fran7
08.01.14, 12:24
Poznalismy sie 2 lata temu w internecie. Spotkalismy sie kilka razy, mocno sie zaangazowałem ale ona stwierdzila ze to nie to; ciezko to przetrawilem choc z czasem nasze relacje przybrały postac poprawnych. Swego czasu odnowił sie nam kontakt i tak od slowa do slowa ona zaproponowala spotkanie, potem drugie. Nastepne spotkanie zaproponowałem juz ja ale wtedy zaczał sie problem... tłumaczyla sie brakiem czasu itp. W koncu napisalem ze nie odpuszcze dopoki ze mna otwarcie nie pogada. Obrócila to w zart nie odnoszac sie zbytnio do tej propozycji, wiec uznalem ze nie warto drazyc, dalem wiec sobie spokoj i kontakt sie urwal... Po dwoch miesiacach, ni stad ni zowąd, ponownie sie odezwala proponujac spotkanie, poczatkowo mialem obiekcje ale ostatecznie stwierdzialem ze dam temu szanse. Spotkalismy sie wiec a gdy szlismy na autobus dala sie objac, tez mnie objela i tak szlismy dluzsza chwile, potem chwycila mnie za reke. Zegnajac sie, powiedzialem jej ze jutro (Sylwester) sie odezwe, ona stwierdzila ze ok; wczesniej zgadalo sie cos o imprezie na ktora idzie i rzucila ze w sumie jak mi sie znudzi moja impreza to moglbym wpasc.
Dzwonie wiec w Sylwestra, ona nie odbiera, zlozylem jej wiec zyczenia sms-owo, odp. byla dosc krotka: wzajemnie, najlepszego. Spytalem wiec czy swiadomie chciala byc taka lakoniczna, ona stwierdzila ze nie bedzie mi sie tlumaczyc i ze negatywnie odbieram jej smsy. Nie lubię domysłów wiec stwierdziłem ze chce z nia otwarcie pogadac i spytac o pewne rzeczy. W odpowiedzi napisała ze ona nie chce robic nic na sile i nie moze nic zadeklarowac, poza tym ze czuje sie osaczona moim zachowaniem.
Tak teraz zastanawiam się na definicją osaczania bo w sumie nigdy jej nie kontrolowałem, nie pytałem o to z kim sie spotyka i kiedy, co robi itp... Właściwie jedyne o co mi chodziło to wyjaśnienie jak ona traktuje tą relację.
Nie chce jej oceniac ale dziwne to wszystko dla mnie choć może brak mi świeżego spojrzenia:)