lara.lara13
03.11.15, 11:30
Niedawno odbyłam dziwną rozmowę z synem oraz niedoszłą synową. Mianowicie zostaliśmy poproszeni z mężem o notarialne zrzeczenie się spadku po synu (sic!). Powodem tego miałoby być to, że niedoszła synowa chce aby nasz syn był współwłaścicielem mieszkania kupionego za pieniądze ze spadku po jej rodzicach. Twierdzi ona, że dopóki nie będą mieli dzieci to w razie śmierci jej naszego syna mu z mężem dziedziczymy po nim. Skoro mieszkanie jest kupione za jej pieniądze to wg niej nic nam się nie należy.
Oczywiście kategorycznie odmówiliśmy zbulwersowani taką bezczelnością tej kobiety.
Syn przecież na tamten świat się nie wybiera. Poza tym do czasu ewentualnego jego zgodnu wiele rzeczy może ulec zmianie, syn może dorobić się majątku, a ta teraz żąda byśmy zrzekli się do tego majątku prawa, bo ona parę groszy naszemu dziecku przepisze. Przecież skoro nasz syn zarabia, będzie utrzymywał dom, remonty, itp. to jakim prawem ona oczekuje, że my zrezygnujemy z należnych nam (w razie tragedii) pieniędzy! Mamy też inne dzieci i o nich też musimy myśleć.
Syn jest niezadowolony, bo ona powiedziała że skoro tak to mieszkanie będzie tylko jej. Bo ona się musi zabezpieczyć. No bezczelna to ona potrafi być. I teraz to wszystko się na nas odbija, bo syn jakiś niechętny się zrobił, miał przyjechać, pomóc w ogrodzie, nie przyjechał jakieś preteksty dziwne wymyśla. Jak z tego wybrnąć?
Ja to w ogóle nie mogę pojąć skąd on wziął tę dziewczynę taką nieudaną. Nie dość, ze sierota, rodzice pomarli na jakieś choroby, to jeszcze buntuje syna przeciwko nam.