Dodaj do ulubionych

5 dni temu zawalił się świat, jak żyć?

    • zalotnica Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 26.08.04, 01:28
      alcoola napisała:
      >Wczoraj nie wrócił na noc do domu, nad
      >ranem zjawił się napity, znowu zaczął te swoje teksty...Nie sądzę żeby był u
      >niej, kiedy dzwonił w nocy do mnie raczej wyglądało na to że jest u takiego
      >jednego swojego kolegi, który wódki nigdy nie odmawia...Ale przecież tak do
      >końca tego nie wiem...

      To co, czekamy na dalsze wiadomosci...
      Powiedzcie same, czy kobiety nie sa glupio naiwne...?


      • Gość: maganka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.04, 16:43
        Bo ja wiem... Pewnie, mógł być u kochanki, ale dlaczego tak od razu wykluczasz
        równie prawdopodobne upicie sie z kumplem? Skąd ta pewność? Przecież nie chodzi
        o to, gdzie de facto był, tylko o to, że trudno mu już uwierzyć. Ja bym tu nie
        mówila o naiwności.
        • Gość: Alicja Zatrudnij detektywa IP: 5.5R* / *.wlfdle.rnc.net.cable.rogers.com 26.08.04, 19:37
          A jak sie dowiedzialas o jego zdradzie? Zatrudnij prywatnego detektywa. Niech
          goscia namierzy i wowczas bedziesz wiedziala czy facet nadal cie oszukuje i
          chce miec wygodna przystan czy tez ciebie kocha i chce byc z toba. Ktos kto
          zdradza i tego zaluje nie spedza nocy na piciu u kolegi bo wiadomo ze balby sie
          ze pomyslisz ze spi u kochanki. Spytaj osobiscie tego kolege czy u niego pil
          przez cala noc.
          • Gość: ewa Re: Zatrudnij detektywa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 23:24
            Słuchaj, truizmem będzie ,jeśli napiszę ,że nie jesteś sama.
            Zadbaj o siebie ,psycholog ci nie pomoże , ale lekkie leki przeciwlękowe pomogą
            ci spać i odpoczywać .Kiedy byłaś u fryzjera,kosmetyczki,nowe ciuchy? I to
            tylko dla twojego dobrego samopoczucia.
            Co cię nie zabije to cię wzmocni.
            Ja widzę tu dużą szansę na szczęśliwą przyszłość z tym samym człowiekiem.
            Wybacz mu ,mężczyzni też mogą się czasem pomylić i zbłądzić , to było
            nicnieznaczące zauroczenie pana w średnim wieku.
    • Gość: taka jedna Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.dclient.hispeed.ch 28.08.04, 11:46
      witaj w klubie.mi, ja ty to nazwalas, swiat zawalil sie 2 dni temu. boli jak
      cholera ale sama wmawiam soebie ze bedzie dobrze. nie chce sie zalamywac. nie
      dam mu tej satysfakcji.bede silna.........mam nadzieje ze sie uda :)
      • panidanka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 28.08.04, 12:43
        Gość portalu: taka jedna napisał(a):

        > witaj w klubie.mi, ja ty to nazwalas, swiat zawalil sie 2 dni temu. boli jak
        > cholera ale sama wmawiam soebie ze bedzie dobrze. nie chce sie zalamywac. nie
        > dam mu tej satysfakcji.bede silna.........mam nadzieje ze sie uda :)

        a niech nawet i ma "tę satysfakcję" jak ją tak kocha
        powiedz sobie, że ty wolisz kochać nie Satysfakcję, ale życie
        z nim czy bez niego
        nawet we łzach ale z siłą ich otarcia z policzków
        a smak łez?
        nieraz życiodajny jak dla ryb w morzu

    • Gość: Wolna Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.04, 00:38
      W pewnym sensie możemy sobie podać ręce. Po ponad czterech latach w związku, w
      tym dwóch i pół w małżeństwie, zażądałam dziś od męża, żeby się wyprowadził z
      domu. Nie układało nam się już od dawna, już raz wyrzuciłam go z domu. Ze
      względu na dziecko pozwoliłam mu wrócić. Przez miesiąc było super - drugi
      miesiąc miodowy. Ale potem... Właściwie zawsze byłam wszystkiemu winna... Że
      pada deszcz, że ma zły dzień, bo podobno byłam niemiła, nawet temu, że mucha
      wleciała przez otwarte okno. W końcu, z sobie tylko znanego powodu, zaczął mnie
      straszyć rozwodem. Dziś powiedziałam "DOŚĆ". I... poczułam ulgę. Fakt, mam małe
      dziecko, nie mam pracy, nawet mieszkanie, w którym mieszkam nie jest moje. Ale
      jestem wolna!!! Jestem jeszcze młoda i jeszcze mogę ułożyć sobie życie, jak
      chcę. Mogę pójść do kina, na spacer z dzieckiem, na kawę z koleżanką, kupić
      perfumy takie, jakie ja lubię, a nie takie jakie on lubi. Spójrz na to w ten
      sposób!!! Jesteś sama, ale wolna. Nie trać czasu na rozmyślania o facecie,
      który nie jest Ciebie wart! Po prostu ŻYJ!
    • Gość: renata Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.04, 12:28
      Mnie zawalił się świat kilka tygodni temu. Dowiedziałam się o zdradzie. Teraz
      to skończone, chyba?! Ja nadal o tym myślę, nie mogę zapomnieć tego co mi
      zrobił. Stwoerdził, że jednak kocha mnie. Przez kilka dni rozpoieszczał mnie,
      zapewniał o miłości. Teraz jest jak dawniej - siedzi przed komputerem, nie
      odzywa się. Brakuje mi czułości, zapewnień o miłości. Romantycznych gestów. Czy
      to znaczy, żę nie zależy mu już na mnie. Pomóżcie!!
      • alcoola Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 03.09.04, 09:14
        Bo to jest tak, że skoro zdecydowałaś się spróbować wybaczyć, spróbować
        odbudować związek, to spodziewasz się, że to faktycznie będzie ODBUDOWA. Czyli
        nastąpi jakiś przewrót, wszystko się odmieni, stanie się piękne, kolorowe,
        pełne miłości, namiętności i czułości jak w pierwszych miesiącach związku. A tu
        po wstępnych "tiu, tiu" następuje powrót do zwyczajnego życia, jakby nigdy nic
        się stało - oczywiście z punktu widzenia faceta. Przecież on Cię przeprosił,
        zapewnił o miłości - więc już OK, załatwione. To nie musi (choć może) oznaczać,
        że mu już nie zależy - on po prostu załatwił sprawę - zerwał z kochanką,
        wrócił, zapewnił o miłości, przeprosił - więc o cóż może jeszcze chodzić????
        Ja też ciągle nie chcę uwierzyć, boję się uwierzyć, że on mnie kocha, żyjemy
        obok siebie w jakimś ogromnym napięciu, ja - obolała i cierpiąca, on - spięty
        i wyczekujący na moje decyzje. Niby zgodziłam się na próbę bycia dalej razem,
        ale czy dam radę, nie wiem....
        • agata.z3 Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 03.09.04, 13:10
          dobrze znam ten stan rzeczy...dałam szansę naszemu związkowi, bo bardzo mi
          natym zależało...a teraz boję się, że tego nie wytrzymam.
          • Gość: effa Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 20:45
            Długo trwa ten wątek, prawda? Smutne jest to, że ten serial nigdy się nie
            skończy. Nie ma dnia, żeby jakaś kobieta nie dpowiedziałą sie o zdradzie
            partnera. U mnie to lizanie ran trwa od maja. Teraz wyznanie miłości,
            zapewnienie, ze nie bedzie tak jak kiedyś było między nami ale o wiele lepiej.
            Przełamałam się do sexu, faktycznie jest super. Tylko czy sam świetny sex
            wystarczy? Coś, co we mnie pękło, napewno już nie da sie skleić. Myślę, że
            wykorzystam teraz każdą okazję "dla odwetu". Tylko czy coś mi to da? Nie wiem.
            Może najlepsza jest metoda Scarlett O'Harry "Jutro o tym pomyślę".
            Pozdrawiam wzystkie koleżnki "niedoli".
            • agata.z3 Re: lizanie ran 04.09.04, 13:22
              świetne okreslenie...to jest właśnie to
              u mnie też od maja, najpierw ostra walka o utrzymanie związku, teraz, jak
              mówisz, lizanie ran...
              Właściwie można powiedzieć, że jest dobrze, zmienilismy się oboje i staramy się
              oboje.
              Tylko ten cień na horyzoncie...
              • zalotnica Re: lizanie ran 04.09.04, 14:01
                agata.z3 napisała:
                >najpierw ostra walka o utrzymanie związku

                czy tzn. zatrzymac na sile ...?
                Po prostu w glowie sie nie miesci co wy tu wypisujecie, na innych
                stronkach wasi partnerzy urastaja do miana ANIOLOW , ale i tak
                rzeczywistosc jest jednak bardzo szarawa...
                • agata.z3 Re: zatrzymać na siłę 04.09.04, 14:56
                  Zatrzymać na siłę oczywiście się nie da, ale zmusić do zastanowienia się nad
                  sobą, nad nami, nad tym co ile jest warte, co można stracic a co zyskać... a
                  potem do dokonania wyboru - trzeba.
                  Ja dokonałam tego wyboru, mój mąż również. Chciałam tylko powiedziec, że nie
                  jest nam z tym łatwo.
    • elliss1 Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? 04.09.04, 14:42
      wiem, ze Twoje cierpienie jest najwiksze na swiecie - bo Twoje, bo tak naprawde
      nie wie nikt co czujesz. I wiem, ze zadne pocieszenie, nie ukoi bolu. Czas-
      bedzie mijal, i bol tez. Pewnie powoli. Bardzo powoli. Ale chyba nie ma innej
      rady.
      22 lipca stracilam swoje dziecko. Mojego wyczekanego i wymodlonego syna.
      Widzialam Go tylko na USG, wiec do dzis nie wiem jakie mial oczka, raczki,
      glos. Myslalam, ze umre. Bardzo chcialam umrzec. Przez trzy tygodnie leki
      uspokajajace i nasenne, i ciagla histeria. Ale byl jeszcze maz, wyrozumialy,
      dobry, pocieszajacy. Musialam tylko dojsc do siebie.
      14 sierpnia - moj maz oswiadczyl mi, ze jednak mnie nie kocha. Po prostu. Tak
      przeciez bywa.... A ja i tak ciagle placze i jestem smutna. On tak nie chce. On
      rozumie, ze stracilam dziecko, ale on tez je stracil - i tez to przezywa, ale
      zycie toczy sie dalej.
      Dzis wiem, ze poznal kogos - i zakochal sie - wiec oczywiste, ze mnie przestal
      kochac.
      Jeszcze wiecej lekow na uspokojenie. Powoli przestaje funkcjonowac. Nie wiem co
      sie dzieje...
      20 sierpnia, bardzo glupi wypadek. Nie bardzo moge chodzic. Siedze w domu. Nie
      sypiam, nie jem. Ale wciaz nie umieram.
      Czekam na operacje.
      Wciaz mysle o moim synu. O moim mezu. A ich nie ma.
      Sa za to przyjaciele. Okazalo sie, ze pomimo mojego zaniedbywania ich - bo maz
      byl NAJWAZNIEJSZY- nie poddali sie. przeczekali. I teraz sa. Dla mnie. Ze mna.
      Podobno czlowiek dostaje od losu, tyle cierpienia ile jest w stanie udzwignac.
      Okazalo sie, wbrew moim przypuszczeniom, ze chyba jestem bardzo silna kobieta.
      Wiec, nie martw sie.
      • Gość: maganka Re: 5 dni temu zawalił się świat, jak żyć? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.04, 15:59
        Jezu, kobieto. Wiesz, zawsze starannie unikałam pocieszania się cudzym
        nieszczęściem. Nigdy mnie to nie stawiało na nogi, że komuś tam zawaliła sie
        ziemia pod nogami, że to kogo innego okradli, nie mnie, że to inny mąż
        zdradził, nie mój... Ale kiedy sama znalazłam sie na dnie (chociaz wiem, że
        mogę jeszcze usłyszeć pukanie od dołu) - zdałam sobie sprawę, że jednak jest
        trochę inaczej. Czy zauważyliście, jak mało zwracamy uwagi na cudze
        nieszczęścia, kiedy sami jesteśmy szczęśliwi? Żyje człowiek na wieży z kości
        słoniowej, trochę bezmyślnie znieczulony hormonami, endorfinami i Bóg wie, czym
        jeszcze... Dopiero, jak świat nam się rozpada - dostrzegamy wokół siebie cudze
        cierpienie, wiem, że to banał, ale jakie to prawdziwe... I - niestety - nikt
        nie rozumie nas wtedy tak dobrze, jak inni cierpiący. Nie umiem cię właściwie w
        żaden sposób pocieszyć. Tylko tyle - tysiąc razy powtarzane, że z czasem mija
        wszystko - i wielka radość, i wielki ból. Kiepskie to pocieszenie, ale też
        prawdziwe. Przetrwać. Przetrwać.
      • queenet do eliss 04.09.04, 22:32
        chociaż moje cierpienie nijak nie może równać się z Twoim,
        chciałam Cię zapewnić,ze nie jesteś sama jedna na świecie.
        Świat nie tylko składa się z ludzi szczęśliwych,zakochanych obejmujących się
        na ulicach... Tych mniej szczęśliwych nie widać,bo przemykają niezauważeni
        ze wzrokiem skierowanym w ulicę.Ale jest nas cała armia.

        Chciałam tylko powiedzieć,że wiele razy juz w życiu przekonałam, że nic nie jest
        do końca takie,na jakie wygląda.Nawet najgorszy bieg rzeczy może się zmienić w
        najlepszy,w mgnieniu oka.Taka stara, mądra prawda.
        Los stawia na naszej drodze nie tylko dobrych ludzi, stawia też tych złych,
        którzy może nawet nigdy nie zorientują się jak bardzo nas skrzywdzili.
        Trzeba żyć dalej,nigdy nie wiadomo,kiedy spadnie na nas jakaś niespodzianka.
        Która sprawi,że słońce zaświeci specjalnie dla nas.
        Trzymaj sie.Trzeba wierzyć.Dobre myśli przyciągną dobre wydarzenia.Zobaczysz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka