marsapa
03.03.15, 14:58
Powiedzmy, że zdarzyła się taka sytuacja. Poznałam faceta, rówieśnika (34). Spotykamy się od prawie trzech lat, jesteśmy parą, od roku mieszkamy ze sobą, planujemy dzieci i ślub. W ramach tzw. "oczyszczania szafy z trupów" opowiadamy sobie o tym, co wątpliwego moralnie zrobiliśmy w przeszłości. Ja mam na koncie rzeczy typu zdrada po pijanemu pierwszego partnera z którym byłam pięć lat, zerwane przeze mnie zaręczyny (inna osoba) w niezbyt kulturalny sposób, jakieś drobniejsze kompromitacje w gronie znajomych typu głupoty robione na imprezie itp. On przyznał mi się, że ponad 10 lat na ostatnim roku studiów poznał dziewczynę przez internet i zaliczył z nią wpadkę, gdy okazało się później, że ona jest w ciąży obiecał, że się zajmie dzieckiem, ale gdy była w ostatnim miesiącu a on skończył studia, uciekł z kraju i zerwał z nią kontakt. Czyli najprawdopodobniej ma 10 letnie dziecko. Nikt go nie raczej nie szuka, bo dziewczyna nie znała jego prawdziwych personaliów (często randkował przez internet i nie podawał nazwiska, miał drugi telefon tylko do takich celów, starał się być anonimowy) - zresztą od 4 lat jest w Polsce i się nie ukrywa, więc chyba gdyby coś na niego mieli, już dawno by miał kłopoty. W każdym razie nie chodzi o stronę prawna tylko etyczną. Każdy z nas popełnia błędy, ale mam wątpliwości czy tego typu błąd popełniony 10 lat temu może mieć konsekwencje w sensie jego zachowania dzisiaj. Czy na kimś takim można polegać? Z drugiej strony nie można mu odmówić przyzwoitości oraz odwagi cywilnej, że przyznał się do tego chociaż wcale nie musiał. Sama nie wiem. Jak wy byście zareagowały na moim miejscu?
M.