agnieszkanikt
28.12.14, 14:34
Wątek dotyczy pracy "po znajomości".
Pracowałam z facetem, troche flirciarzem z poczuciem humoru,lubił zagadywać czasami przytulić kobiety w pracy,ale wszystko "na żarty". Ze mną "nową" też tak było, owszem podoba ł mi sie a jego mała adoracja mnie dośc szczególna połechtała moją prożnośc. On to wyczuł i mimochodem rzucił,że owszem lubi flirt,podobam mu sie ale jest zajęty itd chociaż gdyby był wolny to umowilby sie ze mną na randke. :) Sytuacja nawet śmieszna a jakoś tak postanowiłam go UNIKAĆ.
Wcześniej jednak była miedzy nami pewna rozmowa,wiedział,ze szukam dodatkowej pracy,pół etatu,wiedział,że mi na tym zalezy.
I miesiac temu jego przełożona dała mi poł etatu. Potrzebowałam tego. Było 7 podań,a on moje położył na wierzchu i szepnał szefowej,żeby mnie przyjela. Byłam pod kreską...ta praca to jak zbawienie dla mnie. Ale jak sam sie chwalił,bez jego wstawiennictwa dzwoniliby po inne osoby .Ów pan powiedział,że od tej pory już nie będe go unikała,będziemy sie "częściej widywać"
Nie wiem czy zrobiłam dobrze. Podobał mi sie ale jest zajęty wiec lipa:(
Czy wg was zrobiłam żle przyjmując w opisanej sytuacji prace? Finansowo stoje lepiej ale coś mnie uwiera.