Dodaj do ulubionych

Ot, paradoks

18.12.13, 12:55
Paradoksalne jest to, ze to ja, która jestem dość rozwiązła umiem sobie wyobrazić (a nawet i dokonać) spędzenie czasu z osobą płci przeciwnej i nie wskoczyć od razu do łózka, a moralniejsi ode ,mnie nie posiedli tej sztuki.
Obserwuj wątek
    • gocha033 dla babcijadzienki 18.12.13, 13:01
      to paradoksem napewno nie bedzie, bo ona sie wszystkiemu od lat przyglada.
    • coffei.na Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:09
      bo każdy tylko o tej rozwiązłości bez konsekwencji marzy,ale wstydzi się przyznać :)
      ...aby sobie pohasać po nieodgadnionych zakątkach ciał i umysłów innych...
      • dreemcatcher Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:10
        wiadomo nie od dzisiaj że inna jakoś tak bardziej kreci
        • coffei.na Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:14
          dreemcatcher napisał:

          > wiadomo nie od dzisiaj że inna jakoś tak bardziej kreci

          czy ja wiem..tutaj chyba chodzi przede wszystkim...o wyrko
          bo jeżeli ładnie pościelone a i jest się na czym położyć-wszystko inne jakoś tak lepiej się układa
    • a_nonima Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:12
      Będę nudna, ale ja wolę stare, sprawdzone.....
      • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:44
        a_nonima napisała:

        > Będę nudna, ale ja wolę stare, sprawdzone.....

        Jedni wolą zapach kwiatów a inni niepranych skarpetek. De gustibus...
    • ob_cykana Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:23
      no Ty triismegistos jesteś znana z wyciągania dziwnych wniosków i generalnie przesady

      Pokaż mi faceta, który będzie spędzał czas z kobietą bez zaciągania jej do łózka cha cha
      • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:54
        Oczywiście, mogę zarzucić kilka przykładów, od Eltona Johna począwszy, ale zamiast tego się zapytam, czy nap[rawdę żaden mężczyzna nie widzi innego powodu pędzania z tobą czasu niż to mityczne łóżko?
        • ob_cykana Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:22
          gadasz jak naiwne dziecko
          mówimy o zdrowych facetach OK!? nie o gejach czy impotentach

          Zresztą taki sposób bycia facetów wynika z ich natury.

          "czy nap[rawdę żaden mężczyzna nie widzi innego powodu pęd
          > zania z tobą czasu niż to mityczne łóżko?"

          i znowu dorabianie gęby
          • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:25
            No, jeśli nazywasz zdrowym facetem kogoś, kto widzi w tobie tylko kawałek mięsa z dziurką to ja już chyba nie muszę ci nic dorabiać?
            • gustavo.fring Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:17
              Ha ha, a Ty zawsze wierzyłaś, jak mówili ci że interesuje ich twoja osobowość?
              • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:23
                Nie, myślałam że lecą na moją kolekcję komiksów ;) Co tam w ogóle słychać? Już ci urosło?
          • kseniainc Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:33
            ob_cykana:
            co jak co, faktycznie większosć ma w zamyśle blizsze spotkania,aniżeli spijanie kawek i chodzenie do kina.
            Czy to zdrowe by tylko w głowie seks mieć?To jakas jednostka chorobowa zdaje się i to się leczy;-p
      • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:22
        ob_cykana napisała:

        > Pokaż mi faceta, który będzie spędzał czas z kobietą bez zaciągania jej do łózk
        > a cha cha

        Naprawdę nie spotkałaś takiego? To współczuję!
        • ob_cykana Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:24
          a ile masz lat stokrotka 15scie i spotykasz się z chłopczykami
          • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:28
            ob_cykana napisała:

            > a ile masz lat stokrotka 15scie i spotykasz się z chłopczykami

            Mam 15, a nawet dużo więcej! :-) Ciekawe z kim ty się spotykasz, skoro uważasz, że wszyscy faceci chcą cię przelecieć. No chyba, że jesteś demonem seksu. To przepraszam. ;-)
            • paco_lopez Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:33
              ob cykana jest kuguarem :))
    • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 13:34
      A dla mnie to logiczne, właśnie osobom mocno konserwatywnym wszystko się z tyłkiem kojarzy i wszędzie widzą seks i zagrożenia związane z seksem.
      • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:19
        No, to zawsze była dla mnie zagadka. Ja jestem rozwiązła, nawet według liberalnych standardów moralności, ale na serio, umiem wypić kawę, iść do kina i w ogóle kolegować się bez seksualnych podtekstów. A niektórym konserwom (na szczęście nie wszystkim z tego, co mi wiadomo) głupie kino od razu kojarz się z rują i poróbstwem.
        • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:25
          triismegistos napisała:

          > No, to zawsze była dla mnie zagadka. Ja jestem rozwiązła, nawet według liberaln
          > ych standardów moralności, ale na serio, umiem wypić kawę, iść do kina i w ogól
          > e kolegować się bez seksualnych podtekstów. A niektórym konserwom (na szczęście
          > nie wszystkim z tego, co mi wiadomo) głupie kino od razu kojarz się z rują i p
          > oróbstwem.

          Konserwy mają skojarzenia adekwatne do braków w dziedzinie spożywania owocu zakazanego zagrożonego wiecznym potępieniem (powtarzam - wiecznym!). Nie dziwne więc, że wszystko im się kojarzy.
          • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:28
            No właśnie, jeśli ktoś czegoś nie zna, to może mieć rożne dziwne wyobrażenia, nie tylko w tym temacie. Plus konserwatyści mają tendencję do postrzegania seksu poprzez pryzmat moralności, płodności, obowiązku małżeńskiego, grzechu, w związku z tym traktują go jak zagrożenie, które czai się wszędzie.:)
            • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:47
              sl.13 napisała:

              > (...) grzechu, w zwią
              > zku z tym traktują go jak zagrożenie, które czai się wszędzie.:)

              Otóż to! To sprawka Szatana! ;-)
    • wez_sie Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:06
      jakas twoja kumpela sie puscila?
      jaaa cieeee
    • paco_lopez Re: Ot, paradoks 18.12.13, 14:31
      bo w tym jest właśnie rzeczy sedno. umoralniaczom wszystko się jednakowo kojarzy. wynika , to nierzadko z tego, że kiedy był na to czas nie przełajdaczyli się porządnie i teraz ich w dołku ściska, że są ludzie którzy krok potrafią trzymać na wodzy, a czerpią przyjemność z gadki szmatki o pierdołach niezależnie od płci.
    • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 15:52
      Nie o to chodzi, żeby od razu wskakiwać i że ktoś się tego wskakiwania boi.
      Już pisałam o tym, że nikt na hop hyc nie wskakuje. Ale... od czegoś się zwykle te "przygody" zaczynają. I nie mam tu na myśli od razu seksu - przysłowiowe "kłopoty" to także to, że jedna lub druga strona zaangażuje się emocjonalnie. Mało tu na forum takich wątków było? Wystarczy, że chwilowo z tą osobą, z którą się jest w związku coś się nie układa, są jakieś różnice zdań, a akurat napatoczy się kolega/koleżanka, z którą/którym jakoś można się "lepiej" porozumieć. Albo łączy te osoby jakiś wspólny gust - filmowy, muzyczny, śmieszą wspólne rzeczy. Z tego coś się może rozwinąć lub nie. Chodzi o NARAŻANIE SIĘ na rozwój pewnych sytuacji.
      Ideałem w związku dwóch bliskich osób powinna być taka sytuacja, że tym ludziom podobają się te same rzeczy i chcą ze sobą spędzać wolny czas, a nie od siebie "odpoczywać". Ja mówię oczywiście o klasycznych związkach, związkach zwykłych, przeciętnych ludzi, takich jak ja. Akurat wielki krzyk w związku ze skojarzeniami w wątku o kinie podniosły osoby, które są ponadprzeciętne i tworzą relacje i związki nieklasyczne. Może w tym tkwi sedno i wzajemne niezrozumienie, może to jest przyczyną, dla której te dwa bieguny nigdy się ze sobą nie spotkają.
      I proszę bardzo, możecie mnie dowoli nazywać prudką, cnotką, ekshibicjonistką, hipokrytką, kretynką, naiwną, co tam jeszcze Wam przyjdzie do głowy, ....ebie mnie to. Napisałam, co miałam napisać.
      W gruncie rzeczy uważam, że ta dyskusja nie ma sensu, bo i tak nikt nikogo nie przekona, gdy się pochodzi z odrębnych światów.
      • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 16:07
        neojeriomina napisał(a):

        > Z tego coś się może rozwinąć lub nie. Chodzi o NARAŻANIE SIĘ na rozwój pewnych
        > sytuacji.

        Chodzenie po ulicy lub jazda samochodem to też narażanie się. Czy jednak najlepszą metodą do zastosowania w praktyce jest pozostawanie w domu w celu uniknięcia zagrożeń?

        > Ideałem w związku dwóch bliskich osób powinna być taka sytuacja, że tym ludziom
        > podobają się te same rzeczy i chcą ze sobą spędzać wolny czas, a nie od siebie
        > "odpoczywać".

        To tylko twoje wyobrażenie ideału. Dla mnie ideałem związku dwóch bliskich osób jest posiadanie łączącej ich części wspólnej oraz dostosowanych do indywidualnych potrzeb części oddzielnych, prywatnych. Ideałem dla mnie jest, gdy dwie osoby ze sobą związane są w stanie szanować swoją prywatność bez rozciągania części wspólnej poza granice dopuszczalne przez drugą stronę. ALe jak wiadomo, ideały nie istnieją, rozsądne jest więc zaakceptowanie rzeczywistości dalekiej od ideałów.

        > I proszę bardzo, możecie mnie dowoli nazywać prudką, cnotką, ekshibicjonistką,
        > hipokrytką, kretynką, naiwną, co tam jeszcze Wam przyjdzie do głowy, ....ebie m
        > nie to. Napisałam, co miałam napisać.

        Skoro cię ...ebie, to po co w ogóle takie zapewnienia, że cię ...ebie? Olej to! ;-)

        > W gruncie rzeczy uważam, że ta dyskusja nie ma sensu, bo i tak nikt nikogo nie
        > przekona, gdy się pochodzi z odrębnych światów.

        A to dyskusja ma wtedy tylko sens, gdy ktoś kogoś może przekonać do swoich racji i przeciągnąć na swoją stronę?
        • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 16:15
          stokrotka_a napisała:

          >
          > Chodzenie po ulicy lub jazda samochodem to też narażanie się. Czy jednak najlep
          > szą metodą do zastosowania w praktyce jest pozostawanie w domu w celu uniknięci
          > a zagrożeń?

          A potrafisz dyskutować bez demagogii, czy jest to niewykonalne dla Ciebie? :) przecież ten argument jest tak wyświechtany, że wstyd go przytaczać.

          >
          > To tylko twoje wyobrażenie ideału. Dla mnie ideałem związku dwóch bliskich osób
          > jest posiadanie łączącej ich części wspólnej oraz dostosowanych do indywidualn
          > ych potrzeb części oddzielnych, prywatnych. Ideałem dla mnie jest, gdy dwie oso
          > by ze sobą związane są w stanie szanować swoją prywatność bez rozciągania częśc
          > i wspólnej poza granice dopuszczalne przez drugą stronę. ALe jak wiadomo, ideał
          > y nie istnieją, rozsądne jest więc zaakceptowanie rzeczywistości dalekiej od id
          > eałów.

          Ależ ja się zgadzam z poszanowaniem prywatności. Oczywiście, że są rzeczy, które można robić bez udziału drugiej połówki, pasje, zainteresowania, hobby - ale czy akurat koniecznie sam na sam z kimś alternatywnym? :)

          >
          > > I proszę bardzo, możecie mnie dowoli nazywać prudką, cnotką, ekshibicjon
          > istką,
          > > hipokrytką, kretynką, naiwną, co tam jeszcze Wam przyjdzie do głowy, ....
          > ebie m
          > > nie to. Napisałam, co miałam napisać.
          >
          > Skoro cię ...ebie, to po co w ogóle takie zapewnienia, że cię ...ebie? Olej to!
          > ;-)

          Olewam, uprzedzam jedynie, że szkoda wysiłku włożonego w wystukanie inwektyw w klawiaturę :)
          >
          >
          > A to dyskusja ma wtedy tylko sens, gdy ktoś kogoś może przekonać do swoich racj
          > i i przeciągnąć na swoją stronę?

          Nie, dyskusja to wymiana poglądów, tylko że z jakichś nieznanych mi powodów pewnych poglądów najwyraźniej nie można posiadać bez konsekwencji, a inne można :)
          • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 16:38
            neojeriomina napisał(a):

            > A potrafisz dyskutować bez demagogii, czy jest to niewykonalne dla Ciebie? :) p
            > rzecież ten argument jest tak wyświechtany, że wstyd go przytaczać.

            demagogia «sposób pozyskiwania zwolenników polegający na odwoływaniu się do ich emocji, oczekiwań i na składaniu nierealnych obietnic»

            Gdzie w moim poście widzisz demagogię?

            Aha, częste używanie argumentu automatycznie go dyskwalifikuje? Nie wiedziałam. ;-)

            > Ależ ja się zgadzam z poszanowaniem prywatności. Oczywiście, że są rzeczy, któr
            > e można robić bez udziału drugiej połówki, pasje, zainteresowania, hobby - ale
            > czy akurat koniecznie sam na sam z kimś alternatywnym? :)

            Po pierwsze - w kinie to nie jest sam na sam. Po drugie - co to znaczy z kimś alternatywnym? Czy ktoś inny niż partner/-ka, z kim spędzamy czas w różnych okolicznościach, musi być traktowany jako alternatywa? Nie mogą istnieć różne relacje z różnymi ludźmi w tym samym czasie?
            > Olewam, uprzedzam jedynie, że szkoda wysiłku włożonego w wystukanie inwektyw w
            > klawiaturę :)

            Skoro olewasz, to twoje asekuranctwo czy też troska o wysiłek innych są nieco w niezgodzie z tym olewaniem. ;-)

            > Nie, dyskusja to wymiana poglądów, tylko że z jakichś nieznanych mi powodów pew
            > nych poglądów najwyraźniej nie można posiadać bez konsekwencji, a inne można :)

            No ale o jakich konsekwencjach mówisz? Ktoś zabrania ci posiadania poglądów?
          • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 16:42
            > Ależ ja się zgadzam z poszanowaniem prywatności. Oczywiście, że są rzeczy, które
            > można robić bez udziału drugiej połówki, pasje, zainteresowania, hobby - ale
            > czy akurat koniecznie sam na sam z kimś alternatywnym? :)

            Ale zauważ, że jeśli koleżanki pójdą razem do kina, bez swoich facetów, to jest to jak najbardziej normalne i nikomu nie wydaje się dziwne. Lecz jeśli koleżanka pójdzie do kina z kolegą, to zaraz pojawią się kontrowersje, że po co, skoro ma swojego faceta, po co kusić los, jakieś mądrości o tym, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną nie istnieje. No chyba, że kolega gej. Naprawdę wygląda to tak, jakby zdaniem niektórych ludzie seks uprawiali tylko dlatego, że są płci przeciwnej, w związku z tym każdy chłop inny niż własny to zagrożenie dla związku.:)
            • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:08
              sl.13 napisała:

              >
              > jakieś mądrości o tym, że przyjaźń między
              > kobietą i mężczyzną nie istnieje.

              To nie są ani moje "mądrości", ani teoria nie powstała wczoraj. IMHO 'nie ma róży bez ognia' (celowe! :)). Ja się akurat z tą teorią zgadzam. Owszem, mam przyjaciół płci męskiej (np. moi koledzy z zespołów), lubimy się, dzielimy wspólną pasję, wiele razem już przeżyliśmy i doświadczyliśmy; myślę, że gdyby działa mi się krzywda, na pewno mogłabym na nich liczyć, tak jak i oni na mnie. Jednak zmartwiłabym się bardzo, gdyby któryś z nich zaproponował mi wyjście do tego przysłowiowego kina - tylko mnie, bez pozostałych członków zespołu, bez żony/narzeczonej. Takie są MOJE odczucia, tak tę sprawę widzę. I kropka.
              • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:18
                > Ja się akurat z tą teorią zgadzam. Owszem, mam przyjaciół płci męskiej

                No to albo zgadzasz się z tym, że nie ma przyjaźni damsko-męskiej, albo masz przyjaciół mężczyzn. A jeśli jest to taka "przyjaźń" że tylko w grupie, bo jeśli zostaniemy sam na sam, to cholera wie co może się zdarzyć, to ja bym to nazwała co najwyżej znajomością. Części z kinem i zmartwieniem nie rozumiem, na szczęście nie muszę.:)
                • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:29
                  > No to albo zgadzasz się z tym, że nie ma przyjaźni damsko-męskiej, albo masz pr
                  > zyjaciół mężczyzn. A jeśli jest to taka "przyjaźń" że tylko w grupie, bo jeśli
                  > zostaniemy sam na sam, to cholera wie co może się zdarzyć, to ja bym to nazwała
                  > co najwyżej znajomością.

                  Nie chodzi o obawę, chodzi o brak POTRZEB spędzania czasu sam na sam. Wybacz, prościej już nie potrafię :)
                  • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:33
                    To spróbuj jeszcze prościej. Albo przynajmniej wiarygodniej.
                    • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:39
                      Nie rozumiem ale cóż. Nigdy nie mówiłyśmy tym samym językiem :)
                      • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:43
                        Cóż. Możliwe. Zapewnianie o niewierze w przyjaźń męsko babską połączone z zapewnieniem, że ma się męskich przyjaciół. "Brak potrzeb" spędzania czasu z przyjaciółmi. Możliwe, ze to, co wzięłam za niewiarygodność i zaprzeczanie samej sobie to po prostu inny język.
                        • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:46
                          triismegistos napisała:

                          > Cóż. Możliwe. Zapewnianie o niewierze w przyjaźń męsko babską połączone z zapew
                          > nieniem, że ma się męskich przyjaciół. "Brak potrzeb" spędzania czasu z przyjac
                          > iółmi. Możliwe, ze to, co wzięłam za niewiarygodność i zaprzeczanie samej sobie
                          > to po prostu inny język.

                          Tris, jak możesz być tak złośliwa w stosunku do biednej, zmęczonej neojero? Dziewczyna chce być po prostu lojalna wobec swojego partnera, który też nie ma potrzeb chodzenia do kina z kimkolwiek innym niż jego partnerka. ;-)
                        • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:52
                          triismegistos napisała:

                          > Cóż. Możliwe. Zapewnianie o niewierze w przyjaźń męsko babską połączone z zapew
                          > nieniem, że ma się męskich przyjaciół.

                          Dobra, wytłumaczę jeszcze raz ale cierpliwość mi się kończy. Nie wierzę w bardzo bliską przyjaźń damsko-męską, na zasadzie że się spędza cały wolny czas, "kradnie konie" itd., wszyscy ciągle taką parę widują razem - i że to pozostanie przyjaźnią, nigdy żadne z tej pary nie poczuje czegoś więcej. Mnie się to w życiu nie przytrafiło - dlatego nie wierzę.
                          A przyjaciół - kumpli mam kilku, jak wspomniałam niżej i wyżej w tym wątku, więc już nie będę się powtarzać. Powtórzę jedynie, że definicje mamy najwyraźniej inne. Moi przyjaciele/kumple to według Was "koledzy" - i tyle.

                          "Brak potrzeb" spędzania czasu z przyjac
                          > iółmi. Możliwe, ze to, co wzięłam za niewiarygodność i zaprzeczanie samej sobie
                          > to po prostu inny język.

                          Brak potrzeby łażenia z każdym z nich z osobna do kina bez osób towarzyszących - co w tym dziwnego? Moim zdaniem to zupełnie normalne.
                          Chce Ci się dalej szukać dziury w całym?
                          • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:54
                            neojeriomina napisał(a):

                            > Chce Ci się dalej szukać dziury w całym?

                            Obawiam się jednak, że dziura istnieje. Sama o niej napisałaś w tym poście o niepokoju w związku z zaproszeniem do kina. ;-)
                            • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:56
                              Nie, stokrotko. Ty się po prostu jak zwykle czepiasz, z nudów chyba :) taki już Twój urok :) Od dawna obserwuję, że Ty najprostszą sytuację potrafisz zagmatwać i widzisz rzeczy, których nie ma :) Może powinnaś ten talent gdzieś poza forum spożytkować, może da się coś na tym zarobić? :) Powodzenia ;)
                              • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 22:48
                                neojeriomina napisał(a):

                                > Nie, stokrotko. Ty się po prostu jak zwykle czepiasz, z nudów chyba :) taki już
                                > Twój urok :) Od dawna obserwuję, że Ty najprostszą sytuację potrafisz zagmatwa
                                > ć i widzisz rzeczy, których nie ma :) Może powinnaś ten talent gdzieś poza foru
                                > m spożytkować, może da się coś na tym zarobić? :) Powodzenia ;)

                                No popatrz, okazuje sie, ze dwie inne osoby widza to, co ja, wiec mamy do czynienia ze zbiorowa halucynacja.;-) Dziekuje i nawzajem. :-)
                          • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:59
                            > Mnie się to w życiu nie przytrafiło - dlatego nie wierzę.

                            Aaa, więc chodzi o "nie widziałam, więc nie istnieje".:)
                          • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:04
                            Widzisz, ja po prostu słabo znam życie. Nie wiedziałam, ze między "spędzamy ze sobą cały wolny czas i kradniemy kobie" a "boję się (nie mam potrzeb) przebywać z tobą sam na sam i na wszelki wypadek nigdy razem na piwo nie pójdziemy, chyba, ze z przyzwoitką" nie ma zadnych pośrednich możliwości.
                            Ale dzięki tobie już wiem, i wiem, ze ze znajomymi płci odmiennej, z którymi czasem chadzam na piwo/wódkę/kino/kawę muszę spędzać cały dostępny czas razem.
                            Tylko jak to ogarnę ze wszystkimi? Może założyć jakąś komunę?
                            • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:08
                              Poddaję się. Kamienie na drodze tłuc chyba prościej, niż z Wami rozmawiać. EOT
                              • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:41
                                Teraz będzie, że to moja wina, że pleciesz bzdury :(
                  • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:35
                    I z powodu braku potrzeb zaniepokoiłaby cię propozycja pójścia do kina z kolegą? Rzeczywiście, prosto to się tutaj nie da, trzeba zagmatwać.:)
                    • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:51
                      sl.13 napisała:

                      > I z powodu braku potrzeb zaniepokoiłaby cię propozycja pójścia do kina z kolegą
                      > ? Rzeczywiście, prosto to się tutaj nie da, trzeba zagmatwać.:)

                      Prawda, że ciekawe? Ten niepokój w obliczu neutralnego braku potrzeb jest baaardzo interesujący. ;-)
                      • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:54
                        Skoro Cię tak zafrapował ten mój "niepokój" to Ci wyjaśnię - Tobie trzeba łopatologicznie, inaczej nie rozumiesz ale poświęcę się - że zmartwiłabym się, że z jego związkiem (ze związkiem tego mojego kumpla) jest coś nie tak. Na szczęście to rozważania wyłącznie teoretyczne, przypominające coraz bardziej coś w rodzaju "O wyższości świąt Wielkiejnocy nad świętami Bożego Narodzenia" :)
                        • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 22:42
                          neojeriomina napisał(a):

                          > Skoro Cię tak zafrapował ten mój "niepokój" to Ci wyjaśnię - Tobie trzeba łopat
                          > ologicznie, inaczej nie rozumiesz ale poświęcę się - że zmartwiłabym się, że z
                          > jego związkiem (ze związkiem tego mojego kumpla) jest coś nie tak. Na szczęście
                          > to rozważania wyłącznie teoretyczne, przypominające coraz bardziej coś w rodza
                          > ju "O wyższości świąt Wielkiejnocy nad świętami Bożego Narodzenia" :)

                          To ciekawe, ze kumpelskie zaproszenie do kina potrzegalabys jako powod do niepokojenia sie o zwiazek kumpla. Czyzbys taki niepokoj wywodzila z tego, ze sama zaprosilabys kumpla do kina, bedac w zwiazku, to tylko wtedy, gdyby z twoim zwiazkiem cos bylo nie tak? Jesli w ten sposob rozumujesz, to pragne cie uswiadomic, ze nie wszyscy mysla i postepuja tak jak ty. ;-)
              • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:20
                neojeriomina napisał(a):

                > Jednak z
                > martwiłabym się bardzo, gdyby któryś z nich zaproponował mi wyjście do tego prz
                > ysłowiowego kina - tylko mnie, bez pozostałych członków zespołu, bez żony/narze
                > czonej.

                A co, nie ufasz sobie? Czy może nie ufasz tym kolegom i obawiasz się, że próbowaliby w tym kinie rzucić się na ciebie w celu seksualno-erotycznym? ;-)

                > Takie są MOJE odczucia, tak tę sprawę widzę. I kropka.

                No i bardzo dobrze. Nie chodź do kina z kolegą tylko zawsze z partnerem albo z dodatkową przywoitką. Myślę, że nikt nie będzie cię zmuszał, byś zmieniła swoje odczucia. A nawet jak kolega cię zaprosi na "sam na sam" w domniemanym celu przelecenia cię w kinie albo obok kina, to bez problemu możesz mu odmówić. ;-D
                • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:32
                  stokrotka_a napisała:


                  > A co, nie ufasz sobie? Czy może nie ufasz tym kolegom i obawiasz się, że próbow
                  > aliby w tym kinie rzucić się na ciebie w celu seksualno-erotycznym? ;-)

                  Ani jedno ani drugie. Nie odczuwam potrzeby pójścia do kina z którymkolwiek z nim. Bo do tego mam swojego narzeczonego, a oni swoje żony/narzeczone. Tak trudno zrozumieć, że można się z kimś przyjaźnić a jednocześnie nie odczuwać przemożnej potrzeby spędzania z tą osobą czasu sam na sam?

                  Reszty wypowiedzi nie skomentuję. Zmęczyłaś mnie, jak zwykle.
                  • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:37
                    Trudno zrozumieć, bo wtedy to nie jest przyjaźń, tylko co najwyżej znajomość.:) Ja mam znajome z pracy, ale z większością nie spotykam się po pracy, bo to tylko znajome. Jeśli to coś na tej zasadzie, to rozumiem, ale ze jakoś tak dziwnie dotyczy tylko jednej płci... A przecież zwolenniczką islamskiego podziału na damskie i męskie nie jesteś.:)
                    • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:45
                      sl.13 napisała:

                      > Trudno zrozumieć, bo wtedy to nie jest przyjaźń, tylko co najwyżej znajomość:)

                      Oceniasz, że moja przyjaźń z chłopakami z zespołu to nie przyjaźń, bo nie mam potrzeby wybrać się z nimi do kina z każdym z nich osobno SAM NA SAM? No ludzie. Nie wiedziałam, że są takie kryteria przyjaźni.

                      > Ja mam znajome z pracy, ale z większością nie spotykam się po pracy, bo to tyl
                      > ko znajome. Jeśli to coś na tej zasadzie, to rozumiem, ale ze jakoś tak dziwnie
                      > dotyczy tylko jednej płci...

                      Nie, to nie jest "coś na tej zasadzie". Koleżanek i kolegów mam wiele ale z moimi zespołami spędzam CZAS WOLNY. Nie cały oczywiście, ale sporo. To wolontariat, bo nie zarabiamy, po prostu mamy wspólną pasję (tak, nie hobby :), która nas łączy, dużo wiemy o sobie, o prywatnych sprawach, znamy swoich rodziców - przynajmniej częściowo, a partnerów wszystkich, w miarę często do siebie wpadamy, razem wyjeżdżamy, lubimy się i mamy do siebie zaufanie. A zatem zwykłym koleżeństwem bym tego nie nazwała, jesteśmy znacznie bliżej. Przy okazji wychodzi najwyraźniej na to, że różne definicje przyjaźni przewijają się tu na forum :)

                      A przecież zwolenniczką islamskiego podziału na d
                      > amskie i męskie nie jesteś.:)
                      • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:48
                        neojeriomina napisał(a):

                        > Oceniasz, że moja przyjaźń z chłopakami z zespołu to nie przyjaźń, bo nie mam p
                        > otrzeby wybrać się z nimi do kina z każdym z nich osobno SAM NA SAM?

                        Ciekawie pojmujesz "SAM NA SAM". ;-)
                      • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:53
                        > Oceniasz, że moja przyjaźń z chłopakami z zespołu to nie przyjaźń, bo nie mam
                        > potrzeby wybrać się z nimi do kina z każdym z nich osobno SAM NA SAM? No ludzie.
                        > Nie wiedziałam, że są takie kryteria przyjaźni.

                        Ty poważnie piszesz? Przyjaciel to osoba bliska, z którą spędzasz stosunkowo dużo czasu, bez obaw zostania sam na sam, z którą rozmawiasz na prywatne tematy i której ufasz. Nie wyobrażam sobie, żeby mogła zaniepokoić mnie propozycja pójścia do kina od kogoś, kogo uważam za przyjaciela. I tu nie chodzi o to, że koniecznie powinnaś pójść do kina czy na kawę z każdym z twoich przyjaciół indywidualnie, tylko o to, że tak bardzo się przed tym wzbraniasz. To mnie dziwi.
                        • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:02
                          sl.13 napisała:

                          >
                          > Ty poważnie piszesz? Przyjaciel to osoba bliska, z którą spędzasz stosunkowo du
                          > żo czasu, bez obaw zostania sam na sam, z którą rozmawiasz na prywatne tematy i
                          > której ufasz. Nie wyobrażam sobie, żeby mogła zaniepokoić mnie propozycja pójś
                          > cia do kina od kogoś, kogo uważam za przyjaciela. I tu nie chodzi o to, że koni
                          > ecznie powinnaś pójść do kina czy na kawę z każdym z twoich przyjaciół indywidu
                          > alnie, tylko o to, że tak bardzo się przed tym wzbraniasz. To mnie dziwi.

                          Twoim problemem jest interpretacja w postaci mojego "niepokoju", który rozumiesz jakoś dziwacznie. Oraz "wzbraniania" - o którym nie było mowy z mojej strony. Przyznaję, że drażnią mnie tego typu bezzasadne insynuacje.
                          Jak wyżej - gdyby mi któryś z nich zaproponował takie wyjście, zmartwiłabym się, że coś z nimi jest nie tak - i tyle. Po prostu dobrze ich znam - właśnie dlatego, że się przyjaźnimy - i takie zachowanie w ich przypadku byłoby nie do pomyślenia :)
                          Zastanów się, dlaczego usiłujesz mi wmówić jakąś "patologię" czy niecodzienne postrzeganie pewnych spraw - w normalnym, nie internetowym życiu znam zdecydowaną większość osób, które zdecydowanie podzielają moje poglądy... :)
                          • sl.13 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:08
                            Widocznie w słowie pisanym jesteś niezbyt precyzyjna, bo nie tylko ja ci coś "wmawiam" i nie pojmuję twojego toku rozumowania. Na przykład takie sformułowanie:

                            > gdyby mi któryś z nich zaproponował takie wyjście, zmartwiłabym się, że coś z nimi jest
                            > nie tak - i tyle.

                            Dla mnie dziwne, no ale może znowu miałaś na myśli coś innego, niż napisałaś.
                  • stokrotka_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 17:43
                    neojeriomina napisał(a):

                    > Ani jedno ani drugie. Nie odczuwam potrzeby pójścia do kina z którymkolwiek z n
                    > im. Bo do tego mam swojego narzeczonego, a oni swoje żony/narzeczone. Tak trudn
                    > o zrozumieć, że można się z kimś przyjaźnić a jednocześnie nie odczuwać przemoż
                    > nej potrzeby spędzania z tą osobą czasu sam na sam?

                    Załóżmy, że twój narzeczony jest w podróży służbowej, a ty chcesz pójść do kina w towarzystwie. Bliski kolega/przyjaciel akurat też ma wolne i też chciałby obejrzeć ten film. No i załóżmy jeszcze, że twój narzeczony tego filmu nie ma zamiaru oglądać, bo go nie interesuje. Nie wybrałabyś się w takiej sytuacji do kina? W ramach solidarności z narzeczonym poszłabyś sama albo nie poszłabyś w ogóle?

                    Czy do kina chodzi się w towarzystwie tylko w tedy, gdy odczuwamy przemożną potrzebę spędzania czasu z inną osobą sam na sam? Jest coś złego w pójściu do kina z kimś innym iż narzeczony/partener seksualny/mąż?

                    Jeszcze raz zapytam - pójście do kina to jest dla ciebie spędzanie czasu sam na sam?

                    > Reszty wypowiedzi nie skomentuję. Zmęczyłaś mnie, jak zwykle.

                    Kochana, odpocznij i nie męcz się tak w przyszłości, nie czytając moich postów. ;-) No i skoro "jak zwykle" cię zmęczyłam, to nauczona doświadczeniem nie powinnaś wystawiać się na zmęczenie. ;-)
    • six_a Re: Ot, paradoks 18.12.13, 16:40
      >która jestem dość rozwiązła umiem sobie wyobrazić (a nawet i dokonać)
      to co to za rozwiązłość w ogóle, przereklamowana chyba.
      teeeż coś.
    • thelma333.3 Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:24
      kolejny watek na temat jak to kobiety i mezczyzni moga sie 'nieseksualnie' przyjaznic;
      no coz, jak dla mnie ponizszy fragment doskonale podsumowuje tego typu relacje ;-)
      www.youtube.com/watch?v=i8kpYm-6nuE
      • triismegistos Re: Ot, paradoks 18.12.13, 18:43
        Huhuhu, widzę, że znalazłaś źródło prawdy objawionej o życiu :D
    • gyubal_wahazar Re: Ot, paradoks 18.12.13, 19:41
      Na takim poziomie ogólności, nie widać w sumie problemu, więc chyba nie bardzo jest o czym dyskutować. Ale gdyby go nieco uszczegółowić, jak zrobiły to koleżanki powyżej, to jak widać już jest.

      Na moje, w normalnym związku (bo o innych nie mam bladego pojęcia) stałemu i kochającemu partnerowi damy idącej do kina z innym, sytuacja ta nie będzie obojętna. Jeśli widząc to dama mimo to wybierze się na <? heroiczny wysiłek, by uniknąć słowa 'randka' > spotkanie, to powinna się liczyć w najlepszym wypadku z urażonymi uczuciami Romea, a w trochę gorszym z demonstracyjnym rewanżem.

      Efekt końcowy chyba nikomu nie wyjdzie na zdrowie, więc jeśli obu stronom zależy na związku, to wydaje się że lepiej nie prowokować takich sytuacji.

      PS Hmm, mam wrażenie, że wysmarowałem stek banałów, ale już za późno, bo nagniotłem guzik Wyślij
    • wiarusik Re: Ot, paradoks 18.12.13, 20:17
      ja też lubię <mlask mlask> małe conieco ;) hie hie hie, może się kiedyś przypadkiem spotkamy? mhy-mhy-chrumk :P
    • to.niemozliwe Re: Ot, paradoks 18.12.13, 20:20
      Chwalisz sie, czy zalisz? Bo nie wiem, czy podziwiac, czy wspolczuc.
      :-D
    • soulshuntr Re: Ot, paradoks 18.12.13, 20:35
      No i?
    • zrelaxowanaaanka Re: Ot, paradoks 18.12.13, 23:33
      nie ma co się skupiać na innych, trzeba żyć pełną piersią :)
      • neojeriomina Re: Ot, paradoks 18.12.13, 23:36
        zrelaxowanaaanka napisał(a):

        > nie ma co się skupiać na innych, trzeba żyć pełną piersią :)

        Był taki joke chyba, że te co mogą, to niech oddychają pełną piersią, a te, co im Natura poskąpiła, niech oddychają tym, czym się da ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka