wieksze.Przyszly moje klopoty z praca. Dostalem wiele razy jazde jakim to jestem nieudacznikiem ale co z czego beda rachunki placone jak to razem poukladamy jak ona bedzie zyla. Przypominam ze mieszkala u mnie zawsze zawsze mieszkanie oplacalismy 50/50. Od sierpnia do stycznia nie moglem niczego znalezc to ona placila rachunki oplaty. Dostawalem bialej goraczki slyszac ze jestem do dupy. I tak dalej i tak dalej ze nie utrzymam rodziny. A ona bardzo chce dziecka.
W styczniu po klotni wyszedlem z mieszkania. Byla to raczej wymiana zdan. Uslyszalem jak wyjdziesz to koniec. Pomyslalem ze ok ale nie pozwole tak soba pomiatac. Zabralem najopotrzebniejsze rzeczy.Wyszedlem.
Przeprowadzilem sie do mieszkania rodzicow (akurat stoi puste chorowalem mieszkaja w Zurichu 2 mce nawet nie zajrzala odwolala nasz slub wesele wszystko. Pytalem prosilem sluchaj kochamy sie nie odwoluj. Ona nie i koniec niczego nie ma. Po chorobie rozliczylem sie ze wspolnych rzeczy. Odalem jej wszystko co chciala. Nasze drogi sie rozeszly. Chwila minela znajomy mi doniosl ze widzi moja byla na portalach randkowych. Miesiac po hmm szybko pomyslalem. Pol roku myslalem ze nie wyrobie ze zwariuje. Czasem mielismy kontakt probowalem mediowac ona nie nie koniec kropka.
Wyjechalem do Szwajcarii do pracy. Praca spokojna nowe srodowisko. Swoje mieszkanie wynajalem. Wyjechalem na chwile nie chcialem opuszczac Polski. Dostalem maila ze jak to przeciez ja nie chcialem wyjezdzac. No dobrze ale juz nie bylismy razem. Nie musialem sie spowiadac. Poznalem kogos juz po powrocie na razie to znajoma bo jestem zrazony i nie przekraczam kolezenskiej drogi.. Potem dostalem maila sms o juz nowa dupa o fajnie gratuluje. Powiedzialem sluchaj nie chcialas mnie ja mam 30 lat z biegiem czasu dojrzalem do tego przy tobie zeby miec rodzine dzieci. Nie chcialas mnie trudno. Wpadla w poploch zaczela pisac ze bardzo mnie kocha ze zaluje tego co sie stalo.
Na co byly jej te gierki nie wiem. Pisze do mnie i dzwoni lagodzi to wszystko jak to odbierac jak to czytac czasem napisze czesc co slychac jak nie odpowiem napada. A co robisz czemu nie odpisujesz i tak dalej.
Zawodowo sie wszystko poukladalo.